-Obyś miał rację. –powiedziała Van
ocierając pojedynczą łzę, która spływała po policzku.
-Vanessa czemu płaczesz? –zapytał
Ryan.
-Widzisz…
-Hej Ryan. –powiedziałem –Może
pokażesz mi swój pokój? –powiedziałem.
-Jasne. –powiedział uśmiechając się.
-To chodź –wstałem z kanapy i
poszedłem za młodym. –Ale fajny –powiedziałem gdy weszliśmy do środka.
-Co się dzieje? –zapytał –Może i mam
dopiero 9 lat, ale naprawdę dużo rozumiem.
-Vanessa ma drobne problemy ze swoim
byłym chłopakiem, ale wszystko jest pod kontrolą.
-To czemu mama płakała? –nalegał.
-Ryan zrozum, to są sprawy
dorosłych. Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Zrozum, robimy to, żeby cię
chronić. Wiedza w tym przypadku tylko ci zaszkodzi. To jak, koniec tego tematu
ok?
-No dobra. A… ty jej nic nie zrobisz
prawda? Nie skrzywdzisz jej w żaden sposób?
-Nigdy. Kocham twoją siostrę. Jest
dla mnie najważniejsza. Nigdy nawet nie podniosę na nią ręki. –powiedziałem
uśmiechając się.
-Obiecujesz? –zapytał. –Bo wiesz,
wtedy będziesz miał do czynienia ze mną. A ja trenuję karate.
-Masz moje słowo.
-Dzięki. Lubisz grać w piłkę? –jak
to dobrze, że przestał drążyć temat.
-Nożną? –kiwną głową –No jasne, a
czemu pytasz?
-Zagramy? Tu niedaleko jest boisko.
-Zawsze. –Ryan wziął piłkę i
wyszliśmy z pokoju.
-A wy do kąd? –zatrzymał nas Sam.
-Na boisko, zagrać w piłkę.
–powiedział Ryan.
-Ok. Uważaj na niego Justin. I
wróćcie zanim się zrobi ciemno.
-Spoko. –wyszliśmy z domu. –Co jest?
–zapytałem gdy zobaczyłem smutną minę młodego.
-Nie powiesz o niczym Vanessie,
Samowi i mamie? –zapytał.
-Nie. O co chodzi?
-Bo mam taki problem w szkole…
-zaczął.
-Dokuczają ci? –zapytałem
-No trochę… -powiedział niepewnie.
-Czyli co robią?
-Zabierają mi plecak i gdzieś
chowają, zabierają mi kanapki, śmieją się ze mnie.
-Czemu?
-Kilka lat temu miałem wypadek…
-Wiem. Vanessa mi o tym ostatnio
opowiadała. Obwinia się o to. –może nie powinienem tego mówić?
-Czemu? To nie była jej wina.
-Nieważne. No i co w związku z tym
wypadkiem.
-Nie mogę się przemęczać…
-Chwila, bo czegoś tu nie rozumiem.
Nie możesz się przemęczać, ale właśnie wyciągnąłeś mnie, żeby zagrać w nożną?
-No tak. Bo to jest tak trochę
zagmatwane. Nie mogę za dużo biegać. 10-15 minut góra 20, bo inaczej może się
źle skończyć. Po tym wypadku mam problemy z oddychaniem. Dlatego wychodzę tylko
z Samem. Lekarz powiedział, ze to trochę nietypowe powikłanie, ale co zrobisz?
No i przez to nie mogę ćwiczyć na w-f, wychodzić ze znajomymi na boisko, bo jak
będę chciał skończyć to będą się śmiać, że wymiękam.
-Czemu nie powiesz o tym pani?
Pomogłaby…
-Nie pomogłaby. Byłem już u niej.
Twierdzi, że przesadzam i że nie mam dowodów.
-Kamery w szkole?
-Nie wiem, w każdym razie
nauczyciele nie chcą mi pomóc.
-I co ja mam zrobić?
-Ty jesteś taki… no… umięśniony…
-powiedział niepewnie.
-Mam iść z tobą i postraszyć twoich
znajomych? –zapytałem, lekko rozbawiony.
-Mógłbyś? –zapytał drapiąc się po
głowie. –To nie jest śmieszne.
-No trochę jest. Ćwiczysz karate…
-Nie mogę im nic zrobić. Już raz
dostałem… wizytę u pedagoga.
-Pójdę z tobą –powiedziałem.
Obejmując go ramieniem.
-Serio? –zrobił wielkie oczy. Chyba
nie sądził, że się zgodzę.
-Jasne. To będzie nasza tajemnica.
Stoi? –ułożyłem pięść w tak zwanego żółwika. Odpowiedział tym samym i przybił
mi.
-Stoi. To jak gramy? –zapytałem
wstając.
-Pewnie.
-weszliśmy na boisko. Gra z Ryanem
była świetną zabawą. Ryan wygrał 3-0. Graliśmy z 15 minut. Nie tylko dlatego,
że młody nie może, ale też dlatego, że zaczęło się ściemniać.
-Ale pamiętasz, że to tajemnica i
nikomu ani słowa? –zapytał zanim weszliśmy do domu.
-Pamiętam. Na którą masz jutro do
szkoły?
-Na ósmą. Zwykle wychodzę tak za
dwadzieścia ósma. –powiedział uprzedzając moje pytanie.
-Ok. gdyby cos to mnie obudź.
–powiedziałem z uśmiechem.
-Spoko. –weszliśmy do środka.
-I jak się grało? –zapytała Vanessa
gdy tylko nas zobaczyła.
-Było świetnie. Nawet lepiej niż z
Samem. –powiedział Ryan.
-Ej. Poczułem się urażony.
–powiedział Sam.
-Przepraszam. Wygrałem z Justinem
3-0.
-Dawałem ci fory. –powiedziałem.
-Ta jasne. To co jutro powtórka?
Tylko graj normalnie.
-Jasne.
-A ty kolego odrobiłeś lekcje?
–zapytał Sam
-Nie, już idę.
-Pomóc ci? –zapytałem.
-Jeśli chcesz? Vanessa, masz
świetnego chłopaka. –powiedział do Van.
-Dzięki, leć już na górę, robić te
lekcje bo jutro dostaniesz jedynkę jak nie zrobisz.
-Zaraz do ciebie przyjdę.
–powiedziałem i popatrzyłem, aż zniknął z pola widzenia.
-Coś się stało? –zapytała Vanessa.
-Nie. Twój brat to świetny chłopak.
Na serio. –powiedziałem i poszedłem na górę do pokoju chłopaka.
***Oczami Vanessy***
-Coś się musiało stać.
–powiedziałam.
-Czemu? To źle, że Justin dobrze się
dogaduje z Ryanem?
-Dobrze, ale dziwi mnie, że tak
szybko się zaprzyjaźnili. Ryan był zwykle nieufny.
-Nie było cię dwa lata. Po tym
wypadku się zmienił. Ufa bardziej gdy widzi, że ktoś z rodziny, albo znajomych
też mu ufają. Tak jest z Justinem. Widzi, że my mu ufamy, więc wie, że nie ma
się czego bać.
-Może masz rację? Mam wyrzuty
sumienia, że zostawiłam go na tyle czasu.
-Nie zmienisz przeszłości, ale
możesz zmienić przyszłość. Weźcie go jutro po szkole na jakąś wycieczkę z
Justinem. Najlepiej za miasto. Pokaż mu, że nadal ci na nim zależy. –powiedział
Sam.
-Masz rację. Nawet mogę zacząć od
zaraz.
-Chcesz do niego iść i pomóc mu w
lekcjach, prawda?
-Prawda. Ty się nim zajmowałeś i
pomagałeś mu tyle czasu. Teraz moja kolej. –powiedziałam wstając.
-Pomóc ci?
-Dam sobie radę. –weszłam ostrożnie
po schodach i poszłam w stronę pokoju Ryana. –Mogę? –zapytałam otwierając
drzwi.
-Jasne chodź. –powiedział Rayn,
Justin spojrzał na mnie kręcąc głową, ale nic nie powiedział.
-Justin, zostawisz nas? –zapytałam
ostrożnie.
-Ok. Trzymaj się młody, do jutra.
–gdy mijał mnie w drzwiach dał mi buziaka w czoło.
-Stało się coś? –zapytał Ryan
przyglądając mi się.
-W zasadzie to tak. -Powiedziałam
siadając na miejscu, na którym wcześniej siedział Justin. –Chciałam cię
przeprosić.
-Za co? Ten wypadek to nie była
twoja wina.
-O czym ty mówisz? Jaki wypadek?
–zapytałam zaskoczona. Tylko Justin wiedział, że czuję się winna wobec tego co
się stało. –Justin ci coś powiedział?
-nie ważne. To za co chciałaś mnie
przeprosić?
-Za to, że mnie nie było, że cię
zostawiłam, że się nie odzywałam.
-Nawet nie wiesz, co się ze mną
działo. Mogłaś chociaż zadzwonić, wysłać Smsa czy wszystko u mnie w porządku, a
ty nie zrobiłaś nic. Jakbyś zapomniała, że istnieję.–jego słowa tak mnie
zabolały, że z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
-Wiem, przepraszam cię. Czasu nie
cofnę, przeszłości nie zmienię, ale przyszłość jak najbardziej. Co powiesz,
żebyśmy jutro w trójkę –Ja, Ty i Justin- pojechali na wycieczkę poza miasto.
-Fajny pomysł. Mogę mieć do ciebie
prośbę?
-Zawsze. –powiedziałam uśmiechając
się.
-Nie zostawiaj mnie już. Nigdy. Jak
gdzieś wyjeżdżasz: dzwoń do mnie proszę. –rzucił mi się na szuję. Czułam jak
zaczyna płakać.
-Obiecuję. Już nigdy cię tak nie
zostawię.
-Mogę się dołączyć? –usłyszałam głos
Justina. spojrzałam w stronę z której dochodził. Stał w drzwiach.
-No pewnie. –powiedziałam. –Jedziemy
jutro na wycieczkę. Przyjedziemy po Ryana po szkole i wybierzemy się poza
miasto.
-Bardzo dobry pomysł. –powiedział
Justin. Jak na złość właśnie w tym momencie przerwał nam telefon Justina.
–Przepraszam Was, to z firmy. Zaraz wracam. –wyszedł z pokoju. Wiedziałam, że
to nie był telefon z firmy. A może po prostu byłam przewrażliwiona?
-Masz jeszcze coś do zrobienia na
jutro? –zapytałam Ryana.
-Nie. Zrobiliśmy wszystko z
Justinem.
-Dobrze to teraz do łazienki myć się
i spać. –wstał i wyszedł z pokoju. Chwilę później wszedł Justin.
-Coś nie tak? –zapytałam chłopaka.
-Dzwoniła Perrie. Scooter ma jakieś
problemy z finansami.
-Nie brałeś nic z konta firmowego
prawda?
-Nie. Właśnie dlatego tak się
martwię. Musiałbym tam jechać. Perrie powiedziała, że jeszcze raz wszystko
przejrzą i jak nadal będą błędy to dobrze by było gdybym tam pojechał. Ale mam
nadzieje, że wszystko będzie dobrze.
-A co z Jazzy? –zapytałam.
Wiedziałam, że to delikatny temat, ale musiałam wiedzieć.
-Spokojnie wszystko jest dobrze.
Jutro robię przelew…
-Kto to Jazzy? –zapytała Ryan
wchodząc do pokoju.
-Mama cię nie nauczyła, że nie
ładnie podsłuchiwać? –zapytałam.
-Nic się nie stało. –powiedział
Justin. –Jazzy to moja młodsza siostra. Ma 5 lat.
-Coś z nią nie tak? –Ryan był tak
samo uparty jak ja. To chyba rodzinne.
-Wszystko w porządku idź spać. Jutro
musimy wcześnie wstać.
-Jak to? Czy ja o czymś nie wiem?
–zapytałam zaskoczona.
-Jutro odwożę Ryana do szkoły.
Chodźmy –powiedział Justin. Zgasiliśmy światło u mojego brata w pokoju i
wyszliśmy.
-Coś ty zrobił, że mój brat tak cię
polubił?
-Nie wiem. Ale myślę, że powinnaś z
kimś porozmawiać. –przesunął się i zobaczyłam…
_______________________________________________
Długo nic nie było, ja nie miałam czasu i możliwości bo miałam szlaban na kompa, a wy też nie komentowaliście i jakoś straciłam ochotę do dodawania :/ Ale mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba i każdy kto tu wejdzie i przeczyta skomentuje :) xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz