środa, 7 maja 2014

Rozdział XIX

            -Obyś miał rację. –powiedziała Van ocierając pojedynczą łzę, która spływała po policzku.
            -Vanessa czemu płaczesz? –zapytał Ryan.
            -Widzisz…
            -Hej Ryan. –powiedziałem –Może pokażesz mi swój pokój? –powiedziałem.
            -Jasne. –powiedział uśmiechając się.
            -To chodź –wstałem z kanapy i poszedłem za młodym. –Ale fajny –powiedziałem gdy weszliśmy do środka.
            -Co się dzieje? –zapytał –Może i mam dopiero 9 lat, ale naprawdę dużo rozumiem.
            -Vanessa ma drobne problemy ze swoim byłym chłopakiem, ale wszystko jest pod kontrolą.
            -To czemu mama płakała? –nalegał.
            -Ryan zrozum, to są sprawy dorosłych. Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Zrozum, robimy to, żeby cię chronić. Wiedza w tym przypadku tylko ci zaszkodzi. To jak, koniec tego tematu ok?
            -No dobra. A… ty jej nic nie zrobisz prawda? Nie skrzywdzisz jej w żaden sposób?
            -Nigdy. Kocham twoją siostrę. Jest dla mnie najważniejsza. Nigdy nawet nie podniosę na nią ręki. –powiedziałem uśmiechając się.
            -Obiecujesz? –zapytał. –Bo wiesz, wtedy będziesz miał do czynienia ze mną. A ja trenuję karate.
            -Masz moje słowo.
            -Dzięki. Lubisz grać w piłkę? –jak to dobrze, że przestał drążyć temat.
            -Nożną? –kiwną głową –No jasne, a czemu pytasz?
            -Zagramy? Tu niedaleko jest boisko.
            -Zawsze. –Ryan wziął piłkę i wyszliśmy z pokoju.
            -A wy do kąd? –zatrzymał nas Sam.
            -Na boisko, zagrać w piłkę. –powiedział Ryan.
            -Ok. Uważaj na niego Justin. I wróćcie zanim się zrobi ciemno.
            -Spoko. –wyszliśmy z domu. –Co jest? –zapytałem gdy zobaczyłem smutną minę młodego.
            -Nie powiesz o niczym Vanessie, Samowi i mamie? –zapytał.
            -Nie. O co chodzi?
            -Bo mam taki problem w szkole… -zaczął.
            -Dokuczają ci? –zapytałem
            -No trochę… -powiedział niepewnie.
            -Czyli co robią?
            -Zabierają mi plecak i gdzieś chowają, zabierają mi kanapki, śmieją się ze mnie.
            -Czemu?
            -Kilka lat temu miałem wypadek…
            -Wiem. Vanessa mi o tym ostatnio opowiadała. Obwinia się o to. –może nie powinienem tego mówić?
            -Czemu? To nie była jej wina.
            -Nieważne. No i co w związku z tym wypadkiem.
            -Nie mogę się przemęczać…
            -Chwila, bo czegoś tu nie rozumiem. Nie możesz się przemęczać, ale właśnie wyciągnąłeś mnie, żeby zagrać w nożną?
            -No tak. Bo to jest tak trochę zagmatwane. Nie mogę za dużo biegać. 10-15 minut góra 20, bo inaczej może się źle skończyć. Po tym wypadku mam problemy z oddychaniem. Dlatego wychodzę tylko z Samem. Lekarz powiedział, ze to trochę nietypowe powikłanie, ale co zrobisz? No i przez to nie mogę ćwiczyć na w-f, wychodzić ze znajomymi na boisko, bo jak będę chciał skończyć to będą się śmiać, że wymiękam.
            -Czemu nie powiesz o tym pani? Pomogłaby…
            -Nie pomogłaby. Byłem już u niej. Twierdzi, że przesadzam i że nie mam dowodów.
            -Kamery w szkole?
            -Nie wiem, w każdym razie nauczyciele nie chcą mi pomóc.
            -I co ja mam zrobić?
            -Ty jesteś taki… no… umięśniony… -powiedział niepewnie.
            -Mam iść z tobą i postraszyć twoich znajomych? –zapytałem, lekko rozbawiony.
            -Mógłbyś? –zapytał drapiąc się po głowie. –To nie jest śmieszne.      
            -No trochę jest. Ćwiczysz karate…
            -Nie mogę im nic zrobić. Już raz dostałem… wizytę u pedagoga.
            -Pójdę z tobą –powiedziałem. Obejmując go ramieniem.
            -Serio? –zrobił wielkie oczy. Chyba nie sądził, że się zgodzę.
            -Jasne. To będzie nasza tajemnica. Stoi? –ułożyłem pięść w tak zwanego żółwika. Odpowiedział tym samym i przybił mi.
            -Stoi. To jak gramy? –zapytałem wstając.
            -Pewnie.
            -weszliśmy na boisko. Gra z Ryanem była świetną zabawą. Ryan wygrał 3-0. Graliśmy z 15 minut. Nie tylko dlatego, że młody nie może, ale też dlatego, że zaczęło się ściemniać.
            -Ale pamiętasz, że to tajemnica i nikomu ani słowa? –zapytał zanim weszliśmy do domu.
            -Pamiętam. Na którą masz jutro do szkoły?
            -Na ósmą. Zwykle wychodzę tak za dwadzieścia ósma. –powiedział uprzedzając moje pytanie.
            -Ok. gdyby cos to mnie obudź. –powiedziałem z uśmiechem.
            -Spoko. –weszliśmy do środka.
            -I jak się grało? –zapytała Vanessa gdy tylko nas zobaczyła.
            -Było świetnie. Nawet lepiej niż z Samem. –powiedział Ryan.
            -Ej. Poczułem się urażony. –powiedział Sam.
            -Przepraszam. Wygrałem z Justinem 3-0.
            -Dawałem ci fory. –powiedziałem.
            -Ta jasne. To co jutro powtórka? Tylko graj normalnie.
            -Jasne.
            -A ty kolego odrobiłeś lekcje? –zapytał Sam
            -Nie, już idę.
            -Pomóc ci? –zapytałem.
            -Jeśli chcesz? Vanessa, masz świetnego chłopaka. –powiedział do Van.
            -Dzięki, leć już na górę, robić te lekcje bo jutro dostaniesz jedynkę jak nie zrobisz.
            -Zaraz do ciebie przyjdę. –powiedziałem i popatrzyłem, aż zniknął z pola widzenia.
            -Coś się stało? –zapytała Vanessa.
            -Nie. Twój brat to świetny chłopak. Na serio. –powiedziałem i poszedłem na górę do pokoju chłopaka.
            ***Oczami Vanessy***
            -Coś się musiało stać. –powiedziałam.
            -Czemu? To źle, że Justin dobrze się dogaduje z Ryanem?
            -Dobrze, ale dziwi mnie, że tak szybko się zaprzyjaźnili. Ryan był zwykle nieufny.
            -Nie było cię dwa lata. Po tym wypadku się zmienił. Ufa bardziej gdy widzi, że ktoś z rodziny, albo znajomych też mu ufają. Tak jest z Justinem. Widzi, że my mu ufamy, więc wie, że nie ma się czego bać.
            -Może masz rację? Mam wyrzuty sumienia, że zostawiłam go na tyle czasu.
            -Nie zmienisz przeszłości, ale możesz zmienić przyszłość. Weźcie go jutro po szkole na jakąś wycieczkę z Justinem. Najlepiej za miasto. Pokaż mu, że nadal ci na nim zależy. –powiedział Sam.
            -Masz rację. Nawet mogę zacząć od zaraz.
            -Chcesz do niego iść i pomóc mu w lekcjach, prawda?
            -Prawda. Ty się nim zajmowałeś i pomagałeś mu tyle czasu. Teraz moja kolej. –powiedziałam wstając.
            -Pomóc ci?
            -Dam sobie radę. –weszłam ostrożnie po schodach i poszłam w stronę pokoju Ryana. –Mogę? –zapytałam otwierając drzwi.
            -Jasne chodź. –powiedział Rayn, Justin spojrzał na mnie kręcąc głową, ale nic nie powiedział.
            -Justin, zostawisz nas? –zapytałam ostrożnie.
            -Ok. Trzymaj się młody, do jutra. –gdy mijał mnie w drzwiach dał mi buziaka w czoło.
            -Stało się coś? –zapytał Ryan przyglądając mi się.
            -W zasadzie to tak. -Powiedziałam siadając na miejscu, na którym wcześniej siedział Justin. –Chciałam cię przeprosić.
            -Za co? Ten wypadek to nie była twoja wina.
            -O czym ty mówisz? Jaki wypadek? –zapytałam zaskoczona. Tylko Justin wiedział, że czuję się winna wobec tego co się stało. –Justin ci coś powiedział?
            -nie ważne. To za co chciałaś mnie przeprosić?
            -Za to, że mnie nie było, że cię zostawiłam, że się nie odzywałam.    
            -Nawet nie wiesz, co się ze mną działo. Mogłaś chociaż zadzwonić, wysłać Smsa czy wszystko u mnie w porządku, a ty nie zrobiłaś nic. Jakbyś zapomniała, że istnieję.–jego słowa tak mnie zabolały, że z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
            -Wiem, przepraszam cię. Czasu nie cofnę, przeszłości nie zmienię, ale przyszłość jak najbardziej. Co powiesz, żebyśmy jutro w trójkę –Ja, Ty i Justin- pojechali na wycieczkę poza miasto.
            -Fajny pomysł. Mogę mieć do ciebie prośbę?
            -Zawsze. –powiedziałam uśmiechając się.
            -Nie zostawiaj mnie już. Nigdy. Jak gdzieś wyjeżdżasz: dzwoń do mnie proszę. –rzucił mi się na szuję. Czułam jak zaczyna płakać.
            -Obiecuję. Już nigdy cię tak nie zostawię.
            -Mogę się dołączyć? –usłyszałam głos Justina. spojrzałam w stronę z której dochodził. Stał w drzwiach.
            -No pewnie. –powiedziałam. –Jedziemy jutro na wycieczkę. Przyjedziemy po Ryana po szkole i wybierzemy się poza miasto.
            -Bardzo dobry pomysł. –powiedział Justin. Jak na złość właśnie w tym momencie przerwał nam telefon Justina. –Przepraszam Was, to z firmy. Zaraz wracam. –wyszedł z pokoju. Wiedziałam, że to nie był telefon z firmy. A może po prostu byłam przewrażliwiona?
            -Masz jeszcze coś do zrobienia na jutro? –zapytałam Ryana.
            -Nie. Zrobiliśmy wszystko z Justinem.
            -Dobrze to teraz do łazienki myć się i spać. –wstał i wyszedł z pokoju. Chwilę później wszedł Justin.
            -Coś nie tak? –zapytałam chłopaka.
            -Dzwoniła Perrie. Scooter ma jakieś problemy z finansami.
            -Nie brałeś nic z konta firmowego prawda?
            -Nie. Właśnie dlatego tak się martwię. Musiałbym tam jechać. Perrie powiedziała, że jeszcze raz wszystko przejrzą i jak nadal będą błędy to dobrze by było gdybym tam pojechał. Ale mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze.
            -A co z Jazzy? –zapytałam. Wiedziałam, że to delikatny temat, ale musiałam wiedzieć.
            -Spokojnie wszystko jest dobrze. Jutro robię przelew…
            -Kto to Jazzy? –zapytała Ryan wchodząc do pokoju.
            -Mama cię nie nauczyła, że nie ładnie podsłuchiwać? –zapytałam.
            -Nic się nie stało. –powiedział Justin. –Jazzy to moja młodsza siostra. Ma 5 lat.
            -Coś z nią nie tak? –Ryan był tak samo uparty jak ja. To chyba rodzinne.
            -Wszystko w porządku idź spać. Jutro musimy wcześnie wstać.
            -Jak to? Czy ja o czymś nie wiem? –zapytałam zaskoczona.
            -Jutro odwożę Ryana do szkoły. Chodźmy –powiedział Justin. Zgasiliśmy światło u mojego brata w pokoju i wyszliśmy.
            -Coś ty zrobił, że mój brat tak cię polubił?

            -Nie wiem. Ale myślę, że powinnaś z kimś porozmawiać. –przesunął się i zobaczyłam…

_______________________________________________
Długo nic nie było, ja nie miałam czasu i możliwości bo miałam szlaban na kompa, a wy też nie komentowaliście i jakoś straciłam ochotę do dodawania :/ Ale mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba i każdy kto tu wejdzie i przeczyta skomentuje :) xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz