sobota, 26 lipca 2014

Rozdział XXIX

            Byli z nim Selena i Max.
Nogi się pode mną ugięły. Justin objął mnie ramieniem, co dodało mi trochę otuchy, ale i tak bałam się tego co miało zaraz nastąpić.
            -Co tu robicie? –zapytał ostro Justin chowając fotelik z Cam za siebie.
            -Przyszliśmy się przywitać z twoją córeczką. –powiedziała Selena wstając.
            -Daruj sobie. –powiedział po czym odwrócił się do mnie i wyszeptał mi do ucha: -Weź Cam i idź do Sekretarki siedź tam dopóki nie przyjdę. Proszę nie protestuj. –powiedział błagalnym głosem. Bał się. Wzięłam od niego fotelik z Camille i zeszłam na dół.
            -Przepraszam, -zapytałam panią w recepcji. –Pani jest sekretarką Justina?
            -Tak a o co chodzi? –zapytała nie spuszczając wzroku z komputera.
            -Jestem Vanessa, jego narzeczona. Justin prosił, żebym tu przyszła i poczekała na niego.
            -Miło mi cię poznać. –powiedziała wstając i podając mi rękę. Uścisnęłam ją –Jestem Julie. Och –powiedziała gdy zobaczyła, że dźwigam fotelik z Cam. –pomogę ci. –obeszła blat dookoła i wzięła ode mnie fotelik.
            -Dzięki. –powiedziałam.
            -Chodź siadaj. –pokazała miejsce na którym przed chwilą siedziała.
            -A ty gdzie będziesz siedzieć? –zapytałam zdezorientowana.
            -Nie martw się o mnie. –odparła Julie i usiadła tam gdzie zwykle siadają klienci. Nie miałam wyjścia. Usiadłam za biurkiem. –Jesteś narzeczoną Justina. należy ci się lepsze miejsce. Praca może poczekać. –zaśmiała się. –Mogę ją wziąć na ręce? –zapytała patrząc na Cam.
            -Jasne. –Uśmiechnęłam się. Dziewczyna ostrożnie wyciągnęła Cam z fotelika. Wyglądało to tak, jakby robiła to setki razy.
            –Justin cię tu przysłał, bo na górze są Selena i Max? –zapytała bez ogródek.
            -Tak. Ale nie pytaj mnie o nic więcej. Ja nie mam siły tego tłumaczyć.
            -Spokojnie. Chcesz coś do picia?
            -Nie dzięki –powiedziałam wyciągając telefon. Możemy zrobić tak, że będzie słychać to co oni mówią? –zapytałam.
            -Nie wiem.
            „Justin, zadzwonię do ciebie, wycisz telefon, żeby nie usłyszeli jak dzwonię i nie rozłączaj się, dobrze? Chcę wiedzieć o czym rozmawiacie. Odpisz że się zgadzasz albo, że się nie zgadzasz” To była treść Smsa jaki wysłałam do Justina. po kilku chwilach dostałam odpowiedź.
            „Dzwoń” to też zrobiłam. Po chwili usłyszałam słowa rozmowy:
            „Niby czemu mamy dać wam spokój?” usłyszałam męski głos. Max.
            „Bo nic wam nie zrobiliśmy. Zrozumcie, że działając w ten sposób tylko się pogrążacie” powiedział Justin. „Wiecie jak to wygląda z naszej strony? Dwie osoby, którym nie udało się w miłości z desperacją szukają sposobu by zniszczyć im, życie. Żeby tez cierpieli tak jak wy.”
            „Ta rozmowa nie ma sensu” Stwierdził Ed „Idziemy z tond”
            „Z tobą chcę jeszcze pogadać” –powiedział Justin.
            „Idźcie, dogonię was” usłyszałam słowa Eda po czym dało się usłyszeć dźwięk trzaskania drzwiami. „O czym chcesz gadać?”
            „O współpracy chcę ją rozwiązać.”
            „Chcieć można wiele, gorzej z możliwością”
            „Tylko sprawa wygląda tak” zaczął Justin „Podpisaliśmy umowę na rok. Na szczęście tylko na rok. Który kończy się za miesiąc. Nie przedłużę z tobą tej umowy. W Los Angeles też tego nie zrobią. Ja nie mogę zrozumieć dlaczego ty to wszystko zrobiłeś”
            „Selena powiedziała, że jeśli się z wami zaprzyjaźnię i im pomogę, szybciej wejdę na szczyt kariery. „
            „Masz rację. Szybko wszedłeś. Ale tak samo szybko z niej spadniesz, gdy twoi fani dowiedzą się, że jesteś jednym z prześladowców Mnie i Van. Może nie wiesz, ale my też jesteśmy znani, dzięki temu, że pracujemy dla takich osób jak ty. Jestem jednym z najbardziej pożądanych menagerów na w całych Stanach Zjednoczonych. Jak się dowiedzą, że pomagasz Selenie i Maxowi się nas pozbyć szybko możesz skończyć swoją karierę. Ale to twój wybór i wybrałeś go świadomie. A teraz wyjdź z tego gabinetu i nie pokazuj mi się więcej na oczy.” Usłyszałam kolejne trzaśnięcie drzwiami. „Vanessa chodź na górę. Weź Cam.” Powiedział i rozłączył się.
            -Mogę zostawić tu fotelik? –zapytałam biorąc Camille od Julie.
            -No jasne. Idź już do Justina.
Weszłam na górę i skierowałam się w stronę gabinetu Justina. Weszłam do środka. Justin od razu do mnie podbiegł i ostrożnie mnie przytulił uważając na małą. Staliśmy tak kilka minut.
            -Nie o to mi chodziło, gdy mówiłam...
            -Nic nie mów wracamy do domu –przerwał mi Justin. Wziął Cam na ręce i wyszliśmy z gabinetu. Po drodze wzięliśmy fotelik i wyszliśmy z budynku. Justin włożył Cam do fotelika i zainstalował go w aucie i odjechaliśmy. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy. To w gabinecie to była tylko chwila strachu. Teraz wszystko wróciło do normalnego stanu, takiego w jakim wyjechaliśmy z domu. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do mieszkania.
            -Położę Cam do łóżeczka. –powiedział gdy tylko ściągnął buty. Poszedł na górę, a ja do kuchni. Wyciągnęłam szklankę i nalałam wody. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Gdy to zrobiłam zobaczyłam kobietę.
            -Dzień dobry. –przywitałam się wpuszczając kobietę do środka. Była to oczywiście mama Justina.
            -Dzień dobry Vanesso. Jest Justin? –zapytała przekraczając próg mieszkania.
            -Tak na górze. Usypia małą. Może pani do niego iść. Ostatnie drzwi po prawej.
            -Dziękuję. –powiedziała i poszła schodami na górę.
Wróciłam do kuchni i wypiłam wodę, którą wcześniej nalałam do szklanki. Po chwili usłyszałam jak ktoś schodzi na dół. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
            -Mama została z małą na górze. Możemy spokojnie porozmawiać. –powiedział stając naprzeciwko mnie. Zrobiłam krok do przodu, żeby go przytulić, ale w tym samym momencie on zrobił krok do tyłu odsuwając się ode mnie.
            -Chcę, żebyś mi znowu zaufał. Jestem zazdrosna zgoda. Przyznaję się do tego. Ale tylko dlatego, że bez ciebie sobie nie poradzę. Jesteś powodem, dla którego budzę się rano. Jesteś powodem, dla którego zasypiam, nie bojąc się czy jutro moje dziecko nie będzie głodne. Jesteś powodem, dla którego niczego się nie boję. Mogłabym wymieniać dłużej, ale to nie ma sensu, bo ty wiesz ile dla mnie znaczysz. Inaczej nie byłoby mnie tu. Mnie, ani Cam.
            Zapadła krępująca chwila ciszy. Nikt jej nie przerwał. Ruszyłam do przodu by wyminąć Justina, a on szybkim ruchem ręki przyciągnął mnie do siebie i przytulił. W pewnym momencie poczułam jak coś leci po mojej nodze. Byłam zbyt przerażona by spojrzeć co to jest.
            -Justin. Czy... czy coś mi leci po nodze? –zapytałam przerażona ze łzami w oczach. Odsunął się ode mnie i spojrzał w dół. Zobaczyłam jak jego oczy robią się coraz szersze. Zasłonił usta dłonią.
            -MAMO!! CHODŹ SZYBKO NA DÓŁ! –krzyknął. –spokojnie Vanessa, nic ci nie będzie. –zaczął mnie uspokajać. W pewnym momencie poczułam jak nogi się pode mną uginają. Zrobiło mi się słabo. Nic więcej nie pamiętam...
            ***Oczami Justina***
            W ostatniej chwili złapałem Vanessę. Boże co się dzieje? Skąd ta krew? Tyle pytań krążyło w mojej głowie, ale mój umysł powtarzał cały czas „Vanessa krwawi”.
            -Co się... –powiedziała moja mama gdy zeszła na dół. –Dzwoń po pogotowie. NATYCHMIAST.
            Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer pogotowia. Powiedziałem im co się stało. Dyspozytorka powiedziała, że za kilka minut przyjedzie karetka.
            -Mamo co się dzieje? –zapytałem ze łzami w oczach. Dopiero teraz zrozumiałem ile znaczy dla mnie Vanessa. Jak mogłem być dla niej taki niemiły dzisiaj?
            -Nie wiem, synku nie wiem. Spokojnie wszystko będzie dobrze. –mama próbowała mnie uspokoić.
Po kilku minutach usłyszeliśmy syreny pogotowia. Otarłem łzy i wstałem. Mama poszła otworzyć drzwi. Ratownicy wzięli Vanessę na nosze i wyjechali z mieszkania.
            -Jedź do niej. Zostanę z małą. –powiedziała moja mama. –Justin co między wami dzisiaj zaszło? –zapytała ostrożnie.
            -Pokłóciliśmy się. –opowiedziałem jej co się dzisiaj wydarzyło. Mama pokiwała głową, jakby to wszystko rozumiała.
            -Justin. W związkach zdarzają się kłótnie. To nie uniknione. Wybaczyliście sobie. To najważniejsze. –zrobiła przerwę. –Ufasz jej?
            -Ufam. –powiedziałem biorąc kluczyki od samochodu i wybiegłem z domu. Pędziłem jak szalony. Po około 10 minutach byłem już przy szpitalu. Jak na tydzień mam go serdecznie dość.
            Wyszedłem z auta. I wbiegłem do szpitala. od razu skierowałem się do rejestracji.
            -Przepraszam –starałem się opanować –Przywieziono tu moją dziewczynę. Ma na imię Vanessa.
            Pani sprawdziła coś w karcie.
            -Tak jest. Leży na OIOMie. Może pan wejść na oddział, ale nie wpuszczą pana na salę.
            -Dziękuję –powiedziałem i oddaliłem się. Skierowałem się w stronę oddziału na którym leżała Van. Przez szybę w drzwiach zobaczyłem ją podpiętą do tych wszystkich kabelków. Z sali akurat wyszedł doktor.
            -Panie doktorze co z Vanessą? –zapytałem zaniepokojony.
            -Pan jest... –zapytał.
            -Jestem jej narzeczonym.
            -Pani Vanessa krwawiła z dróg rodnych. Opanowaliśmy to już..
            -Więc dlaczego leży na OIOMie? –zapytałem zdenerwowany.
            -Proszę pana. Takie krwawienia, często występuj po porodzie, bo jak się dobrze orientuję pana narzeczona kilka dni temu urodziła tak?
            -Tak –potwierdziłem.
            -No właśnie. Niepokoją nas jednak zmiany w wynikach krwi. Na ten moment nie mogę panu nic więcej powiedzieć. Proszę jechać do domu. Ja nie mogę tam pana wpuścić, a wyniki, które przybliżą nam co się dzieje z pana narzeczoną będą dopiero jutro.
            Odszedł ode mnie. Postanowiłem pojechać do domu. Lekarz miał rację, siedząc tutaj i tak nic nie zdziała, a w domu czeka na mnie córeczka.
            Wyszedłem z budynku i wsiadłem do auta. Spojrzałem na zegarek. Była 18.12. jak ten czas dzisiaj zleciał. Po około 20 minutach byłem w domu. Gdy wszedłem w salonie zobaczyłem moja mamę z Cam na rękach.
            -I co z nią? –zapytała jak tylko mnie zobaczyła.
            Opowiedziałem jej to samo co powiedział mi lekarz.
            -Daj mi Cam. –powiedziałem biorąc małą od mamy. –Możesz spać dzisiaj w naszej sypialni.
            -A ty? –zapytała.
            -Ja będę spał u Cam. Chcę mieć ją dzisiaj blisko.
            -Oczywiście. –powiedziała kierując się w stronę schodów. Za to ją kochałem. Wiedziała, kiedy chcę być sam. O nic nie pytała.
            Poszedłem na górę. W pokoju mojej córeczki, zmieniłem jej pieluszkę. Położyłem do łóżeczka i wyszedłem z pokoju przypominając sobie o jednej, ważnej rzeczy. Zapukałem do drzwi naszej sypialni.
            -Proszę –usłyszałem głos mamy.
            Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
            -Mamo... –zacząłem niepewnie. –Bo teraz nie ma Vanessy. Co będzie jak mała będzie głodna?
            -Nie martw się. Ja się tym zajmę. –powiedziała i wyminęła mnie w drzwiach. Usłyszałem tylko jak zamykają się drzwi wejściowe.
            Wróciłem do pokoju małej. Zaczęła płakać więc wziąłem ją na ręce i zacząłem kołysać. Dałem jej smoczka i zacząłem do niej mówić. Ona była taka bezbronna, taka nieświadoma tego co się wokół niej dzieje. Czasem jej zazdroszczę. Ma wszystko czego jej trzeba, o nic nie musi się martwić. Po kilku minutach do pokoju weszła moja mama w butelką mleka w ręku.
            -Chcesz sam ją nakarmić, czy ja mam to zrobić, a potem już sam będziesz? –zapytała.
            -Może ty zrób to pierwsza, ja zobaczę i potem już będę sam. –powiedziałem wysilając się na uśmiech. Wzięła ode mnie małą i zaczęła ją karmić. Mała wypiła do dna. Moja mama ukołysała ją do spania.
            -Nie martw się Justin. –podeszła do mnie i przytuliła mnie. –Wszystko będzie dobrze.
            -Pewnie masz rację –odparłem odwzajemniając uścisk.
            -Dobranoc. –powiedziała i wyszła z pokoju.
Zostałem sam z Cam. Usiadłem na kanapie i momentalnie zasnąłem. Obudził mnie w nocy płacz Camille. Gdy spojrzałem na stolik zobaczyłem butelkę i jakąś kartkę. Zapaliłem światło i podniosłem kartkę.
„Może ci się przydać w nocy. Mama xx” przeczytałem. Wziąłem Cam na ręce i dałem jej butelkę. Mała wypiła wszystko, trochę płakała, ale pochodziłem z nią chwilę po pokoju, kołysząc ją delikatnie i zasnęła.
            -Wiedziałam, że sobie poradzisz –usłyszałem głos mamy w niani elektronicznej. –Vanessa byłaby z ciebie dumna. Bez odbioru.
            Uśmiechnąłem się do siebie. Pocałowałem Camille w czółko i położyłem do łóżeczka. Usiadłem na kanapie. Tym razem nie mogłem jednak zasnąć tak szybko jak ostatnio. Cały czas myślałem o Vanessie. Jej się nie może nic stać. Te wyniki musiały być złe. Jutro wszystko się wyjaśni. Przekonany że wszystko będzie dobrze, w końcu zasnąłem.
Gdy obudziłem się rano, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było zajrzenie do łóżeczka Cam. Nie było jej tam. Wypadłem jak poparzony z pokoju. Zbiegłem na dół i zobaczyłem mamę w salonie z Cam na rękach. Cały zdyszany podszedłem i usiadłem obok mamy.
            -Spokojnie. Nic się nie dzieje. Idź się przebrać i leć do szpitala, ja się wszystkim zajmę. –powiedziała do mnie z uśmiechem. Odpowiedziałem tym samym i poszedłem się przebrać. Wybiegłem z domu i pojechałem do szpitala. gdy tam dotarłem była 10.00. skierowałem się w stronę oddziału na którym leżała Vanessa. Podchodząc do sali zauważyłem lekarza. Tego samego z którym wczoraj rozmawiałem. Podszedłem do niego.
            -Przepraszam .czy wiadomo już co z Vanessą? –zapytałem.

            -Tak. Niestety, nie mam dla pana dobrych wieści. Z badań wynika, że Pana narzeczona ma...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz