Gdy wszedłem do sypialni Vanessa już
spała. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i też iść spać. Mimo, że była dopiero
21 byłem zmęczony jak nigdy. Wszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, założyłem
czyste bokserki, pierwszą lepszą koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia.
Położyłem się do łóżka obok Van i zobaczyłem, że śpi w mojej koszulce.
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przytuliłem ją do siebie i
zasnąłem.
Byłem przekonany, że w nocy obudzi
mnie płacz Camille. Jednak obudził mnie krzyk Vanessy. Cała się trzęsła. Ciężko
oddychała.
-Vanessa co się stało? –zapytałem
zapalając światło.
-Nie wiem. Śniło mi się... Camille.
–powiedziała po czym rzuciła się biegiem w stronę pokoju Cam. Szybko wybiegłem
za nią. Stała w drzwiach i z przerażeniem patrzyła na okno. Jedna szyba była
wybita. Gdy spojrzałem niżej, na podłodze zobaczyłem kamień owinięty papierem.
-Weź Camille i idź do naszej
sypialni. –powiedziałem siląc się na opanowany ton.
-Ale... –zaczęła.
-Nie ma ale. Ja zaraz przyjdę. Zrzuć
moją poduszkę z łóżka i połóż tam Cam. Już.
Vanessa zrobiła to o co prosiłem. Z
przerażeniem wymalowanym na twarzy wyszła z pokoju. Wziąłem jedną z pieluszek
Cam do ręki i wziąłem kamień do ręki przez tę rzecz, żeby przypadkiem nie
zostawił odcisków palców. Ostrożnie odwinąłem papier i przeczytałem to co było
napisane.
„Tak łatwo się nas nie pozbędziesz,
pamiętaj nie macie żadnych szans przeciwko nam. Już niedługo ty i twoja
rodzinka znikniecie z tego świata. SEM”
S jak Selena. M jak Max, ale E? Gdy
zdałem sobie sprawę z tego co znaczy to E, nogi się pode mną ugięły. Ed. Czyli
jednak to on. Postanowiłem nie mówić o tym na razie Vanessie. Schowałem papier
razem z kamieniem do jednej z szuflad w pokoju Cam i poszedłem do naszej
sypialni. Vanessa leżała na boku, a Cam obok niej. Położyłem się ostrożnie po
wolnej stronie łóżka tak, że Camille leżała pomiędzy nami.
-Jak to możliwe, że tego nie
słyszeliśmy? –zapytała cicho Vanessa.
-Nie wiem. –przyznałem nigdy nie
czułem się bardziej bezradny niż w tym momencie. Obiecałem, że będę je chronił,
że ze mną będą bezpieczne i co? –Przepraszam. –powiedziałem spuszczając głowę.
-Za co? –zapytała Vanessa podnosząc
mój podbródek tak, żebym spojrzał w jej oczy.
-Za to, że nie umiem was obronić.
Obiecałem, że będziecie ze mną bezpieczne, a tu ktoś wybija okno w pokoju
naszej córeczki. Nie potrafię sobie wyobrazić co bym zrobił gdyby coś jej się
stało. –powiedziałem gładząc główkę Cam. –Ja... –zająknąłem się –Ja nie mam
pojęcia co robić. Gdziekolwiek nie pojedziemy. Oni nas znajdą.
-„Wiem, że jeszcze wiele przed nami,
że jesteśmy młodzi i dużo się może stać, ale wiem też, że będąc razem możemy
przejść przez wszystko.” –powiedziała Vanessa cytując moje słowa, które
wypowiedziałem gdy prosiłem o jej rękę. –Ucieknijmy stąd. Ale nie do innego
miasta w Stanach. Ucieknijmy do Europy. Gdziekolwiek byle nie do Stanów.
–powiedziała łamiącym się głosem.
-Chciałbym. –westchnąłem. –Ale nie
możemy tak narażać Cam.
-Czyli zostając tutaj nie narażamy
jej?
-Ona ma dopiero trzy dni. Wyobrażasz
sobie co może jej zrobić kilku godzinna podróż samolotem. Wysoko w powietrzu w
zamkniętej przestrzeni. Wiem, że chcesz żeby była bezpieczna, ale wyjeżdżając z
nią w tym momencie, zarażamy się na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Zrobimy
tak. Wszędzie gdzie będziemy szli, będziemy chodzić w trójkę. Zawsze będę przy
was i będę was chronił tak dobrze jak tylko potrafię. Jeśli będzie trzeba oddam
za was życie. –powiedziałem i pocałowałem Vanessę w czoło. Wiem, że ostatnie
słowa jej się nie podobały. Mnie zresztą też nie, ale jeżeli to jedyny sposób
by były bezpieczne, zrobię to. Spojrzałem na zegarek. 3.21. –Śpij.
-Powiedziałem łagodnie, jednak w tej chwili Camille zaczęła płakać.
-Nakarmię ją i pójdę spać.
–powiedziała podciągając się do pozycji siedzącej. Wzięła Vanessę na ręce i
naciągnęła koszulkę tak, by mała mogła pić mleko. Usiadłem obok niej o objąłem
ją ramieniem. Spojrzała na mnie z uśmiechem i razem patrzyliśmy jak Cam pije.
–Cami nie może tak z nami spać. –powiedziała gdy skończyła karmić.
-Masz rację –odparłem. –Śpijcie tu,
a ja pójdę do salonu.
-Nie! –Vanessa złapała mnie za rękę,
tym samym uniemożliwiając mi wstanie. –Nie zostawiaj nas –powiedziała błagalnym
tonem a z jej oczu poleciały łzy.
-Spokojnie. Nie zostawię.
–obiecałem. –Śpij tu z Cam, a ja położę się na kanapie. –niektórzy powiedzą, że
kanapa w sypialni to głupi pomysł. Jednak czasami jest naprawdę przydatna. –Jak
coś się będzie działo po prostu mnie obudzisz tak? –skinęła nieznacznie głową w
ramach odpowiedzi, a ja wziąłem koc i poduszkę i położyłem się na kanapie.
Reszta nocy minęła nam spokojnie.
Rano obudził mnie płacz Cam. Było kilka minut po 7, a Vanessa jeszcze spała.
Postanowiłem wziąć Cam na ręce i wyszedłem z pokoju, pozwalając Van spokojnie
dokończyć sen. Poszedłem do salonu, wziąłem kawałem kartki i długopis i
napisałem liścik do mojej narzeczonej.
„Vanessa skarbie, wziąłem Camille na
dół, żebyś mogła spokojnie spać. Wszystko jest pod kontrolą. Justin.”
-Idziemy zanieść mamusi liścik, żeby
się o nas nie martwiła jak się obudzi. –powiedziałem do dziewczynki, którą
trzymałem na rękach. Wszedłem na górę do sypialni i położyłem kartkę obok
Vanessy i wyszedłem z pokoju. Poszedłem do pokoju Cam i wziąłem kilka ciuszków,
pieluszek na przebranie, kocyk i kilka grzechotek do zabawy. Zszedłem na dół,
rozłożyłem koc na kanapie, położyłem na nim córeczkę i zabrałem się do
przebierania. Poszło mi całkiem nieźle.
-No brawo, brawo tatuśku.
–usłyszałem i momentalnie odwróciłem się do tyłu. –mówiłam że się nauczysz.
–powiedziała Vanessa. Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek.
-Cześć. –powiedziałem z uśmiechem.
–Mogłaś jeszcze spać. Specjalnie cię nie budziłem.
-Wiem, ale jakoś mi się nie chciało.
-Tobie? –zapytałem ze śmiechem
–Największemu śpiochowi na świecie nie chciało się spać? Co się dzieje na tym
świecie. –powiedziałem kręcąc głową. –Co chcesz na śniadanie? –zapytałem
zmieniając temat.
-Jajecznicę. Z boczkiem.
–powiedziała zagryzając wargę.
-Już się robi. -wstałem i poszedłem
do kuchni. Zanim zdążyłem wyjąć wszystko do przygotowania śniadania, zadzwonił
mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem numer swojej sekretarki.
-Tak słucham. –powiedziałem
przykładając telefon do ucha.
-Dzień dobry szefie. Mam nadzieję,
że szefa nie obudziłam. –powiedziała w odpowiedzi.
-Nie. O co chodzi?
-Dzwonił Ed Sheeran. –powiedziała
–chciał się z szefem spotkać tak szybko jak tylko jest to możliwe. Co mam mu
powiedzieć?
-A kiedy on się może spotkać?
–spojrzałem w bok i zobaczyłem Vanessę z Cam na rękach w drzwiach kuchni.
Najwyraźniej przysłuchiwała się mojej rozmowie.
-Jeszcze dzisiaj. –usłyszałem w
słuchawce głos mojej sekretarki.
-Dobrze, ja się zastanowię i
zadzwonię do ciebie za kilka minut dobrze?
-Oczywiście szefie. –powiedziała po
czym rozłączyła się.
-Kto dzwonił? –zapytała Vanessa.
-Moja sekretarka. Ed dzwonił do firmy.
Chce się spotkać. –odparłem.
-I co zrobisz?
-Nie wiem. Z jednej strony
powinienem pojechać i wszystko z nim sobie wyjaśnić. Z drugiej obiecałem, że
zawsze będę z wami, a Cam nie może jeszcze wychodzić.
-Pojedziemy z tobą. Ubierzemy ją
ciepło, przykryjemy kocem i pojedziemy. Tyle drogi co przejdziemy z auta do
budynku i z powrotem na pewno jej nie zaszkodzi. Zadzwoń do firmy i omów się z
nim. I rób to śniadanie. –powiedziała śmiejąc się i wyszła z pomieszczenia.
Spojrzałem na zegarek. Była 8.56.
Wybrałem numer mojej sekretarki.
-Tak słucham. –powiedziała gdy tylko
odebrała telefon.
-Umów mnie z Edem na 10.30 dobrze.
-Już się robi panie prezesie.
–rozłączyłem się.
Wyciągnąłem z lodówki to co było mi
potrzebne do zrobienia jajecznicy. Po około 10 minutach śniadanie było gotowe.
-Vanessa! –zawołałem nakrywając do
stołu.
-Ciszej –skarciła mnie zbiegając po
schodach. –Cam przed chwilą zasnęła.
-Przepraszam. Siadaj. –wskazując
miejsce za stołem. Sam zająłem miejsce naprzeciwko niej. –Jest jedna rzecz o
której musze ci powiedzieć. –zacząłem niechętnie.
-Jaka? –zapytała jedząc jajecznicę.
-Do tego kamienia co wczoraj, a
raczej dzisiaj w nocy wybił okno był przyczepiony liścik. Był podpisany jako
‘SEM’.
-Czyli przez kogo? –ostatnie słowo
wypowiedziała dobitnie.
-S jak Selena, M jak Max, E –wziąłem
głęboki oddech –Jak Ed. –widelec który trzymała w ręku wypadł jej na podłogę.
Do oczu napłynęły łzy.
-Czyli to jednak prawda? –zapytała
tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
Odsunąłem się na krześle i
poklepałem swoje kolana.
-Chodź do mnie. –powiedziałem do
mojej narzeczonej. Dziewczyna zrobiła to o co prosiłem. –Wiem, że trudno ci w
to uwierzyć. Dla mnie też nie było to łatwe. –wziąłem oddech, żeby powiedzieć
cos więcej, ale w tej chwili ktoś zapukał do drzwi. –Pójdę zobaczyć kto to.
–powiedziałem, a Vanessa wstała z moich kolan.
Byłem przekonany, że to mama. Gdy
otworzyłem drzwi, zobaczyłem jednak kogoś innego.
-Viktoria? –zapytałem
niedowierzając. –Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Było na wizytówce. –powiedziała
pokazując mi kawałek papieru, który dałem jej kilka miesięcy temu w Nowym
Yorku. –Twój telefon nie odpowiadał, więc postanowiłam przyjechać.
-Tak –powiedziałem drapiąc się po
karku –Sytuacja zmusiła nas do zmiany numerów. Przepraszam, ale my się
spieszymy za 2 godziny mam spotkanie w firmie. Daj mi swój numer. Ja do ciebie
zadzwonię i się umówimy ok?
-Jasne. –wyjęła ze swojej torebki
notes i długopis. Napisała coś w notesie, po czym wyrwała kartkę. –Proszę, to
mój numer –powiedziała podając mi numer.
-Dzięki pa –powiedziałem zamykając
drzwi.
-Kto to był? –zapytała Vanessa jak tylko
mnie zobaczyła.
-Viktoria –odparłem. –Jeśli chcemy
być w firmie przed Edem, a ja bym tak wolał, to powili musimy się zacząć
szykować. –powiedziałem zmieniając temat.
Vanessa bez słowa poszła na górę.
Miałem wrażenie, że jest na mnie zła. Postanowiłem jednak nie drążyć tego
tematu. Może jeszcze nie przeszły jej te zmiany humoru po ciąży? Wszedłem do
góry do sypialni. Vanessy tam nie było. Pewnie była w łazience. Podszedłem do
szafy i wyciągnąłem jedną z moich ulubionych koszulek i czarne spodnie. Gdy
podchodziłem do drzwi od łazienki, Vanessa właśnie wychodziła. Przechodząc obok
mnie stuknęliśmy się ramieniem. Byłem pewny w 100%, że zrobiła to specjalnie.
-Możesz mi powiedzieć o co ci
chodzi? –zapytałem odwracając się w jej stronę.
-O co mi chodzi? –zapytała –O
Viktorię mi chodzi.
-O Viktorię? –zapytałem kpiąco.
-Tak o nią, widziałam jak się
ucieszyłeś dziś na jej widok.
-Ty jesteś zazdrosna. –powiedziałem
cwaniacko się uśmiechając. –Nie masz o co. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Tylko przyjaciółmi. Zawsze tak
jest. Najpierw przyjaciele. Potem kochankowie. –dodała cicho.
-Przepraszam bardzo –powiedziałem
lekko urażony. –Czy ty twierdzisz, że ja nie jestem ci wierny?
-Nie o to mi chodziło –powiedziała
przepraszająco.
-Ja dobrze wiem, o co ci chodziło.
–odwróciłem się na pięcie i wszedłem do łazienki trzaskając drzwiami.
***Oczami Vanessy***
Boże co ja zrobiłam. Nie tak miało
być. Ja go kocham, nie dałabym rady bez niego. Niepewnie podeszłam do drzwi i
zapukałam.
-Co? –odparł sucho.
-Otwórz proszę. –powiedziałam cicho.
Po chwili usłyszałam jak przekręca drzwi. –Nie o to mi chodziło. Ja... ja po
prostu nie potrafiłabym żyć bez ciebie. –wyminął mnie bez słowa. –Justin
powiedz coś. –powiedziałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Co mam ci powiedzieć? –zapytał
odwrócony ode mnie plecami. –Mam się cieszyć, że moja dziewczyna... przepraszam
NARZECZONA –podkreślił to słowo –mi nie ufa?
-Ufam ci. –podeszłam do niego i
przytuliłam się do jego pleców. Odwrócił się do mnie. Myślałam, że odwzajemni
uścisk, ale on mnie odsunął.
-Jeśli mi ufasz to mi to pokaż.
–powiedział wychodząc z pokoju. Wyszłam za nim. Kierował się do pokoju naszej
córki. Gdy tam weszłam, Justin wkładał ją do fotelika. –Masz wszystko spakowane
dla Cam?
-Tak. –powiedziałam biorąc torbę z
rzeczami małej. –Możemy jechać.
Wyszliśmy z domu w milczeniu. Tak
też przebyliśmy całą drogę.
-Chyba będzie lepiej, jeśli przed
Edem będziemy udawać, że między nami jest wszystko w porządku. –powiedziałam
gdy podjechaliśmy pod firmę.
-Masz rację. –wyszliśmy z auta i
staraliśmy się udawać, że wszystko między nami jest ok. gdy weszliśmy na
piętro. Przed salą siedziało kilka osób. Ed nie był sam. Byli z nim...


