poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział IV

            Gdy się odwróciłem zobaczyłem Vanesse leżącą na podłodze i trzymającą się za głowę. Wokół niej było pełno szkła. Szybko odstawiłem to co miałem w rękach na stół i podbiegłem do niej ostrożnie, żeby się nie kaleczyć. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę.
            -Vanessa wszystko w porządku? – zapytałem z troska
            -Tak po prostu trochę mi się słabo zrobiło i głowa mnie boli. –powiedziała wciąż trzymając się za głowę.
            -Zaczekaj chwilę dam co jakąś tabletkę. –Wstałem i poszedłem do apteczki wziąć jakiś lek na ból głowy. Nalałem do szklanki wody i zaniosłem Vanessie. –Proszę.
            -Dzięki –wzięła do ręki to co jej dałem. Połknęła tabletki i popiła wodą, a ja w tym czasie posprzątałem szkoło, które leżało na ziemi.
            -Już lepiej? –Zapytałem i usiadłem obok Van.
            -Tak dzięki. Już wcześniej tak miałam. To się zaczęło jakieś 3-4 miesiące temu, kiedy Max mnie uderzył.
            -Czekaj, czekaj –powiedziałem zdziwiony. –Czyli już wcześniej tak si zdarzało a ty nie poszłaś z tym do lekarza?
            -No nie. Chciałam iść, ale jak tylko chciałam gdzieś wyjść, to Max musiał iść ze mną. Nie chciałam, żeby szedł ze mną do lekarza, więc wolałam zostać w domu.
            -No trudno. Jutro jak wrócimy do Kalifornii od razu pojedziemy do lekarza ok.?
            -Ok.
            -A teraz się prześpij. Będę cały czas przy tobie.

            ***Oczami Vanessy***
            ***Następnego dnia***
            Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek: była 7.54. Justin już nie spał. Był w kuchni. Wstałam ostrożnie z kanapy i poszłam do niego. Zaszłam go od tyłu i objęłam go w pasie.
            -Hej skarbie jak się masz? –zapytał odwracając się do mnie tak, że teraz patrzeliśmy sobie w oczy.
            -Dobrze, dzięki. –przytuliłam się do niego ze smutna miną.
            -Co się dzieje Van? Coś nie tak? –zapytała z troską.
            -Wszystko w porządku. Tylko... możemy już wracać do Kalifornii proszę. Jakoś dziwnie się tutaj czuję.
            -Jasne, zaraz po śniadaniu wyjeżdżamy –powiedział po czym pocałował mnie w czoło.
            ***godzinę później***
            Właśnie żegnaliśmy się z rodziną Justina. gdy wsiadałam do auta znowu zrobiło mi się słabo. Oparłam się o drzwi żeby nie upaść i opanować oddech. Na szczęście Justin nic nie zauważył. Szybko wsiadłam do auta i odjechaliśmy. Po około 5 godzinach byliśmy już w Kalifornii. Justin się uparł żebyśmy od razu jechali do szpitala. Zgodziłam się. Nie było sensu się z nim kłócić i tak nie wygram. Gdy podjechaliśmy pod szpital  Justin szybko wysiadł z auta i pomógł mi wyjść. Cały czas trzymał mnie pod ramię na wszelki wypadek. Weszliśmy do szpitala i od razu podeszliśmy do rejestracji żeby mnie zarejestrować. To co zobaczyłam, a raczej KOGO zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie.
            -Wszystko w porządku? –Justin przyglądał mi się uważnie.
            -To Max. On tu jest
            -Który? Ten łysy?
            -Yhm. –pokiwałam głową.
            -No witaj piękna. –zaczął iść w moją stronę z rozłożonymi ramionami. Chyba myślał, że się do niego przytulę. Idiota. –Dawno cię nie widziałem. Czemu uciekłaś?
            -Schowaj się za mnie –Szepnął do mnie Justin. –ona nie ma zamiaru z tobą gadać, więc albo się z tond zawiniesz albo dzwonie na policję. Więc jak?
            -Dobra, dobra już idę. Ale pamiętaj Vanessa i tak cię znajdę.
            Nic nie odpowiedziałam.
            -Nie martw się. Ze mną nic ci nie grozi. –uśmiechnął się do mnie Justin
            -Dzięki Justin. Nie wiem co bym zrobiła bez ciebie.
            Zarejestrowaliśmy mnie i już po jakiś 10 minutach leżałam na sali. Wypytywali mnie o wszystko, pobierali krew i mocz do badań. Gdy tylko skończyli, mnie badać do sali do Sali wszedł Justin. Po około 20 minutach wszedł lekarz.
            -Panie doktorze co mi jest? –zapytałam

            -No więc z badań wynika, że ma pani...


__________________________________________________
Tak przy okazji: chciałam podziękować moim koleżanka z klasy, które czytają tego bloga za wszystkie miłe słowa i za zachęcanie mnie do dalszego pisania. To dla mnie wiele znaczy. :)
Postaram się, żeby rozdziały były dodawane codziennie, ale nie wiem czy mi się uda, bo mam dużo lekcji, we wtorki mam lekcje gry na gitarze i dzisiaj stwierdziłam że zacznę się uczyć tańczyć. Więc jak tylko będę miała czas bee wrzucała rozdział.

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział III

            ***Oczami Justina***
            -Jej stan jest ciężki. –powiedział tata.
            Poczułem jak nogi się pode mną uginają. Musiałem usiąść, bo inaczej bym się przewrócił. Vanessa usiadła obok i przytuliła mnie. W tamtej chwili byłem naprawdę wdzięczny, że ze mną przyjechała.
            -Ale co jej się stało? Czemu ona jest w szpitalu?! –krzyknąłem. Targały mną emocje. Dopiero po chwili udało mi się trochę opanować. –Przepraszam poniosło mnie.
            -Spadła z drabiny na placu zabaw. Pech chciał, że na piasku leżała gruba gałąź. I Jazmyn spadła właśnie na nią i straciła przytomność.
            -Mogę do niej wejść?
            -Nie wiem, pójdę zapytać lekarza, zostać z
Jaxonem. –poszedł do pokoju lekarzy, a my zostaliśmy przed salą.

            Jaxon musiał być bardzo zmęczony, bo po chwili zasnął mi na kolanach.
            -Nie martw się, wszystko będzie dobrze. –pocieszała mnie Vanessa.
            -Dzięki, że tu jesteś. –posłałem jej ciepły uśmiech. Dziewczyna odpowiedziała tym samym. W tej chwili zobaczyłem tatę i lekarza. –Weź Jaxona dobrze? –zapytałem się Vanessy. Ta bez słowa wzięła ode mnie Jaxona, a ja wstałem żeby porozmawiać z lekarzem.
            -Panie doktorze co z moją siostrą?
            -Jej stan był ciężki, ale udało się nam go ustabilizować. Może pan do niej wejść. –powiedział lekarz.
            -Dziękuję. –powiedziałem po czym odwróciłem się do Vanessy, która nadal siedziała z Jaxonem. –Zaczekasz?
            -Jasne. Idź do niej –uśmiechnęła się do mnie i ruchem głowy wskazała na drzwi, żebym już wszedł.
            Nogi się pode mną ugięły, kiedy zobaczyłem te wszystkie kabelki podpięte do mojej małej siostrzyczki. Wziąłem krzesło, postawiłem obok jej łóżka i usiadłem na nim. Wziąłem ją za rękę i zacząłem do niej mówić:
            -Cześć mała, jak się masz. Wszystko będzie dobrze. Przyjechałem specjalnie do ciebie. –mówiłem do niej gładząc jej małą rączkę.

            -Justin... –usłyszałem cichutki głosik Jazzy. Spojrzałem na jej twarz: zaczęła otwierać oczy.
            -Panie doktorze, ona się budzi! –zawołałem lekarza. Po chwili wyprosili mnie z sali. Usiadłem obok Vanessy i wziąłem od niej Jaxona.
            -Co z nią? –zapytała po chwili dziewczyna.
            -Dobrze budzi się.
            -Pan jest jej bratem tak? –zapytał lekarz, który wyszedł z sali.
            -Tak. O co chodzi?
            -Pana siostra cały czas powtarza pana imię. Jeśli pan chce może pan do niej wejść. Pani również. –Spojrzał na Vanesse.
            Razem weszliśmy do sali. I usiedliśmy przy łóżku Jazzy. Tata został na zewnątrz z Jaxonem.
            -Cześć księżniczko. Jak się czujesz. Zobacz to moja koleżanka Vanessa. Przyjechała razem ze mną specjalnie do ciebie.
            -Justin co się stało? Gdzie ja jestem? Ja chcę do domu. –rozpłakała się Jazmyn.
            -Nie płacz kochanie. –wstałem z krzesła i przytuliłem ją. –Wszystko będzie dobrze. Spadłaś z drabiny i jesteś w szpitalu, ale za niedługo stąd wyjdziesz i pojedziemy do mnie do domu ok?
            -Ok. kto to jest? –Jazzy spojrzała na Vanesse.
            -To jest moja koleżanka. Już ci mówiłem. Przyjechała razem ze mną do ciebie.
            W tej chwili do Sali wszedł lekarz.
            -Panie doktorze kiedy mogę zabrać siostrę do domu?
            -Jeśli badania nie wykażą niczego złego jeszcze dzisiaj. –odpowiedział lekarz, po czym spojrzał na kartę mojej siostry. –Tak właściwie to możecie się państwo pakować i zabierać małą do domu. Zaraz poproszę pielęgniarkę aby to wszystko odpięła.
            -Dziękuję. Słyszysz Jazzy? Zaraz jedziemy do domu.
            Po kilku minutach przyszła pielęgniarka i odpięła moją siostrę od tych wszystkich kabli. Przed godziną 18.00 byliśmy już w domu mojego taty.
            -To na ile zostajecie w Utah? –zapytał mój tata gdy siedzieliśmy w salonie.
            -Jutro wracamy do Kalifornii, wziąłem urlop tylko na dwa dni.
            -Jak chcecie to możecie sobie puścić jakiś film. Ja idę się pobawić z dzieciakami. –powiedział i poszedł na górę do pokoju zabaw mojego rodzeństwa.
            -To co jaki film oglądamy? –zapytałem się Vanessy.
            -Może jakąś komedię romantyczną? –zaproponowała dziewczyna.
            -ok. –wstałem z kanapy i włączyłem film. Poszedłem do kuchni żeby zrobić popcorn. Vanessa poszła za mną, żeby mi pomóc. Gdy wracaliśmy do salonu dziewczyna szła za mną. Nagle usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła i uderzenie o podłogę. Odwróciłem się i zobaczyłem...

Informacja

Została stworzona strona 'Informowani' w komentarzu możecie pisać swoje nicki do aska, tt, fb, i co tam jeszcze macie a ja za każdym razem jak dodam nowy rozdział będę was informowała :)
Życzę miłego czytania i proszę was komentujcie moje posty bo nie wiem czy ktoś to czyta

Rozdział II

                -Kilka godzin temu dostałem SMS’a od taty. Moja siostra jest w szpitalu – powiedział wypuszczając głośno powietrze i przeczesując włosy. – Ja nie wiem co mam robić. Boję się o nią bo to moja jedyna siostra. Ona ma dopiero 5 lat. Jej się nie może nic stać. – teraz naprawdę z jego oczu popłynęły łzy.
            Nie wiedziałam co mam zrobić. Z jednej strony strasznie mu współczułam. Nie wiem co bym zrobiła gdyby mojemu bratu coś się stało. Ale z drugiej strony byłam na niego wściekła. Siedzi z założonymi rękami i płacze zamiast do niej jechać. Wstałam i kucnęłam przed nim żeby widzieć jego twarz.
            -Justin spójrz na mnie. – niechętnie podniósł głowę -Jak to nie wiesz co masz zrobić? Jest tylko jedno wyjście: Pakuj się wsiadaj w samochód i jedź do niej. – Uśmiechnęłam się blado. Na jego twarzy pojawił się mały, ledwo widoczny uśmiech. Łzy przestały kapać z jego polików.
            -Masz rację. Zamiast siedzieć tu z założonymi rękami już dawno powinienem do niej jechać. –Wstał i zaczął się pakować.
            Usiadłam na łóżku zastanawiając się, co będzie ze mną, jak on pojedzie. Chyba czytał mi w myślach bo zapytał:
            - Może chcesz pojechać ze mną?
            -Serio? –zapytałam z niedowierzaniem
            -No tak. Gdyby nie ty, nigdy bym tam nie pojechał.
            -No dobrze.
            -Dzięki –podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. –Idź spać. Na łóżku masz pidżamę.
            Wyszłam z jego sypialni. Tak jak mówił, łóżku leżała pidżama. Przebrałam się położyłam do łóżka i od razu zasnęłam.

***Następnego dnia rano***

            -Vanessa... Vanessa wstawaj musimy jechać. –Obudził mnie Justin. Spojrzałam na zegarek, była 6.00
            -Już wstaję. –Powiedziałam i niechętnie wstałam z łóżka .
            Poszłam do łazienki, żeby zrobić poranną toaletę. Gdy wróciłam, Justin nadal siedział na łóżku z jakąś torebką w rękach. Dopiero teraz zauważyłam jego czerwone, podkrążone oczy. Płakał.
            -Dlaczego płakałeś? –Usiadłam obok niego na łóżku.
            -Nic się przed tobą nie ukryje. –zaśmiał się lekko. –Ja wiem że to musi dziwnie wyglądać: 19-sto letni chłopak płacze po nocach. Ale zrozum, nie wiem co bym zrobił gdyby jej się coś stało.
            -To normalne. –Powiedziałam obejmując go ramieniem. –Człowiek musi wyrzucić z siebie emocje. Nie zawsze chce z kimś gadać i zwierzać się ze wszystkiego. Wtedy płacz jest najlepszy. To nie jest oznaka słabości.
            -Dzięki. Naprawdę się cieszę, że cię wtedy spotkałem na tej ulicy. Nawet nie wiem jak mi pomagasz. A teraz idź się przebrać. –podał mi torbę, która trzymał w ręku. Kolejne ciuchy.
            -Nie musisz kupować mi ubrań.
            -To w czym chcesz chodzić? Nie masz nic.
            -Punkt dla ciebie –wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się przebrać. Ubranie były bardzo w moim stylu.
            Zeszłam na dół, gdzie czekało śniadanie. Około 7.15 wyjechaliśmy z domu. Jechaliśmy bardzo długo. O godzinie 15.00 byliśmy już w Sat Lake City (Utah). Kilka minut później byliśmy już w szpitalu, w którym leżała siostra Justina. Poszliśmy do recepcji zapytać się w której sali leży jego siostra. Od razu pobiegliśmy na wskazany oddział. Gdy tylko Justin zobaczył swoją rodzinę, od razu do niej podbiegł. Wziął na ręce małego chłopca. To musiał być jego brat, o którym opowiadał mi w samochodzie.
            -Justin? Co ty tu robisz? Kto to jest? –zapytał jego ojciec wskazując na mnie.
            -To moja koleżanka Vanessa. Przyjechałem do siostry. Co z nią jest? –zapytał zaniepokojony Justin.

            -Nie będę cię okłamywał. Jej stan jest...

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział I

 -A ja Vanessa– powiedziałam przez łzy
Pomógł mi wstać. Nie opierałam się. Nie wiem czemu ale się go nie bałam. Czułam że jestem przy nim bezpieczna. Czułam, że nic mi się nie stanie, że mogę mu zaufać. Justin dał mi swoją kurtkę i założył mi na ramiona. Razem wsiedliśmy do jego auta.
Gdy podjeżdżaliśmy po jego dom, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Dom był wielki. Mimo że było ciemno można było zobaczyć jak wielką powierzchnię zajmuję. Justin wyszedł, obiegł auto dookoła, otworzył drzwi z mojej strony i pomógł mi wysiąść.
Weszliśmy razem do jego domu. Justin zaprowadził mnie do sypialni, dał mi jakąś swoją koszulkę i powiedział żebym poszła do łazienki wziąć przysznic. Od razu poczułam się lepiej. Założyłam ubranie które dał mi Justin i wyszłam z łazienki. Czekał na mnie w sypialni z kanapkami i szklanką kakao. Usiadłam na łóżku i zaczęłam jeść kanapki. Po zjedzeniu położyłam się spać.
Gdy się rano obudziłam, na szafce obok łóżka leżała karteczka z napisem „Śniadanie czeka w kuchni Justin xx” Uśmiechnęłam się do siebie i zeszłam na dół. Bez problemu znalazłam kuchnię. Na stole leżała kolejna karteczka „Musiałem pilnie wyjść wrócę około11.30. Justin xx”. Spojrzałam na zegarek, była 10.45.
Po skończonym śniadaniu postanowiłam się trochę odświeżyć. Wzięłam gorącą kąpiel. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się odprężyłam. Zapomniałam o wszystkim co zrobił mi Max.
Gdy wyszłam z łazienki była 11.20. ubrałam tą sama koszulkę co przedtem bo innej nie miałam. Postanowiłam poczekać na Justina w salonie. Włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. Zatrzymałam się na muzycznym, bo leciała moja ulubiona piosenka. Zaczęłam tańczyć i skakać po całym pokoju. Nawet nie usłyszałam jak Justin wrócił do domu.
-No brawo, brawo – zaczął klaskać w dłonie, a ja o mało co nie pisnęłam z zaskoczenia. – nie wiedziałem że umiesz tak tańczyć.
-Przepraszam – powiedziałam zawstydzona i usiadłam na kanapie ze spuszczoną głową. – Po prostu, chciałam się odstresować, chciałam zapomnieć o tym wszystkim co... co on mi zrobił. – z moich oczu mimowolnie poleciały łzy. Justin od razu do mnie podbiegł i przytulił mnie.
-Nie bój się jesteś tu bezpieczna. A teraz może opowiesz mi co wczoraj robiłaś sama na ulicy o tak późnej porze. –powiedział uśmiechając się.
-No dobrze – Wzięłam głęboki oddech. – Max, to znaczy mój chłopak. On mnie bije, znęca się nade mną. Zawsze gdy to robił, przepraszał mnie, mówił że już nie będzie, aż do następnego razu. Wytrzymałam tak rok. Ale wczoraj coś we mnie pękło. Pobił mnie i rzucił mną o ścianę. Ostatkiem sił uciekłam gdy akurat nie patrzał. Jakieś dziesięć minut później znalazłeś mnie na chodniku. To oczywiście nie wszystko ale nie mam sił żeby do tego wracał. Przepraszam że cię wczoraj biłam i w ogóle. – powiedziałam ze spuszczona głową. Justin nadal mnie przytulał.
-Nic nie szkodzi. Miałaś prawo. Byłaś zdenerwowana, po takich przejściach, a tu nagle jakiś obcy facet siada obok ciebie i cię przytula. Co chcesz teraz zrobić?
-Nie wiem. Nie mam tu nikogo. Moja rodzina mieszka w Nowym Jorku. W Kalifornii nie mam nikogo.
-Możesz zostać u mnie. – podniosłam głowę.
-Chcesz obcej dziewczynie zostać u siebie w domu na stałe? – Zapytałam z niedowierzaniem.
-Nie do końca obcej, bo zaraz się lepiej poznamy. A teraz proszę to dla ciebie. – Wręczył mi jedną z toreb które przywiózł ze sobą. – Leć do łazienki się przebrać potem gdzieś pojedziemy.
Jak prosił, tak zrobiłam. Ubrania były piękne
w stylu sportowym i o dziwo pasowały jak ulał. Ciekawe skąd on znał mój rozmiar?
Zeszłam na dół. Justin siedział na kanapie. Uśmiechnął się gdy mnie zobaczył.
-Wyglądasz ślicznie.
-Dziękuję – odpowiedziałam i czułam że się rumienie. – To gdzie idziemy.
-Raczej jedziemy. – powiedział wstając. – Chcę cię gdzieś zabrać.
Uśmiechnęłam się i razem wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do jego niebieskiego ferrari. I odjechaliśmy. Gdy zatrzymał samochód staliśmy przed plażą. Wysiadł z auta i okrążył je, żeby otworzyć mi drzwi. Potem wyjął koszyk z bagażnika i poszliśmy w kierunku plaży. Nie widziałam kiedy pakował koszyk do samochodu. Musiał to zrobić zanim wrócił do domu.
-Ej Justin! – zawołał jakiś chłopak w kręconych włosach nie daleko nas. – Chodź do nas.
Skierowaliśmy się w jego stronę. Dziwnie się czułam idąc w kierunku tych chłopaków. Justin chyba to zauważył, złapał mnie za rękę, co dodało mi trochę pewności siebie. Znałam go niecały dzień, ale czułam jakbym go znała co najmniej miesiąc. Razem podeszliśmy do chłopaków.
-Siemka chłopaki, poznajcie Vanesse. Vanessa to jest Louis, Niall, Zayn, Liam i Harry. Przywitałam się z nimi po kolei i usiedliśmy z Justinem na naszym kocu który rozłożył w między czasie.
Po 15 minutach śmialiśmy się wszyscy jakbyśmy się znali od lat. Niestety. Wieczór zbliżał się nieubłagalnie. Całą drogę przejechaliśmy w milczeniu. Nie wiem co mu się stało. Od kilku godzin taki jest. Gdy dojechaliśmy do domu, Justin jak zwykle otworzył mi drzwi i razem weszliśmy do domu. Justin od razu skierował się do swojej sypialni. Przez kilka minut myślałam czy do niego iść czy zostawić w spokoju. Postanowiłam do niego iść. Podeszłam do drzwi jego pokoju i zapukałam. Nie odpowiedziała więc nacisnęłam klamkę i  otworzyłam drzwi.
-Mogę wejść? – zapytałam
-Jasne – odpowiedział bez żadnych emocji. Siedział na łóżku ze spuszczoną głowa. Nie jestem pewna ale z jego policzków chyba kapały łzy.
-Co się stało? Od kilku godzin jesteś jakiś... inny. – Usiadłam obok niego i przytuliłam się do niego. –Czemu płaczesz?

-Kilka godzin temu dostałem SMS’a od taty. Moja siostra...


___________________________________________________________________
No i jest I rozdział mojego bloga. mam nadzieję że wam się podoba. Jak myślicie Co się stało z siostrą Justina że tak nagle się zmienił. Piszcie swoje przemyślenia w komentarzach.Jutro najpóźniej po jutrze powinien pojawić sie następny rozdział 

środa, 26 marca 2014

Prolog

Biegłam ciemną ulicą oglądając się za siebie czy aby mnie nie goni. To znowu się stało. Znowu mnie uderzył. Już wcześniej mnie bił, ale obiecał że się zmieni, że już nie będzie... do następnego razu. Dzisiaj nie wytrzymałam uciekłam od niego.
Nie miałam już sił biec dalej. Cała mokra i zmarznięta usiadłam na chodniku. Z moich oczu pociekły łzy. Nagle ktoś usiadł obok mnie objął mnie ramieniem i przytulił. Na początku się wyrywałam, krzyczałam żeby mnie puścił i biłam go po piersi, ale on nie chciał wypuścić mnie ze swoich ramion.

-Nie bój się. Ze mną będziesz bezpieczna – powiedział nieznajomy. – Jestem Justin. Chodź zabiorę cię gdzieś gdzie będziesz bezpieczna.