poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział XXX

            -Tak. Niestety, nie mam dla pana dobrych wieści. Z badań wynika, że Pana narzeczona ma białaczkę. –powiedział lekarz. Poczułem jak nogi się pode mną uginają.
            -Ale czy to znaczy, że będzie potrzebny przeszczep? –zapytałem przerażony.
            -Prawdopodobnie tak.
            -A czy ja... mogę być dawcą?
            -Tego nie wiem. Musi pan zrobić badania i dopiero wtedy będę mógł panu odpowiedzieć na to pytanie.
            -A kiedy mogę je zrobić?
            -Za chwilę. Proszę za mną. – powiedział, a ja wyciągnąłem telefon i napisałem Smsa do mamy.
„Vanessa ma białaczkę. Prawdopodobnie będzie potrzebny przeszczep szpiku. Idę na badania. Nie wiem kiedy wrócę. Nie czekaj na mnie z obiadem.”
            Po chwili dostałem odpowiedź. „O nic się nie martw, wszystkim się zajmę.”
            Wszedłem za lekarzem do gabinetu.
            -Proszę usiąść – powiedział wskazując krzesło. –Pielęgniarka zaraz pobierze panu krew i wymaz z buzi.
            Tak jak powiedział tak się stało.
            -Na Cito proszę. – powiedział, gdy pielęgniarka wychodziła z gabinetu.
            -Za ile będą wyniki? – zapytałem.
            -Nie wiem. Ale jak tylko będę miał je w ręce powiem panu i nich.
            -Czy mogę wejść do mojej narzeczonej?
            -Dobrze, ale tylko na chwilę. Wiem pan gdzie. Proszę założyć ochronny fartuch zanim pan wejdzie na salę.
            -Dobrze. Dziękuję panie doktorze. – powiedziałem wychodząc z pomieszczenia. Gdy dotarłem pod salę na której leżała Vanessa, założyłem fartuch i wszedłem do środka. Usiadłem obok łóżka Vanessy i wziąłem ją za rękę. Była nieprzytomna. Oddychała przez respirator. Ten widok był straszny. Wiem, że miałem siedzieć tam tylko chwilę, ale siedziałem tam chyba z godzinę. Nagle do sali wszedł lekarz.
            -Proszę pana. Mówiłem panu, że tylko na chwilę. – powiedział surowym tonem.
            -Przepraszam, to się więcej nie powtórzy – obiecałem.
            -Mam nadzieję. Są już wyniki badań. Niestety nie może być pan dawcą.
            Miałem wrażenie, że dostałem w twarz. Starałem się nie wybuchnąć. To nie świadczyło by o mnie za dobrze. Wziąłem głęboki oddech.
            -Ile jej zostało? – zapytałem ledwo słyszalnym głosem.
            -Trudno powiedzieć. Ale proszę tak nie myśleć. Znajdziemy dawcę. A teraz proszę pana o opuszczenie sali.
            Zrobiłem to o co prosił lekarz. Stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć w szpitalu, więc pojechałem do domu. W progu powitała mnie mama. Nie musiała nic mówić by wiedzieć o czym myślała.
            -Nie mogę być dawcą. – powiedziałem tak cicho, że zastanawiałem się czy w ogóle mnie usłyszała. Chciała coś powiedzieć, ale uniemożliwiło jej pukanie do drzwi. – Otworzę.
            Poszedłem do drzwi. Zupełnie nie spodziewałem się kogo tam zobaczę. Gdy otworzyłem drzwi, przede mną stał Ed.
            -Co chcesz? – zapytałem sucho.
            -Słyszałem o Vanessie. Chcę wam pomóc – odparł.
            -Jeszcze wczoraj chciałeś nas zniszczyć. Chyba powinieneś się cieszyć z tego w jakim stanie jest Vanessa. – powiedziałem zamykając drzwi.
            -Czekaj – postawił stopę w progu uniemożliwiając mi zamknięci drzwi. – Porozmawiajmy.
            Niechętnie otworzyłem szerzej drzwi i wpuściłem go do środka.
            -Mamo zostawisz nas? – zapytałem mamę. Ta bez słowa poszła z Cam na górę.
            -Słucham. – powiedziałem gdy usiedliśmy w salonie.
            -Wiem, że Vanessa ma białaczkę. Wiem, że nie możesz być dawcą.
            -Skąd to wiesz? – zapytałem zdezorientowany.
            -Tajemnica zawodowa. Wiem. Udawałem przyjaciela, a tak naprawdę chciałem was zniszczyć. Wiem też, jak bardzo kochasz Vanessę i że nie możesz bez niej żyć. Nasza wczorajsza rozmowa dała mi wiele do myślenia. Justin, pozwól sobie pomóc. Dużo rzeczy chcesz robić sam, ale są i takie o które musisz poprosić innych. Jeśli ktoś proponuje ci ta pomoc. Nie odtrącaj jej. Bo twoja decyzja, może ważyć na życie Vanessy. – powiedział łagodnym tonem. Przetarłem twarz dłońmi. Potrzebowałem chwili, żeby to do mnie dotarło.
            -Dobrze. Przyjmuje twoją pomoc. Ale zapomnij, że uda nam się odbudować naszą przyjaźń.
            -Wiem.
            -Kiedy możesz zrobić badania? – zapytałem.
            -Nawet zaraz. – odparł.
            -Mamo! – krzyknąłem wstając z kanapy. – Ja wychodzę, będę za kilka godzin.
            -Dobrze – odkrzyknęła mama.
            Wyszliśmy z Edem z domu i już mieliśmy wsiadać do mojego auta gdy nagle.
            -Może ja poprowadzę? – zapytał Ed. Poczułem się dziwnie, ale w końcu oddałem mu kluczyki i sam wsiadłem na miejsce pasażera. Nie jeździłem na tym miejscu od kilku lat. Co chwila przeczesywałem włosy ręką.
            -Jesteśmy na miejscu. – oznajmił Ed zatrzymując samochód. Wysiedliśmy z niego i skierowaliśmy się do recepcji. Tam zapytaliśmy się, gdzie Ed może zrobić badania. Skierowaliśmy się w wyznaczonym kierunku. Ed wszedł do gabinetu. Wyszedł po około 5 minutach. Postanowiliśmy poczekać na wyniki. Po około godzinie podszedł do nas lekarz.
            -Mam już wyniki pańskich badań – powiedział patrząc na Eda. – Może pan być dawcą.
            Z jednej strony cieszyłem się, że tak szybko znalazłem dawcę dla Vanessy, ale z drugiej nie byłem pewny czy mogę mu zaufać. Bałem się, że w ostatniej chwili się rozmyśli.
            -Kiedy mogę oddać szpik? – zapytał.
            -Nie wiemy jeszcze czy przeszczep będzie potrzebny na 100%, ale proszę zostawić telefon w rejestracji, a my się do pana odezwiemy w odpowiednim czasie.
            -Dobrze, dziękujemy. – powiedziałem odwróciłem się i zacząłem iść w stronę wyjścia.
            - Panie doktorze, Pani Vanessa się budzi. – powiedziała pielęgniarka. Wszyscy razem pobiegliśmy w stronę sali na której leżała moja narzeczona.
            -Pan nie może tu wejść – powiedział lekarz i zamknął mi drzwi przed nosem. Przez szybę zobaczyłem jak wyjmują jej rurkę z gardła, która pomagała Van oddychać. Spojrzała w moją stronę i uśmiechnęła się słabo. Po chwili z sali wyszedł lekarz. – Pana narzeczony pana prosi. Proszę założyć ochronny fartuch. Ma pan 10 minut i ani minuty więcej.
            -Dziękuję – założyłem fartuch i wszedłem na sale. Usiadłem na krześle obok łóżka Vanessy i wziąłem ją za rękę.
            -Co mi jest? – zapytała słabo.
            -Masz białaczkę. – powiedziałem cicho.
            -Co? – zaczęła płakać. Wstałem i przytuliłem ją. – Co teraz z nami będzie?
            -Będzie dobrze. Mama została z Cam w domu. Ja też coraz lepiej sobie radzę w opiece nad nią.
            -A co jeśli będzie potrzebny przeszczep? Oddasz mi swój szpik? – Bałem się tego pytania. Oddałbym jej wszystko. Nawet własne serce, żeby tylko ona mogła żyć.
            -Nie. Nie mogę być dawcą. Ale znalazłem kogoś kto może oddać ci szpik. – odwróciłem się, żeby zobaczyć czy Ed jeszcze stoi przed salą. Gdy upewniłem się, że tam jest przesunąłem się trochę, żeby Vanessa mogła go zobaczyć.
            -Nie. Nie zgadzam się. – powiedziała.
            -Vanessa, nie mamy wyjścia. Ja nie mogę być dawcą. Szukanie dawcy przez bank szpiku może trwać miesiące. Nie wiadomo czy dotrwasz do tego czasu. Ed jest zdolny oddać szpik nawet zaraz. Proszę cię skarbie zgódź się.
            -Dobrze. Skoro to jedyne wyjście. – westchnęła.
            -Przykro mi, ale musi pan już wyjść. – powiedziała pielęgniarka.
            -Nie, ja chcę żeby on został. – powiedziała Vanessa, a w jej oczach pojawiły się łzy.
            -Przykro mi, ale takie jest polecenie lekarza. – odparła pielęgniarka.
            -Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Przyjadę jutro.
            -Mógłbyś zrobić kilka zdjęć małej i pokazać mi jutro? – zapytała ocierając łzy.
            -No pewnie. Do jutra. – posłałem jej ciepły uśmiech i wyszedłem z sali.
            -Nie była zadowolona, że mogę być dawcą? –spytał Ed gdy wyszedłem z sali.
            -Nie. Ale przemówiłem jej do rozsądku. To nasze jedyne wyjście. Szukanie dawcy z banku szpiku może trwać za długo. – powiedziałem odwieszając fartuch na wieszak stojący przed salą. – Ja jadę do domu. Właściwie to chyba musimy wracać razem bo pod moim domem zostawiłeś auto. – powiedziałem uśmiechając się lekko. – Ale ja prowadzę.
            -Zgoda. – powiedział uśmiechając się. Razem wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy spod budynku. W między czasie Ed zostawił numer telefonu w rejestracji. – Justin, przepraszam za to co zrobiłem. Myślałem, że szybciej wejdę na szczyt. Nie pomyślałem co będzie jak już zrobię to o co prosiła mnie Selena.
            -Dobra – przerwałem mu. – Nie wracajmy do tego. Stało się. Trudno. Mam nadzieję, że wyciągnąłeś z tego lekcję.
            -No jasne. Czyli to koniec naszej współpracy? – zapytał niepewnie.
            -Nie wiem. Muszę to dobrze pomyśleć. Ale jeśli podpiszemy to na czas nieokreślony. Jeśli coś się stanie to koniec.
            -Rozumiem. – powiedział gdy dojechaliśmy pod dom. Wysiedliśmy z auta. Ja skierowałem się do domu, a Ed do swojego samochodu. Wsiadł do niego i od razu odjechał.
            -Wróciłem! – krzyknąłem jak tylko wszedłem do domu.
            -Ciszej. – upomniała mnie mama, która siedziała w salonie czytając książkę. Gdy tylko mnie zobaczyła odłożyła ją na bok. – Co z Vanessą?
            -Lepiej. Obudziła się – powiedziałem siadając na pufie. – Jest przerażona tą chorobą. A wiesz co jest najgorsze? Że ja nie mogę nic zrobić by jej pomóc. – powiedziałem ukrywając twarz w dłoniach.
            -Możesz coś zrobić – powiedziała mama siadając obok nie i przytulając mnie.
            -Niby co? – zapytałem oschle.
            -Byś przy niej. Dla osób chorych, ważne jest wsparcie od osób, które kocha. I które kochają ją. Bo ją kochasz prawda?
            -Najbardziej na świecie. Jak widziałem ją w tym szpitalu, podpiętą do tych wszystkich urządzeń, do tego respiratora, chciałem tam leżeć zamiast niej. Teraz wszystko się skomplikuje. Teraz wiem, że nic nigdy nie będę mógł jej oddać.
            -Jest jedna rzecz, którą możesz jej oddać, a która i tak zostanie u ciebie. – spojrzałem na mamę, kompletnie nie rozumiejąc o co jej chodzi. – Miłość synku. Nie ważne jak dużo jej oddasz. Wciąż będziesz ją czół.
            -Ale miłość nie uratuje jej życia.
            -Skąd ta pewność? Miłość potrafi zdziałać więcej niż jakieś leki czy operacje. A ty, powinieneś to wiedzieć najlepiej. To nie leki wyciągnęły cię ze stanu w jakim byłeś po poronieniu Selenu. To dzięki miłości masz teraz córeczkę. I narzeczoną.
            Chciałem coś powiedzieć, ale w mojej kieszeni zaczął wibrować telefon. Wyciągnąłem go i spojrzałem na ekran „Ed”.
            -Przepraszam. –powiedziałem do mam. Wstałem z pufy i wyszedłem do kuchni. Nacisnąłem zielona słuchawkę.
            -Coś się dzieje z Vanessą. Dzwonili ze szpitala. Powiedzieli, że mam jak najszybciej przyjechać do szpitala oddać szpik, bo bez przeszczepu nie przeżyje tygodnia. – O mało co nie upadłem na ziemię. – Nie waż się tam jechać rozumiesz?
            -Zwariowałeś?! – Krzyknąłem do słuchawki. – Moja narzeczona umiera, a ty mi zabraniasz do niej jechać?
            -Nic tam nie zdziałasz. Będziesz tylko rozwalał pracę całego szpitala pytając każdego kto przejdzie o Vanessę. Idź do Cam. Siedź z nią. Odezwę się jak tylko będę coś wiedział. –powiedział po czym rozłączył się.

            Walnąłem pięścią w blat stołu. Nigdy nie czułem się tak bezsilny. W tej chwili nie mogłem nic zrobić.

__________________________________________________
Przepraszam, za tą przerwę pomiędzy rozdziałami ale sami rozumiecie: wakacje, prawie całe dnie za domem i brak czasu na prowadzenie. W roku szkolnym rozdziały powinny się pojawiać bardziej regularnie.
Czytasz= komentuj
2 komentarze = 31 rozdział