Gdy tylko dotknąłem poduszki,
zasnąłem. Śniły mi się straszne rzeczy. Selena i Max nas znaleźli. Przyjechali
do szpitala i porwali Cam. Nie mogłem nic zrobić. Kilka dni później Vanessa
popełniła samobójstwo. Obudziłem się z krzykiem cały zlany potem. Spojrzałem na
zegarek. Była 9.37. szybko poszedłem wziąć prysznic. Gdy tylko skończyłem
wybiegłem do domu i wsiadłem prosto do auta. Po kilkunastu minutach byłem już
na miejscu. Wyskoczyłem z niego jak poparzony i biegiem udałem się do sali w
której leżała Vanessa. Przed samą salą stanąłem jednak, by złapać oddech.
Wszedłem tam ostrożnie otwierając drzwi. Na łóżku leżała Vanessa z małą Cam na
rękach. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Cześć Justin. –po chwili jednak jej
uśmiech zniknął z twarzy. –Coś się stało? –zapytała zatroskana.
-Nic się nie stało. –skłamałem
podchodząc do łóżka. –Cześć malutka –powiedziałem głaszcząc Camille po głowie.
-Chcesz ją wziąć na ręce? –zapytała
Van patrząc na mnie z uśmiechem.
-Mogę? –zapytałem uśmiechając się.
-No pewnie. Weź sobie tylko
pieluszkę przewieś przez ramię na którym chcesz trzymać główkę. –powiedziała, a
ja zrobiłem o co prosiła. Już po chwili na moich rękach leżała malutka
dziewczyna. –Podobna do ciebie –powiedziała Vanessa. –Daj telefon to zrobię wam
zdjęcie.
-Jest w lewej kieszeni moich spodni.
–powiedziałem, a dziewczyna sięgnęła do mojej kieszeni. Po chwili rozległ się
dźwięk robienia zdjęcia.
–Słodko razem wyglądacie.
–powiedziała pokazując mi zdjęcie. W tym jednak momencie Cam zaczęła płakać.
–Daj mi ja już. –odłożyła telefon na szafkę stojącą obok jej łóżka i wzięła
małą na ręce. –Nie przejmuj się –powiedziała lulając małą na rękach. –Nic się
nie stało.
-No jasne że nie –powiedziałem bez
entuzjazmu. –Kiedy wracacie do domu.
-Jeśli wszystko będzie w porządku to
już jutro –powiedziała lekarka, która właśnie weszła do sali –Jak się pani
czuje? –zapytała Vanessy.
-Wszystko mnie boli, ale poza tym to
dobrze. –odpowiedziała moja dziewczyna.
-To
normalne, że boli. Jutro będzie lepiej. –powiedziała wychodząc.
-Ja lecę Miśku. –powiedziałem całując
Vanesse w czoło. –Muszę załatwić coś w firmie, żeby mieć więcej czasu dla was.
-Przyjedziesz jeszcze? –zapytała.
-No pewnie. –posłałem jej ciepły
uśmiech. –Będę za kilka godzin. Kocham cię.
-Ja ciebie też. –powiedziałem i
wyszedłem sali.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer
sekretarki.
-Tak panie prezesie? –zapytała gdy
tylko odebrała.
-Proszę zwołać zebranie za pół
godziny w moim gabinecie. Mają się pojawić wszyscy bez wyjątku.
-Już się robi. –powiedziała
rozłączając się.
Skierowałem się w stronę samochodu.
Gdy do niego wsiadłem pojechałem do domu po jedną małą rzecz. A mianowicie po
jeden z pierścionków Vanessy. Gdy znalazłem ten, w którym chodziła ostatnio,
schowałem go do kieszeni, wyszedłem z mieszkania, wsiadłem do auta i skierowałem
się w stronę firmy. Gdy dotarłem na miejsce, wyszedłem z samochodu i
skierowałem się w stronę mojego gabinetu. Wszyscy byli już w środku.
-Dzień dobry. Siadajcie.
–powiedziałem siadając za biurkiem. –Dziś w nocy urodziła mi się córeczka.
–powiedziałem uśmiechając się mimowolnie.
-Gratulacje –rozległy się głosy w
pomieszczeniu.
-Dzięki. –powiedziałem –Więc sami
rozumiecie, że teraz miej czasu będę spędzał w firmie. Dlatego też postanowiłem
mianować Josha na dyrektora firmy, do czasu aż ja będę mógł z powrotem zająć
się sprawami zawodowymi.
-To znaczy, że przez najbliższe
miesiące nie będzie szefa w firmie? –zapytała jedna z moich pracownic.
-Nie. Będę tu wpadał, ale rzadziej
niż dotychczas. Będę tu raz góra dwa razy w tygodniu. Mam nadzieję, że wszystko
zrozumiane?
-Oczywiście –powiedzieli wszyscy
chórem .
-W takim razie dziękuję. Wracajcie
do swoich zajęć. Josh! –zawołałem –zostań chwilę.
Gdy wszyscy wyszli Josh usiadł na
krześle po drugiej stronie biurka.
-Mam nadzieję, że nie masz mi za
złe, że tak nagle cię o to proszę? –zapytałem.
-Nie skądże. Postaram się dobrze
wypełnić moje obowiązki. Ale... –zaczął niepewnie.
-O co chodzi? –zachęciłem go do
dalszego mówienia.
-Jeśli będę miał jakieś problemy to
mogę szefa prosić o pomoc?
-Jasne. Będę pod telefonem 24
godziny na dobę –odpowiedziałem z uśmiechem. –A teraz przepraszam, ale muszę
lecieć. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
-Dobrze –powiedział wstając. Ja
również wstałem. –Jeszcze raz gratulacje.
-Dzięki, cześć –powiedziałem
wychodząc z gabinetu. –Aha –wróciłem się –Teraz to twój gabinet. Nie zniszcz go
ok.? –zapytałem śmiejąc się.
-Postaram się –odparł ze śmiechem.
Skierowałem się w stronę samochodu.
Gdy wsiadłem do niego, wyszukałem na GPS-ie sklep jubilerski i udałem się do
niego. Gdy byłem już pod nim, zaparkowałem samochód i wysiadłem z niego.
wszedłem do sklepu wyciągając z kieszeni pierścionek Vanessy, który wziąłem z
domu.
-Dzień dobry w czym mogę pomóc?
–powiedziała ekspedientka.
-Szukam pierścionka zaręczynowego
dla dziewczyny. Przyniosłem jeden, żebyśmy dobrali rozmiar. –powiedziałem
kładąc na blacie pierścionek, który miałem w ręce.
-W jakiej cenie?
-Cena, proszę pani –zacząłem –Nie
gra roli.
-Oczywiście –powiedziała z uśmiechem
-Srebrne czy złote?
-Srebrne. –powiedziałem, a pani
wyciągnęła tacę ze srebrnymi pierścionkami. Moją uwagę od razu przykuł ten z
diamencikiem w kształcie serca. –Ten poproszę –powiedziałem wskazując na ten
pierścionek.
-Bardzo dobry wybór. Ten kosztuje
1037zł. –powiedziała.
-Wezmę go. Proszę go zapakować do
czerwonego pudełeczka w kształcie serduszka. –powiedziałem wyjmując portfel.
–Mogę zapłacić kartą?
-Tak, oczywiście. –powiedziała
chowając pierścionek do pudełeczka. Po chwili wpisała kod na kasę. –proszę
przyłożyć tu kartę –wskazała na urządzenie. Przyłożyłem kartę w wyznaczone
miejsce. Po usłyszeniu piknięcia schowałem ją do portfela, wziąłem mój zakup i
stary pierścionek Vanessy i wyszedłem ze sklepu.
Postanowiłem pojechać do domu i
schować pierścionek w bezpieczne miejsce. Tak, żeby Vanessa go nie znalazła.
Gdy już tam dojechałem. Poszedłem do mojego pokoju w którym stał fortepian i
chowałem go w szafce, w której trzymam nuty. Jak do tej pory Van jej nie
otworzyła. Mam nadzieję, że do czasu aż jej się nie oświadczę nie zrobi tego.
Potem poszedłem do pokoju dla naszej córeczki i wziąłem nosidełko do auta. Na
szczęście było w komplecie z wózkiem i nie musieliśmy szukać osobno. Z szedłem
do garażu. Stało tam auto, które kupiliśmy kilka tygodni temu z Vanessą. Było
to BMW X3. Włożyłem do niego fotelik, wsiadłem za kierownicę i odjechałem. W
drodze do szpitala, cały czas zastanawiałem się czy pokoik, który urządziłem
dla Cam. Gdy dojechałem pod szpital. Wysiadłem z auta i skierowałem się w
kierunku sali na której leżała Van. Powoli otworzyłem drzwi. Nie spała.
Sprawdzała coś na telefonie uśmiechając się do urządzenia. Jak ja lubię ten jej
uśmiech.
-Cześć Justin. –powiedziała gdy
siadałem na krześle obok.
-Co cię tak rozweseliło?
-Dostałam tysiące Smsów z
gratulacjami. Strasznie miło z ich strony. A Justin? –zaczęła niepewnie.
-Słucham cię skarbie. –powiedziałem
chwytając jej dłoń.
-No bo, ty teraz będziesz mniej
pracował prawda?
-Prawda Misiu. –pocałowałem jej
dłoń.
-A co jeśli... –odwróciła ode mnie
wzrok. –Co jeśli nam nie starczy.. no wiesz?
-Nie martw się o to. Nie zabraknie
nam pieniędzy. Może i będę mniej w firmie, ale ciągle mam swoich podopiecznych.
Dalej będę menagerem i dalej będę zarabiał. –powiedziałem ciepło. –Możesz mi
zaufać.
-Ufam ci zawsze. –powiedziała
przyciągając mnie bliżej i całując mnie w usta. Jak na złość zadzwonił mój
telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Selena”. Czego ona do cholery znowu
chce.
-To z pracy –skłamałem –Zaraz
wracam.
Wyszedłem z sali i nacisnąłem
zieloną słuchawkę.
-Czego znowu chcesz. –powiedziałem
jak tylko przyłożyłem urządzenie do ucha. –Przez 8 miesięcy się nie odzywałaś i
nagle sobie o nas przypomniałaś?
-Nie dzwoniłam ani nic, bo
wiedziałam w jakiej sytuacji jest Vanessa. –Chwila co? Czy ona powiedziała, że
wie o ciąży?
-Co masz na myśli? –postanowiłem
udawać, że nie wiem o czym mówi.
-Nie zgrywaj głupka. Wiem, że
Vanessa była w ciąży, wiem, że wczoraj a raczej dzisiaj rano urodziła córeczkę.
Gratulacje, będziesz wspaniałym ojcem.
-Daruj sobie. Dlaczego nie możesz
nam po prostu odpuścić. Zobacz, jednak umiesz beze mnie żyć. –Gdyby stała
przede mną, nie wiem co bym teraz zrobił.
-Bo nie. –powiedziała zadowolona z
siebie.
-Dobrze ci radzę odwal się od nas,
albo pożałujesz. –powiedziałem po czym rozłączyłem się.
Zrozumiałem właśnie jedną rzecz, a
raczej dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że wśród przyjaciół mam zdrajcę. Druga,
że nie ważne co zrobimy, nigdy i nigdzie nie będziemy bezpieczni. Nasze życie
to ciągła ucieczka. Jak ja mam jej powiedzieć, o tym co przed chwilą
usłyszałem. Postanowiłem na razie zataić prawdę. Wszedłem do sali z wymuszonym
uśmiechem.
-Chciałabym wrócić do domu. Brakuje
mi ciebie w nocy. Brakuje mi twojej obecności. –powiedziała, a do jej oczu
napłynęły łzy.
-Nie płacz Vanessa. –podszedłem do
niej i przytuliłem ją. –Już jutro wrócisz do domu. Jeszcze tylko jedna noc.
Wytrzymasz. Dla mnie. Dla mnie i dla Camille. Dasz radę? –zapytałem oddalając
się od niej
-Dam radę. Kocham cię.
-Ja ciebie też. Nie płacz już, bo
gdy widzę twoje łzy serce mi się łamie. –powiedziałem uśmiechając się do niej
ciepło. Spojrzałem na zegarek. Była 21.02. jak ten czas szybko leciał. –Idę
już. Prześpij się. Przyjadę po was jutro dobrze.
-Dobrze. Dobranoc. –powiedziała, gdy
wychodziłem z pokoju. Na korytarzu spotkałem pielęgniarkę. –przepraszam.
–zaczepiłem ją.
-Tak? –zapytała się.
-Czy mógłbym zajrzeć do mojej
córeczki?
-Proszę pana. –powiedziała srogim
tonem. –jest 21 nie ma odwiedzin.
-Bardzo proszę. Tylko na kilka
minut. –poprosiłem.
-No dobrze. Ale tylko na 5 minut.
Nazwisko dziecka.
-Bieber. –powiedziałem szczęśliwy,
że uda mi się ją zobaczyć.
-Proszę za mną. –powiedziała
pielęgniarka prowadząc mnie w głąb korytarza. Po niecałej minucie dotarliśmy do
przeszklonych drzwi. –Pierwsze łóżeczko od lewej, ma pan 5 minut.
-Dziękuję. –powiedziałem wchodząc do
sali.
Podszedłem do łóżeczka na którym
leżała moja córeczka. Tak słodko spała.
-Cześć Myszko –zacząłem do niej
mówić. –Jutro jedziemy do domku. Masz tam swój pokoik, który zrobiłem całkiem
sam, specjalnie dla ciebie. Teraz muszę iść, ale jutro wrócę i zabiorę ciebie
oraz mamę z tond. Ze mną zawsze będziecie bezpieczne. –powiedziałem w 100%
przekonany mych słów. Pocałowałem ją w główkę, po czym wyszedłem z sali i
skierowałem się ku wyjściu ze szpitala. gdy dotarłem do auta, wsiadłem do niego
i odjechałem kierując się w stronę domu. Gdy tam dotarłem, poszedłem do
łazienki wziąć szybki prysznic i położyłem się do łóżka.
Sen jednak nie chciał przyjść tak
szybko jak wczoraj. Cały czas myślałem o tym kto może być zdrajcą. Sam? Nie, na
pewno nie. Nie zrobiłby tego Vanessie. Była jedna myśl, która byłaby
najbardziej trafna. Jednak nie chciałem jej do siebie dopuścić. Ed. Jeszcze
kilka godzin temu dałbym sobie rękę uciąć, za jego zaufanie. Chociaż gdy tak
nad tym myślałem, coraz bardziej ten scenariusz wydawał mi się realny.
Przypomniałem sobie początki naszej znajomości. Za każdym razem gdy przychodził
do nas z jakąś wiadomością od Seleny albo Maxa, nie wydawał się specjalnie
przerażony. Postanowiłem wysłać mu Smsa.
„Sorry Ed, ale na razie musimy
ograniczyć nasze spotkania wyłącznie do celów zawodowych”. Nacisnąłem przycisk
wyślij. Nie musiałem czekać długo na jego odpowiedź.
„Co?! Stary! Jak możesz?! Myślałem,
że jesteśmy przyjaciółmi?!”
„Ja też tak myślałem, ale ostatnie
wydarzenia dały mi sporo do myślenia. Nic nie zmieni mojej decyzji. Nie
przychodź do nas. Nie dzwoń. Jeśli będziesz chciał się spotkać w sprawach
zawodowych, dzwoń do firmy i umawiaj się na spotkanie. Na razie” wysłałem mu w
odpowiedzi. Nic już nie odpisał, a mnie w końcu udało się zasnąć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz