wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział XXXIII

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!
_________________________________________________________

            Przed drzwiami stał Ed.
            - Skąd wiesz że tu jestem? – zapytałem zdziwiony.
            - Zgadywałem. – wzruszył ramionami. – Mogę wejść? – spytał pokazując wnętrze domu. Czy on siebie w ogóle słyszy?
            - Po pierwsze: nie bo to nie mój dom. Po drugie: nie mam o czym z tobą rozmawiać. – powiedziałem podnosząc lekko głos.
            - O co ci chodzi? Jesteś jakiś dziwny. – powiedział. Albo udawał albo serio był taki głupi.
            - O co mi chodzi? – zadrwiłem. – O to mi chodzi, że spałeś z Vanessą i zrobiłeś jej dziecko.
            - Vanessa jest w ciąży?
            - Tak jest w ciąży. I to z tobą idioto.
            - Justin wszystko w porządku? – odwróciłem się i zobaczyłem Luka stojącego za mną. – Może ja wezmę Cam, a wy sobie porozmawiacie? – zaproponował. Skinąłem głową i dałem mu Camille. Wziąłem kurtkę i wyszedłem na dwór zamykając za sobą drzwi.
            - Nie wiedziałem. Nie powiedziała mi – powiedział zdezorientowany Ed.
            - To teraz już wiesz. Proszę, teraz możesz już iść do niej droga wolna. – powiedziałem.
            - Ed? – usłyszałem dobrze mi znany damski głos.
            ‘No super jeszcze jej tu brakowało’ pomyślałem.
            - Czego tu chcesz? – zapytałem oschle jak do mnie podeszła.
            - Vanessa czemu mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży? – zapytał Ed – Teraz możemy być rodziną. Ja, ty, Camille i nasze dziecko.
            - Po pierwsze: Zapomnij o Camille. Ona zostaje ze mną. Po drugie: Planowaliście to? To nie był tylko ‘skok w bok’ wy robiliście to częściej. – powiedziałem z niedowierzaniem. Przypomniałem sobie te wszystkie razy jak Vanessa nie wracała na noc do domu, tłumacząc się, że zostaje u Melanie. – Wiecie co? Idźcie stąd. Rzygać mi się chce jak na was patrzę. – powiedziałem z odrazą a oni tylko stali i parzyli na mnie jakbym był nie wiadomo kim. – Ogłuchliście? Spadać stąd! – krzyknąłem i wróciłem do drzwi. Powstrzymałem się, żeby nie trzasnąć drzwiami co tylko wystraszyło by dzieci i wkurzyło Luka. Wiedziałem co muszę teraz zrobić. To było jedyne wyjście.
            - Stary wszystko w porządku? – zapytał Luke gdy wróciłem do salonu.
            - Oni to wszystko planowali – powiedziałem z niedowierzaniem. – Ona zdradzała mnie regularnie. – z moich oczy polały się łzy. Wziąłem Camille na ręce. – Nikt i się nie zabierze. Jesteś moją małą dziewczynką. – wyszeptałem jej do uszka i spojrzałem w górę na Luka. – Wiem, że mieliśmy iść na spacer, ale ja muszę coś załatwić i to nie może czekać. – spojrzałem na niego przepraszająco.
            - Jasne. Zawsze możemy iść jutro. – zaśmiał się.
            Wstałem z kanapy i poszedłem do pokoju się przebrać. Założyłem jeansy i białą koszulę. Wziąłem ciepłe body, jeansy i bluzeczkę na długi rękaw i przebrałem Camille. Po powrocie do salonu wziąłem kurteczkę i buciki mojej córci i także jej założyłem. Po chwili byliśmy już gotowi do drogi.
            - Powiesz mi gdzie idziesz albo o której zamierzasz wrócić? – zapytał Luke gdy zakładałem kurtkę.
            - Wszystko ci opowiem jak wrócę. Postaram się być za dwie godziny najpóźniej. Pa. – rzuciłem i wyszedłem na zewnątrz. Otworzyłem samochód, zapiąłem małą w foteliku po czym ruszyłem na miejsce kierowcy. Jak tylko zamknąłem drzwi wyciągnąłem telefon. Znowu miałem kilka nieodebranych połączeń od Vanessy. Szybko usunąłem jej numer. Wszedłem na Internet i wyszukałem najlepszą kancelarię adwokacką w całym mieście. Jak tylko znalazłem wpisałem jej adres w mapy i już po chwili miałem na ekranie trasę dojazdu. Okazało się, że była na drugim końcu miasto, ale mnie to nie przeszkadzało. Jedyne co się dla mnie teraz liczyło było zdobycie wyłącznych praw do Camille, którą kochałem nad życie. Wiedziałem, że jeżeli Vanessa mi ją odbierze stracę cały sens życia. Odpaliłem silnik, wyjechałem spod domu Luka i kierowałem się mapą, żeby jak najszybciej dostać się do celu.

            ***2 godziny później, dom Luka***
            Podjechałem pod dom przyjaciela, w którym puki co mieszkam. Wysiadłem z samochodu, podszedłem do tylnych drzwi, otworzyłem je i wyciągnąłem małą. Zamknąłem auto i skierowałem się w kierunku drzwi wejściowych. Otworzyłem je i wszedłem do domu.
            - Nie trzaskaj. – usłyszałem, gdy stanąłem w progu.
Delikatnie zamknąłem drzwi, zdjąłem kurtkę oraz buty i poszedłem z w stronę salonu, gdzie siedział Luke. Gdy tylko zająłem miejsce na fotelu, Luke wyłączył telewizor.
            - Powiesz mi gdzie byłeś? – zapytał jakby od nie chcenia, gdy zacząłem rozbierać małą.
            - U prawnika – westchnąłem. Przyjaciel pokiwał ze zrozumieniem głową.
            - Jesteś pewny, że to jedyne wyjście? – zapytał po chwili milczenia.
            - Nie wiem. Ale jeśli zrobię to jako pierwszy mam większe szanse by zatrzymać Camille. Ja... – zająknąłem się – Ja nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej. – powiedziałem zerkając na moją małą córeczkę.
            - Co zrobisz jak już dostaniesz wyłączne prawa? Wrócisz do Kalifornii?
            - Nie wiem. Chciałbym, ale z drugiej strony, czy warto jest tracić tak fajnego przyjaciela z powodu dziewczyny? – zapytałem z uśmiechem patrząc na Luka. Chłopak zaśmiał się.
            - Dzięki stary. A co jeśli ja też wolałbym wyjechać stąd? – dodał po chwili.
            - Serio chciałbyś stąd wyjechać? – zapytałem zdziwiony.
            - Może? – wzruszył ramionami. – Może tam mi się poszczęści i znajdę sobie dziewczynę, która będzie mnie kochała mimo tego, że mam syna. No i oczywiście taką, która będzie kochała mika jak swojego. – zaśmiał się.
            - Na pewno znajdziesz – zaśmiałem się. Spojrzałem w dół na małą, która teraz spała na moich rękach. – Pójdę ją położyć i pogadamy. – powiedziałem wstając. Skierowałem się w stronę pokoju, położyłem Cam na łóżku i przykryłem kołdrą. Wyszedłem z pokoju i cichutko zamknąłem drzwi.
            Wróciłem do salonu, gdzie Luke znowu oglądał telewizję. Usiadłem obok niego i także zająłem się oglądaniem. Po kilku godzinach postanowiliśmy iść spać. Luke zgasił telewizor i oboje udaliśmy się w stronę pokoi.

            ***Następnego dnia, 12.00, dom Luka***
            Siedzieliśmy wszyscy w salonie – to znaczy: Luke, Mike, Camille i ja – i oglądaliśmy jakieś bajki dla dzieci. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
            - Otworzę. – powiedział Luke wstając.
            Po chwili usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi.
            - Gdzie jest Justin?! – Usłyszałem damski głos. Zakryłem twarz dłońmi, pokręciłem głową i wstałem przygotowując się na kolejną awanturę.
            - Luke, możesz iść do dzieci? – zapytałem przyjaciela, jasno dając mu do zrozumienia, że chcę z nią porozmawiać sam na sam. Chłopak skinął głową i wrócił do salonu. Wziąłem kurtkę i wyszedłem z domu zamykając za sobą drzwi. – Czego? – zapytałem oschle.
            - Odchodzisz ode mnie z dnia na dzień, zabierasz mi dziecko, nasyłasz na mnie prawnika i jeszcze się pytasz czego tu chcę?! – nawrzeszczała na mnie Vanessa.
            - Nie obwiniaj mnie – powiedziałem spokojnie. Sam się sobie dziwię, że w takich momentach potrafię zachować spokój. – za to, że od ciebie odszedłem. Gdybyś mnie nie zdradziła nadal bylibyśmy razem. A o dziecko będę walczył bo nie pozwolę, żeby moja córka mówiła ‘tato’ do jakiegoś obcego faceta.
            - Będę się mogła z nią widywać? – zapytała po chwili ledwo słyszalnym głosem.
            - Przepraszam, bo chyba się przesłyszałem? Już się poddałaś? Myślałem, że będziesz o nią walczyć. Widać ile mała dla ciebie znaczy – powiedziałem kręcąc z niedowierzaniem głową. – Oczywiście, że będziesz mogła się z nią widywać. Ale jak często będziesz przyjeżdżać do Kalifornii to zależy tylko od ciebie.
            - Chcesz ją zabrać do Los Angeles? Ty się w ogóle ze mną nie liczysz – powiedziała z wyrzutem.
            - A ty się ze mną liczyłaś jak zdradzałaś mnie z Edem? Jedyne co się dla mnie liczy, to dobro dziecka. Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć? Bo jak na razie to marnujesz tylko mój czas. – powiedziałem chłodno.
            - Nie. Na razie. – powiedziała i odwróciła się. Po chwili dostałem Smsa.
            „Chcesz wojny? Będziesz ją miał” od Vanessy.

            „Z tego co pamiętam to kilka minut temu się poddałaś więc...” odpisałem po czym zablokowałem jej numer. Już więcej nie będzie do mnie dzwonić i pisać...

__________________________________________________
Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale przez szkołę, tańce i szkołę muzyczną mam mało czasu i niestety pomysłów też nie za wiele. Ale postaram się wszystko nadrobić albo skończyć bloga. To zależy tylko od waszej aktywności (komentarze, wyświetlenia itp.)