środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XXIII

***3 tygodnie później***
***Oczami Justina***
            Siedziałem przed tą łazienką zdenerwowany jak nigdy. Ile to jeszcze będzie trwało. Nagle usłyszałem jak drzwi łazienki otwierają się. Spojrzałem na jej twarz. Nie wróżyła nic dobrego.
            -Jestem w ciąży –powiedziała przez łzy. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
            -Spokojnie, poradzimy sobie. –powiedziałem całując ją w czoło. Dla mnie to też nie jest jakaś super wiadomość, ale muszę być dla niej oparciem. –Nie denerwuj się.
            -Jak mam się nie denerwować? Ja mam siedemnaście lat. Jak ty to sobie wyobrażasz? Jak tylko urodzę zabiorą mi dziecko. –powiedziała jeszcze bardziej płacząc.
            Wziąłem ją na ręce i poszliśmy do sypialni. Położyliśmy się na łóżku. Nie mogłem znieść tego widoku. Najważniejsza kobieta w moim życiu zalana łzami. Nie życzę tego widoku najgorszemu wrogowi. Chciałem, żeby czuła się przy mnie bezpieczna.
            -Nie zabiorą. –obiecałem.
            -Niby dlaczego... mieliby nam je zostawić? –powiedziała płacząc w moją koszulkę.
            -Bo w tym wszystkim jestem też ja. Nie zapominaj o tym. –powiedziałem chyba zbyt ostro. –przepraszam. Chciałem powiedzieć, że nie zabiorą nam dziecka bo ja jestem pełnoletni i według prawa mogę być jego opiekunem. –powoli zaczęła się uspokajać.
            -Przepraszam –powiedziała lekko słyszalnym głosem.
            -Niby za co? –powiedziałem uśmiechając się lekko.
            -Że myślę tylko o sobie, że cały czas płaczę. –zamilkła na chwilę i dodała tak cicho, że ledwie usłyszałem –za to że jestem.
            Miałem wrażenie, że moje serce rozpada się na milion małych kawałków. Do moich oczu napłynęły łzy. Wziąłem kilka głębokich oddechów, żeby nie poleciały dalej.
            -Nie mów tak. Nigdy tak nie mów rozumiesz? Gdyby nie ty, pewnie siedziałbym nadal załamany w swoim domu w Los Angeles. Jesteś dla mnie najważniejsza i to się nigdy nie zmieni.
            Wyrwała się z mojego uścisku i wybiegła z pokoju. Nie czekając ani sekundy wybiegłem za nią. Niestety zdążyła już zamknąć się w swoim pokoju.
            -Vanesse, błagam cię! Otwórz te głupie drzwi! –waliłem i kopałem w te drzwi, lecz za nic nie chciały ustąpić. Wiedząc że nie mam szans ich otworzyć, oparłem się o nie plecami i zsunąłem w dół. Z moich oczu lały się teraz łzy. Co ja mam teraz zrobić? Nagle wpadłem na pomysł. Chyba jeden z najgłupszych w moim życiu, ale to moja jedyna szansa. Wstałem i poszedłem do swojego pokoju. Otworzyłem drzwi balkonowe i wyszedłem na balkon. Czym prędzej pobiegłem w stronę drzwi Vanessy. Na szczęście nie zamknęła drzwi. Zobaczyłem, że siedzi na łóżku tyłem do okna. Postanowiłem podejść do niej od tyłu. Bardzo cicho zbliżałem się do niej. Gdy byłem na tyle blisko by ja przytulić, szybkim ruchem to zrobiłem. Na początku się wyrywała, ale po chwili odpuściła i się poddała.
            -Dlaczego mi to robisz? Dlaczego mnie tak ranisz? –zapytałem przez łzy.
            -Bo cię kocham. Beze mnie byłoby ci lepiej. –powiedziała.
            -Byłoby znacznie gorzej. Wszystko będzie dobrze. Mamy siebie, to najważniejsze, reszta sama się ułoży, poradzimy...
            -Ała! –Vanesse krzyknęła i zgięła się w pół. Bez chwili zastanowienia wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Usiadłem za kierownicą i nacisnąłem na pedał gazu.
            Po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Musiałem złamać kilka przepisów, żeby dotrzeć tu tak szybko, ale dla Vanessy wskoczyłbym nawet w ogień. Szybko wyszedłem z auta. Wziąłem Van na ręce. Już aż tak bardzo nie płakała.
            -POMOCY!!! –zawołałem gdy tylko wszedłem do szpitala.
            -Co się dzieje? –zapytała pielęgniarka.
            -Nie wiem. Ona jest w ciąży, ok. kilku minut mocno boli ją brzuch. –powiedziałem.
            -Proszę ja położyć na łóżku –to mówiąc wskazała na łóżko, które stało kilka kroków. Szybko położyłem na nim Vanesse. Dwie pielęgniarki wzięły ja na sale. –Pan nie może wejść –powiedziała, gdy miałem przekroczyć próg sali. Jedyne co mi zostało to czekać.
            Wyjąłem telefon i wybrałem numer Eda. Odebrał po dwóch sygnałach.
            -No siema, dawno się nie odzywałeś –powiedział mój przyjaciel.
            -Jestem w szpitalu... –powiedziałem przez łzy –mógłbyś tu przyjechać? Wszystko ci wyjaśnię jak tu przyjedziesz.
            -Już jadę –powiedział i rozłączył się.
            Usiadłem na krześle i skryłem twarz w dłoniach. Nie wiem jak długo tak siedziałem, ale z rozmyślań wyrwał mnie dopiero głos Eda.
            -Justin –powiedział siadając obok mnie. –Co się stało?
            -Vanesse... –opowiedziałem mu wszystko. Bez szczegółów oczywiście. Z Sali wyszedł lekarz. Zerwałem się na równe nogi i podbiegłem do niego. –Panie doktorze co z moją dziewczyną?
            -Wszystko jest pod kontrolą, to tylko skutek stresu. –powiedział uśmiechając się.
            -A co.. co z ciążą? –zapytałem niepewnie.
            -Jest w porządku, dziecku nic nie jest. Jednak pana dziewczyna nie może sobie teraz pozwolić na taki stres.
            -Czy ja mogę do niej wejść?
            -Oczywiście, ale tylko na chwilę. Pana dziewczyna musi teraz dużo odpoczywać. –powiedział po czym oddalił się.
            -Zaczekasz? –zapytałem przyjaciela.
            -Jasne idź. –powiedział posyłając mi uśmiech. Odpowiedziałem mu tym samym.
            Po chwili byłem już przy łóżku Vanessy.
            -Hej skarbie –powiedziałem całując ją w czoło. –Jak się czujesz?
            -Ja je mogłam zabić –powiedziała cichutko. Usiadłem na krześle.
            -Vanessa –westchnąłem –Nic się nie stało, wszystko jest ok. musisz tylko dużo odpoczywać i nie denerwować się.
            -Postaram się –powiedziała wysilając się na uśmiech. –przepraszam cię za wszystko, za to co zrobiłam, za to co powiedziałam.
            -Nie martw się, to było pod wpływem emocji. Zawsze będę cię kochał. Was kochał. –położyłem rękę na jej brzuchu. Zaśmiała się.
            -Dziękuję, że jesteś.
            -Przepraszam, ale zaraz będę usiała wykonać pacjentce badanie USG. –powiedziała do mnie lekarka.
            -Niech zostanie. –Powiedziała Vanessa, gdy wstawałem.
            -Jest pani pewna? –zapytała.
            -Tak jestem.
            -W takim razie niech pan usiądzie po drugiej stronie łóżka i nie przeszkadza w badaniu.          
            -Oczywiście. –powiedziałem i przeszedłem na drugą stronę łóżka. Vanesse została przygotowana do badania, a ja cały czas trzymałem ją za rękę. Lekarka wylała na jej brzuch trochę żelu, potrzebnego by wykonać badanie. Po chwili na ekranie monitora pojawił się obraz.
            -O tutaj jest wasze maleństwo –powiedziała pokazując palcem mały punkt na ekranie.
            -Wszystko z nim w porządku? –zapytała przestraszona Vanessa.
            -Tak jak najbardziej. To dopiero początek 4 tygodnia. Musi pani na siebie uważać, żadnych stresów, żadnego dźwigania. Musi pani dużo odpoczywać. Wszystko co pani robi jest odczuwalne przez maluszka, którego nosi pani w brzuchu.
            -Kiedy będę mogła stąd wyjść?
            -Zostanie pani jeden dzień na obserwacji. Jeśli wszystkie badania wyjdą w porządku, jutro zostanie pani wypisana. –powiedziała wycierając jej brzuch.
            -Widzisz? –zapytałam gdy pani ginekolog odeszła. –Wszystko jest w porządku.
            -Dziękuję. Za to, że mimo wszystko tu jesteś. –powiedziała.
            -Zawsze będę przy tobie. –powiedziałem dając jej buziaka. –Ale teraz musisz mi wybaczyć, ale muszę już iść. Przyjdę jutro. –dałem jej jeszcze jednego buziaka i wyszedłem z sali.
            -I co? –zapytał Ed.
            -Wszystko w porządku, jutro ją wypisują.
            -A właśnie, zapomniałem ci pogratulować. Koleś, zostaniesz ojcem. –powiedział przytulając mnie.
            -Dzięki stary. –powiedziałem odsuwając się od niego –ja muszę już iść. Dzięki, że przyjechałeś.
            Razem wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy do swoich samochodów i każdy pojechał w inną stronę.

            Po kilkunastu minutach byłem już w domu. Było późno, więc poszedłem do łazienki wziąć prysznic i położyłem się spać. Łóżko było takie duże i puste bez Vanessy. Uświadomiłem sobie przez to jedną, ale bardzo ważną rzecz: nie mogę jej stracić, jej ani naszego dzidziusia. Bez nich będę nikim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz