Byli z nim Selena i Max.
Nogi się pode mną
ugięły. Justin objął mnie ramieniem, co dodało mi trochę otuchy, ale i tak
bałam się tego co miało zaraz nastąpić.
-Co tu robicie? –zapytał ostro
Justin chowając fotelik z Cam za siebie.
-Przyszliśmy się przywitać z twoją
córeczką. –powiedziała Selena wstając.
-Daruj sobie. –powiedział po czym
odwrócił się do mnie i wyszeptał mi do ucha: -Weź Cam i idź do Sekretarki siedź
tam dopóki nie przyjdę. Proszę nie protestuj. –powiedział błagalnym głosem. Bał
się. Wzięłam od niego fotelik z Camille i zeszłam na dół.
-Przepraszam, -zapytałam panią w
recepcji. –Pani jest sekretarką Justina?
-Tak a o co chodzi? –zapytała nie
spuszczając wzroku z komputera.
-Jestem Vanessa, jego narzeczona.
Justin prosił, żebym tu przyszła i poczekała na niego.
-Miło mi cię poznać. –powiedziała
wstając i podając mi rękę. Uścisnęłam ją –Jestem Julie. Och –powiedziała gdy
zobaczyła, że dźwigam fotelik z Cam. –pomogę ci. –obeszła blat dookoła i wzięła
ode mnie fotelik.
-Dzięki. –powiedziałam.
-Chodź siadaj. –pokazała miejsce na
którym przed chwilą siedziała.
-A ty gdzie będziesz siedzieć?
–zapytałam zdezorientowana.
-Nie martw się o mnie. –odparła
Julie i usiadła tam gdzie zwykle siadają klienci. Nie miałam wyjścia. Usiadłam
za biurkiem. –Jesteś narzeczoną Justina. należy ci się lepsze miejsce. Praca
może poczekać. –zaśmiała się. –Mogę ją wziąć na ręce? –zapytała patrząc na Cam.
-Jasne. –Uśmiechnęłam się.
Dziewczyna ostrożnie wyciągnęła Cam z fotelika. Wyglądało to tak, jakby robiła
to setki razy.
–Justin cię tu przysłał, bo na górze
są Selena i Max? –zapytała bez ogródek.
-Tak. Ale nie pytaj mnie o nic
więcej. Ja nie mam siły tego tłumaczyć.
-Spokojnie. Chcesz coś do picia?
-Nie dzięki –powiedziałam wyciągając
telefon. Możemy zrobić tak, że będzie słychać to co oni mówią? –zapytałam.
-Nie wiem.
„Justin, zadzwonię do ciebie, wycisz
telefon, żeby nie usłyszeli jak dzwonię i nie rozłączaj się, dobrze? Chcę
wiedzieć o czym rozmawiacie. Odpisz że się zgadzasz albo, że się nie zgadzasz”
To była treść Smsa jaki wysłałam do Justina. po kilku chwilach dostałam
odpowiedź.
„Dzwoń” to też zrobiłam. Po chwili
usłyszałam słowa rozmowy:
„Niby czemu mamy dać wam spokój?”
usłyszałam męski głos. Max.
„Bo nic wam nie zrobiliśmy.
Zrozumcie, że działając w ten sposób tylko się pogrążacie” powiedział Justin.
„Wiecie jak to wygląda z naszej strony? Dwie osoby, którym nie udało się w
miłości z desperacją szukają sposobu by zniszczyć im, życie. Żeby tez cierpieli
tak jak wy.”
„Ta rozmowa nie ma sensu” Stwierdził
Ed „Idziemy z tond”
„Z tobą chcę jeszcze pogadać”
–powiedział Justin.
„Idźcie, dogonię was” usłyszałam
słowa Eda po czym dało się usłyszeć dźwięk trzaskania drzwiami. „O czym chcesz
gadać?”
„O współpracy chcę ją rozwiązać.”
„Chcieć można wiele, gorzej z
możliwością”
„Tylko sprawa wygląda tak” zaczął
Justin „Podpisaliśmy umowę na rok. Na szczęście tylko na rok. Który kończy się
za miesiąc. Nie przedłużę z tobą tej umowy. W Los Angeles też tego nie zrobią.
Ja nie mogę zrozumieć dlaczego ty to wszystko zrobiłeś”
„Selena powiedziała, że jeśli się z
wami zaprzyjaźnię i im pomogę, szybciej wejdę na szczyt kariery. „
„Masz rację. Szybko wszedłeś. Ale
tak samo szybko z niej spadniesz, gdy twoi fani dowiedzą się, że jesteś jednym
z prześladowców Mnie i Van. Może nie wiesz, ale my też jesteśmy znani, dzięki
temu, że pracujemy dla takich osób jak ty. Jestem jednym z najbardziej
pożądanych menagerów na w całych Stanach Zjednoczonych. Jak się dowiedzą, że
pomagasz Selenie i Maxowi się nas pozbyć szybko możesz skończyć swoją karierę.
Ale to twój wybór i wybrałeś go świadomie. A teraz wyjdź z tego gabinetu i nie
pokazuj mi się więcej na oczy.” Usłyszałam kolejne trzaśnięcie drzwiami.
„Vanessa chodź na górę. Weź Cam.” Powiedział i rozłączył się.
-Mogę zostawić tu fotelik?
–zapytałam biorąc Camille od Julie.
-No jasne. Idź już do Justina.
Weszłam na górę i
skierowałam się w stronę gabinetu Justina. Weszłam do środka. Justin od razu do
mnie podbiegł i ostrożnie mnie przytulił uważając na małą. Staliśmy tak kilka
minut.
-Nie o to mi chodziło, gdy
mówiłam...
-Nic nie mów wracamy do domu
–przerwał mi Justin. Wziął Cam na ręce i wyszliśmy z gabinetu. Po drodze
wzięliśmy fotelik i wyszliśmy z budynku. Justin włożył Cam do fotelika i
zainstalował go w aucie i odjechaliśmy. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy. To
w gabinecie to była tylko chwila strachu. Teraz wszystko wróciło do normalnego
stanu, takiego w jakim wyjechaliśmy z domu. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do
mieszkania.
-Położę Cam do łóżeczka. –powiedział
gdy tylko ściągnął buty. Poszedł na górę, a ja do kuchni. Wyciągnęłam szklankę
i nalałam wody. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Gdy to zrobiłam
zobaczyłam kobietę.
-Dzień dobry. –przywitałam się
wpuszczając kobietę do środka. Była to oczywiście mama Justina.
-Dzień dobry Vanesso. Jest Justin?
–zapytała przekraczając próg mieszkania.
-Tak na górze. Usypia małą. Może
pani do niego iść. Ostatnie drzwi po prawej.
-Dziękuję. –powiedziała i poszła
schodami na górę.
Wróciłam do kuchni
i wypiłam wodę, którą wcześniej nalałam do szklanki. Po chwili usłyszałam jak
ktoś schodzi na dół. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
-Mama została z małą na górze.
Możemy spokojnie porozmawiać. –powiedział stając naprzeciwko mnie. Zrobiłam
krok do przodu, żeby go przytulić, ale w tym samym momencie on zrobił krok do
tyłu odsuwając się ode mnie.
-Chcę, żebyś mi znowu zaufał. Jestem
zazdrosna zgoda. Przyznaję się do tego. Ale tylko dlatego, że bez ciebie sobie
nie poradzę. Jesteś powodem, dla którego budzę się rano. Jesteś powodem, dla
którego zasypiam, nie bojąc się czy jutro moje dziecko nie będzie głodne.
Jesteś powodem, dla którego niczego się nie boję. Mogłabym wymieniać dłużej,
ale to nie ma sensu, bo ty wiesz ile dla mnie znaczysz. Inaczej nie byłoby mnie
tu. Mnie, ani Cam.
Zapadła krępująca chwila ciszy. Nikt
jej nie przerwał. Ruszyłam do przodu by wyminąć Justina, a on szybkim ruchem
ręki przyciągnął mnie do siebie i przytulił. W pewnym momencie poczułam jak coś
leci po mojej nodze. Byłam zbyt przerażona by spojrzeć co to jest.
-Justin. Czy... czy coś mi leci po
nodze? –zapytałam przerażona ze łzami w oczach. Odsunął się ode mnie i spojrzał
w dół. Zobaczyłam jak jego oczy robią się coraz szersze. Zasłonił usta dłonią.
-MAMO!! CHODŹ SZYBKO NA DÓŁ!
–krzyknął. –spokojnie Vanessa, nic ci nie będzie. –zaczął mnie uspokajać. W
pewnym momencie poczułam jak nogi się pode mną uginają. Zrobiło mi się słabo.
Nic więcej nie pamiętam...
***Oczami Justina***
W ostatniej chwili złapałem Vanessę.
Boże co się dzieje? Skąd ta krew? Tyle pytań krążyło w mojej głowie, ale mój
umysł powtarzał cały czas „Vanessa krwawi”.
-Co się... –powiedziała moja mama
gdy zeszła na dół. –Dzwoń po pogotowie. NATYCHMIAST.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer
pogotowia. Powiedziałem im co się stało. Dyspozytorka powiedziała, że za kilka
minut przyjedzie karetka.
-Mamo co się dzieje? –zapytałem ze
łzami w oczach. Dopiero teraz zrozumiałem ile znaczy dla mnie Vanessa. Jak
mogłem być dla niej taki niemiły dzisiaj?
-Nie wiem, synku nie wiem. Spokojnie
wszystko będzie dobrze. –mama próbowała mnie uspokoić.
Po kilku minutach
usłyszeliśmy syreny pogotowia. Otarłem łzy i wstałem. Mama poszła otworzyć
drzwi. Ratownicy wzięli Vanessę na nosze i wyjechali z mieszkania.
-Jedź do niej. Zostanę z małą.
–powiedziała moja mama. –Justin co między wami dzisiaj zaszło? –zapytała
ostrożnie.
-Pokłóciliśmy się. –opowiedziałem
jej co się dzisiaj wydarzyło. Mama pokiwała głową, jakby to wszystko rozumiała.
-Justin. W związkach zdarzają się
kłótnie. To nie uniknione. Wybaczyliście sobie. To najważniejsze. –zrobiła
przerwę. –Ufasz jej?
-Ufam. –powiedziałem biorąc kluczyki
od samochodu i wybiegłem z domu. Pędziłem jak szalony. Po około 10 minutach
byłem już przy szpitalu. Jak na tydzień mam go serdecznie dość.
Wyszedłem z auta. I wbiegłem do
szpitala. od razu skierowałem się do rejestracji.
-Przepraszam –starałem się opanować
–Przywieziono tu moją dziewczynę. Ma na imię Vanessa.
Pani sprawdziła coś w karcie.
-Tak jest. Leży na OIOMie. Może pan
wejść na oddział, ale nie wpuszczą pana na salę.
-Dziękuję –powiedziałem i oddaliłem
się. Skierowałem się w stronę oddziału na którym leżała Van. Przez szybę w
drzwiach zobaczyłem ją podpiętą do tych wszystkich kabelków. Z sali akurat
wyszedł doktor.
-Panie doktorze co z Vanessą?
–zapytałem zaniepokojony.
-Pan jest... –zapytał.
-Jestem jej narzeczonym.
-Pani Vanessa krwawiła z dróg
rodnych. Opanowaliśmy to już..
-Więc dlaczego leży na OIOMie?
–zapytałem zdenerwowany.
-Proszę pana. Takie krwawienia,
często występuj po porodzie, bo jak się dobrze orientuję pana narzeczona kilka
dni temu urodziła tak?
-Tak –potwierdziłem.
-No właśnie. Niepokoją nas jednak
zmiany w wynikach krwi. Na ten moment nie mogę panu nic więcej powiedzieć.
Proszę jechać do domu. Ja nie mogę tam pana wpuścić, a wyniki, które przybliżą
nam co się dzieje z pana narzeczoną będą dopiero jutro.
Odszedł ode mnie. Postanowiłem
pojechać do domu. Lekarz miał rację, siedząc tutaj i tak nic nie zdziała, a w
domu czeka na mnie córeczka.
Wyszedłem z budynku i wsiadłem do
auta. Spojrzałem na zegarek. Była 18.12. jak ten czas dzisiaj zleciał. Po około
20 minutach byłem w domu. Gdy wszedłem w salonie zobaczyłem moja mamę z Cam na
rękach.
-I co z nią? –zapytała jak tylko
mnie zobaczyła.
Opowiedziałem jej to samo co
powiedział mi lekarz.
-Daj mi Cam. –powiedziałem biorąc
małą od mamy. –Możesz spać dzisiaj w naszej sypialni.
-A ty? –zapytała.
-Ja będę spał u Cam. Chcę mieć ją
dzisiaj blisko.
-Oczywiście. –powiedziała kierując
się w stronę schodów. Za to ją kochałem. Wiedziała, kiedy chcę być sam. O nic
nie pytała.
Poszedłem na górę. W pokoju mojej
córeczki, zmieniłem jej pieluszkę. Położyłem do łóżeczka i wyszedłem z pokoju
przypominając sobie o jednej, ważnej rzeczy. Zapukałem do drzwi naszej
sypialni.
-Proszę –usłyszałem głos mamy.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
-Mamo... –zacząłem niepewnie. –Bo
teraz nie ma Vanessy. Co będzie jak mała będzie głodna?
-Nie martw się. Ja się tym zajmę. –powiedziała
i wyminęła mnie w drzwiach. Usłyszałem tylko jak zamykają się drzwi wejściowe.
Wróciłem do pokoju małej. Zaczęła
płakać więc wziąłem ją na ręce i zacząłem kołysać. Dałem jej smoczka i zacząłem
do niej mówić. Ona była taka bezbronna, taka nieświadoma tego co się wokół niej
dzieje. Czasem jej zazdroszczę. Ma wszystko czego jej trzeba, o nic nie musi
się martwić. Po kilku minutach do pokoju weszła moja mama w butelką mleka w
ręku.
-Chcesz sam ją nakarmić, czy ja mam
to zrobić, a potem już sam będziesz? –zapytała.
-Może ty zrób to pierwsza, ja
zobaczę i potem już będę sam. –powiedziałem wysilając się na uśmiech. Wzięła
ode mnie małą i zaczęła ją karmić. Mała wypiła do dna. Moja mama ukołysała ją
do spania.
-Nie martw się Justin. –podeszła do
mnie i przytuliła mnie. –Wszystko będzie dobrze.
-Pewnie masz rację –odparłem
odwzajemniając uścisk.
-Dobranoc. –powiedziała i wyszła z
pokoju.
Zostałem sam z
Cam. Usiadłem na kanapie i momentalnie zasnąłem. Obudził mnie w nocy płacz
Camille. Gdy spojrzałem na stolik zobaczyłem butelkę i jakąś kartkę. Zapaliłem
światło i podniosłem kartkę.
„Może ci się przydać
w nocy. Mama xx” przeczytałem. Wziąłem Cam na ręce i dałem jej butelkę. Mała
wypiła wszystko, trochę płakała, ale pochodziłem z nią chwilę po pokoju,
kołysząc ją delikatnie i zasnęła.
-Wiedziałam, że sobie poradzisz
–usłyszałem głos mamy w niani elektronicznej. –Vanessa byłaby z ciebie dumna.
Bez odbioru.
Uśmiechnąłem się do siebie.
Pocałowałem Camille w czółko i położyłem do łóżeczka. Usiadłem na kanapie. Tym
razem nie mogłem jednak zasnąć tak szybko jak ostatnio. Cały czas myślałem o
Vanessie. Jej się nie może nic stać. Te wyniki musiały być złe. Jutro wszystko
się wyjaśni. Przekonany że wszystko będzie dobrze, w końcu zasnąłem.
Gdy obudziłem się
rano, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było zajrzenie do łóżeczka Cam. Nie było
jej tam. Wypadłem jak poparzony z pokoju. Zbiegłem na dół i zobaczyłem mamę w
salonie z Cam na rękach. Cały zdyszany podszedłem i usiadłem obok mamy.
-Spokojnie. Nic się nie dzieje. Idź
się przebrać i leć do szpitala, ja się wszystkim zajmę. –powiedziała do mnie z
uśmiechem. Odpowiedziałem tym samym i poszedłem się przebrać. Wybiegłem z domu
i pojechałem do szpitala. gdy tam dotarłem była 10.00. skierowałem się w stronę
oddziału na którym leżała Vanessa. Podchodząc do sali zauważyłem lekarza. Tego
samego z którym wczoraj rozmawiałem. Podszedłem do niego.
-Przepraszam .czy wiadomo już co z
Vanessą? –zapytałem.
-Tak. Niestety, nie mam dla pana
dobrych wieści. Z badań wynika, że Pana narzeczona ma...