sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział XXXIV

***3 miesiące później, po rozprawie***
Do ostatniej chwili zastanawiałem się, czy dobrze robię, próbując pozbawić Vanessę praw rodzicielskich nad Camille. Od dwóch miesięcy mieszkam w z powrotem w Los Angeles. Vanessa ani razu nie odwiedziła Cam. Z tego co mi wiadomo, poroniła.
Wychodziłem właśnie z Sali rozprawowej, na której toczyła się walka o Camille. Oczywiście wygrałem. Chociaż nie jestem do końca przekonany czy to co tam się działo można nazwać walką. Vanessa nawet się tam nie pojawiła. Zamiast niej jednak pojawił się Ed.
- Ej Justin – zaczepił mnie gdy wychodziłem z gmachu sądu.
- Czego chcesz? – zapytałem oschle.
- Nie chcesz wiedzieć co u Van?
- Jakoś niespecjalnie mnie to interesuje. – powiedziałem lekko zirytowany samą jego obecnością. – Chcesz coś jeszcze?
- Vanessa prosiła cię pozdrowić i prosiła, żebyś czasem pozwolił jej się spotkać z Cam…
- Żartujesz sobie prawda? Nie odzywała się przez ostatnie dwa miesiące, nie interesowała się kompletnie swoją córką, a teraz prosi mnie o możliwości spotkań z nią? – zapytałem z niedowierzaniem.
- Vanessa straciła dziecko – powiedział spokojnie – popadła w depresje a ty się jeszcze czepiasz, że nie interesuje się swoją córką?
- I tak nagle z dnia na dzień sobie o niej przypomniała? Wiesz co? To wszystko jest śmieszne. Jak się wyleczy z tej całej depresji to niech zadzwoni, a teraz przepraszam cię bardzo, ale ja muszę jechać do swojej córki. – powiedziałem, po czym ruszyłem w stronę auta, wsiadłem za kierownicę i odjechałem zostawiając Eda samego pod gmachem sądu.

- Wróciłem! – krzyknąłem przekraczając próg domu.
- TATA! – usłyszałem głos dobiegający z salonu, po chwili zobaczyłem swoją córeczkę, a za nią Luke’a. Luke to mój przyjaciel. Przeprowadził się do LA miesiąc temu i często pomagamy sobie nawzajem.
- I jak? –zapytał gdy usiedliśmy w salonie.
- Mam pełnię władzy rodzicielskiej nad Cam. – powiedziałem z uśmiechem.
- Gratuluję Stary! – Luke poklepał mnie po plecach. Na jego twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha.
W tej samej chwili zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię ‘Vanessa’. Stwierdziłem, że nie będę sobie psuł humoru tego dnia i odrzuciłem połączenie.

***2 miesiące później***
Siedziałem właśnie w pokoju z Camille i bawiłem się z nią w jakąś grę gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Poczekaj chwilę, tatuś zaraz wróci – powiedziałem do Cami i poszedłem otworzyć drzwi.
Podszedłem do drzwi o otworzyłem drzwi.
- Vanessa? - powiedziałem z niedowierzaniem. Nie było jej 5 miesięcy i nagle tak po prostu przyjeżdża?
- Cześć Justin. Chciałam porozmawiać – powiedziała jak gdyby nigdy nic.
- My nie mamy o czym rozmawiać. Nie było cię tyle czasu i nagle co? Myślisz, że przyjmę cię z otwartymi ramionami?
- Kto to jest tatusiu? - usłyszałem za sobą głos Camille. Nie dowiary jak te dzieci szybko rosną.
- Camille wracaj do pokoju zaraz przyjdę – powiedziałem a dziewczynka pobiegła z powrotem.
- Widzisz? Nie było cię tyle czasu, że nawet własna córka cię nie poznaje. Nadal myślisz że mamy o czym rozmawiać?
- Masz rację – powiedziała cicho. - Przepraszam, że wam przeszkodziłam. - odwróciła się i powoli zeszła ze schodów.
- Poczekaj! - zawołałem za nią. - Jeśli naprawdę chcesz odnowić z nią kontakt to zgoda. Możemy spróbować, ale nie może być tak, że za chwile wyjedziesz i znowu ją zostawisz. Nie będzie też sądów, zostaje ze mną nie ważne co się stanie. Ale jeśli ona cię nie zaakceptuje, dasz nam spokój i więcej się nie pojawisz. Zgoda?
- Zgoda. - powiedziała po chwili namysłu.
Otworzyłem drzwi szerzej i pozwoliłem jej wejść do środka.
- Cami! - zawołałem a po chwili dziewczynka pojawiła się przy mnie. - Kochanie – powiedziałem kucając, wiedziałem, że to nie będzie łatwe – to jest twoja mamusia.
- Cześć myszko – powiedziała Vanessa kucając naprzeciwko nas. Wyciągnęła rękę w stronę Camille, ale mała odsunęła się i wtuliła we mnie.
- Skarbie nie bój się, nic ci nie zrobi – spojrzałem na Van. W jej oczach zbierały się łzy.
- Zostawi mnie! Znowu! Nie chcę jej! - krzyczała mała. Wstałem i wziąłem ją na ręce. Cały czas płakała.
- Przykro mi. Ostrzegałem, że tak może być. Chyba czas, żebyś już poszła. - powiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi. Vanessa opuściła mój dom ze spuszczona głową.
- Cichutko skarbie – powiedziałem gładząc mała po głowie. - Nie płacz. Będzie dobrze. - poszedłem z nią do salonu i usiadłem na kanapie. Mała leżała mi na brzuchu.
- Po co ona wróciła? - usłyszałem po chwili cichy głos Cami. - Nie chcę jej.
- Już nie będzie tu przychodzić. Obiecuję. - powiedziałem całując małą w czoło. Po kilku minutach słyszałem już tylko miarowy oddech Cam. Zasnęła. Poczułem, że mnie też ogarnia senność i zasnąłem.


***Następnego dnia, rano***
Obudziłem się i zorientowałem, że nie ma Camille.
- Camille! Camille! - zerwałem się z kanapy i zacząłem jej szukać po całym domu. Pobiegłem na górę do jej pokoju i zobaczyłem ją siedzącą na dywanie i bawiącą się lalkami. - Co tam myszko?
- Ta pani mi się śniła. - powiedziała ze smutkiem.
- Jaka pani? - spytałem siadając na podłodze obok niej.
- Ta co tu wczoraj była. Śniło mi się, że byliśmy razem, a potem ona znowu gdzieś pojechała i już nie wróciła. - powiedziała i zaczęła płakać.
Co ja najlepszego narobiłem? Po co ja się godziłem na to spotkanie? Przytuliłem córeczkę i czekałem, aż się uspokoi. Kilka minut później dostałem SMS.
Przepraszam za wczoraj. Przepraszam za wszystko. Nie martw się, nie będę was już nigdy nachodzić. Vanessa.”
Może powinien mnie zaniepokoić ten SMS, ale wtedy liczyła się dla mnie tylko Cam.
- Idziemy do parku? - zapytałem córki.
- Tak – odparła z uśmiechem.
- To chodź, zjemy śniadanie i pójdziemy. - wstałem, wziąłem małą na ręce i poszliśmy do kuchni.
Wyciągnąłem z szafki wszystko co była mi potrzebne do zrobienia małej kanapek. Po 20 minutach poszliśmy się przebrać. W czasie gdy mała wybierała w co się ubierze, mój telefon zaczął dzwonić.
- Tak słucham – powiedziałem do słuchawki.
- Cześć tu Luke, jesteś zajęty? - usłyszałem głos kumpla w słuchawce.
- za chwile wychodzimy z Cami do parku, a czemu pytasz?
- Właśnie przyszło nowe łóżko dla Mike'a i sam nie dam rady go złożyć. Pomyślałem, że może mógłbyś mi pomóc.
- Nie ma problemu. Może po południu? - zapytałem, a Cam przyniosła i położyła mi na kolanach niebieską sukienkę. - Za momencik kochanie.
- Jeśli masz czas, to pewnie. W takim razie czekam. Na razie. - powiedział i rozłączył się.
Podniosłem ubranko, które przed chwilą przyniosła mi Cami i ubrałem ją. Potem poszliśmy do mojej sypialni. Wziąłem czyste ubrania i poszedłem do łazienki się przebrać. Gdy wróciłem Camille próbowała ubrać swoje buciki. Jedna para zawsze jest u mnie w sypialni. Nie wiem czemu, po prostu lubię patrzeć na te słodkie małe buciki.
- Nie na tą nóżkę skarbię – powiedziałem i podszedłem do niej żeby jej pomóc.
Po kilku minutach oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Chwyciłem klucze i wyszliśmy na dwór. Park jest tylko kilka minut od naszego domu.
Jak tylko do niego weszliśmy Cami puściła moją rękę i pobiegła przed siebie.
- A ty dokąd? - zapytałem i zacząłem ją gonić. Gdy wreszcie ją dogoniłem wziąłem od tyłu na ręce i podniosłem wysoko do góry. - I co teraz powiesz?
- Puść mnie! - powiedziała śmiejąc się.
    Zacząłem się z nią kręcić w około, gdy nagle na kogoś wpadliśmy.
- Oj, przepraszam – powiedziałem, biorąc Camille normalnie na ręce. Okazało się, że zderzyłem się z jakąś panią, która też była z córką.
- Nic się nie stało. - powiedziała, odgarniając włosy za ucho.
- Justin. - powiedziałem wyciągając rękę w jej stronę.
- Tavia. Tave dla znajomych – chwyciła moją dłoń. - A ta mała to kto? - zapytała patrząc na Cami. Mała ukryła twarz w rączkach.
- Powiedz jak masz na imię, wstydziochu. - zaśmiałem się. Gdy zobaczyłem, że mała jednak nie ma zamiaru się odezwać, sam ją przedstawiłem. - Moja córeczka Cami. - powiedziałem łaskocząc małą po brzuszku.
    - A to Emma – powiedziała Tave, biorąc swoją córeczkę na ręce.
    - Wszystko w porządku? - zapytałem bo zobaczyłem smutek na jej twarzy.
    - Tak. To znaczy nie. Nic nie jest w porządku. Skarbie idź na plac zabaw. - powiedziała stawiając mała na ziemi.
    - Cami pójdziesz z Emmą? - zapytałem kucając z córka. Ta tylko pokiwała głową i pobiegła za Emmą w stronę placu zabaw. Wstałem i razem z Tavią poszliśmy powoli w tamtym kierunku.
    - Można wiedzieć co się stało? - zapytałem niepewnie.
    - Wczoraj rzucił mnie chłopak. Ojciec Emmy. - powiedziała, a mi przypomniało się wczorajsze spotkanie z Vanessą. - Nie wiem, co mam zrobić. Jak powiedzieć małej, że jej tata ją zostawił. To wszystko mnie przerasta. - powiedziała, a z jej oczu popłynęła łza.
    - Może powiedz, że wyjechał gdzieś i nie wiadomo kiedy wróci? - zaproponowałem.
    - To i tak tylko tymczasowe rozwiązanie. Po pewnym czasie mała tak czy siak będzie się pytała, gdzie jest jej tata.
    - Nie wiem, co mogę ci poradzić. Sam jestem w podobnej sytuacji, tylko, że ode mnie dziewczyna odeszła już dawno. Cami nawet jej nie pamięta. Wczoraj przyszła do mnie do domu. Chciała odnowić kontakt z córką. Camille zaczęła płakać i powiedziała, że nie chce by ona wracała bo znowu ją zostawi.
    - Przykro mi. - powiedziała.
Potem rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin. Niesamowite, jak wiele wspólnych tematów do rozmowy można znaleźć z nowo poznaną osobą. Spojrzałem na zegarek.
    - Przepraszam, ale my musimy już iść. Muszę jeszcze coś dzisiaj załatwić. Daj mi swój numer, to może się jeszcze jakoś spotkamy. - zaproponowałem.
    - Jasne, czemu nie? - powiedziała a ja wyciągnąłem telefon z kieszeni. Tavia podyktowała mi rząd cyfr. Zapisałem jej numer i puściłem jej strzałkę, żeby ona miała mój numer.
    - Miło było mi cię poznać. - powiedziałem podając jej dłoń.
    - Mi również.
    - Camille! - krzyknąłem w stronę placu zabaw. - Chodź, wracamy do domu.
    Mała pobiegła do mnie, a ja wziąłem ją na ręce.
    - Pożegnałaś się z Emmą? - zapytałem.
    - Pa Ema – krzyknęła w stronę Tave, która właśnie brała Emmę na ręce.
    Dziewczynka tylko pomachała ręką i poszła razem z Tavią do domu.


***3 godziny później***
Stałem przed drzwiami domu Luke'a z małą na rękach. Cami zasnęła w drodze do Luke'a, więc postanowiłem jej nie budzić. Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili drzwi otworzyły się i zobaczyłem Luke'a.
Cześć stary – powiedział wpuszczając mnie do domu.
Mogę położyć gdzieś małą? - zapytałem ściszonym głosem.
W mojej sypialni. Mike też tam śpi. - powiedział prowadząc mnie schodami na górę do swojej sypialni.
Położyłem Cam na łóżku Luke'a i po cichu wyszliśmy z pokoju. 
-Coś się stało? Jesteś jakiś inny – powiedział przyglądając mi się.
- Żebyś wiedział jak dużo.
- Dobra, chodź do pokoju Mike'a. Zaczniemy składać łóżko i wszystko mi opowiesz. - powiedział prowadząc mnie do pokoju jego synka.
Pół godziny później, Luke wiedział już o wszystkim. Przez cały czas grało radio, żeby łatwiej nam się pracowało.
          „Wiadomość z ostatniej chwili” - powiedział nagle gość w radiu. „Młoda dziewczyna w Los Angeles, została znaleziona w pokoju hotelowym z podciętymi żyłami. Nie wiemy co było przyczyną takiego zachowania. Wiemy tylko, że dziewczyna była w LA by spotkać się z byłym chłopakiem i wyjaśnić kilka ważnych spraw. Policja póki co nie ujawnia więcej szczegółów”.
Luke i ja spojrzeliśmy po sobie ze strachem w oczach.
- Vanessa – wyszeptałem.
- Stary chyba nie sądzisz...
- SMS – nagle do mnie dotarło. SMS który dostałem od Vanessy. To było pożegnanie.
- O czym ty gadasz? - zapytał zdezorientowany.
- Dzisiaj rano dostałem SMS od Vanessy – powiedziałem wyciągając telefon z kieszeni. Odblokowałem i znalazłem SMS o którym mówiłem. Pokazałem go Luke'owi.
- „Przepraszam za wczoraj. Przepraszam za wszystko. Nie martw się, nie będę was już nigdy nachodzić. Vanessa.” - przeczytał pod nosem. - Ty chyba nie sądzisz, że to ona?
- Nie wiem, ale wszystko pasuje. Jestem jej byłym. Przyjechała wczoraj do mnie, żeby załatwić kilka spraw. Nie udało jej się. Ten dzisiejszy SMS był pożegnaniem.
- Co teraz zrobisz? - chyba mi uwierzył.
- Nie mam pojęcia. Skończmy składać to łóżko i potem o tym pomyśle. 

_________________________________________________________
Wiem, że strasznie długo mnie tu nie było i przepraszam za to.
Tak więc rozdział 34 gotowy i wielkimi krokami zbliżamy się ku końcowi. Jeszcze jeden rozdział i epilog...