Pojechaliśmy nad jeziorko.
Jednak to popołudnie minęło nam
znacznie inaczej, niż przypuszczałem.
Po około 30 minutach byliśmy na
miejscu. Wyszedłem z samochodu i pomogłem Vanessie. Wzięliśmy kosz piknikowy i
poszliśmy na piach przy brzegu jeziorka. Rozłożyliśmy koc i usiedliśmy na nim. Oprócz
nas, nad jeziorkiem była jeszcze jedna para, mniej więcej w wieku moim i
Vanessy. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że skądś znam tę dziewczynę.
-Ryan –zacząłem by odwrócić swoją
uwagę od dziewczyny –naprawdę podobają mi się twoje rysunki. I jeśli nie masz
nic przeciwko, chciałbym kilka z nich powiesić w swoim gabinecie w Nowym Jorku.
-Naprawdę? –zapytał z
niedowierzaniem.
-Jakie rysunki? –zapytała Vanessa.
-No Ryana a czyje? –odpowiedziałem
pytaniem na pytanie –Jak wrócimy to ci pokażemy prawda Ryan?
-No pewnie. I tak Justin, możesz
powiesić kilka rysunków w swoim... –zamyślił się na chwilę –Zaraz, w jakim
gabinecie?
-Jestem dyrektorem firmy
produkującej płyty piosenkarzy i ogólnie muzyków. W Nowym Jorku jest jedna z
jej siedzib, tam też mam swój gabinet. –powiedziałem uśmiechając.
-Aha, pokarzesz mi go kiedyś?
-No jasne. Idziemy do wody Ryan?
–zapytałem wstając z koca.
-No pewnie. –powiedział ściągając
koszulkę.
-Tylko panowie ostrożnie ok?
–zapytała Vanesse.
-Będę go pilnował jak oczka w
głowie. –powiedziałem oddalając się od mojej dziewczyny.
Niespodziewanie, dziewczyna której
nie mogłem sobie przypomnieć zaczęła iść w naszą stronę.
-Cześć Justin. –powiedziała, gdy do
mnie podeszła.
-Przepraszam, znamy się? –zapytałem
się nieco zdezorientowany.
-To ja Victoria, nie pamiętasz mnie?
–zapytała lekko zawiedziona.
Odchyliłem głowę do tyłu próbując ją
sobie przypomnieć. I nagle...
-Chodziliśmy razem do przedszkola!
–wypaliłem, zadowolony z siebie, że sobie przypomniałem. –Oczywiście, że się
pamiętam, jak mógłbym zapomnieć? –powiedziałem przytulając dziewczynę. –Ale
przecież, to było w Los Angeles, co ty robisz w Nowym Yorku?
-Mogłabym cię spytać o to samo.
–powiedziała zadziornie –A tak na serio, to teraz tu mieszkam i studiuję
psychologię, a ty?
-Czyli jednak nie przeszła ci ta
psychologia? –zapytałem. Victoria od przedszkola gadała, że chce zostać
psychologiem.
-Nie –powiedziała kręcąc głową. –A
ty co teraz robisz? Jesteś budowniczym tak jak mówiłeś w przedszkolu?
-Nie za dużo tych pytań? –spojrzałem
w stronę Ryana, który bawił się na brzegu jeziora, po czym odwróciłem się z
powrotem do dziewczyny. –Więc tak. Do zeszłego miesiąca mieszkałem w LA, ale ze
względów zawodowych przeniosłem się do Miami, a w Nowym Yorku, jestem tylko na
2-3 tygodnie. Przyjechałem z moją dziewczyną odwiedzić jej rodzinę. Nie, nie
jestem budowniczym, prowadzę firmę fonograficzną, a w Miami niedawno otworzyłem
filię.
-A ten chłopak to...? –zapytała
wskazując na Ryana.
-To brat Vanessy, mojej dziewczyny.
-Nadal umiesz tak śpiewać jak
kiedyś? –zapytała zmieniając temat.
-Umie, umie, ale to ukryty talent
który odkrywa tylko dla mnie. –powiedziała Vanesse zachodząc mnie od tyłu.
-Cześć skarbie –powiedziałem całując
Van w policzek. –poznajcie się, Victoria To moja dziewczyna Vanesse, Vanesse to
moja dawna znajoma Victoria. –dziewczyny podały sobie dłonie, ale chyba
niespecjalnie przypadły sobie do gustu.
-Vanesse ma rację, teraz śpiewam
tylko jak jesteśmy sami.
-No cóż, ja muszę już iść, mam
nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Zostawię ci swój numer to jakoś się
zdzwonimy. –powiedziałem wyjmując z kieszeni wizytówkę. -Cześć.
-Kto to był? –zapytała Vanesse,
zarzucając ręce na moją szyję, a ja oplotłem swoimi jej talię.
-Przecież mówiłem, moja koleżanka z
przedszkola. –powiedziałem.
-Z przedszkola powiadasz? –zapytała
dając mi buziaka w usta.
-Tak z przedszkola, nie masz być o
co zazdrosna. –powiedziałem całując ją lekko, czekając co zrobi. Ona tylko
zaczęła pogłębiać ten pocałunek, staliśmy tak kilka sekund, gdy w końcu udało
nam się od siebie oderwać uśmiechnęliśmy się do siebie. –Ryan, chodź coś zjeść!
–zawołałem odwracając się w stronę koca.
Chwilę później wszyscy troje siedzieliśmy
na kocu i jedliśmy kanapki, które przywieźliśmy ze sobą.
-Justin może już wracać? –zapytał
Ryan.
-Czemu, nie podoba ci się tutaj?
–zapytałem nieco rozczarowany, myślałem, że będzie mu się tu podobać.
-Nie o to chodzi. Chciałbym o
wszystkim powiedzieć mamie. Im prędzej to zrobię tym szybciej będę mieć to za
sobą.
-Jasne zaraz pojedziemy.
–powiedziałem wstając. Zacząłem pakować wszystko. Gdy byliśmy już gotowi,
poszliśmy do auta. Po jakiś 30 minutach byliśmy już w domu.
Gdy weszliśmy do domu od razu
podbiegł do nas Sam.
-Co wy tak szybko, myślałem, że do
wieczora was nie będzie. –powiedział zaskoczony.
-Szczerze mówiąc ja też –przyznałem
niechętnie. –Ale Ryan chciał wam cos powiedzieć. Może przejdźmy do salonu?
-Jasne –powiedział Sam kierując się
w stronę salonu.
-Mamo! –zawołała Vanesse, idąc do
pokoju.
-Idę. –powiedziała mama Van schodząc
po schodach. –Co się dzieje? –zapytała gdy tylko weszła do salonu.
-No więc... –Ryan opowiedział
wszystko mamie i Samowi. Nikt się nie odzywał. Gdy Ryan skończył opowiadać
zapanowała niezręczna cisza.
-Razem z Vanessą wpadliśmy na pomysł
–zacząłem przerywając ciszę – że najlepszym wyjściem byłoby przeniesienie Ryana
do innej szkoły.
-Masz rację –powiedziała powoli mama
Vanessy.
-To my już sobie może pójdziemy?
–powiedziała Vanesse kładąc mi rękę na ramieniu. Skinąłem nieznacznie głową i
wstałem z kanapy. Zostawiliśmy ich samych. Myślę, że mają o czym rozmawiać.
Weszliśmy do naszego pokoju.
-A ty co taka wesoła? –zapytałem
Vanessy, która jak tylko weszła do pokoju zaczęła się szczerzyć jak nigdy. Nie
dostałem jednak odpowiedzi, gdyż dziewczyna wpiła się w moje usta zachęcając do
czegoś więcej. Nie mogłem odmówić. W końcu już od dawna na to czekałem...
***3 godziny***
***Oczami
Vanessy***
Zrobiliśmy to. Nadal nie mogłam w to
uwierzyć. Justin... Spełnienie marzeń. Byłam wykończona, ale szczęśliwa. Teraz
leżeliśmy przytuleni do siebie.
-Kocham cię Justin. –powiedziałam
cicho.
-Ja ciebie też Van –powiedział
całując mnie w czoło.
***3 tygodnie później***
***Oczami
Justina***
Siedziałem przed tą łazienką
zdenerwowany jak nigdy. Ile to jeszcze będzie trwało. Nagle usłyszałem jak
drzwi łazienki otwierają się. Spojrzałem na jej twarz. Nie wróżyła nic
dobrego...
_________________________________
Wielki powrót. Wiem, że długo nie pisałam, ale miałam kare na kompa i ten... no... nie miałam jak, ale teraz wróciłam i postaram się dodawać rozdziały częściej, w miarę możliwości.
Czytasz = komentuj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz