Walnąłem pięścią w blat stołu. Nigdy
nie czułem się tak bezsilny. W tej chwili nie mogłem nic zrobić.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk
telefonu. Tej nocy też spałem u Cam. Co prawda nie wysypiałem się tam za
dobrze, ale chciałem mieć ją blisko. Ledwo przytomny odebrałem telefon.
-Halo – powiedziałem zaspanym
głosem.
-Wszystko się udało. Z tego co wiem
operacja Vanessy przebiegła bez komplikacji. – usłyszałem w słuchawce głos Eda.
Od razu się rozbudziłem.
-Dzięki za informację. Sorry, że
wczoraj tak na ciebie nawrzeszczałem. – Serio było mi teraz głupio.
-Nic nie szkodzi. Miałeś prawo. Też
bym się wkurzył na twoim miejscu.
Chciałem coś powiedzieć, ale w tej
chwili Camille dała o sobie znać.
-Przepraszam Ed, ale Cam się
obudziła więc sam rozumiesz.
-Jasne. Mógłbym ją kiedyś zobaczyć?
– zapytał niepewnie.
-Na pewno, muszę kończyć, jeszcze
raz dzięki za informację. – powiedziałem i rozłączyłem się. Spojrzałem na
zegarek. Była 9.30. Wstałem z miejsca i podszedłem do łóżeczka Cam. Wziąłem ją
na ręce i dałem jej mleko.
Gdy skończyła pić
przewinąłem ją i ubrałem w piękną sukieneczkę, którą kupiłem kilka dni temu.
Zszedłem z małą na dół do kuchni i położyłem ją w kołysce, którą złożyłem
wczoraj wieczorem, żeby się czymś zająć. W kuchni oczywiście była moja mama.
-Wstałeś wreszcie. Już myślałam, że
nigdy nie wstaniesz. –powiedziała z uśmiechem, lecz po chwili ten zniknął z jej
twarzy. – Przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć.
-Nic się nie stało. –powiedziałem
podchodząc do niej i całując w policzek (Jeśli ktoś nie zrozumiał: „Nigdy nie
wstaniesz”, może odnosić się do śmierci, a wiecie w jakim stanie jest obecnie
Vanessa) – Ed dzwonił. Powiedział, że operacja Vanessy prawdopodobnie
przebiegła bez komplikacji.
-To dobrze. Jedziesz dzisiaj do
niej?
-Bardzo bym chciał pojechać tam z
Cam. Vanessa bardzo za nią tęskni.
-Nie możesz jej wziąć do szpitala
Justin – powiedziała łagodnie mama. – Jest jeszcze bardzo mała, jeszcze się
czymś zarazi i będziesz miał obie swoje kobietki w szpitalu.
-Wiem – powiedziałem wyjmując
telefon. Zacząłem robić Camille zdjęcia. Mała jakby wiedziała co się dzieje, bo
cały czas się śmiała i targała swoją sukienkę.
-Ładna sukienka. Sam wybierałeś? –
zapytała mama podchodząc do łóżeczka.
-Tak sam. – robienie zdjęć przerwało
połączenie. Sam. – Zaraz wrócę.
Gdy tylko odebrałem telefon dobiegł
mnie głos Sama:
-Hej, coś się stało? Vanessa od
kilku godzin nie odbiera telefonu.
-No właściwie... – zacząłem. Bałem
się powiedzieć mu prawdę. – Vanessa jest w szpitalu. Ma białaczkę.
-Co? –powiedział z niedowierzaniem
Sam. – Białaczkę? To nie możliwe.
-Możliwe. Wczoraj miała przeszczep
szpiku.
-I ty do mnie nie zadzwoniłeś?! –
Był na serio wkurzony.
-Przepraszam.
-Ok. uspokójmy się. Nerwy nam nie
pomogą. Co z nią? –zapytał opanowany.
-Nie wiem. Jestem w domu z Camille.
-Właśnie. Jak ty sobie radzisz?
Wszystko ok?
-Tak w porządku. Mama bardzo mi
pomaga.
-Może przyjechać. Możemy pogadać tak
po prostu jak facet z facetem.
-Jeśli chcesz to zapraszam. A teraz
przepraszam, ale muszę kończyć. Zaraz jadę do Vanessy.
-Ok nie przeszkadzam, przyjadę za
jakiś tydzień. Pasuje ci?
-Jasne. Czekam na razie. –
powiedziałem po czym rozłączyłem się.
-Kto dzwonił? – spytała mama jak
tylko wszedłem do kuchni.
-Przyjaciel Vanessy z Nowego Yorku.
Ja też się z nim zaprzyjaźniłem jak tam byliśmy. Zostaniesz teraz z Cam?
-No jasne, leć już. – powiedziała, a
ja wziąłem kluczyki i wybiegłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i
odjechałem.
Po 20 minutach byłem już na miejscu.
Podszedłem do rejestracji.
-Przepraszam, gdzie leży pani
Vanessa McCourt? – zapytałem pani siedzącej za biurkiem.
-Pan jest kimś z rodziny? - zapytała podejrzliwie.
-Nie jeszcze – zaśmiałem się. –
Jestem jej narzeczonym. Ona nie ma w mieści nikogo z rodziny.
-Drugie piętro, sala numer 31.
-Dziękuję. – powiedziałem i
poszedłem w stronę windy.
Nacisnąłem przycisk. Po kilku
chwilach, drzwi otworzyły się otworzyły, a ja wszedłem do środka. Przycisnąłem
przycisk z 2, drzwi się zamknęły i winda ruszyła w górę. Po niecałej minucie
byłem już na górze. Rozejrzałem się w którym kierunku rosły liczby i
skierowałem się w stronę 31. Na szczęście Vanessa leżała już na normalnej sali.
Gdy doszedłem do drzwi, z sali wychodził lekarz.
-Przepraszam panie doktorze. Co z
Vanessą? –zapytałem stając przed lekarzem.
-Pan jest kimś z rodziny? –wkurzają
mnie już te pytania.
-Nie, jestem jej narzeczonym, ale
jestem najbliższą jej osobą.
-Dobrze. Proszę za mną do gabinetu.
– obrócił się w prawo i zaczął iść, a ja za nim. – Proszę usiąść. – wskazał na
krzesło przed biurkiem, gdy już weszliśmy do gabinetu. Zrobiłem o co prosił, a
sam zajął miejsce po drugiej stronie. – Więc tak. Pani Vanessa potrzebowała
przeszczepu szpiku. Operacja odbyła się tak szybko jak tylko było to możliwe. W
czasie operacji nie wystąpiły, żadne komplikacje. Teraz pozostaje nam tylko
czekać, czy przeszczep się przyjmie. Jeżeli nie pojawią się komplikacje po
operacji, będzie mogła opuścić szpital jeszcze w tym tygodniu.
-Pani doktorze. – zacząłem – my mamy
małe dziecko. Rozumiem, że ona już nie może karmić?
-Nie. Ta choroba nie cofnie się
całkowicie. Cały czas komórki choroby będą w organizmie pana narzeczonej. Jest
małe prawdopodobieństwo, że pana dziecko się zarazi, ale jak to mówią:
strzeżonego Pan Bóg strzeże. Ma pan jeszcze jakieś pytania?
-Tak. Jedno – odparłem.
-Może pan do niej wejść. Tylko
proszę nie siedzieć za długo. – powiedział lekarz uśmiechając się. Ja także się
zaśmiałem.
-Jeszcze jedno – powiedziałem
wstając – w której sali leży Ed Sheeran?
-Sala 35. Tylko na chwilę. –
uprzedził moje pytanie. Podziękowałem jej i udałem się w stronę sali na której
leżał Ed. Uchyliłem lekko drzwi i zajrzałem do środka.
- Cześć. Mogę wejść? – zapytałem
chłopaka.
- No jasne. – wszedłem do środka i
usiadłem na krześle obok łóżka Eda.
- Dzięki za wszystko. Jestem ci
naprawdę wdzięczny, że nam pomogłeś.
- Nie ma sprawy. Potraktuj to jako
przeprosiny za wszystko co wam zrobiłem.
- Ok. Muszę już iść. Kiedy cię
wypisują? – spytałem wstając z krzesła.
- Prawdopodobnie jutro. Jasne,
dzięki że przyszedłeś. – powiedział gdy wychodziłem z sali.
Skierowałem się w stronę sali na
której leżała Vanessa. Gdy wchodziłem do środka, zobaczyłem, że rozmawia z
jedną z kobiet leżących razem z nią na sali.
-Dzień dobry. – przywitałem się. –
Cześć skarbie. – powiedziałem do Vanessy.
- Cześć Justin – odparła – To jest
Melanie – wskazała na kobietę obok. – Ma synka trzymiesięcznego i uczęszcza na
zajęcia dla mam, pomyślałam, ze też bym mogła tam chodzić z Cam.
- Dobry pomysł. Jak się czujesz? –
zapytałem siadając na krześle.
- Dużo lepiej. Justin... – zawahała
się. – Kto był Dawcą?
- Ed. –powiedziałem krótko. – Kocham
cię skarbie, muszę iść. Mama jest sama z Cam. Rozmawiałem z lekarzem.
Powiedział, że jeśli nie pojawią się żadne komplikacje wyjedziesz jeszcze w tym
tygodniu. – pochyliłem się ku niej i pocałowałem w czoło. – pa.
Wyszedłem z sali i skierowałem się
do wyjścia ze szpitala a potem do mojego auta zaparkowanego na parkingu przed
szpitalem. Wsiadłem na miejsce kierowcy i odjechałem do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz