-Tak. Niestety, nie mam dla pana
dobrych wieści. Z badań wynika, że Pana narzeczona ma białaczkę. –powiedział
lekarz. Poczułem jak nogi się pode mną uginają.
-Ale czy to znaczy, że będzie
potrzebny przeszczep? –zapytałem przerażony.
-Prawdopodobnie tak.
-A czy ja... mogę być dawcą?
-Tego nie wiem. Musi pan zrobić
badania i dopiero wtedy będę mógł panu odpowiedzieć na to pytanie.
-A kiedy mogę je zrobić?
-Za chwilę. Proszę za mną. – powiedział,
a ja wyciągnąłem telefon i napisałem Smsa do mamy.
„Vanessa ma
białaczkę. Prawdopodobnie będzie potrzebny przeszczep szpiku. Idę na badania.
Nie wiem kiedy wrócę. Nie czekaj na mnie z obiadem.”
Po chwili dostałem odpowiedź. „O nic
się nie martw, wszystkim się zajmę.”
Wszedłem za lekarzem do gabinetu.
-Proszę usiąść – powiedział
wskazując krzesło. –Pielęgniarka zaraz pobierze panu krew i wymaz z buzi.
Tak jak powiedział tak się stało.
-Na Cito proszę. – powiedział, gdy
pielęgniarka wychodziła z gabinetu.
-Za ile będą wyniki? – zapytałem.
-Nie wiem. Ale jak tylko będę miał
je w ręce powiem panu i nich.
-Czy mogę wejść do mojej
narzeczonej?
-Dobrze, ale tylko na chwilę. Wiem
pan gdzie. Proszę założyć ochronny fartuch zanim pan wejdzie na salę.
-Dobrze. Dziękuję panie doktorze. – powiedziałem
wychodząc z pomieszczenia. Gdy dotarłem pod salę na której leżała Vanessa,
założyłem fartuch i wszedłem do środka. Usiadłem obok łóżka Vanessy i wziąłem
ją za rękę. Była nieprzytomna. Oddychała przez respirator. Ten widok był
straszny. Wiem, że miałem siedzieć tam tylko chwilę, ale siedziałem tam chyba z
godzinę. Nagle do sali wszedł lekarz.
-Proszę pana. Mówiłem panu, że tylko
na chwilę. – powiedział surowym tonem.
-Przepraszam, to się więcej nie
powtórzy – obiecałem.
-Mam nadzieję. Są już wyniki badań.
Niestety nie może być pan dawcą.
Miałem wrażenie, że dostałem w
twarz. Starałem się nie wybuchnąć. To nie świadczyło by o mnie za dobrze.
Wziąłem głęboki oddech.
-Ile jej zostało? – zapytałem ledwo
słyszalnym głosem.
-Trudno powiedzieć. Ale proszę tak
nie myśleć. Znajdziemy dawcę. A teraz proszę pana o opuszczenie sali.
Zrobiłem to o co prosił lekarz.
Stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć w szpitalu, więc pojechałem do domu. W
progu powitała mnie mama. Nie musiała nic mówić by wiedzieć o czym myślała.
-Nie mogę być dawcą. – powiedziałem
tak cicho, że zastanawiałem się czy w ogóle mnie usłyszała. Chciała coś
powiedzieć, ale uniemożliwiło jej pukanie do drzwi. – Otworzę.
Poszedłem do drzwi. Zupełnie nie
spodziewałem się kogo tam zobaczę. Gdy otworzyłem drzwi, przede mną stał Ed.
-Co chcesz? – zapytałem sucho.
-Słyszałem o Vanessie. Chcę wam
pomóc – odparł.
-Jeszcze wczoraj chciałeś nas
zniszczyć. Chyba powinieneś się cieszyć z tego w jakim stanie jest Vanessa. – powiedziałem
zamykając drzwi.
-Czekaj – postawił stopę w progu
uniemożliwiając mi zamknięci drzwi. – Porozmawiajmy.
Niechętnie otworzyłem szerzej drzwi
i wpuściłem go do środka.
-Mamo zostawisz nas? – zapytałem
mamę. Ta bez słowa poszła z Cam na górę.
-Słucham. – powiedziałem gdy
usiedliśmy w salonie.
-Wiem, że Vanessa ma białaczkę.
Wiem, że nie możesz być dawcą.
-Skąd to wiesz? – zapytałem
zdezorientowany.
-Tajemnica zawodowa. Wiem. Udawałem
przyjaciela, a tak naprawdę chciałem was zniszczyć. Wiem też, jak bardzo
kochasz Vanessę i że nie możesz bez niej żyć. Nasza wczorajsza rozmowa dała mi
wiele do myślenia. Justin, pozwól sobie pomóc. Dużo rzeczy chcesz robić sam,
ale są i takie o które musisz poprosić innych. Jeśli ktoś proponuje ci ta pomoc.
Nie odtrącaj jej. Bo twoja decyzja, może ważyć na życie Vanessy. – powiedział
łagodnym tonem. Przetarłem twarz dłońmi. Potrzebowałem chwili, żeby to do mnie
dotarło.
-Dobrze. Przyjmuje twoją pomoc. Ale
zapomnij, że uda nam się odbudować naszą przyjaźń.
-Wiem.
-Kiedy możesz zrobić badania? – zapytałem.
-Nawet zaraz. – odparł.
-Mamo! – krzyknąłem wstając z
kanapy. – Ja wychodzę, będę za kilka godzin.
-Dobrze – odkrzyknęła mama.
Wyszliśmy z Edem z domu i już
mieliśmy wsiadać do mojego auta gdy nagle.
-Może ja poprowadzę? – zapytał Ed.
Poczułem się dziwnie, ale w końcu oddałem mu kluczyki i sam wsiadłem na miejsce
pasażera. Nie jeździłem na tym miejscu od kilku lat. Co chwila przeczesywałem
włosy ręką.
-Jesteśmy na miejscu. – oznajmił Ed
zatrzymując samochód. Wysiedliśmy z niego i skierowaliśmy się do recepcji. Tam
zapytaliśmy się, gdzie Ed może zrobić badania. Skierowaliśmy się w wyznaczonym
kierunku. Ed wszedł do gabinetu. Wyszedł po około 5 minutach. Postanowiliśmy
poczekać na wyniki. Po około godzinie podszedł do nas lekarz.
-Mam już wyniki pańskich badań – powiedział
patrząc na Eda. – Może pan być dawcą.
Z jednej strony cieszyłem się, że
tak szybko znalazłem dawcę dla Vanessy, ale z drugiej nie byłem pewny czy mogę
mu zaufać. Bałem się, że w ostatniej chwili się rozmyśli.
-Kiedy mogę oddać szpik? – zapytał.
-Nie wiemy jeszcze czy przeszczep
będzie potrzebny na 100%, ale proszę zostawić telefon w rejestracji, a my się
do pana odezwiemy w odpowiednim czasie.
-Dobrze, dziękujemy. – powiedziałem
odwróciłem się i zacząłem iść w stronę wyjścia.
- Panie doktorze, Pani Vanessa się
budzi. – powiedziała pielęgniarka. Wszyscy razem pobiegliśmy w stronę sali na
której leżała moja narzeczona.
-Pan nie może tu wejść – powiedział
lekarz i zamknął mi drzwi przed nosem. Przez szybę zobaczyłem jak wyjmują jej
rurkę z gardła, która pomagała Van oddychać. Spojrzała w moją stronę i
uśmiechnęła się słabo. Po chwili z sali wyszedł lekarz. – Pana narzeczony pana
prosi. Proszę założyć ochronny fartuch. Ma pan 10 minut i ani minuty więcej.
-Dziękuję – założyłem fartuch i
wszedłem na sale. Usiadłem na krześle obok łóżka Vanessy i wziąłem ją za rękę.
-Co mi jest? – zapytała słabo.
-Masz białaczkę. – powiedziałem
cicho.
-Co? – zaczęła płakać. Wstałem i
przytuliłem ją. – Co teraz z nami będzie?
-Będzie dobrze. Mama została z Cam w
domu. Ja też coraz lepiej sobie radzę w opiece nad nią.
-A co jeśli będzie potrzebny
przeszczep? Oddasz mi swój szpik? – Bałem się tego pytania. Oddałbym jej
wszystko. Nawet własne serce, żeby tylko ona mogła żyć.
-Nie. Nie mogę być dawcą. Ale
znalazłem kogoś kto może oddać ci szpik. – odwróciłem się, żeby zobaczyć czy Ed
jeszcze stoi przed salą. Gdy upewniłem się, że tam jest przesunąłem się trochę,
żeby Vanessa mogła go zobaczyć.
-Nie. Nie zgadzam się. –
powiedziała.
-Vanessa, nie mamy wyjścia. Ja nie
mogę być dawcą. Szukanie dawcy przez bank szpiku może trwać miesiące. Nie
wiadomo czy dotrwasz do tego czasu. Ed jest zdolny oddać szpik nawet zaraz.
Proszę cię skarbie zgódź się.
-Dobrze. Skoro to jedyne wyjście. –
westchnęła.
-Przykro mi, ale musi pan już wyjść.
– powiedziała pielęgniarka.
-Nie, ja chcę żeby on został. –
powiedziała Vanessa, a w jej oczach pojawiły się łzy.
-Przykro mi, ale takie jest
polecenie lekarza. – odparła pielęgniarka.
-Nie martw się, wszystko będzie
dobrze. Przyjadę jutro.
-Mógłbyś zrobić kilka zdjęć małej i
pokazać mi jutro? – zapytała ocierając łzy.
-No pewnie. Do jutra. – posłałem jej
ciepły uśmiech i wyszedłem z sali.
-Nie była zadowolona, że mogę być
dawcą? –spytał Ed gdy wyszedłem z sali.
-Nie. Ale przemówiłem jej do
rozsądku. To nasze jedyne wyjście. Szukanie dawcy z banku szpiku może trwać za
długo. – powiedziałem odwieszając fartuch na wieszak stojący przed salą. – Ja
jadę do domu. Właściwie to chyba musimy wracać razem bo pod moim domem
zostawiłeś auto. – powiedziałem uśmiechając się lekko. – Ale ja prowadzę.
-Zgoda. – powiedział uśmiechając
się. Razem wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy spod
budynku. W między czasie Ed zostawił numer telefonu w rejestracji. – Justin,
przepraszam za to co zrobiłem. Myślałem, że szybciej wejdę na szczyt. Nie
pomyślałem co będzie jak już zrobię to o co prosiła mnie Selena.
-Dobra – przerwałem mu. – Nie
wracajmy do tego. Stało się. Trudno. Mam nadzieję, że wyciągnąłeś z tego
lekcję.
-No jasne. Czyli to koniec naszej
współpracy? – zapytał niepewnie.
-Nie wiem. Muszę to dobrze pomyśleć.
Ale jeśli podpiszemy to na czas nieokreślony. Jeśli coś się stanie to koniec.
-Rozumiem. – powiedział gdy
dojechaliśmy pod dom. Wysiedliśmy z auta. Ja skierowałem się do domu, a Ed do
swojego samochodu. Wsiadł do niego i od razu odjechał.
-Wróciłem! – krzyknąłem jak tylko
wszedłem do domu.
-Ciszej. – upomniała mnie mama,
która siedziała w salonie czytając książkę. Gdy tylko mnie zobaczyła odłożyła
ją na bok. – Co z Vanessą?
-Lepiej. Obudziła się – powiedziałem
siadając na pufie. – Jest przerażona tą chorobą. A wiesz co jest najgorsze? Że
ja nie mogę nic zrobić by jej pomóc. – powiedziałem ukrywając twarz w dłoniach.
-Możesz coś zrobić – powiedziała
mama siadając obok nie i przytulając mnie.
-Niby co? – zapytałem oschle.
-Byś przy niej. Dla osób chorych,
ważne jest wsparcie od osób, które kocha. I które kochają ją. Bo ją kochasz
prawda?
-Najbardziej na świecie. Jak
widziałem ją w tym szpitalu, podpiętą do tych wszystkich urządzeń, do tego
respiratora, chciałem tam leżeć zamiast niej. Teraz wszystko się skomplikuje.
Teraz wiem, że nic nigdy nie będę mógł jej oddać.
-Jest jedna rzecz, którą możesz jej
oddać, a która i tak zostanie u ciebie. – spojrzałem na mamę, kompletnie nie
rozumiejąc o co jej chodzi. – Miłość synku. Nie ważne jak dużo jej oddasz.
Wciąż będziesz ją czół.
-Ale miłość nie uratuje jej życia.
-Skąd ta pewność? Miłość potrafi
zdziałać więcej niż jakieś leki czy operacje. A ty, powinieneś to wiedzieć
najlepiej. To nie leki wyciągnęły cię ze stanu w jakim byłeś po poronieniu
Selenu. To dzięki miłości masz teraz córeczkę. I narzeczoną.
Chciałem coś powiedzieć, ale w mojej
kieszeni zaczął wibrować telefon. Wyciągnąłem go i spojrzałem na ekran „Ed”.
-Przepraszam. –powiedziałem do mam.
Wstałem z pufy i wyszedłem do kuchni. Nacisnąłem zielona słuchawkę.
-Coś się dzieje z Vanessą. Dzwonili
ze szpitala. Powiedzieli, że mam jak najszybciej przyjechać do szpitala oddać
szpik, bo bez przeszczepu nie przeżyje tygodnia. – O mało co nie upadłem na
ziemię. – Nie waż się tam jechać rozumiesz?
-Zwariowałeś?! – Krzyknąłem do
słuchawki. – Moja narzeczona umiera, a ty mi zabraniasz do niej jechać?
-Nic tam nie zdziałasz. Będziesz
tylko rozwalał pracę całego szpitala pytając każdego kto przejdzie o Vanessę.
Idź do Cam. Siedź z nią. Odezwę się jak tylko będę coś wiedział. –powiedział po
czym rozłączył się.
Walnąłem pięścią w blat stołu. Nigdy
nie czułem się tak bezsilny. W tej chwili nie mogłem nic zrobić.
__________________________________________________
Przepraszam, za tą przerwę pomiędzy rozdziałami ale sami rozumiecie: wakacje, prawie całe dnie za domem i brak czasu na prowadzenie. W roku szkolnym rozdziały powinny się pojawiać bardziej regularnie.
Czytasz= komentuj
2 komentarze = 31 rozdział