sobota, 24 maja 2014

Rozdział XXI

            -Hej czy to nie Ryan? –zapytał Justin patrząc przez okno. Odchylił się trochę, żebym mogła spojrzeć. Po chwili zobaczyłam jak kilku chłopaków bawi się moim bratem jak piłką. Odbijają do pomiędzy sobą, a on biedny nie może nic zrobić.
            -O kurde. –powiedziałam pod nosem i wybiegłam z auta. Kuśtykając podbiegłam do Ryana kuśtykając. Justin był tuż za mną, ale po chwili mnie wyprzedził.
            -A wy się nie zapominacie? Odbija to się raczej piłką, a nie kolegami. –to mówiąc odepchnął ich od Ryana. On od razu do mnie podbiegł. Przytuliłam go mocno. –A wy ze mną do dyrektorki. –powiedział biorąc jednego i drugiego. Po chwili zniknęli w szkole.
            -Ryan wszystko w porządku? –zapytałam przerażona.
            -Nic nie jest w porządku! –krzyknął –Nikt mnie tu nie traktuje poważne! Każdy tak ze mną robi! Nie mam kolegów, nikogo z kim mogę pogadać na przerwie. Nie mam takiego kogoś jak ty miałaś gdy byłaś w moim wieku!
            -Ryan, dlaczego nie powiedziałeś o tym Samowi? Mamie? Komukolwiek? Przecież byśmy ci pomogli. Jesteś mamy oczkiem w głowie.
            -Możemy stąd iść? –zapytał lekko słyszalnym głosem.
            -Chodźmy do auta, poczekamy na Justina i pojedziemy za miasto. –powiedziałam łapiąc go za rękę i prowadząc do samochodu.
            Po kilku minutach przyszedł Justin.
            -Ryan, wiem, że to będzie dla ciebie trudne, ale musisz iść ze mną i wszystko opowiedzieć. Dasz radę?
            -Jasne. –zostawił plecak na tylnym siedzeniu i wyszedł z Justinem.

            ***Oczami Justina***
            Dlaczego oni mu to robią? To że nie może ćwiczyć na w-f nie sprawia, że człowiek jest bezwartościowy. Wręcz przeciwnie. Ryan bardzo ładnie rysuje. W jego pokoju jest pełno rysunków. Nie tylko jakieś łączki i drzewka, ale także twarze, postacie. Jakby patrzył na zdjęcie i je malował.
            -Ładne malujesz. –powiedziałem idąc z nim za rękę, żeby dodać mu otuchy.
            -Hę? –zapytał. Chyba nie wiedział o czym mówię.
            -Mówię o rysunkach w twoim pokoju. Nigdy bym nie powiedział, że namalował je 9-cio latek. –uśmiechnąłem się.
            -Dzięki. –powiedział wysilając się na uśmiech.
            -Nie martw się wszystko będzie dobrze. Chodź. –otworzyłem drzwi i weszliśmy do gabinetu pani dyrektor szkoły.
            -No i co? Lepiej ci jak tu siedzimy? –ci chłopcy od razu na niego naskoczyli.
            -Odpuśćcie –powiedziała dyrektorka. –Ryan, opowiedz mi jak to było. –powiedziała odwracając się od tamtych.
            -Wychodziłem ze szkoły –zaczął –gdy nagle podbiegli do mnie Siva i Nathan (tamci chłopcy) i zaczęli mną odbijać pomiędzy sobą. Potem przybiegli Vanessa i Justin i mi pomogli. To tyle.
            -Vanessa i Justin to twoi…? –zapytała niepewnie dyrektorka.
            -Vanessa to moja siostra, a Justin to jej chłopak.
            -Czy to zdarzało się już wcześniej?
            -Tak proszę pani. –powiedział Ryan.
            -Czemu nie powiedziałeś? Pomoglibyśmy.
            -Zgłaszałem. –powiedział pewny siebie –Byłem z tym u mojej wychowawczyni. Powiedziała, że nie widziała tego i nie może im nic zrobić.
            -No dobrze to na tyle. Jesteście wolni. A z waszymi rodzicami się jeszcze skontaktuję. –powiedziała to chłopaków.
            -Chodź Ryan idziemy. –wyszliśmy z gabinetu. Za nami wyszli Siva i Nathan.
            -I co? Myślisz, że to wszystko się skończy? Jak tak to jesteś strasznie głupi. –powiedział jeden z nich. Wyminęli nas i wyszli ze szkoły.
            -Nie martw się. Oni cię więcej nie skrzywdzą. –powiedziałem gdy dochodziliśmy do samochodu. –Wskakuj. –powiedziałem otwierając drzwi. –poczekasz chwilę. Ja musze pogadać z Vanessą. –pokiwał głową, a ja obszedłem auto dookoła i otworzyłem drzwi, żeby mogła wysiąść.
            -Co się dzieje? –zapytała przerażona gdy tylko wyszła z auta.
            -Nie jest za dobrze. Wydaje mi się, że mimo wszystko to się nie skończy. Jak wychodziliśmy minęli nas co dwaj co go zaczepiali. Powiedzieli cos w stylu „Jeśli myślisz, że teraz to wszystko się skończy, to jesteś strasznie głupi” –powiedziałem, a uwierzcie mi, nie było to łatwe. Van złapała się za głowę.
            -I co ja mam zrobić? –zapytała bezradna.
            -Wydaje mi się, że najlepszym wyjściem będzie zapisanie go do innej szkoły.
            -Długo mam jeszcze na was czekać? –zapytał Ryan otwierając okno.
            -Już idziemy. –powiedziałem otwierając drzwi, żeby Vanessa mogła wsiąść. Sam usiadłem za kierownicą i odjechaliśmy.
            -Ryan. –zacząłem –Zgodnie z Vanessą uznaliśmy, że powinieneś powiedzieć mamie o wszystkim.
            -Nie! –zaprotestował –Ona nie może się dowiedzieć.
            -Ryan chcesz by nadal cię tak traktowali?! –Vanessie powoli puszczają nerwy. Doskonale ją rozumiem.
            -Nie, ale na pewno jest jakieś wyjście. –powiedział spuszczając głowę.
            -Wyjście jest. –powiedziałem. –Przepisanie cię do innej szkoły. Ale to może zrobić tylko twój prawny opiekun. MAMA. Więc albo opowiesz o wszystkim mamie i to wszystko się skończy, albo…
            -Dobrze –nie dał mi dokończyć. –powiem o wszystkim mamie. Ale pod warunkiem, że będziecie przy tym.
            -Zgoda –powiedzieliśmy równocześnie z Vanessą.
            Pojechaliśmy nad jeziorko.

            Jednak to popołudnie minęło nam znacznie inaczej, niż przypuszczałem...


_____________________________________________
Wiem, że długo nic nie dodawałam, ale na początku nie miałam weny, a teraz byłam chora i dopiero dzisiaj weszłam na kompa :( Ale teraz postaram się częściej dodawać rozdziały, oczywiście w miarę możliwości ;) 
Komentujcie 2 komentarze = XXII rozdział

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz