wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział V

               -Z badań wynika, że ma pani anemię. –powiedział lekarz.
            -Co to znaczy? –zapytałam
            -To znaczy, że ma pani niedobór czerwonych krwinek. Dostanie pani leki i może pani iść do domu. –powiedział wypisując receptę. –Proszę iść od apteki, kupić te leki –To mówiąc podał mi receptę. –ja idę przygotować wypis.
            Gdy wyszedł z sali załamałam się. Co będzie ze mną dalej?
            -Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. –Powiedział Justin.
            -Czyli, że ty mnie nie zostawisz? –zapytałam. Byłam pewna, że wyjdzie z sali i mnie zostawi.
            -No co ty. Nigdy cię nie zostawię. Ja wiem, że to dziwne, ale ja się w tobie zakochałem –powiedział ściszonym głosem.
            Chwila moment! Czy on przed chwilą wyznał mi miłość? Przyznam, że trochę mi ulżyło, bo ja chyba też go kocham.
            -Dobra zapomnijmy o tym ok? – powiedział zdenerwowany –idę po ten wypis. –wstał z krzesła, ale złapałam go za rękę, żeby znowu usiadł.
            -Powiem szczerze: trochę mnie zaskoczyłeś, ale też mi trochę ulżyło, bo ja chyba też cię... też cię kocham. –uf powiedziałam to –ale mimo wszystko, ja nie chcę być na razie w związku. Przepraszam zrozum to.
            -Jasne, nie ma sprawy, rozumiem. A teraz idę już po ten wypis i pogadamy w domu. –stał i wyszedł z Sali.
            Nie wiem co mam myśleć. Na pewno go zraniłam, ale to było dla mnie za szybko na nowy związek. Jeśli na prawdę mnie kocha to powinien to zrozumieć.
            -Ubieraj się, jedziemy do domu. –wrócił do Sali. Zaczęłam się ubierać.
            Gdy wyszliśmy ze szpitala od razu skierowaliśmy się w stronę auta.
            W drodze do domu musiałam z Justinem porozmawiać.
            -Justin? –zapytałam
            -Tak? –powiedział cały czas patrząc się przed siebie.
            -Ja wiem, że cię zraniłam, ale zrozum: dopiero co udało mi się uwolnić od Maxa. Ja bym się dusiła w tym związku.
            -Ale ja cię rozumiem –spojrzał na mnie z uśmiechem i zatrzymał się pod domem. –Tak naprawdę to ja też muszę ci coś powiedzieć –powiedział gdy wchodziliśmy do domu. –Chodźmy do salonu
            -Usiedliśmy naprzeciw siebie, tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
            -Co się dzieje Justin? –zapytałam z troską w głosie.
            -Miesiąc temu rozstałem się z dziewczyną. W czasie gdy byliśmy razem ona była w 3 miesiącu ciąży, a ja dużo pracowałem, żeby jej nic nie brakowało. Gdy pewnego dnia wróciłem do domu, jej nie było. Zadzwoniłem do niej. Okazało się, że jest w szpitalu. Nie wiedziałem co się dzieje. Szybko wsiadłem w samochód i do niej pojechałem. Dopiero tam powiedziała mi co się stało. Poroniła. Obwiniała mnie o stratę dziecka. Mówiła że to moja wina, że za rzadko jestem w domu i nie mam dla niej czasu. Kilka dni później wyszła ze szpitala. Popadła w depresję. Przez kilka następnych tygodni obwiniała mnie o stratę dziecka. Ona nie zdawał sobie sprawy, że mnie też to boli, że dla mnie tez to nie było łatwe tylko, że lepiej to ukrywam. Kilka tygodni temu nie wytrzymałem. Musiałem się z nią rozstać. Wiem, że teraz sobie myślisz: co to za chłopak, który zostawia dziewczynę w depresji. Ale ja nie umiałem tak dalej żyć. Sam coraz gorzej sobie z tym radziłem, a ona jeszcze bardziej pogarszała mój stan psychiczny. -cały czas patrzył mi w oczy. Ja bym nie umiała tak silnie patrzeć mu w oczy jakbym opowiadała o takim czymś.
            -Rozumiem cię. To musiało strasznie boleć. –powiedziałam łapiąc jego dłonie by dodać mu otuchy.
            -Nadal trudno jest mi się z tym pogodzić. Ty jedyna zauważyłaś, że coś jest nie tak. Pamiętasz wczorajszy ranek? Wtedy mówiłem, że płakałem bo martwiłem się o Jazzy. A tak naprawdę cały czas przeżywam to wszystko w środku.
            -Nie martw się. Przejdziemy przez to razem. Ktoś kiedyś powiedział takie słowa „Pamiętaj: jutro jest nowy dzień, nie przejmuj się przeszłością”. Ja wiem, że o tym będzie trudno zapomnieć, ale musisz chociaż spróbować, a ja ci w tym pomogę. –uśmiechnęłam się do niego.
            -Dzięki, że jesteś. Może obejrzymy jakiś film? –zapytał zmieniając temat.
            -Dobry pomysł. Może jakąś komedię?
            -Zgoda. To chodź. –wstał z kanapy i podał mi rękę.
            -Ale do kąd? Przecież telewizor jest tutaj.
            -Wiem, ale w tym domu jest lepsze miejsce na oglądanie filmów niż salon. To salka kinowa w piwnicy.
            Gdy zeszliśmy na dół Justin włączył jakiś film. Byłam tak zmęczona, że gdy tylko położyłam głowę na jego kolanach zasnęłam.

            ***Oczami Justina***

            Jak ona słodko śpi. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Ostrożnie podniosłem głowę Vanessy, położyłem na poduszce i poszedłem otworzyć drzwi. To kogo tam zobaczyłem wprawiło mnie w osłupienie. Przede mną stał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz