poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział XXVIII

            Gdy wszedłem do sypialni Vanessa już spała. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i też iść spać. Mimo, że była dopiero 21 byłem zmęczony jak nigdy. Wszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, założyłem czyste bokserki, pierwszą lepszą koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia. Położyłem się do łóżka obok Van i zobaczyłem, że śpi w mojej koszulce. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przytuliłem ją do siebie i zasnąłem.
            Byłem przekonany, że w nocy obudzi mnie płacz Camille. Jednak obudził mnie krzyk Vanessy. Cała się trzęsła. Ciężko oddychała.
            -Vanessa co się stało? –zapytałem zapalając światło.
            -Nie wiem. Śniło mi się... Camille. –powiedziała po czym rzuciła się biegiem w stronę pokoju Cam. Szybko wybiegłem za nią. Stała w drzwiach i z przerażeniem patrzyła na okno. Jedna szyba była wybita. Gdy spojrzałem niżej, na podłodze zobaczyłem kamień owinięty papierem.
            -Weź Camille i idź do naszej sypialni. –powiedziałem siląc się na opanowany ton.
            -Ale... –zaczęła.
            -Nie ma ale. Ja zaraz przyjdę. Zrzuć moją poduszkę z łóżka i połóż tam Cam. Już.
            Vanessa zrobiła to o co prosiłem. Z przerażeniem wymalowanym na twarzy wyszła z pokoju. Wziąłem jedną z pieluszek Cam do ręki i wziąłem kamień do ręki przez tę rzecz, żeby przypadkiem nie zostawił odcisków palców. Ostrożnie odwinąłem papier i przeczytałem to co było napisane.
            „Tak łatwo się nas nie pozbędziesz, pamiętaj nie macie żadnych szans przeciwko nam. Już niedługo ty i twoja rodzinka znikniecie z tego świata. SEM”
            S jak Selena. M jak Max, ale E? Gdy zdałem sobie sprawę z tego co znaczy to E, nogi się pode mną ugięły. Ed. Czyli jednak to on. Postanowiłem nie mówić o tym na razie Vanessie. Schowałem papier razem z kamieniem do jednej z szuflad w pokoju Cam i poszedłem do naszej sypialni. Vanessa leżała na boku, a Cam obok niej. Położyłem się ostrożnie po wolnej stronie łóżka tak, że Camille leżała pomiędzy nami.
            -Jak to możliwe, że tego nie słyszeliśmy? –zapytała cicho Vanessa.
            -Nie wiem. –przyznałem nigdy nie czułem się bardziej bezradny niż w tym momencie. Obiecałem, że będę je chronił, że ze mną będą bezpieczne i co? –Przepraszam. –powiedziałem spuszczając głowę.
            -Za co? –zapytała Vanessa podnosząc mój podbródek tak, żebym spojrzał w jej oczy.
            -Za to, że nie umiem was obronić. Obiecałem, że będziecie ze mną bezpieczne, a tu ktoś wybija okno w pokoju naszej córeczki. Nie potrafię sobie wyobrazić co bym zrobił gdyby coś jej się stało. –powiedziałem gładząc główkę Cam. –Ja... –zająknąłem się –Ja nie mam pojęcia co robić. Gdziekolwiek nie pojedziemy. Oni nas znajdą.
            -„Wiem, że jeszcze wiele przed nami, że jesteśmy młodzi i dużo się może stać, ale wiem też, że będąc razem możemy przejść przez wszystko.” –powiedziała Vanessa cytując moje słowa, które wypowiedziałem gdy prosiłem o jej rękę. –Ucieknijmy stąd. Ale nie do innego miasta w Stanach. Ucieknijmy do Europy. Gdziekolwiek byle nie do Stanów. –powiedziała łamiącym się głosem.
            -Chciałbym. –westchnąłem. –Ale nie możemy tak narażać Cam.
            -Czyli zostając tutaj nie narażamy jej?
            -Ona ma dopiero trzy dni. Wyobrażasz sobie co może jej zrobić kilku godzinna podróż samolotem. Wysoko w powietrzu w zamkniętej przestrzeni. Wiem, że chcesz żeby była bezpieczna, ale wyjeżdżając z nią w tym momencie, zarażamy się na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Zrobimy tak. Wszędzie gdzie będziemy szli, będziemy chodzić w trójkę. Zawsze będę przy was i będę was chronił tak dobrze jak tylko potrafię. Jeśli będzie trzeba oddam za was życie. –powiedziałem i pocałowałem Vanessę w czoło. Wiem, że ostatnie słowa jej się nie podobały. Mnie zresztą też nie, ale jeżeli to jedyny sposób by były bezpieczne, zrobię to. Spojrzałem na zegarek. 3.21. –Śpij. -Powiedziałem łagodnie, jednak w tej chwili Camille zaczęła płakać.
            -Nakarmię ją i pójdę spać. –powiedziała podciągając się do pozycji siedzącej. Wzięła Vanessę na ręce i naciągnęła koszulkę tak, by mała mogła pić mleko. Usiadłem obok niej o objąłem ją ramieniem. Spojrzała na mnie z uśmiechem i razem patrzyliśmy jak Cam pije. –Cami nie może tak z nami spać. –powiedziała gdy skończyła karmić.
            -Masz rację –odparłem. –Śpijcie tu, a ja pójdę do salonu.
            -Nie! –Vanessa złapała mnie za rękę, tym samym uniemożliwiając mi wstanie. –Nie zostawiaj nas –powiedziała błagalnym tonem a z jej oczu poleciały łzy.
            -Spokojnie. Nie zostawię. –obiecałem. –Śpij tu z Cam, a ja położę się na kanapie. –niektórzy powiedzą, że kanapa w sypialni to głupi pomysł. Jednak czasami jest naprawdę przydatna. –Jak coś się będzie działo po prostu mnie obudzisz tak? –skinęła nieznacznie głową w ramach odpowiedzi, a ja wziąłem koc i poduszkę i położyłem się na kanapie.
            Reszta nocy minęła nam spokojnie. Rano obudził mnie płacz Cam. Było kilka minut po 7, a Vanessa jeszcze spała. Postanowiłem wziąć Cam na ręce i wyszedłem z pokoju, pozwalając Van spokojnie dokończyć sen. Poszedłem do salonu, wziąłem kawałem kartki i długopis i napisałem liścik do mojej narzeczonej.
            „Vanessa skarbie, wziąłem Camille na dół, żebyś mogła spokojnie spać. Wszystko jest pod kontrolą. Justin.”
            -Idziemy zanieść mamusi liścik, żeby się o nas nie martwiła jak się obudzi. –powiedziałem do dziewczynki, którą trzymałem na rękach. Wszedłem na górę do sypialni i położyłem kartkę obok Vanessy i wyszedłem z pokoju. Poszedłem do pokoju Cam i wziąłem kilka ciuszków, pieluszek na przebranie, kocyk i kilka grzechotek do zabawy. Zszedłem na dół, rozłożyłem koc na kanapie, położyłem na nim córeczkę i zabrałem się do przebierania. Poszło mi całkiem nieźle.
            -No brawo, brawo tatuśku. –usłyszałem i momentalnie odwróciłem się do tyłu. –mówiłam że się nauczysz. –powiedziała Vanessa. Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek.
            -Cześć. –powiedziałem z uśmiechem. –Mogłaś jeszcze spać. Specjalnie cię nie budziłem.
            -Wiem, ale jakoś mi się nie chciało.
            -Tobie? –zapytałem ze śmiechem –Największemu śpiochowi na świecie nie chciało się spać? Co się dzieje na tym świecie. –powiedziałem kręcąc głową. –Co chcesz na śniadanie? –zapytałem zmieniając temat.
            -Jajecznicę. Z boczkiem. –powiedziała zagryzając wargę.
            -Już się robi. -wstałem i poszedłem do kuchni. Zanim zdążyłem wyjąć wszystko do przygotowania śniadania, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem numer swojej sekretarki.
            -Tak słucham. –powiedziałem przykładając telefon do ucha.
            -Dzień dobry szefie. Mam nadzieję, że szefa nie obudziłam. –powiedziała w odpowiedzi.
            -Nie. O co chodzi?
            -Dzwonił Ed Sheeran. –powiedziała –chciał się z szefem spotkać tak szybko jak tylko jest to możliwe. Co mam mu powiedzieć?
            -A kiedy on się może spotkać? –spojrzałem w bok i zobaczyłem Vanessę z Cam na rękach w drzwiach kuchni. Najwyraźniej przysłuchiwała się mojej rozmowie.
            -Jeszcze dzisiaj. –usłyszałem w słuchawce głos mojej sekretarki.
            -Dobrze, ja się zastanowię i zadzwonię do ciebie za kilka minut dobrze?
            -Oczywiście szefie. –powiedziała po czym rozłączyła się.
            -Kto dzwonił? –zapytała Vanessa.
            -Moja sekretarka. Ed dzwonił do firmy. Chce się spotkać. –odparłem.
            -I co zrobisz?
            -Nie wiem. Z jednej strony powinienem pojechać i wszystko z nim sobie wyjaśnić. Z drugiej obiecałem, że zawsze będę z wami, a Cam nie może jeszcze wychodzić.
            -Pojedziemy z tobą. Ubierzemy ją ciepło, przykryjemy kocem i pojedziemy. Tyle drogi co przejdziemy z auta do budynku i z powrotem na pewno jej nie zaszkodzi. Zadzwoń do firmy i omów się z nim. I rób to śniadanie. –powiedziała śmiejąc się i wyszła z pomieszczenia.
            Spojrzałem na zegarek. Była 8.56. Wybrałem numer mojej sekretarki.
            -Tak słucham. –powiedziała gdy tylko odebrała telefon.          
            -Umów mnie z Edem na 10.30 dobrze.
            -Już się robi panie prezesie. –rozłączyłem się.
            Wyciągnąłem z lodówki to co było mi potrzebne do zrobienia jajecznicy. Po około 10 minutach śniadanie było gotowe.
            -Vanessa! –zawołałem nakrywając do stołu.
            -Ciszej –skarciła mnie zbiegając po schodach. –Cam przed chwilą zasnęła.
            -Przepraszam. Siadaj. –wskazując miejsce za stołem. Sam zająłem miejsce naprzeciwko niej. –Jest jedna rzecz o której musze ci powiedzieć. –zacząłem niechętnie.
            -Jaka? –zapytała jedząc jajecznicę.
            -Do tego kamienia co wczoraj, a raczej dzisiaj w nocy wybił okno był przyczepiony liścik. Był podpisany jako ‘SEM’.
            -Czyli przez kogo? –ostatnie słowo wypowiedziała dobitnie.
            -S jak Selena, M jak Max, E –wziąłem głęboki oddech –Jak Ed. –widelec który trzymała w ręku wypadł jej na podłogę. Do oczu napłynęły łzy.
            -Czyli to jednak prawda? –zapytała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.       
            Odsunąłem się na krześle i poklepałem swoje kolana.
            -Chodź do mnie. –powiedziałem do mojej narzeczonej. Dziewczyna zrobiła to o co prosiłem. –Wiem, że trudno ci w to uwierzyć. Dla mnie też nie było to łatwe. –wziąłem oddech, żeby powiedzieć cos więcej, ale w tej chwili ktoś zapukał do drzwi. –Pójdę zobaczyć kto to. –powiedziałem, a Vanessa wstała z moich kolan.
            Byłem przekonany, że to mama. Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem jednak kogoś innego.
            -Viktoria? –zapytałem niedowierzając. –Skąd wiesz gdzie mieszkam?
            -Było na wizytówce. –powiedziała pokazując mi kawałek papieru, który dałem jej kilka miesięcy temu w Nowym Yorku. –Twój telefon nie odpowiadał, więc postanowiłam przyjechać.
            -Tak –powiedziałem drapiąc się po karku –Sytuacja zmusiła nas do zmiany numerów. Przepraszam, ale my się spieszymy za 2 godziny mam spotkanie w firmie. Daj mi swój numer. Ja do ciebie zadzwonię i się umówimy ok?
            -Jasne. –wyjęła ze swojej torebki notes i długopis. Napisała coś w notesie, po czym wyrwała kartkę. –Proszę, to mój numer –powiedziała podając mi numer.
            -Dzięki pa –powiedziałem zamykając drzwi.
            -Kto to był? –zapytała Vanessa jak tylko mnie zobaczyła.
            -Viktoria –odparłem. –Jeśli chcemy być w firmie przed Edem, a ja bym tak wolał, to powili musimy się zacząć szykować. –powiedziałem zmieniając temat.
            Vanessa bez słowa poszła na górę. Miałem wrażenie, że jest na mnie zła. Postanowiłem jednak nie drążyć tego tematu. Może jeszcze nie przeszły jej te zmiany humoru po ciąży? Wszedłem do góry do sypialni. Vanessy tam nie było. Pewnie była w łazience. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem jedną z moich ulubionych koszulek i czarne spodnie. Gdy podchodziłem do drzwi od łazienki, Vanessa właśnie wychodziła. Przechodząc obok mnie stuknęliśmy się ramieniem. Byłem pewny w 100%, że zrobiła to specjalnie.
            -Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? –zapytałem odwracając się w jej stronę.
            -O co mi chodzi? –zapytała –O Viktorię mi chodzi.
            -O Viktorię? –zapytałem kpiąco.
            -Tak o nią, widziałam jak się ucieszyłeś dziś na jej widok.
            -Ty jesteś zazdrosna. –powiedziałem cwaniacko się uśmiechając. –Nie masz o co. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
            -Tylko przyjaciółmi. Zawsze tak jest. Najpierw przyjaciele. Potem kochankowie. –dodała cicho.
            -Przepraszam bardzo –powiedziałem lekko urażony. –Czy ty twierdzisz, że ja nie jestem ci wierny?
            -Nie o to mi chodziło –powiedziała przepraszająco.
            -Ja dobrze wiem, o co ci chodziło. –odwróciłem się na pięcie i wszedłem do łazienki trzaskając drzwiami.
            ***Oczami Vanessy***
            Boże co ja zrobiłam. Nie tak miało być. Ja go kocham, nie dałabym rady bez niego. Niepewnie podeszłam do drzwi i zapukałam.
            -Co? –odparł sucho.
            -Otwórz proszę. –powiedziałam cicho. Po chwili usłyszałam jak przekręca drzwi. –Nie o to mi chodziło. Ja... ja po prostu nie potrafiłabym żyć bez ciebie. –wyminął mnie bez słowa. –Justin powiedz coś. –powiedziałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
            -Co mam ci powiedzieć? –zapytał odwrócony ode mnie plecami. –Mam się cieszyć, że moja dziewczyna... przepraszam NARZECZONA –podkreślił to słowo –mi nie ufa?
            -Ufam ci. –podeszłam do niego i przytuliłam się do jego pleców. Odwrócił się do mnie. Myślałam, że odwzajemni uścisk, ale on mnie odsunął.
            -Jeśli mi ufasz to mi to pokaż. –powiedział wychodząc z pokoju. Wyszłam za nim. Kierował się do pokoju naszej córki. Gdy tam weszłam, Justin wkładał ją do fotelika. –Masz wszystko spakowane dla Cam?
            -Tak. –powiedziałam biorąc torbę z rzeczami małej. –Możemy jechać.
            Wyszliśmy z domu w milczeniu. Tak też przebyliśmy całą drogę.
            -Chyba będzie lepiej, jeśli przed Edem będziemy udawać, że między nami jest wszystko w porządku. –powiedziałam gdy podjechaliśmy pod firmę.

            -Masz rację. –wyszliśmy z auta i staraliśmy się udawać, że wszystko między nami jest ok. gdy weszliśmy na piętro. Przed salą siedziało kilka osób. Ed nie był sam. Byli z nim...

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział XXVII

            -Ryan jest w szpitalu. –powiedziała przez łzy. Poczułem jak nogi się pode mną uginają. To prawda, Rayn nie był członkiem mojej rodziny (jeszcze), ale wiem co czuje Vanessa. Pamiętam jak się czułem gdy to Jazmyn była w szpitalu. –Pobili go w szkole. –powiedziała zalewając się kolejną falą łez.
            -Jak to? –zapytałem zdezorientowany. –Przecież mieli go przepisać.
            -Ale mam tego nie zrobiła. Nie wiem czemu.
            -Spokojnie Vanessa. Nie płacz. Co mu dokładnie jest?
            -Nie wiem. Jest nieprzytomny. Mama mówiła, że cały jest pobity. –Moja koszulka była już cała mokra od jej łez, ale nie miałem jej tego za złe. W końcu komu miała się wypłakać jak nie mnie? –Justin?
            -Tak Skarbie? –zapytałem całując ją w czoło. Co za szczęście, że była ode mnie mniejsza o głowę.
            -Przepraszam, że o to zapytam ale... Może moglibyśmy zamieszkać w Nowym Yorku?
            -Vanessa –westchnąłem. –Nie masz za co przepraszać. Ale nie możemy się przeprowadzić. Zbyt wiele nas tu trzyma.
            -Zbyt wiele czyli twoja praca? –zapytała oddalając się ode mnie.
            -Nie o to chodzi Van...
            -Nie o to? A o co? Jak twoja siostra była w szpitalu nie zastanawiałeś się, co cię trzyma, tylko wsiadłeś w samochód i pojechałeś. Ja też bym chciała być w tym momencie przy Ryanie.
            -Vanessa zrozum. Nie możemy teraz jechać do Nowego Yorku nie ze względu na moją pracę, tylko ze względu na Camille. To dla niej za dużo. Dwa dni temu się urodziła. Nie możemy z nią jeszcze wychodzić na spacery, a ty chcesz jej zafundować kilku godzinną podróż samochodem? Wiem, co czujesz, bo sam bardzo się bałem o Jazmyn kiedy była w szpitalu i uwierz mi, gdybyśmy tylko mogli, wsiedlibyśmy teraz w samochód i jechali do Nowego Yorku, ale nie możemy, bo to może zagrozić zdrowiu Cam.
            Chwila ciszy. Ale tego najwyraźniej potrzebowała Vanessa, żeby dotarły do niej te słowa.
            -Masz rację –powiedziała cicho. –Tak bardzo przejęłam się Ryanem, że zapomniałam o własnym dziecku. –powiedziała znów zalewając się łzami. Podszedłem i przytuliłem ją.
            -Nie martw się. –w tym momencie usłyszeliśmy płacz Cam.
            -Pójdę ją nakarmić. –powiedziała Vanessa wychodząc z pokoju.
Zostałem więc sam, zastanawiając się co powinienem zrobić w tej sytuacji. Vanessa cierpiała, przez to, że nie może być w tym momencie przy swoim bracie, ale nie mogła tam sama pojechać. Była nam potrzebna tu na miejscu. Wtedy wpadłem na pewien pomysł. Wyszedłem z pokoju i udałem się w stronę pokoju Cam.
            -Mogę? –zapytałem uchylając drzwi.
            -Jasne wchodź –usłyszałem głos Van. Otworzyłem szerzej drzwi i wszedłem do środka.
            -Mam pomysł. –powiedziałem uśmiechając się. Vanessa podniosła na mnie wzrok. –za dwa miesiące pojedziesz do Nowego Yorku. Sama.
            -Za dwa miesiące? –zapytała kpiąco.
            -Tak za dwa. Wtedy będę umiał poradzić sobie sam z Camille.
            -A teraz nie dasz rady?
            -Nie. Przecież ktoś musi ją karmić. Chyba nie...
            -Błagam nie kończ togo zdania. –powiedziała uśmiechając się. –Dobrze, zgoda. Tylko obiecaj mi coś dobrze?
            -Co tylko zechcesz. –powiedziałem kucając obok fotela na którym siedziała Vanessa .
            -Że nie będziesz mi robił problemów, jak będę miała jechać, nie będziesz próbował mnie zatrzymywać.
            -Obiecuję. –powiedziałem uśmiechając się.
            -A tak swoją drogą... dzwoniłeś już do swojej mamy i pochwaliłeś się, że zostałeś ojcem?
            -Oh shit... –powiedziałem uświadamiając sobie, że tego nie zrobiłem.
            -Ej –Vanessa uderzyła mnie lekko w twarz. –Nie przy dziecku.
            -Zaraz wracam. –wstałem i wyszedłem z pokoju. Gdy znalazłem się za drzwiami wyciągnąłem telefon i wybrałem numer mamy.
            -Tak słucham –Usłyszałem głos mamy po drugiej stronie.
            -Cześć mamo. Gratuluję zostałaś babcią. –powiedziałem śmiejąc się.
            -Naprawdę? –zapytała z niedowierzaniem. –Kiedy?
            -Wczoraj rano. –powiedziałem czekając na to, aż zacznie mi prawić kazania o tym, że dowiaduje się ostatnia.
            -I dopiero teraz do mnie dzwonisz? –powiedziała oburzona.
            -Przepraszam. Byłem zabiegany. Cały czas myślałem o Vanessie i o dziecku.
            -A właśnie. –powiedziała. –Mam wnuczka czy wnuczkę?
            -Wnuczkę Camille. –odpowiedziałem.
            -Gratuluję. Naprawdę się cieszę. Nie będę ci przeszkadzać. Uściskaj ode mnie Vanesse. Kocham cię synku.
            -Ja ciebie też mamo. Poczekaj jeszcze chwilę. –krzyknąłem do słuchawki.
            -O co chodzi? –zapytała.
            -No bo... –wziąłem kilka głębokich oddechów. –Oświadczyłem się dziś Vanessie. A ona się zgodziła.
            -No proszę, proszę. Kto by pomyślał, że mój synek w wieku 20 lat zostanie ojcem i będzie się żenił? –usłyszałem głos mamy w telefonie. –Gratuluję ci synku. Jestem z ciebie bardzo dumna. Kocham cię papa. –powiedziała i rozłączyła się.
            Wróciłem do pokoju. Vanessa lulała już małą do spania, ale wyglądała jakby sama zaraz miała zasnąć.
            -Daj mi ją i idź spać. –powiedziałem podchodząc do niej.
            -Ale...
            -Nie ma ‘ale’. –powiedziałem biorąc Cam na ręce. –Jesteś zmęczona i zaraz zaśniesz na stojąco. No już. Nie ma cię tu. Weź sobie gorącą kąpiel, odpręż się i idź spać, a ja za niedługo do ciebie przyjdę.
            -Nie wygram z tobą prawda? –zapytała idąc powoli w stronę drzwi.
            -Nie. A poza tym, to będzie dobry test dla mnie. Jeśli teraz dam sobie radę, nie będziesz się miała o co martwić wyjeżdżając do Nowego Yorku.
            -Masz rację. –powiedziała wracając się i dała mi buziaka w policzek. –dobranoc tatuśku. –powiedziała z uśmiechem, po czym pocałowała Cam w czoło. –Dobranoc córeczko. –i wyszła z pokoju.
            -Poradzimy sobie prawda? –powiedziałem chodząc z Camille po całym pokoju. Po chwili usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi.
            -Nie zapomnij zmienić jej pieluszki. –powiedziała Vanessa, po czym zamknęła drzwi.
            No nic. Jak trzeba to trzeba. Położyłem Cam na przewijaku i rozejrzałem się wokoło.
            -Ej Vanessa! –zawołałem. Ja na razie chyba mi nie idzie. Drzwi momentalnie otworzyły się, a do środka weszła moja narzeczona. –Stałaś pod drzwiami prawda? –zapytałem nieco urażony.
            -Tak, wiedziałam, że sobie z tym nie poradzisz za pierwszym razem.
            Usiadłem zrezygnowany na kanapie i schowałem twarz w dłoniach. Po chwili podeszła do mnie Vanessa siadając obok mnie. 
            -Nie martw się. –powiedziała jeżdżąc swoją ręką po moich plecach.
            -Jak mam się nie martwić? –powiedziałem łamiącym się głosem. –Skore nie umiem zmienić pieluszki swojej córeczce teraz, to co będzie później? Beznadziejny ze mnie ojciec.
            -Justin. –westchnęła przytulając się do mnie. –Nauczysz się. Nie wszystko umie się od urodzenia. Pewnych rzeczy trzeba się nauczyć. Tak jest na przykład z przewijaniem małych dzieci. Chodź pokażę ci. –wstała z kanapy podając mi rękę. Chwyciłem ją i razem podeszliśmy do przewijaka na którym leżała Cam. –Zobacz najpierw musisz ściągnąć jej ubranko... –wytłumaczyła mi wszystko od początku do końca. –Następnym razem sobie poradzisz. –powiedziała gdy skończyła.
            Wyszła z pokoju, a ja znów zostałem sam z Camille. Dlaczego to wszystko jest takie trudne. Ale nie ma rzeczy, których nie potrafiłbym się nauczyć i już za kilka dni, będę umiał robić wszystko tak jak powinienem. Wziąłem małą na ręce, pochodziłem z nią chwilę i już spała. Ostrożnie położyłem ją do łóżeczka, przykryłem kołderką, żeby nie było jej zimno i wyszedłem z pokoju zostawiając lekko uchylone drzwi. Skierowałem się w stronę sypialni. Gdy do niej wszedłem, usłyszałem cichy płacz Vanessy dobiegający z łazienki. Podszedłem cicho do drzwi i nacisnąłem klamkę. Otwarte. Wszedłem do środka i zobaczyłem Vanessę opierającą się rękami o umywalkę. Z jej oczu lały się łzy. W prawej ręce miała żyletkę.
            -Co ty robisz? –zapytałem wyrywając jej żyletkę z ręki. Spojrzała na mnie bolącym wzrokiem. Podeszła do mnie i przytuliła się do mnie. Objąłem ją rękami w pasie i zaniosłem do głównej sypialni. Posadziłem ją na łóżku, a sam zająłem miejsce obok. Objąłem ją ramieniem i mocno przytuliłem. –Czemu chciałaś to zrobić? –zapytałem najłagodniejszym tonem na jaki umiałem się zdobyć w tej sytuacji.
            -Ja sobie z tym nie radzę. To mnie przerasta.
            -Ale jak to? –spytałem –Jeszcze kilka sekund temu byłaś silną, uśmiechniętą kobietą.
            -Udawałam. –przyznała niechętnie. –Byłam silna bo wy tego potrzebujecie. Ty i Cam.
            -Musisz odpocząć. –powiedziałem stanowczo. –Jutro to ja zajmę się Camille, a do ciebie przyjdziemy tylko wtedy, jak będzie pora karmienia. Zgoda? –zapytałem ocierając łzę, która płynęła jej po policzku.
            -Poradzisz sobie?
            -Nie wierzysz we mnie? –zapytałem lekko urażony.
            -Wierzę. Poradzisz sobie. Idę wziąć prysznic. –powiedziała wstając.
            -Tylko bez żadnych numerów. –ostrzegłem ją. Skinęła nieznacznie głową i weszła do łazienki.
            Teraz wszystko zależy ode mnie. Jeśli ja sobie z tym wszystkim nie poradzę, stracimy wszystko. Do tego jeszcze ta sprawa z Seleną, Maxem i Edem. Wyjąłem telefon i wybrałem numer mamy. To jedyna osoba, która może nam teraz pomóc. Wyszedłem na balkon, żeby Vanessa przez przypadek niczego nie usłyszała.
            -Halo? –usłyszałem głos mamy.
            -Cześć mamo to znowu ja. Mam taką małą prośbę. Mogłabyś do nas przyjechać na kilka dni?
            -Coś się stało? –zapytała zaniepokojona.
            -Nie nic. Po prostu chciałbym trochę odciążyć Vanessę, a sam na razie sobie chyba nie poradzę. –powiedziałem marszcząc czoło.
            -Dobrze nie ma problemu.
            -Tylko mamo, jak przyjedziesz to nie mów Vanessie, że to ja cię o to prosiłem. Powiedz, że przyjechałaś zobaczyć wnuczkę i trochę nam pomóc, ale nie wspominaj o mnie dobrze.
            -Oczywiście. Ja muszę już iść. Przyjadę jutro albo za dwa dni.
            -Dzięki papa. –powiedziałem i rozłączyłem się. Wszedłem do środka. Vanessa jeszcze nie wyszła z łazienki. Usiadłem na łóżku, gdy usłyszałem płacz Cam. Szybkim krokiem przeszedłem z sypialni do pokoju małej. Wziąłem ją na ręce i zacząłem kołysać aż nie zasnęła.
            -Może przeniesiemy łóżeczko do naszej sypialni? –zapytała Vanessa, która stała teraz w drzwiach.
            -Obawiam się, że może nie zmieścić się przez drzwi. –powiedziałem drapiąc się po szyi. –Jutro je rozłożę i przeniosę do naszego pokoju dobrze? –zapytałem pochodząc do niej.
            -Ok. chodź spać. –powiedziała wychodząc z pokoju.
            -Zaraz przyjdę. –posłałem jej ciepły uśmiech a ona wyszła z pokoju. Cam znowu zaczęła jęczeć, więc wziąłem ją na ręce i usiadłem na kanapie, śpiewając jej kołysanki. Siedziałem z nią chyba godzinę, aż w końcu powieki same zaczęły mi ciążyć. Odłożyłem słodko śpiącą dziewczynkę do łóżeczka i wyszedłem z pokoju.

            Gdy wszedłem do sypialni Vanessa już spała. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i też iść spać. Mimo, że była dopiero 21 byłem zmęczony jak nigdy. Wszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, założyłem czyste bokserki, pierwszą lepszą koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia. Położyłem się do łóżka obok Van i zobaczyłem, że śpi w mojej koszulce. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przytuliłem ją do siebie i zasnąłem.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział XXVI

            „Ja też tak myślałem, ale ostatnie wydarzenia dały mi sporo do myślenia. Nic nie zmieni mojej decyzji. Nie przychodź do nas. Nie dzwoń. Jeśli będziesz chciał się spotkać w sprawach zawodowych, dzwoń do firmy i umawiaj się na spotkanie. Na razie” wysłałem mu w odpowiedzi. Nic już nie odpisał, a mnie w końcu udało się zasnąć.
Tej nocy też miałem koszmary. Znowu śniło mi się, że Selena zrobiła coś mojej córeczce. Znów obudziłem się z krzykiem zlany potem. Na zegarku była 5.38. postanowiłem reszte nocy spędzić w pokoju Cam. Wstałem z łóżka i udałem się w tamtym kierunku. Usiadłem na kanapie, która stała niedaleko łóżeczka. Wyobraziłem sobie siebie siedzącego na tej kanapie z Camille. Łaskoczę ją po brzuszku, a ona się śmieje nieświadoma togo, co jej zagraża. Schowałem twarz w dłoniach i dałem upust emocjom. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie trudne? Miało być tak pięknie. Mieliśmy żyć w spokoju jako rodzina. Ja jako mąż, Vanessa jako żona, a Cam jako nasz największy skarb. Nie ważne co się stanie, nie mogę pozwolić by coś im się stało. Są dla mnie zbyt ważne. Z rozmyślań wyrwał mnie telefon. Ed. Czego on chce. Czy nie wyraziłem się jasno?
            -Halo –powiedziałem gdy nacisnąłem zieloną słuchawkę.
            -Sorry że dzwonię tak późno, ale cały czas myślę o tym jak skończyłeś naszą przyjaźń. Czemu? –powiedział Ed.
            -Nie mam siły ci tego tłumaczyć przez telefon...
            -Będę za pięć minut. –powiedział i rozłączył się.
            Miałem ochotę w coś kopnąć. Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi. Wyszedłem z pokoju zamykając drzwi na klucz. Zszedłem na dół i skierowałem się w stronę drzwi. Przekręciłem klucz i otworzyłem je. Już po chwili w moim domu stał Ed.
            -Możesz mi kurde wyjaśnić o co chodzi? –nawrzeszczał na mnie.
            -Spokojnie. –powiedziałem najłagodniejszym tonem na jaki udało mi się zdobyć w tym momencie. –Chodzi o to, że mamy wśród zaufanych znajomych szpiega, który przekazuje wszystkie informacje o nas Selenie i Maxowi.
            -I myślisz, że to ja?!
            -Nie wiem kto to jest. Przez 8 miesięcy się z nami nie kontaktowała. Wczoraj dzwoni do mnie i mówi, że dali man spokój tylko dlatego, że Vanessa była w ciąży. Ostatni dzień, w którym do nas dzwonili, był przed tym jak Vanessa trafiła do szpitala 8 miesięcy temu. Byłeś jedyną osobą, która o tym wiedziała. Innym powiedzieliśmy dopiero wtedy, kiedy trudno było Vanessie ukrywać brzuch. Wybacz, ale wszystkie dowody wskazują na ciebie.
            -Ty masz coś z głową –powiedział z niedowierzaniem Ed. –Masz rację, nasza przyjaźń nie ma sensu. Na razie. –powiedział. Wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
 Ja naprawdę nie mam pojęcia czy to Ed czy nie, ale w tej sytuacji nie możemy ufać nikomu. Została mi tylko jedna rzecz do zrobienia. Powiedzieć o wszystkim Vanessie.
            ***Oczami Eda***
            Jak tylko opuściłem mieszkanie Justina wyjąłem telefon i wybrałem numer Seleny. Prawda byłem zdrajcą. Ale cóż. Stało się.
            -Czego? –warknęła na mnie jak tylko odebrała.
            -Oni już wiedzą, że dla was pracuję, a przynajmniej to podejrzewają. –powiedziałem do słuchawki.
            -Niby jak się dowiedzieli?
            -To nie są idioci Selena. Vanessa jeszcze nic nie wie, ale Justin jest tego prawie pewny. Przypomniał sobie kiedy ostatnio do niego dzwoniłaś. 8 miesięcy temu. Dokładnie dzień przed tym jak powiedział mi o ciąży Vanessy. Teraz dzwoniłaś dzień po urodzeniu się jego dziecka. Byłem jedną z pierwszych osób, które o tym powiadomił. Dodał dwa do dwóch i mu wyszło.
            -Ale chyba nie zamierzasz zrywać naszej umowy? –zapytała jakby przestraszona mojego następnego kroku.
            -Nie. Nadal jest moim menagerem, więc będziemy się spotykać, ale nie wiem ile będzie mi mówił o swoim życiu prywatnym. O ile w ogóle coś będzie mi mówił. Muszę kończyć na razie. –powiedziałem rozłączając się. Założyłem kaptur na głowę i skierowałem się w stronę swojego domu.
            ***Oczami Justina***
            ***6 godzin później***
            -Gotowa? –zapytałem Vanessy podnosząc nosidełko z Cam z łóżka.
            -Tak. Chodźmy już. –powiedziała wychodząc z sali.
            Gdy doszliśmy do samochodu, otworzyłem drzwi Vanessie, a sam poszedłem do tyłu i zapiąłem fotelik z Cam na tylnym siedzeniu. Gdy byłem pewny, że fotelik jest dobrze zapięty, usiadłem za kierownicą i odjechaliśmy spod szpitala. po kilkunastu minutach byliśmy pod naszym domem.
            -Poczekaj na mnie zanim wejdziesz ok? –zapytałem otwierając drzwi.
            -Ok. –powiedziała wysiadając z auta.
            Wyciągnąłem fotelik z auta, wziąłem Van za rękę i razem weszliśmy do domu.
            -Chciałbym wam co pokazać. –powiedziałem uśmiechając się. Poprowadziłem ją na górę do pokoju dla naszej córeczki. –Zamknij oczy –powiedziałem gdy stanęliśmy przed drzwiami.
            -Już. –powiedziała, a ja otworzyłem drzwi i lekko ją popchnąłem w głąb pomieszczenia.
            -Otwórz. –Vanessa otworzyła oczy, rozejrzała się wokół, a do jej oczu napłynęły łzy. –Nie podoba ci się? –nagle opuściła mnie cała radość –Przepraszam, chciałem to zrobić jak najlepiej.
            -Justin... To... Bardzo mi się podoba. –powiedziała, przytulając się do mnie. Objąłem ją wolną ręką i pocałowałem w czoło. –Ty sam to zrobiłeś?
            -Całkiem sam. Specjalnie dla naszego dziecka. Cieszę się, że ci się podoba. –postawiłem fotelik na ziemi i wziąłem Cam na ręce. Położyłem ją do łóżeczka. Wziąłem Van za rękę i wyprowadziłem ją po cichu z pokoju. –Muszę ci coś powiedzieć. –powiedziałem gdy doszliśmy do naszej sypialni. Usiedliśmy na łóżku. Wziąłem kilka głębokich oddechów i zacząłem. –pamiętasz jak wczoraj w szpitalu zadzwonił mi telefon? –nieznacznie skinęła głową. –To nie było z pracy. To była Selena. Wie, że byłaś w ciąży. Wie, że już urodziłaś.
            -Co? Skąd? –zapytała ocierając łzy.
            -Nie wiem. Ale mam pewne podejrzenia. Ed. –opowiedziałem jej o wszystkim. Cały czas płakała. Wiem, że bardzo ją to zraniło, ale nie mogłem przed nią tego ukrywać. –przepraszam, ja... ja musiałem ci to powiedzieć. –mówiąc to z elektronicznej niani doszedł mnie płacz Cam. –Siedź, ja do niej pójdę.
            Wstałem z łóżka. I wyszedłem z pokoju kierując się w stronę pokoju mojej córki.

            ***Oczami Vanessy***
            Co? Ed? Nie to niemożliwe to nie może być on. Chociaż jeśli spojrzeć na to tak jak mówi Justin. To wszystko jest takie realne. Człowiek, którego uważałam za przyjaciela, okazał się jednym z naszych najgorszych wrogów. Wstałam z łóżka i poszłam do pokoju Camille. Gdy otworzyłam drzwi. Zobaczyłam jak Justin nosi ją na rękach kręcąc się po całym pokoju. Mimowolnie się zaśmiałam. Justin odwrócił się w moją stronę lekko zdezorientowany. Podeszłam do niego i go pocałowałam.
            -Weźmiesz ją? –zapytał podając mi małą. –Zaraz wrócę. –powiedział po czym wybiegł z pokoju.
            ***Oczami Justina***
Wybiegłem z pokoju Cam, do tego z fortepianem. Wyciągnąłem w szuflady małe czerwone pudełeczko i zacisnąłem na nim dłoń. Powoli wróciłem do pokoju Camille.
            -Mogłabyś położyć Cam do łóżeczka proszę. –powiedziałem do Van. Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, ale zrobiła to o co prosiłem. Ręką, w której nie miałem pudełeczka przyciągnąłem do siebie Van tak, że stała około pół metra ode mnie. –Vanessa –zacząłem patrząc jej w oczy. –Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Wiem, że jeszcze wiele przed nami, że jesteśmy młodzi i dużo się może stać, ale wiem też, że będąc razem możemy przejść przez wszystko. Dlatego chciałbym ci zadać jedno pytanie. –to mówiąc uklęknąłem na jedno kolano. Wyciągnąłem zza pleców rękę z pudełkiem i powoli otworzyłem je. Vanessa położyła dłoń na ustach. –Wyjdziesz za mnie? –zapytałem. Czekanie na odpowiedź wydawała się wiecznością.
            -Tak –powiedziała cicho odrywając dłoń od ust. –tak, tak, tak –założyłem jej pierścionek na palec. A ona rzuciła się na mnie i mnie pocałowała. Był to długi pocałunek. Chyba najdłuższy z dotychczas. –Kocham, cię –powiedziała gdy się od siebie odsunęliśmy.
            -Idziemy obejrzeć jakiś film? –zapytałem.
            -Tak –powiedziała ocierając łzę, która płynęła jej po policzku. –Jaki?
            -Nie wiem, a chcesz się bać? –zapytałem ruszając zabawnie brwiami.        
            -Przy tobie niczego się nie boję. –powiedziała czochrając moje włosy.
            Objąłem ja ramieniem i wyszliśmy z pokoju Cam ostrożnie zamykając drzwi.
            -Poczekaj wezmę kilka rzeczy z sypialni. –powiedziałem wchodząc do naszego pokoju. Wziąłem elektroniczną nianię, gdyby Camille zaczęła płakać, a przez film moglibyśmy jej nie usłyszeć oraz laptopa. –chodź. –powiedziałem wychodząc z sypialni.
            Skierowaliśmy się do salonu. Vanessa usiadła na kanapie, a ja zająłem się podłączaniem laptopa do telewizora.
            -Czemu podłączasz laptop do TV? –zapytała Vanessa.
            -Bo film będzie z Internetu, a na dużym ekranie się lepiej ogląda.
            -A co oglądamy?
            -„Zapowiedź” -powiedziałem włączając film.
Mimo tego że Vanessa zapewniała mnie, że nie będzie bała, co chwilę, coraz bardziej się do mnie przytulała. Oczywiście. Kochałem kiedy to robiła. Tak samo jak to, kiedy zasypiała w moich ramionach tak jak teraz. Nagle zadzwonił jej telefon. Postanowiłem jej nie budzić, więc sięgnąłem po jej telefon i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
            -Tak. –powiedziałem ściszonym głosem.
            -Justin? –usłyszałem w słuchawce głos mamy Vanessy. –Gdzie jest Vanessa?
            -Vanessa w tej chwili śpi. Czy to coś ważnego? –zapytałem gładząc Van po włosach.
            -Nie to nic takiego. Poproś ją żeby do mnie zadzwoniła jak się obudzi dobrze?
            -Dobrze. –powiedziałem i rozłączyłem się.
            Było sporo po 18 gdy Vanessa się obudziła.
            -Witaj śpiochu. –powiedziałem całując ją w czoło.
            -Która godzina? –powiedziała zapalając ekran telefonu. –Justin czemu mnie nie obudziłeś? –zapytała z wyrzutem.
            -Tak słodko spałaś, że nie miałem serca cię budzić. Twoja mama dzwoniła. Prosiła, żebyś do niej zadzwoniła jak tylko się obudzisz. –powiedziałem wstając.
            -Dzięki. Gdzie idziesz?
            -Na chwilę na górę. Zadzwoń do mamy. –powiedziałem całując ją w policzek.
Wbiegłem po schodach i skierowałem się w stronę mojego ‘prywatnego’ pokoju. Od niedawna Vanessa spędzała tam ze mną każdą wolną chwilę. Wyciągnąłem nuty do nowej piosenki „Never let you go”. Pisałem tę piosenkę przez całą ciążę Vanessy, codziennie zmieniając co najmniej słowo. Teraz jak na nią patrzę, wiem, że jest w pełni gotowa, by zaśpiewać ją Vanessie. Zacząłem grać po cichu grać, gdy usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi. Szybko odwróciłem się i zobaczyłem Vanessę, cała zalaną łzami. W sekundę przez moją głową przeleciało z tysiąc czarnych myśli. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
            -Skarbie co się stało? –zapytałem.

            -Ryan....

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział XXV

            Gdy tylko dotknąłem poduszki, zasnąłem. Śniły mi się straszne rzeczy. Selena i Max nas znaleźli. Przyjechali do szpitala i porwali Cam. Nie mogłem nic zrobić. Kilka dni później Vanessa popełniła samobójstwo. Obudziłem się z krzykiem cały zlany potem. Spojrzałem na zegarek. Była 9.37. szybko poszedłem wziąć prysznic. Gdy tylko skończyłem wybiegłem do domu i wsiadłem prosto do auta. Po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Wyskoczyłem z niego jak poparzony i biegiem udałem się do sali w której leżała Vanessa. Przed samą salą stanąłem jednak, by złapać oddech. Wszedłem tam ostrożnie otwierając drzwi. Na łóżku leżała Vanessa z małą Cam na rękach. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
            -Cześć Justin. –po chwili jednak jej uśmiech zniknął z twarzy. –Coś się stało? –zapytała zatroskana.
            -Nic się nie stało. –skłamałem podchodząc do łóżka. –Cześć malutka –powiedziałem głaszcząc Camille po głowie.
            -Chcesz ją wziąć na ręce? –zapytała Van patrząc na mnie z uśmiechem.
            -Mogę? –zapytałem uśmiechając się.
            -No pewnie. Weź sobie tylko pieluszkę przewieś przez ramię na którym chcesz trzymać główkę. –powiedziała, a ja zrobiłem o co prosiła. Już po chwili na moich rękach leżała malutka dziewczyna. –Podobna do ciebie –powiedziała Vanessa. –Daj telefon to zrobię wam zdjęcie.
            -Jest w lewej kieszeni moich spodni. –powiedziałem, a dziewczyna sięgnęła do mojej kieszeni. Po chwili rozległ się dźwięk robienia zdjęcia.
            –Słodko razem wyglądacie. –powiedziała pokazując mi zdjęcie. W tym jednak momencie Cam zaczęła płakać. –Daj mi ja już. –odłożyła telefon na szafkę stojącą obok jej łóżka i wzięła małą na ręce. –Nie przejmuj się –powiedziała lulając małą na rękach. –Nic się nie stało.
            -No jasne że nie –powiedziałem bez entuzjazmu. –Kiedy wracacie do domu.
            -Jeśli wszystko będzie w porządku to już jutro –powiedziała lekarka, która właśnie weszła do sali –Jak się pani czuje? –zapytała Vanessy.
            -Wszystko mnie boli, ale poza tym to dobrze. –odpowiedziała moja dziewczyna.
            -To normalne, że boli. Jutro będzie lepiej. –powiedziała wychodząc.
            -Ja lecę Miśku. –powiedziałem całując Vanesse w czoło. –Muszę załatwić coś w firmie, żeby mieć więcej czasu dla was.
            -Przyjedziesz jeszcze? –zapytała.
            -No pewnie. –posłałem jej ciepły uśmiech. –Będę za kilka godzin. Kocham cię.
            -Ja ciebie też. –powiedziałem i wyszedłem sali.
            Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer sekretarki.
            -Tak panie prezesie? –zapytała gdy tylko odebrała.
            -Proszę zwołać zebranie za pół godziny w moim gabinecie. Mają się pojawić wszyscy bez wyjątku.
            -Już się robi. –powiedziała rozłączając się.
            Skierowałem się w stronę samochodu. Gdy do niego wsiadłem pojechałem do domu po jedną małą rzecz. A mianowicie po jeden z pierścionków Vanessy. Gdy znalazłem ten, w którym chodziła ostatnio, schowałem go do kieszeni, wyszedłem z mieszkania, wsiadłem do auta i skierowałem się w stronę firmy. Gdy dotarłem na miejsce, wyszedłem z samochodu i skierowałem się w stronę mojego gabinetu. Wszyscy byli już w środku.
            -Dzień dobry. Siadajcie. –powiedziałem siadając za biurkiem. –Dziś w nocy urodziła mi się córeczka. –powiedziałem uśmiechając się mimowolnie.
            -Gratulacje –rozległy się głosy w pomieszczeniu.
            -Dzięki. –powiedziałem –Więc sami rozumiecie, że teraz miej czasu będę spędzał w firmie. Dlatego też postanowiłem mianować Josha na dyrektora firmy, do czasu aż ja będę mógł z powrotem zająć się sprawami zawodowymi.
            -To znaczy, że przez najbliższe miesiące nie będzie szefa w firmie? –zapytała jedna z moich pracownic.
            -Nie. Będę tu wpadał, ale rzadziej niż dotychczas. Będę tu raz góra dwa razy w tygodniu. Mam nadzieję, że wszystko zrozumiane?
            -Oczywiście –powiedzieli wszyscy chórem .
            -W takim razie dziękuję. Wracajcie do swoich zajęć. Josh! –zawołałem –zostań chwilę.
            Gdy wszyscy wyszli Josh usiadł na krześle po drugiej stronie biurka.
            -Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że tak nagle cię o to proszę? –zapytałem.
            -Nie skądże. Postaram się dobrze wypełnić moje obowiązki. Ale... –zaczął niepewnie.
            -O co chodzi? –zachęciłem go do dalszego mówienia.
            -Jeśli będę miał jakieś problemy to mogę szefa prosić o pomoc?
            -Jasne. Będę pod telefonem 24 godziny na dobę –odpowiedziałem z uśmiechem. –A teraz przepraszam, ale muszę lecieć. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
            -Dobrze –powiedział wstając. Ja również wstałem. –Jeszcze raz gratulacje.
            -Dzięki, cześć –powiedziałem wychodząc z gabinetu. –Aha –wróciłem się –Teraz to twój gabinet. Nie zniszcz go ok.? –zapytałem śmiejąc się.
            -Postaram się –odparł ze śmiechem.
            Skierowałem się w stronę samochodu. Gdy wsiadłem do niego, wyszukałem na GPS-ie sklep jubilerski i udałem się do niego. Gdy byłem już pod nim, zaparkowałem samochód i wysiadłem z niego. wszedłem do sklepu wyciągając z kieszeni pierścionek Vanessy, który wziąłem z domu.
            -Dzień dobry w czym mogę pomóc? –powiedziała ekspedientka.
            -Szukam pierścionka zaręczynowego dla dziewczyny. Przyniosłem jeden, żebyśmy dobrali rozmiar. –powiedziałem kładąc na blacie pierścionek, który miałem w ręce.
            -W jakiej cenie?
            -Cena, proszę pani –zacząłem –Nie gra roli.
            -Oczywiście –powiedziała z uśmiechem -Srebrne czy złote?
            -Srebrne. –powiedziałem, a pani wyciągnęła tacę ze srebrnymi pierścionkami. Moją uwagę od razu przykuł ten z diamencikiem w kształcie serca. –Ten poproszę –powiedziałem wskazując na ten pierścionek.
            -Bardzo dobry wybór. Ten kosztuje 1037zł. –powiedziała.
            -Wezmę go. Proszę go zapakować do czerwonego pudełeczka w kształcie serduszka. –powiedziałem wyjmując portfel. –Mogę zapłacić kartą?
            -Tak, oczywiście. –powiedziała chowając pierścionek do pudełeczka. Po chwili wpisała kod na kasę. –proszę przyłożyć tu kartę –wskazała na urządzenie. Przyłożyłem kartę w wyznaczone miejsce. Po usłyszeniu piknięcia schowałem ją do portfela, wziąłem mój zakup i stary pierścionek Vanessy i wyszedłem ze sklepu.
            Postanowiłem pojechać do domu i schować pierścionek w bezpieczne miejsce. Tak, żeby Vanessa go nie znalazła. Gdy już tam dojechałem. Poszedłem do mojego pokoju w którym stał fortepian i chowałem go w szafce, w której trzymam nuty. Jak do tej pory Van jej nie otworzyła. Mam nadzieję, że do czasu aż jej się nie oświadczę nie zrobi tego. Potem poszedłem do pokoju dla naszej córeczki i wziąłem nosidełko do auta. Na szczęście było w komplecie z wózkiem i nie musieliśmy szukać osobno. Z szedłem do garażu. Stało tam auto, które kupiliśmy kilka tygodni temu z Vanessą. Było to BMW X3. Włożyłem do niego fotelik, wsiadłem za kierownicę i odjechałem. W drodze do szpitala, cały czas zastanawiałem się czy pokoik, który urządziłem dla Cam. Gdy dojechałem pod szpital. Wysiadłem z auta i skierowałem się w kierunku sali na której leżała Van. Powoli otworzyłem drzwi. Nie spała. Sprawdzała coś na telefonie uśmiechając się do urządzenia. Jak ja lubię ten jej uśmiech.
            -Cześć Skarbie. –przywitałem się. Podniosła wzrok na mnie.
            -Cześć Justin. –powiedziała gdy siadałem na krześle obok.
            -Co cię tak rozweseliło?
            -Dostałam tysiące Smsów z gratulacjami. Strasznie miło z ich strony. A Justin? –zaczęła niepewnie.
            -Słucham cię skarbie. –powiedziałem chwytając jej dłoń.
            -No bo, ty teraz będziesz mniej pracował prawda?
            -Prawda Misiu. –pocałowałem jej dłoń.
            -A co jeśli... –odwróciła ode mnie wzrok. –Co jeśli nam nie starczy.. no wiesz?
            -Nie martw się o to. Nie zabraknie nam pieniędzy. Może i będę mniej w firmie, ale ciągle mam swoich podopiecznych. Dalej będę menagerem i dalej będę zarabiał. –powiedziałem ciepło. –Możesz mi zaufać.
            -Ufam ci zawsze. –powiedziała przyciągając mnie bliżej i całując mnie w usta. Jak na złość zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Selena”. Czego ona do cholery znowu chce.
            -To z pracy –skłamałem –Zaraz wracam.
            Wyszedłem z sali i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
            -Czego znowu chcesz. –powiedziałem jak tylko przyłożyłem urządzenie do ucha. –Przez 8 miesięcy się nie odzywałaś i nagle sobie o nas przypomniałaś?
            -Nie dzwoniłam ani nic, bo wiedziałam w jakiej sytuacji jest Vanessa. –Chwila co? Czy ona powiedziała, że wie o ciąży?
            -Co masz na myśli? –postanowiłem udawać, że nie wiem o czym mówi.
            -Nie zgrywaj głupka. Wiem, że Vanessa była w ciąży, wiem, że wczoraj a raczej dzisiaj rano urodziła córeczkę. Gratulacje, będziesz wspaniałym ojcem.
            -Daruj sobie. Dlaczego nie możesz nam po prostu odpuścić. Zobacz, jednak umiesz beze mnie żyć. –Gdyby stała przede mną, nie wiem co bym teraz zrobił.
            -Bo nie. –powiedziała zadowolona z siebie.
            -Dobrze ci radzę odwal się od nas, albo pożałujesz. –powiedziałem po czym rozłączyłem się.
            Zrozumiałem właśnie jedną rzecz, a raczej dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że wśród przyjaciół mam zdrajcę. Druga, że nie ważne co zrobimy, nigdy i nigdzie nie będziemy bezpieczni. Nasze życie to ciągła ucieczka. Jak ja mam jej powiedzieć, o tym co przed chwilą usłyszałem. Postanowiłem na razie zataić prawdę. Wszedłem do sali z wymuszonym uśmiechem.
            -Chciałabym wrócić do domu. Brakuje mi ciebie w nocy. Brakuje mi twojej obecności. –powiedziała, a do jej oczu napłynęły łzy.
            -Nie płacz Vanessa. –podszedłem do niej i przytuliłem ją. –Już jutro wrócisz do domu. Jeszcze tylko jedna noc. Wytrzymasz. Dla mnie. Dla mnie i dla Camille. Dasz radę? –zapytałem oddalając się od niej
            -Dam radę. Kocham cię.
            -Ja ciebie też. Nie płacz już, bo gdy widzę twoje łzy serce mi się łamie. –powiedziałem uśmiechając się do niej ciepło. Spojrzałem na zegarek. Była 21.02. jak ten czas szybko leciał. –Idę już. Prześpij się. Przyjadę po was jutro dobrze.
            -Dobrze. Dobranoc. –powiedziała, gdy wychodziłem z pokoju. Na korytarzu spotkałem pielęgniarkę. –przepraszam. –zaczepiłem ją.
            -Tak? –zapytała się.
            -Czy mógłbym zajrzeć do mojej córeczki?
            -Proszę pana. –powiedziała srogim tonem. –jest 21 nie ma odwiedzin.
            -Bardzo proszę. Tylko na kilka minut. –poprosiłem.
            -No dobrze. Ale tylko na 5 minut. Nazwisko dziecka.
            -Bieber. –powiedziałem szczęśliwy, że uda mi się ją zobaczyć.
            -Proszę za mną. –powiedziała pielęgniarka prowadząc mnie w głąb korytarza. Po niecałej minucie dotarliśmy do przeszklonych drzwi. –Pierwsze łóżeczko od lewej, ma pan 5 minut.
            -Dziękuję. –powiedziałem wchodząc do sali.
            Podszedłem do łóżeczka na którym leżała moja  córeczka. Tak słodko spała.
            -Cześć Myszko –zacząłem do niej mówić. –Jutro jedziemy do domku. Masz tam swój pokoik, który zrobiłem całkiem sam, specjalnie dla ciebie. Teraz muszę iść, ale jutro wrócę i zabiorę ciebie oraz mamę z tond. Ze mną zawsze będziecie bezpieczne. –powiedziałem w 100% przekonany mych słów. Pocałowałem ją w główkę, po czym wyszedłem z sali i skierowałem się ku wyjściu ze szpitala. gdy dotarłem do auta, wsiadłem do niego i odjechałem kierując się w stronę domu. Gdy tam dotarłem, poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic i położyłem się do łóżka.
            Sen jednak nie chciał przyjść tak szybko jak wczoraj. Cały czas myślałem o tym kto może być zdrajcą. Sam? Nie, na pewno nie. Nie zrobiłby tego Vanessie. Była jedna myśl, która byłaby najbardziej trafna. Jednak nie chciałem jej do siebie dopuścić. Ed. Jeszcze kilka godzin temu dałbym sobie rękę uciąć, za jego zaufanie. Chociaż gdy tak nad tym myślałem, coraz bardziej ten scenariusz wydawał mi się realny. Przypomniałem sobie początki naszej znajomości. Za każdym razem gdy przychodził do nas z jakąś wiadomością od Seleny albo Maxa, nie wydawał się specjalnie przerażony. Postanowiłem wysłać mu Smsa.
            „Sorry Ed, ale na razie musimy ograniczyć nasze spotkania wyłącznie do celów zawodowych”. Nacisnąłem przycisk wyślij. Nie musiałem czekać długo na jego odpowiedź.
            „Co?! Stary! Jak możesz?! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi?!”

            „Ja też tak myślałem, ale ostatnie wydarzenia dały mi sporo do myślenia. Nic nie zmieni mojej decyzji. Nie przychodź do nas. Nie dzwoń. Jeśli będziesz chciał się spotkać w sprawach zawodowych, dzwoń do firmy i umawiaj się na spotkanie. Na razie” wysłałem mu w odpowiedzi. Nic już nie odpisał, a mnie w końcu udało się zasnąć.