wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział XXII

            Pojechaliśmy nad jeziorko.
            Jednak to popołudnie minęło nam znacznie inaczej, niż przypuszczałem.
            Po około 30 minutach byliśmy na miejscu. Wyszedłem z samochodu i pomogłem Vanessie. Wzięliśmy kosz piknikowy i poszliśmy na piach przy brzegu jeziorka. Rozłożyliśmy koc i usiedliśmy na nim. Oprócz nas, nad jeziorkiem była jeszcze jedna para, mniej więcej w wieku moim i Vanessy. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że skądś znam tę dziewczynę.
            -Ryan –zacząłem by odwrócić swoją uwagę od dziewczyny –naprawdę podobają mi się twoje rysunki. I jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym kilka z nich powiesić w swoim gabinecie w Nowym Jorku.
            -Naprawdę? –zapytał z niedowierzaniem.
            -Jakie rysunki? –zapytała Vanessa.
            -No Ryana a czyje? –odpowiedziałem pytaniem na pytanie –Jak wrócimy to ci pokażemy prawda Ryan?
            -No pewnie. I tak Justin, możesz powiesić kilka rysunków w swoim... –zamyślił się na chwilę –Zaraz, w jakim gabinecie?
            -Jestem dyrektorem firmy produkującej płyty piosenkarzy i ogólnie muzyków. W Nowym Jorku jest jedna z jej siedzib, tam też mam swój gabinet. –powiedziałem uśmiechając.
            -Aha, pokarzesz mi go kiedyś?
            -No jasne. Idziemy do wody Ryan? –zapytałem wstając z koca.
            -No pewnie. –powiedział ściągając koszulkę.
            -Tylko panowie ostrożnie ok? –zapytała Vanesse.
            -Będę go pilnował jak oczka w głowie. –powiedziałem oddalając się od mojej dziewczyny.
            Niespodziewanie, dziewczyna której nie mogłem sobie przypomnieć zaczęła iść w naszą stronę.
            -Cześć Justin. –powiedziała, gdy do mnie podeszła.
            -Przepraszam, znamy się? –zapytałem się nieco zdezorientowany.
            -To ja Victoria, nie pamiętasz mnie? –zapytała lekko zawiedziona.
            Odchyliłem głowę do tyłu próbując ją sobie przypomnieć. I nagle...
            -Chodziliśmy razem do przedszkola! –wypaliłem, zadowolony z siebie, że sobie przypomniałem. –Oczywiście, że się pamiętam, jak mógłbym zapomnieć? –powiedziałem przytulając dziewczynę. –Ale przecież, to było w Los Angeles, co ty robisz w Nowym Yorku?
            -Mogłabym cię spytać o to samo. –powiedziała zadziornie –A tak na serio, to teraz tu mieszkam i studiuję psychologię, a ty?
            -Czyli jednak nie przeszła ci ta psychologia? –zapytałem. Victoria od przedszkola gadała, że chce zostać psychologiem.
            -Nie –powiedziała kręcąc głową. –A ty co teraz robisz? Jesteś budowniczym tak jak mówiłeś w przedszkolu?
            -Nie za dużo tych pytań? –spojrzałem w stronę Ryana, który bawił się na brzegu jeziora, po czym odwróciłem się z powrotem do dziewczyny. –Więc tak. Do zeszłego miesiąca mieszkałem w LA, ale ze względów zawodowych przeniosłem się do Miami, a w Nowym Yorku, jestem tylko na 2-3 tygodnie. Przyjechałem z moją dziewczyną odwiedzić jej rodzinę. Nie, nie jestem budowniczym, prowadzę firmę fonograficzną, a w Miami niedawno otworzyłem filię.
            -A ten chłopak to...? –zapytała wskazując na Ryana.
            -To brat Vanessy, mojej dziewczyny.
            -Nadal umiesz tak śpiewać jak kiedyś? –zapytała zmieniając temat.
            -Umie, umie, ale to ukryty talent który odkrywa tylko dla mnie. –powiedziała Vanesse zachodząc mnie od tyłu.
            -Cześć skarbie –powiedziałem całując Van w policzek. –poznajcie się, Victoria To moja dziewczyna Vanesse, Vanesse to moja dawna znajoma Victoria. –dziewczyny podały sobie dłonie, ale chyba niespecjalnie przypadły sobie do gustu.
            -Vanesse ma rację, teraz śpiewam tylko jak jesteśmy sami.
            -No cóż, ja muszę już iść, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Zostawię ci swój numer to jakoś się zdzwonimy. –powiedziałem wyjmując z kieszeni wizytówkę. -Cześć.
            -Kto to był? –zapytała Vanesse, zarzucając ręce na moją szyję, a ja oplotłem swoimi jej talię.
            -Przecież mówiłem, moja koleżanka z przedszkola. –powiedziałem.
            -Z przedszkola powiadasz? –zapytała dając mi buziaka w usta.
            -Tak z przedszkola, nie masz być o co zazdrosna. –powiedziałem całując ją lekko, czekając co zrobi. Ona tylko zaczęła pogłębiać ten pocałunek, staliśmy tak kilka sekund, gdy w końcu udało nam się od siebie oderwać uśmiechnęliśmy się do siebie. –Ryan, chodź coś zjeść! –zawołałem odwracając się w stronę koca.
            Chwilę później wszyscy troje siedzieliśmy na kocu i jedliśmy kanapki, które przywieźliśmy ze sobą.
            -Justin może już wracać? –zapytał Ryan.
            -Czemu, nie podoba ci się tutaj? –zapytałem nieco rozczarowany, myślałem, że będzie mu się tu podobać.
            -Nie o to chodzi. Chciałbym o wszystkim powiedzieć mamie. Im prędzej to zrobię tym szybciej będę mieć to za sobą.
            -Jasne zaraz pojedziemy. –powiedziałem wstając. Zacząłem pakować wszystko. Gdy byliśmy już gotowi, poszliśmy do auta. Po jakiś 30 minutach byliśmy już w domu.
            Gdy weszliśmy do domu od razu podbiegł do nas Sam.
            -Co wy tak szybko, myślałem, że do wieczora was nie będzie. –powiedział zaskoczony.
            -Szczerze mówiąc ja też –przyznałem niechętnie. –Ale Ryan chciał wam cos powiedzieć. Może przejdźmy do salonu?
            -Jasne –powiedział Sam kierując się w stronę salonu.
            -Mamo! –zawołała Vanesse, idąc do pokoju.
            -Idę. –powiedziała mama Van schodząc po schodach. –Co się dzieje? –zapytała gdy tylko weszła do salonu.
            -No więc... –Ryan opowiedział wszystko mamie i Samowi. Nikt się nie odzywał. Gdy Ryan skończył opowiadać zapanowała niezręczna cisza.
            -Razem z Vanessą wpadliśmy na pomysł –zacząłem przerywając ciszę – że najlepszym wyjściem byłoby przeniesienie Ryana do innej szkoły.
            -Masz rację –powiedziała powoli mama Vanessy.
            -To my już sobie może pójdziemy? –powiedziała Vanesse kładąc mi rękę na ramieniu. Skinąłem nieznacznie głową i wstałem z kanapy. Zostawiliśmy ich samych. Myślę, że mają o czym rozmawiać.
            Weszliśmy do naszego pokoju.
            -A ty co taka wesoła? –zapytałem Vanessy, która jak tylko weszła do pokoju zaczęła się szczerzyć jak nigdy. Nie dostałem jednak odpowiedzi, gdyż dziewczyna wpiła się w moje usta zachęcając do czegoś więcej. Nie mogłem odmówić. W końcu już od dawna na to czekałem...

***3 godziny***
***Oczami Vanessy***
            Zrobiliśmy to. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Justin... Spełnienie marzeń. Byłam wykończona, ale szczęśliwa. Teraz leżeliśmy przytuleni do siebie.
            -Kocham cię Justin. –powiedziałam cicho.
            -Ja ciebie też Van –powiedział całując mnie w czoło.

***3 tygodnie później***
***Oczami Justina***

            Siedziałem przed tą łazienką zdenerwowany jak nigdy. Ile to jeszcze będzie trwało. Nagle usłyszałem jak drzwi łazienki otwierają się. Spojrzałem na jej twarz. Nie wróżyła nic dobrego...

_________________________________
Wielki powrót. Wiem, że długo nie pisałam, ale miałam kare na kompa i ten... no... nie miałam jak, ale teraz wróciłam i postaram się dodawać rozdziały częściej, w miarę możliwości. 
Czytasz = komentuj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz