PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!
_________________________________________________________
Przed drzwiami stał Ed.
- Skąd wiesz że tu jestem? –
zapytałem zdziwiony.
- Zgadywałem. – wzruszył ramionami.
– Mogę wejść? – spytał pokazując wnętrze domu. Czy on siebie w ogóle słyszy?
- Po pierwsze: nie bo to nie mój
dom. Po drugie: nie mam o czym z tobą rozmawiać. – powiedziałem podnosząc lekko
głos.
- O co ci chodzi? Jesteś jakiś
dziwny. – powiedział. Albo udawał albo serio był taki głupi.
- O co mi chodzi? – zadrwiłem. – O
to mi chodzi, że spałeś z Vanessą i zrobiłeś jej dziecko.
- Vanessa jest w ciąży?
- Tak jest w ciąży. I to z tobą
idioto.
- Justin wszystko w porządku? –
odwróciłem się i zobaczyłem Luka stojącego za mną. – Może ja wezmę Cam, a wy
sobie porozmawiacie? – zaproponował. Skinąłem głową i dałem mu Camille. Wziąłem
kurtkę i wyszedłem na dwór zamykając za sobą drzwi.
- Nie wiedziałem. Nie powiedziała mi
– powiedział zdezorientowany Ed.
- To teraz już wiesz. Proszę, teraz
możesz już iść do niej droga wolna. – powiedziałem.
- Ed? – usłyszałem dobrze mi znany
damski głos.
‘No super jeszcze jej tu brakowało’
pomyślałem.
- Czego tu chcesz? – zapytałem
oschle jak do mnie podeszła.
- Vanessa czemu mi nie powiedziałaś,
że jesteś w ciąży? – zapytał Ed – Teraz możemy być rodziną. Ja, ty, Camille i
nasze dziecko.
- Po pierwsze: Zapomnij o Camille.
Ona zostaje ze mną. Po drugie: Planowaliście to? To nie był tylko ‘skok w bok’
wy robiliście to częściej. – powiedziałem z niedowierzaniem. Przypomniałem
sobie te wszystkie razy jak Vanessa nie wracała na noc do domu, tłumacząc się,
że zostaje u Melanie. – Wiecie co? Idźcie stąd. Rzygać mi się chce jak na was
patrzę. – powiedziałem z odrazą a oni tylko stali i parzyli na mnie jakbym był
nie wiadomo kim. – Ogłuchliście? Spadać stąd! – krzyknąłem i wróciłem do drzwi.
Powstrzymałem się, żeby nie trzasnąć drzwiami co tylko wystraszyło by dzieci i
wkurzyło Luka. Wiedziałem co muszę teraz zrobić. To było jedyne wyjście.
- Stary wszystko w porządku? –
zapytał Luke gdy wróciłem do salonu.
- Oni to wszystko planowali – powiedziałem
z niedowierzaniem. – Ona zdradzała mnie regularnie. – z moich oczy polały się
łzy. Wziąłem Camille na ręce. – Nikt i się nie zabierze. Jesteś moją małą
dziewczynką. – wyszeptałem jej do uszka i spojrzałem w górę na Luka. – Wiem, że
mieliśmy iść na spacer, ale ja muszę coś załatwić i to nie może czekać. –
spojrzałem na niego przepraszająco.
- Jasne. Zawsze możemy iść jutro. –
zaśmiał się.
Wstałem z kanapy i poszedłem do
pokoju się przebrać. Założyłem jeansy i białą koszulę. Wziąłem ciepłe body, jeansy
i bluzeczkę na długi rękaw i przebrałem Camille. Po powrocie do salonu wziąłem
kurteczkę i buciki mojej córci i także jej założyłem. Po chwili byliśmy już
gotowi do drogi.
- Powiesz mi gdzie idziesz albo o
której zamierzasz wrócić? – zapytał Luke gdy zakładałem kurtkę.
- Wszystko ci opowiem jak wrócę.
Postaram się być za dwie godziny najpóźniej. Pa. – rzuciłem i wyszedłem na
zewnątrz. Otworzyłem samochód, zapiąłem małą w foteliku po czym ruszyłem na
miejsce kierowcy. Jak tylko zamknąłem drzwi wyciągnąłem telefon. Znowu miałem
kilka nieodebranych połączeń od Vanessy. Szybko usunąłem jej numer. Wszedłem na
Internet i wyszukałem najlepszą kancelarię adwokacką w całym mieście. Jak tylko
znalazłem wpisałem jej adres w mapy i już po chwili miałem na ekranie trasę
dojazdu. Okazało się, że była na drugim końcu miasto, ale mnie to nie
przeszkadzało. Jedyne co się dla mnie teraz liczyło było zdobycie wyłącznych
praw do Camille, którą kochałem nad życie. Wiedziałem, że jeżeli Vanessa mi ją
odbierze stracę cały sens życia. Odpaliłem silnik, wyjechałem spod domu Luka i
kierowałem się mapą, żeby jak najszybciej dostać się do celu.
***2 godziny później, dom Luka***
Podjechałem pod dom przyjaciela, w
którym puki co mieszkam. Wysiadłem z samochodu, podszedłem do tylnych drzwi,
otworzyłem je i wyciągnąłem małą. Zamknąłem auto i skierowałem się w kierunku
drzwi wejściowych. Otworzyłem je i wszedłem do domu.
- Nie trzaskaj. – usłyszałem, gdy
stanąłem w progu.
Delikatnie
zamknąłem drzwi, zdjąłem kurtkę oraz buty i poszedłem z w stronę salonu, gdzie
siedział Luke. Gdy tylko zająłem miejsce na fotelu, Luke wyłączył telewizor.
- Powiesz mi gdzie byłeś? – zapytał
jakby od nie chcenia, gdy zacząłem rozbierać małą.
- U prawnika – westchnąłem.
Przyjaciel pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Jesteś pewny, że to jedyne
wyjście? – zapytał po chwili milczenia.
- Nie wiem. Ale jeśli zrobię to jako
pierwszy mam większe szanse by zatrzymać Camille. Ja... – zająknąłem się – Ja
nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej. – powiedziałem zerkając na moją
małą córeczkę.
- Co zrobisz jak już dostaniesz
wyłączne prawa? Wrócisz do Kalifornii?
- Nie wiem. Chciałbym, ale z drugiej
strony, czy warto jest tracić tak fajnego przyjaciela z powodu dziewczyny? –
zapytałem z uśmiechem patrząc na Luka. Chłopak zaśmiał się.
- Dzięki stary. A co jeśli ja też
wolałbym wyjechać stąd? – dodał po chwili.
- Serio chciałbyś stąd wyjechać? –
zapytałem zdziwiony.
- Może? – wzruszył ramionami. – Może
tam mi się poszczęści i znajdę sobie dziewczynę, która będzie mnie kochała mimo
tego, że mam syna. No i oczywiście taką, która będzie kochała mika jak swojego.
– zaśmiał się.
- Na pewno znajdziesz – zaśmiałem
się. Spojrzałem w dół na małą, która teraz spała na moich rękach. – Pójdę ją
położyć i pogadamy. – powiedziałem wstając. Skierowałem się w stronę pokoju,
położyłem Cam na łóżku i przykryłem kołdrą. Wyszedłem z pokoju i cichutko
zamknąłem drzwi.
Wróciłem do salonu, gdzie Luke znowu
oglądał telewizję. Usiadłem obok niego i także zająłem się oglądaniem. Po kilku
godzinach postanowiliśmy iść spać. Luke zgasił telewizor i oboje udaliśmy się w
stronę pokoi.
***Następnego dnia, 12.00, dom
Luka***
Siedzieliśmy wszyscy w salonie – to
znaczy: Luke, Mike, Camille i ja – i oglądaliśmy jakieś bajki dla dzieci. W
pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
- Otworzę. – powiedział Luke
wstając.
Po chwili usłyszałem dźwięk
otwierających się drzwi.
- Gdzie jest Justin?! – Usłyszałem
damski głos. Zakryłem twarz dłońmi, pokręciłem głową i wstałem przygotowując
się na kolejną awanturę.
- Luke, możesz iść do dzieci? –
zapytałem przyjaciela, jasno dając mu do zrozumienia, że chcę z nią porozmawiać
sam na sam. Chłopak skinął głową i wrócił do salonu. Wziąłem kurtkę i wyszedłem
z domu zamykając za sobą drzwi. – Czego? – zapytałem oschle.
- Odchodzisz ode mnie z dnia na
dzień, zabierasz mi dziecko, nasyłasz na mnie prawnika i jeszcze się pytasz
czego tu chcę?! – nawrzeszczała na mnie Vanessa.
- Nie obwiniaj mnie – powiedziałem
spokojnie. Sam się sobie dziwię, że w takich momentach potrafię zachować
spokój. – za to, że od ciebie odszedłem. Gdybyś mnie nie zdradziła nadal
bylibyśmy razem. A o dziecko będę walczył bo nie pozwolę, żeby moja córka
mówiła ‘tato’ do jakiegoś obcego faceta.
- Będę się mogła z nią widywać? –
zapytała po chwili ledwo słyszalnym głosem.
- Przepraszam, bo chyba się
przesłyszałem? Już się poddałaś? Myślałem, że będziesz o nią walczyć. Widać ile
mała dla ciebie znaczy – powiedziałem kręcąc z niedowierzaniem głową. –
Oczywiście, że będziesz mogła się z nią widywać. Ale jak często będziesz
przyjeżdżać do Kalifornii to zależy tylko od ciebie.
- Chcesz ją zabrać do Los Angeles?
Ty się w ogóle ze mną nie liczysz – powiedziała z wyrzutem.
- A ty się ze mną liczyłaś jak
zdradzałaś mnie z Edem? Jedyne co się dla mnie liczy, to dobro dziecka. Chcesz
mi coś jeszcze powiedzieć? Bo jak na razie to marnujesz tylko mój czas. –
powiedziałem chłodno.
- Nie. Na razie. – powiedziała i
odwróciła się. Po chwili dostałem Smsa.
„Chcesz wojny? Będziesz ją miał” od
Vanessy.
„Z tego co pamiętam to kilka minut
temu się poddałaś więc...” odpisałem po czym zablokowałem jej numer. Już więcej
nie będzie do mnie dzwonić i pisać...
__________________________________________________
Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale przez szkołę, tańce i szkołę muzyczną mam mało czasu i niestety pomysłów też nie za wiele. Ale postaram się wszystko nadrobić albo skończyć bloga. To zależy tylko od waszej aktywności (komentarze, wyświetlenia itp.)