-Nie
wiem. Ale myślę, że powinnaś z kimś porozmawiać. –Wskazał na coś a raczej na
kogoś palcem. Odwróciłam się i zobaczyłam mamę.
-Vanessa, możemy porozmawiać?
–zapytała niepewnie.
-Jasne. –powiedziałam i poszłyśmy do
pokoju.
-Przepraszam, że tak zareagowałam.
Lubiłam Maxa, myślałam, że jest inny.
-Ja też mamo. Za każdym razem
obiecał, że więcej tego nie zrobi, ale zawsze był ten następny raz. I to o byle
co. O to, że włosy mam nie tak, że bluzkę mam za bardzo prześwitującą. W końcu
nie wytrzymałam i od niego uciekłam. Resztę już wiesz.
-Ale czemu Justin nie chce wrócić do
Seleny? Nie rozumiem tego.
-To jest delikatny temat i nie wiem
czy powinnam ci o tym mówić. Możesz zapytać Justina, ale nie sądzę, że coś ci
powie. Trudno było mu to powiedzieć nawet mnie, więc… Ale możesz spróbować.
-Kochanie. Justin mi wczoraj
powiedział… -Wzięła głęboki oddech. –że obwiniasz się o wypadek Ryana. To
prawda.
-Nie wiem po co Justin ci to
powiedział. –powiedział spuszczając głowę.
-Czyli to prawda? –nie dawała za
wygraną.
-Tak mamo to prawda. Bo to była moja
wina. –wypaliłam.
-Nikt ciebie nie wini. To nie była
twoja wina. –powiedziała mama.
-To o tym Justin mówił? –odwróciłam
się i zobaczyłam w drzwiach Ryana.
-Justin ci coś mówił? –zapytałam
zaskoczona.
-Powiedział, że się obwiniasz, ale
to chyba mu się wymsknęło bo zaraz zmienił temat. –byłam wściekła na Justina.
Dlaczego wszystkim o tym gada?
-Tak o tym. –powiedziałam ściszonym
głosem.
-To nie była twoja wina, tylko moja.
To ja nie uważałem i spadłem. Nie obwiniaj się o to. –powiedział przytulając
się.
-Kocham cię. –powiedziałam. –Idź
spać, bp jutro nie będziesz mieć siły na wycieczkę.
-Czy ja o czymś nie wiem? –zapytała
mama.
-Jedziemy jutro z Justinem i Ryanem
za miasto. Żeby spędzić trochę czasu razem.
-Dobry pomysł. Ty lepiej tez idź
spać. Na pewno jesteś zmęczona po dzisiejszym dniu.
-Masz rację. Dobranoc. –wyszłam z
pokoju.
-Wszystko w porządku? –zapytał
Justin.
-Tak jasne. Możemy pogadać?
–poprowadziłam Ryana do pokoju.
-No pewnie. –poszliśmy z Justinem do
pokoju, który przygotowanego dla nas przez mamę. –O co chodzi?
-Dlaczego mówisz wszystkim, że
obwiniam się o wypadek Ryana? –zapytałam wściekła.
-Nie denerwuj się. –powiedział
spokojnie.
-Już to, że powiedziałeś mamie jakoś
przeboleję, ale po co mówiłeś to mojemu bratu? On nie musiał o tym wiedzieć.
-To był przypadek. Tak samo jakoś
wyszło. Byliśmy przy temacie wypadku i przez przypadek to powiedziałem.
-Czemu rozmawiałeś z Ryanem o
wypadku? –to stawało się coraz dziwniejsze.
-Nie ważne. –powiedział lekceważąco.
-To ma jakiś związek z tym, że jutro
odprowadzasz go do szkoły? –zapytałam dodając do siebie poszczególne elementy.
-Ja nie mogę ci nic powiedzieć.
Jeśli chcesz wiedzieć zapytaj swojego brata.
-Czyli jednak cos jest na rzeczy?
–nie dawałam za wygraną.
-Vanessa odpuść. Jak chcesz coś
wiedzieć to idź do niego i popytaj. Ja nic ci nie mogę powiedzieć przykro mi.
–wziął jakąś koszulkę i poszedł do łazienki.
-Nie chcesz to nie mów. Nie
myślałam, że tak się zmienisz. –powiedziałam bezradna.
-Co masz na myśli? –wychylił się z
łazienki.
-Kiedyś mówiliśmy sobie o wszystkim.
Nie czujesz, że oddalamy się od siebie? –zapytałam a po moim policzku słynęła
łza.
-Vanessa przepraszam nie wiedziałem…
-podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Co przepraszam?! Myślisz, że jednym
głupim ‘przepraszam’ naprawisz wszystko? Przerabialiśmy to wczoraj.
-Van, chciałbym ci powiedzieć… ale
nie mogę. Zrozum, obiecałem Ryanowi, że nikomu nie powiem. Jeszcze kilka minut
temu cieszyłaś się, że tak szybko mi zaufał. Chcesz, żebym stracił jego
zaufanie tylko dlatego, że ty chcesz wiedzieć?
-Masz rację. –powiedziałam –Nie wiem
co się ze mną dzieje. Przepraszam. –rozpłakałam się.
-Spokojnie. Dla mnie też to wszystko
jest trudne, ale razem damy radę. Jutro z nim porozmawiasz.
-Nie. Skoro nie chciał, żebym
wiedziała to powinnam to uszanować. Ale jakby coś było nie tak to mi o tym
powiesz? –zapytałam.
-Oczywiście. Idź do łazienki, umyj
się, przebierz, i idź spać.
-Jasne. –wzięłam co było mi
potrzebne. Wzięłam szybki prysznic, przeprałam się i pokuśtykałam z łazienki w
stronę łóżka.
-Idź spać, zaraz przyjdę.
Położyłam się i momentalnie
zasnęłam.
Rano obudził mnie Justin wstając z
łóżka.
-Gdzie idziesz? –zapytałam nadal
mając zamknięte oczy.
-Z Ryanem do szkoły. Przepraszam ,że
cię obudziłem, śpij dalej. –pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki.
Spałam jeszcze ze dwie godziny. Po
przebudzeniu postanowiłam zejść na dół. Przebrałam się i pokuśtykałam do
kuchni.
-Cześć skarbie –powiedział Justin.
Gdy byłam już blisko, zrobiło mi się słabo i prawie się przewróciłam. Na
szczęście Sam mnie złapał i posadził mnie na krześle.
-Van? Wszystko w porządku? –zapytał
zatroskany Sam.
-Tak jasne. Po prostu trochę mi się
słabo zrobiło.
Justin nachylił się do mnie i
powiedział szeptem:
-Bierzesz te leki na anemię?
-Biorę. Tylko wczoraj wieczorem
zapomniałam. –powiedziałam z poczuciem winy.
-To lepiej, żebyś nie zapominała, bo
widzisz co się dzieje. –powiedział łagodnym głosem.
-Możesz mi podać szklankę wody?
–zapytałam.
-Już. –wstał, nalał wody do szklanki
i podał mi. Upiłam łyk. –Dasz radę dzisiaj jechać?
-Tak już mi lepiej. Co na śniadanie?
–zapytałam zmieniając temat.
-Naleśniki. –powiedział Sam. –Mama
robiła. –podał mi talerz z jedzeniem. Gdy skończyłam Justin wziął mnie na ręce.
-Musimy pogadać. –powiedział i
poszliśmy na górę. –Rozmawiałem z Ryanem. Powiedział, że mogę ci powiedzieć,
ale masz nikomu nie mówić. To jedyny warunek.
-Ok. Mów o co chodzi. –tak trochę
się bałam tego co usłyszę, ale chciałam wiedzieć co dzieje się z moim bratem.
-Ryan jest… nie wiem jak to nazwać.
Dokuczają mu. Powiedział, że to przez ten wypadek. Nie może się za bardzo
przemęczać, przez co nie ćwiczy na w-f, nie wychodzi z kolegami. Jest uważany
za jakiegoś mięczaka, jeśli można to tak nazwać. Poprosił mnie wczoraj, żebym z
nim poszedł dzisiaj do szkoły i postraszył jego kolegów.
-A ty się zgodziłeś –powiedziałam z
niedowierzaniem.
-Może źle zrobiłem, ale to było
jedyne wyjście. Był już u nauczycielki, ale mu nie uwierzyła. Nie chciał
denerwować mamy ani Sama. Przynajmniej podziałało. Powiedzieli, że nie będą mu
dokuczać… przynajmniej na razie.
-Ale nie rozumiem? Dlaczego akurat
ty?
-Stwierdził, że mam duże mięśnie i
trochę ich przestraszę. –powiedział śmiejąc się. –i się udało.
-Mam nadzieję, że podziała na dłużej
niż na jeden dzień. Która godzina?
-11.20 –powiedział Justin gdy
spojrzał na zegarek. –wiesz o której Ryan kończy lekcje?
-Nie, ale zaraz się dowiem. Sam!!
–krzyknęłam. Po chwili chłopak stał w drzwiach. –O której Ryan kończy dzisiaj
lekcje?
-11.45. więc jeśli chcecie po niego
jechać to radzę się zbierać. –powiedział i wyszedł.
-Daleko jest ta szkoła? –zapytałam
Justina.
-Nie jakieś 5 minut autem. Idę
przygotować koszyk piknikowy. Zaraz wracam. –powiedział wychodząc z pokoju.
Zostałam sama. Siedziałam tak z
kilka minut. Potem przyszedł Justin. Wziął mnie na ręce i zaniósł do auta.
Jechaliśmy w milczeniu. Gdy podjechaliśmy pod szkołę, dzieciaki właśnie
wychodziły z budynku.
-Hej czy to nie Ryan? –zapytał
Justin patrząc przez okno. Odchylił się trochę, żebym mogła spojrzeć. Po chwili
zobaczyłam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz