niedziela, 30 marca 2014

Rozdział II

                -Kilka godzin temu dostałem SMS’a od taty. Moja siostra jest w szpitalu – powiedział wypuszczając głośno powietrze i przeczesując włosy. – Ja nie wiem co mam robić. Boję się o nią bo to moja jedyna siostra. Ona ma dopiero 5 lat. Jej się nie może nic stać. – teraz naprawdę z jego oczu popłynęły łzy.
            Nie wiedziałam co mam zrobić. Z jednej strony strasznie mu współczułam. Nie wiem co bym zrobiła gdyby mojemu bratu coś się stało. Ale z drugiej strony byłam na niego wściekła. Siedzi z założonymi rękami i płacze zamiast do niej jechać. Wstałam i kucnęłam przed nim żeby widzieć jego twarz.
            -Justin spójrz na mnie. – niechętnie podniósł głowę -Jak to nie wiesz co masz zrobić? Jest tylko jedno wyjście: Pakuj się wsiadaj w samochód i jedź do niej. – Uśmiechnęłam się blado. Na jego twarzy pojawił się mały, ledwo widoczny uśmiech. Łzy przestały kapać z jego polików.
            -Masz rację. Zamiast siedzieć tu z założonymi rękami już dawno powinienem do niej jechać. –Wstał i zaczął się pakować.
            Usiadłam na łóżku zastanawiając się, co będzie ze mną, jak on pojedzie. Chyba czytał mi w myślach bo zapytał:
            - Może chcesz pojechać ze mną?
            -Serio? –zapytałam z niedowierzaniem
            -No tak. Gdyby nie ty, nigdy bym tam nie pojechał.
            -No dobrze.
            -Dzięki –podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. –Idź spać. Na łóżku masz pidżamę.
            Wyszłam z jego sypialni. Tak jak mówił, łóżku leżała pidżama. Przebrałam się położyłam do łóżka i od razu zasnęłam.

***Następnego dnia rano***

            -Vanessa... Vanessa wstawaj musimy jechać. –Obudził mnie Justin. Spojrzałam na zegarek, była 6.00
            -Już wstaję. –Powiedziałam i niechętnie wstałam z łóżka .
            Poszłam do łazienki, żeby zrobić poranną toaletę. Gdy wróciłam, Justin nadal siedział na łóżku z jakąś torebką w rękach. Dopiero teraz zauważyłam jego czerwone, podkrążone oczy. Płakał.
            -Dlaczego płakałeś? –Usiadłam obok niego na łóżku.
            -Nic się przed tobą nie ukryje. –zaśmiał się lekko. –Ja wiem że to musi dziwnie wyglądać: 19-sto letni chłopak płacze po nocach. Ale zrozum, nie wiem co bym zrobił gdyby jej się coś stało.
            -To normalne. –Powiedziałam obejmując go ramieniem. –Człowiek musi wyrzucić z siebie emocje. Nie zawsze chce z kimś gadać i zwierzać się ze wszystkiego. Wtedy płacz jest najlepszy. To nie jest oznaka słabości.
            -Dzięki. Naprawdę się cieszę, że cię wtedy spotkałem na tej ulicy. Nawet nie wiem jak mi pomagasz. A teraz idź się przebrać. –podał mi torbę, która trzymał w ręku. Kolejne ciuchy.
            -Nie musisz kupować mi ubrań.
            -To w czym chcesz chodzić? Nie masz nic.
            -Punkt dla ciebie –wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się przebrać. Ubranie były bardzo w moim stylu.
            Zeszłam na dół, gdzie czekało śniadanie. Około 7.15 wyjechaliśmy z domu. Jechaliśmy bardzo długo. O godzinie 15.00 byliśmy już w Sat Lake City (Utah). Kilka minut później byliśmy już w szpitalu, w którym leżała siostra Justina. Poszliśmy do recepcji zapytać się w której sali leży jego siostra. Od razu pobiegliśmy na wskazany oddział. Gdy tylko Justin zobaczył swoją rodzinę, od razu do niej podbiegł. Wziął na ręce małego chłopca. To musiał być jego brat, o którym opowiadał mi w samochodzie.
            -Justin? Co ty tu robisz? Kto to jest? –zapytał jego ojciec wskazując na mnie.
            -To moja koleżanka Vanessa. Przyjechałem do siostry. Co z nią jest? –zapytał zaniepokojony Justin.

            -Nie będę cię okłamywał. Jej stan jest...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz