***3 tygodnie później***
***Oczami
Justina***
Siedziałem przed tą łazienką
zdenerwowany jak nigdy. Ile to jeszcze będzie trwało. Nagle usłyszałem jak
drzwi łazienki otwierają się. Spojrzałem na jej twarz. Nie wróżyła nic dobrego.
-Jestem w ciąży –powiedziała przez
łzy. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
-Spokojnie, poradzimy sobie. –powiedziałem
całując ją w czoło. Dla mnie to też nie jest jakaś super wiadomość, ale muszę
być dla niej oparciem. –Nie denerwuj się.
-Jak mam się nie denerwować? Ja mam
siedemnaście lat. Jak ty to sobie wyobrażasz? Jak tylko urodzę zabiorą mi
dziecko. –powiedziała jeszcze bardziej płacząc.
Wziąłem ją na ręce i poszliśmy do
sypialni. Położyliśmy się na łóżku. Nie mogłem znieść tego widoku. Najważniejsza
kobieta w moim życiu zalana łzami. Nie życzę tego widoku najgorszemu wrogowi. Chciałem,
żeby czuła się przy mnie bezpieczna.
-Nie zabiorą. –obiecałem.
-Niby dlaczego... mieliby nam je
zostawić? –powiedziała płacząc w moją koszulkę.
-Bo w tym wszystkim jestem też ja. Nie
zapominaj o tym. –powiedziałem chyba zbyt ostro. –przepraszam. Chciałem powiedzieć,
że nie zabiorą nam dziecka bo ja jestem pełnoletni i według prawa mogę być jego
opiekunem. –powoli zaczęła się uspokajać.
-Przepraszam –powiedziała lekko
słyszalnym głosem.
-Niby za co? –powiedziałem uśmiechając
się lekko.
-Że myślę tylko o sobie, że cały
czas płaczę. –zamilkła na chwilę i dodała tak cicho, że ledwie usłyszałem –za to
że jestem.
Miałem wrażenie, że moje serce
rozpada się na milion małych kawałków. Do moich oczu napłynęły łzy. Wziąłem kilka
głębokich oddechów, żeby nie poleciały dalej.
-Nie mów tak. Nigdy tak nie mów
rozumiesz? Gdyby nie ty, pewnie siedziałbym nadal załamany w swoim domu w Los
Angeles. Jesteś dla mnie najważniejsza i to się nigdy nie zmieni.
Wyrwała się z mojego uścisku i
wybiegła z pokoju. Nie czekając ani sekundy wybiegłem za nią. Niestety zdążyła
już zamknąć się w swoim pokoju.
-Vanesse, błagam cię! Otwórz te
głupie drzwi! –waliłem i kopałem w te drzwi, lecz za nic nie chciały ustąpić. Wiedząc
że nie mam szans ich otworzyć, oparłem się o nie plecami i zsunąłem w dół. Z moich
oczu lały się teraz łzy. Co ja mam teraz zrobić? Nagle wpadłem na pomysł. Chyba
jeden z najgłupszych w moim życiu, ale to moja jedyna szansa. Wstałem i
poszedłem do swojego pokoju. Otworzyłem drzwi balkonowe i wyszedłem na balkon. Czym
prędzej pobiegłem w stronę drzwi Vanessy. Na szczęście nie zamknęła drzwi. Zobaczyłem,
że siedzi na łóżku tyłem do okna. Postanowiłem podejść do niej od tyłu. Bardzo cicho
zbliżałem się do niej. Gdy byłem na tyle blisko by ja przytulić, szybkim ruchem
to zrobiłem. Na początku się wyrywała, ale po chwili odpuściła i się poddała.
-Dlaczego mi to robisz? Dlaczego
mnie tak ranisz? –zapytałem przez łzy.
-Bo cię kocham. Beze mnie byłoby ci
lepiej. –powiedziała.
-Byłoby znacznie gorzej. Wszystko będzie
dobrze. Mamy siebie, to najważniejsze, reszta sama się ułoży, poradzimy...
-Ała! –Vanesse krzyknęła i zgięła
się w pół. Bez chwili zastanowienia wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Usiadłem
za kierownicą i nacisnąłem na pedał gazu.
Po kilku minutach byliśmy już na miejscu.
Musiałem złamać kilka przepisów, żeby dotrzeć tu tak szybko, ale dla Vanessy
wskoczyłbym nawet w ogień. Szybko wyszedłem z auta. Wziąłem Van na ręce. Już aż
tak bardzo nie płakała.
-POMOCY!!! –zawołałem gdy tylko wszedłem
do szpitala.
-Co się dzieje? –zapytała pielęgniarka.
-Nie wiem. Ona jest w ciąży, ok. kilku
minut mocno boli ją brzuch. –powiedziałem.
-Proszę ja położyć na łóżku –to mówiąc
wskazała na łóżko, które stało kilka kroków. Szybko położyłem na nim Vanesse. Dwie
pielęgniarki wzięły ja na sale. –Pan nie może wejść –powiedziała, gdy miałem
przekroczyć próg sali. Jedyne co mi zostało to czekać.
Wyjąłem telefon i wybrałem numer Eda.
Odebrał po dwóch sygnałach.
-No siema, dawno się nie odzywałeś –powiedział
mój przyjaciel.
-Jestem w szpitalu... –powiedziałem przez
łzy –mógłbyś tu przyjechać? Wszystko ci wyjaśnię jak tu przyjedziesz.
-Już jadę –powiedział i rozłączył
się.
Usiadłem na krześle i skryłem twarz
w dłoniach. Nie wiem jak długo tak siedziałem, ale z rozmyślań wyrwał mnie
dopiero głos Eda.
-Justin –powiedział siadając obok
mnie. –Co się stało?
-Vanesse... –opowiedziałem mu
wszystko. Bez szczegółów oczywiście. Z Sali wyszedł lekarz. Zerwałem się na
równe nogi i podbiegłem do niego. –Panie doktorze co z moją dziewczyną?
-Wszystko jest pod kontrolą, to
tylko skutek stresu. –powiedział uśmiechając się.
-A co.. co z ciążą? –zapytałem niepewnie.
-Jest w porządku, dziecku nic nie
jest. Jednak pana dziewczyna nie może sobie teraz pozwolić na taki stres.
-Czy ja mogę do niej wejść?
-Oczywiście, ale tylko na chwilę. Pana
dziewczyna musi teraz dużo odpoczywać. –powiedział po czym oddalił się.
-Zaczekasz? –zapytałem przyjaciela.
-Jasne idź. –powiedział posyłając mi
uśmiech. Odpowiedziałem mu tym samym.
Po chwili byłem już przy łóżku
Vanessy.
-Hej skarbie –powiedziałem całując
ją w czoło. –Jak się czujesz?
-Ja je mogłam zabić –powiedziała cichutko.
Usiadłem na krześle.
-Vanessa –westchnąłem –Nic się nie
stało, wszystko jest ok. musisz tylko dużo odpoczywać i nie denerwować się.
-Postaram się –powiedziała wysilając
się na uśmiech. –przepraszam cię za wszystko, za to co zrobiłam, za to co powiedziałam.
-Nie martw się, to było pod wpływem
emocji. Zawsze będę cię kochał. Was kochał. –położyłem rękę na jej brzuchu. Zaśmiała
się.
-Dziękuję, że jesteś.
-Przepraszam, ale zaraz będę usiała
wykonać pacjentce badanie USG. –powiedziała do mnie lekarka.
-Niech zostanie. –Powiedziała Vanessa,
gdy wstawałem.
-Jest pani pewna? –zapytała.
-Tak jestem.
-W takim razie niech pan usiądzie po
drugiej stronie łóżka i nie przeszkadza w badaniu.
-Oczywiście. –powiedziałem i
przeszedłem na drugą stronę łóżka. Vanesse została przygotowana do badania, a
ja cały czas trzymałem ją za rękę. Lekarka wylała na jej brzuch trochę żelu,
potrzebnego by wykonać badanie. Po chwili na ekranie monitora pojawił się
obraz.
-O tutaj jest wasze maleństwo –powiedziała
pokazując palcem mały punkt na ekranie.
-Wszystko z nim w porządku? –zapytała
przestraszona Vanessa.
-Tak jak najbardziej. To dopiero
początek 4 tygodnia. Musi pani na siebie uważać, żadnych stresów, żadnego
dźwigania. Musi pani dużo odpoczywać. Wszystko co pani robi jest odczuwalne
przez maluszka, którego nosi pani w brzuchu.
-Kiedy będę mogła stąd wyjść?
-Zostanie pani jeden dzień na
obserwacji. Jeśli wszystkie badania wyjdą w porządku, jutro zostanie pani
wypisana. –powiedziała wycierając jej brzuch.
-Widzisz? –zapytałam gdy pani
ginekolog odeszła. –Wszystko jest w porządku.
-Dziękuję. Za to, że mimo wszystko
tu jesteś. –powiedziała.
-Zawsze będę przy tobie. –powiedziałem
dając jej buziaka. –Ale teraz musisz mi wybaczyć, ale muszę już iść. Przyjdę jutro.
–dałem jej jeszcze jednego buziaka i wyszedłem z sali.
-I co? –zapytał Ed.
-Wszystko w porządku, jutro ją wypisują.
-A właśnie, zapomniałem ci
pogratulować. Koleś, zostaniesz ojcem. –powiedział przytulając mnie.
-Dzięki stary. –powiedziałem odsuwając
się od niego –ja muszę już iść. Dzięki, że przyjechałeś.
Razem wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy
do swoich samochodów i każdy pojechał w inną stronę.
Po kilkunastu minutach byłem już w
domu. Było późno, więc poszedłem do łazienki wziąć prysznic i położyłem się
spać. Łóżko było takie duże i puste bez Vanessy. Uświadomiłem sobie przez to
jedną, ale bardzo ważną rzecz: nie mogę jej stracić, jej ani naszego
dzidziusia. Bez nich będę nikim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz