Gdy się odwróciłem zobaczyłem
Vanesse leżącą na podłodze i trzymającą się za głowę. Wokół niej było pełno
szkła. Szybko odstawiłem to co miałem w rękach na stół i podbiegłem do niej
ostrożnie, żeby się nie kaleczyć. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę.
-Vanessa wszystko w porządku? –
zapytałem z troska
-Tak po prostu trochę mi się słabo
zrobiło i głowa mnie boli. –powiedziała wciąż trzymając się za głowę.
-Zaczekaj chwilę dam co jakąś
tabletkę. –Wstałem i poszedłem do apteczki wziąć jakiś lek na ból głowy. Nalałem
do szklanki wody i zaniosłem Vanessie. –Proszę.
-Dzięki –wzięła do ręki to co jej
dałem. Połknęła tabletki i popiła wodą, a ja w tym czasie posprzątałem szkoło,
które leżało na ziemi.
-Już lepiej? –Zapytałem i usiadłem
obok Van.
-Tak dzięki. Już wcześniej tak
miałam. To się zaczęło jakieś 3-4 miesiące temu, kiedy Max mnie uderzył.
-Czekaj, czekaj –powiedziałem zdziwiony.
–Czyli już wcześniej tak si zdarzało a ty nie poszłaś z tym do lekarza?
-No nie. Chciałam iść, ale jak tylko
chciałam gdzieś wyjść, to Max musiał iść ze mną. Nie chciałam, żeby szedł ze
mną do lekarza, więc wolałam zostać w domu.
-No trudno. Jutro jak wrócimy do
Kalifornii od razu pojedziemy do lekarza ok.?
-Ok.
-A teraz się prześpij. Będę cały
czas przy tobie.
***Oczami Vanessy***
***Następnego dnia***
Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek:
była 7.54. Justin już nie spał. Był w kuchni. Wstałam ostrożnie z kanapy i
poszłam do niego. Zaszłam go od tyłu i objęłam go w pasie.
-Hej skarbie jak się masz? –zapytał odwracając
się do mnie tak, że teraz patrzeliśmy sobie w oczy.
-Dobrze, dzięki. –przytuliłam się do
niego ze smutna miną.
-Co się dzieje Van? Coś nie tak? –zapytała
z troską.
-Wszystko w porządku. Tylko...
możemy już wracać do Kalifornii proszę. Jakoś dziwnie się tutaj czuję.
-Jasne, zaraz po śniadaniu wyjeżdżamy
–powiedział po czym pocałował mnie w czoło.
***godzinę później***
Właśnie żegnaliśmy się z rodziną
Justina. gdy wsiadałam do auta znowu zrobiło mi się słabo. Oparłam się o drzwi
żeby nie upaść i opanować oddech. Na szczęście Justin nic nie zauważył. Szybko wsiadłam
do auta i odjechaliśmy. Po około 5 godzinach byliśmy już w Kalifornii. Justin się
uparł żebyśmy od razu jechali do szpitala. Zgodziłam się. Nie było sensu się z
nim kłócić i tak nie wygram. Gdy podjechaliśmy pod szpital Justin szybko wysiadł z auta i pomógł mi wyjść.
Cały czas trzymał mnie pod ramię na wszelki wypadek. Weszliśmy do szpitala i od
razu podeszliśmy do rejestracji żeby mnie zarejestrować. To co zobaczyłam, a
raczej KOGO zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie.
-Wszystko w porządku? –Justin przyglądał
mi się uważnie.
-To Max. On tu jest
-Który? Ten łysy?
-Yhm. –pokiwałam głową.
-No witaj piękna. –zaczął iść w moją
stronę z rozłożonymi ramionami. Chyba myślał, że się do niego przytulę. Idiota.
–Dawno cię nie widziałem. Czemu uciekłaś?
-Schowaj się za mnie –Szepnął do
mnie Justin. –ona nie ma zamiaru z tobą gadać, więc albo się z tond zawiniesz
albo dzwonie na policję. Więc jak?
-Dobra, dobra już idę. Ale pamiętaj
Vanessa i tak cię znajdę.
Nic nie odpowiedziałam.
-Nie martw się. Ze mną nic ci nie grozi.
–uśmiechnął się do mnie Justin
-Dzięki Justin. Nie wiem co bym
zrobiła bez ciebie.
Zarejestrowaliśmy mnie i już po
jakiś 10 minutach leżałam na sali. Wypytywali mnie o wszystko, pobierali krew i
mocz do badań. Gdy tylko skończyli, mnie badać do sali do Sali wszedł Justin. Po
około 20 minutach wszedł lekarz.
-Panie doktorze co mi jest? –zapytałam
-No więc z badań wynika, że ma
pani...
__________________________________________________
Tak przy okazji: chciałam podziękować moim koleżanka z klasy, które czytają tego bloga za wszystkie miłe słowa i za zachęcanie mnie do dalszego pisania. To dla mnie wiele znaczy. :)
Postaram się, żeby rozdziały były dodawane codziennie, ale nie wiem czy mi się uda, bo mam dużo lekcji, we wtorki mam lekcje gry na gitarze i dzisiaj stwierdziłam że zacznę się uczyć tańczyć. Więc jak tylko będę miała czas bee wrzucała rozdział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz