niedziela, 11 maja 2014

Rozdział XX

            -Nie wiem. Ale myślę, że powinnaś z kimś porozmawiać. –Wskazał na coś a raczej na kogoś palcem. Odwróciłam się i zobaczyłam mamę.
            -Vanessa, możemy porozmawiać? –zapytała niepewnie.
            -Jasne. –powiedziałam i poszłyśmy do pokoju.
            -Przepraszam, że tak zareagowałam. Lubiłam Maxa, myślałam, że jest inny.
            -Ja też mamo. Za każdym razem obiecał, że więcej tego nie zrobi, ale zawsze był ten następny raz. I to o byle co. O to, że włosy mam nie tak, że bluzkę mam za bardzo prześwitującą. W końcu nie wytrzymałam i od niego uciekłam. Resztę już wiesz.
            -Ale czemu Justin nie chce wrócić do Seleny? Nie rozumiem tego.
            -To jest delikatny temat i nie wiem czy powinnam ci o tym mówić. Możesz zapytać Justina, ale nie sądzę, że coś ci powie. Trudno było mu to powiedzieć nawet mnie, więc… Ale możesz spróbować.
            -Kochanie. Justin mi wczoraj powiedział… -Wzięła głęboki oddech. –że obwiniasz się o wypadek Ryana. To prawda.
            -Nie wiem po co Justin ci to powiedział. –powiedział spuszczając głowę.
            -Czyli to prawda? –nie dawała za wygraną.
            -Tak mamo to prawda. Bo to była moja wina. –wypaliłam.
            -Nikt ciebie nie wini. To nie była twoja wina. –powiedziała mama.
            -To o tym Justin mówił? –odwróciłam się i zobaczyłam w drzwiach Ryana.
            -Justin ci coś mówił? –zapytałam zaskoczona.
            -Powiedział, że się obwiniasz, ale to chyba mu się wymsknęło bo zaraz zmienił temat. –byłam wściekła na Justina. Dlaczego wszystkim o tym gada?
            -Tak o tym. –powiedziałam ściszonym głosem.
            -To nie była twoja wina, tylko moja. To ja nie uważałem i spadłem. Nie obwiniaj się o to. –powiedział przytulając się.
            -Kocham cię. –powiedziałam. –Idź spać, bp jutro nie będziesz mieć siły na wycieczkę.
            -Czy ja o czymś nie wiem? –zapytała mama.
            -Jedziemy jutro z Justinem i Ryanem za miasto. Żeby spędzić trochę czasu razem.
            -Dobry pomysł. Ty lepiej tez idź spać. Na pewno jesteś zmęczona po dzisiejszym dniu.
            -Masz rację. Dobranoc. –wyszłam z pokoju.
            -Wszystko w porządku? –zapytał Justin.
            -Tak jasne. Możemy pogadać? –poprowadziłam Ryana do pokoju.
            -No pewnie. –poszliśmy z Justinem do pokoju, który przygotowanego dla nas przez mamę. –O co chodzi?
            -Dlaczego mówisz wszystkim, że obwiniam się o wypadek Ryana? –zapytałam wściekła.
            -Nie denerwuj się. –powiedział spokojnie.
            -Już to, że powiedziałeś mamie jakoś przeboleję, ale po co mówiłeś to mojemu bratu? On nie musiał o tym wiedzieć.
            -To był przypadek. Tak samo jakoś wyszło. Byliśmy przy temacie wypadku i przez przypadek to powiedziałem.
            -Czemu rozmawiałeś z Ryanem o wypadku? –to stawało się coraz dziwniejsze.
            -Nie ważne. –powiedział lekceważąco.
            -To ma jakiś związek z tym, że jutro odprowadzasz go do szkoły? –zapytałam dodając do siebie poszczególne elementy.
            -Ja nie mogę ci nic powiedzieć. Jeśli chcesz wiedzieć zapytaj swojego brata.
            -Czyli jednak cos jest na rzeczy? –nie dawałam za wygraną.
            -Vanessa odpuść. Jak chcesz coś wiedzieć to idź do niego i popytaj. Ja nic ci nie mogę powiedzieć przykro mi. –wziął jakąś koszulkę i poszedł do łazienki.
            -Nie chcesz to nie mów. Nie myślałam, że tak się zmienisz. –powiedziałam bezradna.
            -Co masz na myśli? –wychylił się z łazienki.
            -Kiedyś mówiliśmy sobie o wszystkim. Nie czujesz, że oddalamy się od siebie? –zapytałam a po moim policzku słynęła łza.
            -Vanessa przepraszam nie wiedziałem… -podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
            -Co przepraszam?! Myślisz, że jednym głupim ‘przepraszam’ naprawisz wszystko? Przerabialiśmy to wczoraj.
            -Van, chciałbym ci powiedzieć… ale nie mogę. Zrozum, obiecałem Ryanowi, że nikomu nie powiem. Jeszcze kilka minut temu cieszyłaś się, że tak szybko mi zaufał. Chcesz, żebym stracił jego zaufanie tylko dlatego, że ty chcesz wiedzieć?
            -Masz rację. –powiedziałam –Nie wiem co się ze mną dzieje. Przepraszam. –rozpłakałam się.
            -Spokojnie. Dla mnie też to wszystko jest trudne, ale razem damy radę. Jutro z nim porozmawiasz.
            -Nie. Skoro nie chciał, żebym wiedziała to powinnam to uszanować. Ale jakby coś było nie tak to mi o tym powiesz? –zapytałam.
            -Oczywiście. Idź do łazienki, umyj się, przebierz, i idź spać.
            -Jasne. –wzięłam co było mi potrzebne. Wzięłam szybki prysznic, przeprałam się i pokuśtykałam z łazienki w stronę łóżka.
            -Idź spać, zaraz przyjdę.
            Położyłam się i momentalnie zasnęłam.
            Rano obudził mnie Justin wstając z łóżka.
            -Gdzie idziesz? –zapytałam nadal mając zamknięte oczy.
            -Z Ryanem do szkoły. Przepraszam ,że cię obudziłem, śpij dalej. –pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki.
            Spałam jeszcze ze dwie godziny. Po przebudzeniu postanowiłam zejść na dół. Przebrałam się i pokuśtykałam do kuchni.
            -Cześć skarbie –powiedział Justin. Gdy byłam już blisko, zrobiło mi się słabo i prawie się przewróciłam. Na szczęście Sam mnie złapał i posadził mnie na krześle.
            -Van? Wszystko w porządku? –zapytał zatroskany Sam.
            -Tak jasne. Po prostu trochę mi się słabo zrobiło.
            Justin nachylił się do mnie i powiedział szeptem:
            -Bierzesz te leki na anemię?
            -Biorę. Tylko wczoraj wieczorem zapomniałam. –powiedziałam z poczuciem winy.
            -To lepiej, żebyś nie zapominała, bo widzisz co się dzieje. –powiedział łagodnym głosem.
            -Możesz mi podać szklankę wody? –zapytałam.
            -Już. –wstał, nalał wody do szklanki i podał mi. Upiłam łyk. –Dasz radę dzisiaj jechać?
            -Tak już mi lepiej. Co na śniadanie? –zapytałam zmieniając temat.
            -Naleśniki. –powiedział Sam. –Mama robiła. –podał mi talerz z jedzeniem. Gdy skończyłam Justin wziął mnie na ręce.
            -Musimy pogadać. –powiedział i poszliśmy na górę. –Rozmawiałem z Ryanem. Powiedział, że mogę ci powiedzieć, ale masz nikomu nie mówić. To jedyny warunek.
            -Ok. Mów o co chodzi. –tak trochę się bałam tego co usłyszę, ale chciałam wiedzieć co dzieje się z moim bratem.
            -Ryan jest… nie wiem jak to nazwać. Dokuczają mu. Powiedział, że to przez ten wypadek. Nie może się za bardzo przemęczać, przez co nie ćwiczy na w-f, nie wychodzi z kolegami. Jest uważany za jakiegoś mięczaka, jeśli można to tak nazwać. Poprosił mnie wczoraj, żebym z nim poszedł dzisiaj do szkoły i postraszył jego kolegów.
            -A ty się zgodziłeś –powiedziałam z niedowierzaniem.
            -Może źle zrobiłem, ale to było jedyne wyjście. Był już u nauczycielki, ale mu nie uwierzyła. Nie chciał denerwować mamy ani Sama. Przynajmniej podziałało. Powiedzieli, że nie będą mu dokuczać… przynajmniej na razie.
            -Ale nie rozumiem? Dlaczego akurat ty?
            -Stwierdził, że mam duże mięśnie i trochę ich przestraszę. –powiedział śmiejąc się. –i się udało.
            -Mam nadzieję, że podziała na dłużej niż na jeden dzień. Która godzina?
            -11.20 –powiedział Justin gdy spojrzał na zegarek. –wiesz o której Ryan kończy lekcje?
            -Nie, ale zaraz się dowiem. Sam!! –krzyknęłam. Po chwili chłopak stał w drzwiach. –O której Ryan kończy dzisiaj lekcje?
            -11.45. więc jeśli chcecie po niego jechać to radzę się zbierać. –powiedział i wyszedł.
            -Daleko jest ta szkoła? –zapytałam Justina.
            -Nie jakieś 5 minut autem. Idę przygotować koszyk piknikowy. Zaraz wracam. –powiedział wychodząc z pokoju.
            Zostałam sama. Siedziałam tak z kilka minut. Potem przyszedł Justin. Wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Jechaliśmy w milczeniu. Gdy podjechaliśmy pod szkołę, dzieciaki właśnie wychodziły z budynku.

            -Hej czy to nie Ryan? –zapytał Justin patrząc przez okno. Odchylił się trochę, żebym mogła spojrzeć. Po chwili zobaczyłam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz