niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział XXVII

            -Ryan jest w szpitalu. –powiedziała przez łzy. Poczułem jak nogi się pode mną uginają. To prawda, Rayn nie był członkiem mojej rodziny (jeszcze), ale wiem co czuje Vanessa. Pamiętam jak się czułem gdy to Jazmyn była w szpitalu. –Pobili go w szkole. –powiedziała zalewając się kolejną falą łez.
            -Jak to? –zapytałem zdezorientowany. –Przecież mieli go przepisać.
            -Ale mam tego nie zrobiła. Nie wiem czemu.
            -Spokojnie Vanessa. Nie płacz. Co mu dokładnie jest?
            -Nie wiem. Jest nieprzytomny. Mama mówiła, że cały jest pobity. –Moja koszulka była już cała mokra od jej łez, ale nie miałem jej tego za złe. W końcu komu miała się wypłakać jak nie mnie? –Justin?
            -Tak Skarbie? –zapytałem całując ją w czoło. Co za szczęście, że była ode mnie mniejsza o głowę.
            -Przepraszam, że o to zapytam ale... Może moglibyśmy zamieszkać w Nowym Yorku?
            -Vanessa –westchnąłem. –Nie masz za co przepraszać. Ale nie możemy się przeprowadzić. Zbyt wiele nas tu trzyma.
            -Zbyt wiele czyli twoja praca? –zapytała oddalając się ode mnie.
            -Nie o to chodzi Van...
            -Nie o to? A o co? Jak twoja siostra była w szpitalu nie zastanawiałeś się, co cię trzyma, tylko wsiadłeś w samochód i pojechałeś. Ja też bym chciała być w tym momencie przy Ryanie.
            -Vanessa zrozum. Nie możemy teraz jechać do Nowego Yorku nie ze względu na moją pracę, tylko ze względu na Camille. To dla niej za dużo. Dwa dni temu się urodziła. Nie możemy z nią jeszcze wychodzić na spacery, a ty chcesz jej zafundować kilku godzinną podróż samochodem? Wiem, co czujesz, bo sam bardzo się bałem o Jazmyn kiedy była w szpitalu i uwierz mi, gdybyśmy tylko mogli, wsiedlibyśmy teraz w samochód i jechali do Nowego Yorku, ale nie możemy, bo to może zagrozić zdrowiu Cam.
            Chwila ciszy. Ale tego najwyraźniej potrzebowała Vanessa, żeby dotarły do niej te słowa.
            -Masz rację –powiedziała cicho. –Tak bardzo przejęłam się Ryanem, że zapomniałam o własnym dziecku. –powiedziała znów zalewając się łzami. Podszedłem i przytuliłem ją.
            -Nie martw się. –w tym momencie usłyszeliśmy płacz Cam.
            -Pójdę ją nakarmić. –powiedziała Vanessa wychodząc z pokoju.
Zostałem więc sam, zastanawiając się co powinienem zrobić w tej sytuacji. Vanessa cierpiała, przez to, że nie może być w tym momencie przy swoim bracie, ale nie mogła tam sama pojechać. Była nam potrzebna tu na miejscu. Wtedy wpadłem na pewien pomysł. Wyszedłem z pokoju i udałem się w stronę pokoju Cam.
            -Mogę? –zapytałem uchylając drzwi.
            -Jasne wchodź –usłyszałem głos Van. Otworzyłem szerzej drzwi i wszedłem do środka.
            -Mam pomysł. –powiedziałem uśmiechając się. Vanessa podniosła na mnie wzrok. –za dwa miesiące pojedziesz do Nowego Yorku. Sama.
            -Za dwa miesiące? –zapytała kpiąco.
            -Tak za dwa. Wtedy będę umiał poradzić sobie sam z Camille.
            -A teraz nie dasz rady?
            -Nie. Przecież ktoś musi ją karmić. Chyba nie...
            -Błagam nie kończ togo zdania. –powiedziała uśmiechając się. –Dobrze, zgoda. Tylko obiecaj mi coś dobrze?
            -Co tylko zechcesz. –powiedziałem kucając obok fotela na którym siedziała Vanessa .
            -Że nie będziesz mi robił problemów, jak będę miała jechać, nie będziesz próbował mnie zatrzymywać.
            -Obiecuję. –powiedziałem uśmiechając się.
            -A tak swoją drogą... dzwoniłeś już do swojej mamy i pochwaliłeś się, że zostałeś ojcem?
            -Oh shit... –powiedziałem uświadamiając sobie, że tego nie zrobiłem.
            -Ej –Vanessa uderzyła mnie lekko w twarz. –Nie przy dziecku.
            -Zaraz wracam. –wstałem i wyszedłem z pokoju. Gdy znalazłem się za drzwiami wyciągnąłem telefon i wybrałem numer mamy.
            -Tak słucham –Usłyszałem głos mamy po drugiej stronie.
            -Cześć mamo. Gratuluję zostałaś babcią. –powiedziałem śmiejąc się.
            -Naprawdę? –zapytała z niedowierzaniem. –Kiedy?
            -Wczoraj rano. –powiedziałem czekając na to, aż zacznie mi prawić kazania o tym, że dowiaduje się ostatnia.
            -I dopiero teraz do mnie dzwonisz? –powiedziała oburzona.
            -Przepraszam. Byłem zabiegany. Cały czas myślałem o Vanessie i o dziecku.
            -A właśnie. –powiedziała. –Mam wnuczka czy wnuczkę?
            -Wnuczkę Camille. –odpowiedziałem.
            -Gratuluję. Naprawdę się cieszę. Nie będę ci przeszkadzać. Uściskaj ode mnie Vanesse. Kocham cię synku.
            -Ja ciebie też mamo. Poczekaj jeszcze chwilę. –krzyknąłem do słuchawki.
            -O co chodzi? –zapytała.
            -No bo... –wziąłem kilka głębokich oddechów. –Oświadczyłem się dziś Vanessie. A ona się zgodziła.
            -No proszę, proszę. Kto by pomyślał, że mój synek w wieku 20 lat zostanie ojcem i będzie się żenił? –usłyszałem głos mamy w telefonie. –Gratuluję ci synku. Jestem z ciebie bardzo dumna. Kocham cię papa. –powiedziała i rozłączyła się.
            Wróciłem do pokoju. Vanessa lulała już małą do spania, ale wyglądała jakby sama zaraz miała zasnąć.
            -Daj mi ją i idź spać. –powiedziałem podchodząc do niej.
            -Ale...
            -Nie ma ‘ale’. –powiedziałem biorąc Cam na ręce. –Jesteś zmęczona i zaraz zaśniesz na stojąco. No już. Nie ma cię tu. Weź sobie gorącą kąpiel, odpręż się i idź spać, a ja za niedługo do ciebie przyjdę.
            -Nie wygram z tobą prawda? –zapytała idąc powoli w stronę drzwi.
            -Nie. A poza tym, to będzie dobry test dla mnie. Jeśli teraz dam sobie radę, nie będziesz się miała o co martwić wyjeżdżając do Nowego Yorku.
            -Masz rację. –powiedziała wracając się i dała mi buziaka w policzek. –dobranoc tatuśku. –powiedziała z uśmiechem, po czym pocałowała Cam w czoło. –Dobranoc córeczko. –i wyszła z pokoju.
            -Poradzimy sobie prawda? –powiedziałem chodząc z Camille po całym pokoju. Po chwili usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi.
            -Nie zapomnij zmienić jej pieluszki. –powiedziała Vanessa, po czym zamknęła drzwi.
            No nic. Jak trzeba to trzeba. Położyłem Cam na przewijaku i rozejrzałem się wokoło.
            -Ej Vanessa! –zawołałem. Ja na razie chyba mi nie idzie. Drzwi momentalnie otworzyły się, a do środka weszła moja narzeczona. –Stałaś pod drzwiami prawda? –zapytałem nieco urażony.
            -Tak, wiedziałam, że sobie z tym nie poradzisz za pierwszym razem.
            Usiadłem zrezygnowany na kanapie i schowałem twarz w dłoniach. Po chwili podeszła do mnie Vanessa siadając obok mnie. 
            -Nie martw się. –powiedziała jeżdżąc swoją ręką po moich plecach.
            -Jak mam się nie martwić? –powiedziałem łamiącym się głosem. –Skore nie umiem zmienić pieluszki swojej córeczce teraz, to co będzie później? Beznadziejny ze mnie ojciec.
            -Justin. –westchnęła przytulając się do mnie. –Nauczysz się. Nie wszystko umie się od urodzenia. Pewnych rzeczy trzeba się nauczyć. Tak jest na przykład z przewijaniem małych dzieci. Chodź pokażę ci. –wstała z kanapy podając mi rękę. Chwyciłem ją i razem podeszliśmy do przewijaka na którym leżała Cam. –Zobacz najpierw musisz ściągnąć jej ubranko... –wytłumaczyła mi wszystko od początku do końca. –Następnym razem sobie poradzisz. –powiedziała gdy skończyła.
            Wyszła z pokoju, a ja znów zostałem sam z Camille. Dlaczego to wszystko jest takie trudne. Ale nie ma rzeczy, których nie potrafiłbym się nauczyć i już za kilka dni, będę umiał robić wszystko tak jak powinienem. Wziąłem małą na ręce, pochodziłem z nią chwilę i już spała. Ostrożnie położyłem ją do łóżeczka, przykryłem kołderką, żeby nie było jej zimno i wyszedłem z pokoju zostawiając lekko uchylone drzwi. Skierowałem się w stronę sypialni. Gdy do niej wszedłem, usłyszałem cichy płacz Vanessy dobiegający z łazienki. Podszedłem cicho do drzwi i nacisnąłem klamkę. Otwarte. Wszedłem do środka i zobaczyłem Vanessę opierającą się rękami o umywalkę. Z jej oczu lały się łzy. W prawej ręce miała żyletkę.
            -Co ty robisz? –zapytałem wyrywając jej żyletkę z ręki. Spojrzała na mnie bolącym wzrokiem. Podeszła do mnie i przytuliła się do mnie. Objąłem ją rękami w pasie i zaniosłem do głównej sypialni. Posadziłem ją na łóżku, a sam zająłem miejsce obok. Objąłem ją ramieniem i mocno przytuliłem. –Czemu chciałaś to zrobić? –zapytałem najłagodniejszym tonem na jaki umiałem się zdobyć w tej sytuacji.
            -Ja sobie z tym nie radzę. To mnie przerasta.
            -Ale jak to? –spytałem –Jeszcze kilka sekund temu byłaś silną, uśmiechniętą kobietą.
            -Udawałam. –przyznała niechętnie. –Byłam silna bo wy tego potrzebujecie. Ty i Cam.
            -Musisz odpocząć. –powiedziałem stanowczo. –Jutro to ja zajmę się Camille, a do ciebie przyjdziemy tylko wtedy, jak będzie pora karmienia. Zgoda? –zapytałem ocierając łzę, która płynęła jej po policzku.
            -Poradzisz sobie?
            -Nie wierzysz we mnie? –zapytałem lekko urażony.
            -Wierzę. Poradzisz sobie. Idę wziąć prysznic. –powiedziała wstając.
            -Tylko bez żadnych numerów. –ostrzegłem ją. Skinęła nieznacznie głową i weszła do łazienki.
            Teraz wszystko zależy ode mnie. Jeśli ja sobie z tym wszystkim nie poradzę, stracimy wszystko. Do tego jeszcze ta sprawa z Seleną, Maxem i Edem. Wyjąłem telefon i wybrałem numer mamy. To jedyna osoba, która może nam teraz pomóc. Wyszedłem na balkon, żeby Vanessa przez przypadek niczego nie usłyszała.
            -Halo? –usłyszałem głos mamy.
            -Cześć mamo to znowu ja. Mam taką małą prośbę. Mogłabyś do nas przyjechać na kilka dni?
            -Coś się stało? –zapytała zaniepokojona.
            -Nie nic. Po prostu chciałbym trochę odciążyć Vanessę, a sam na razie sobie chyba nie poradzę. –powiedziałem marszcząc czoło.
            -Dobrze nie ma problemu.
            -Tylko mamo, jak przyjedziesz to nie mów Vanessie, że to ja cię o to prosiłem. Powiedz, że przyjechałaś zobaczyć wnuczkę i trochę nam pomóc, ale nie wspominaj o mnie dobrze.
            -Oczywiście. Ja muszę już iść. Przyjadę jutro albo za dwa dni.
            -Dzięki papa. –powiedziałem i rozłączyłem się. Wszedłem do środka. Vanessa jeszcze nie wyszła z łazienki. Usiadłem na łóżku, gdy usłyszałem płacz Cam. Szybkim krokiem przeszedłem z sypialni do pokoju małej. Wziąłem ją na ręce i zacząłem kołysać aż nie zasnęła.
            -Może przeniesiemy łóżeczko do naszej sypialni? –zapytała Vanessa, która stała teraz w drzwiach.
            -Obawiam się, że może nie zmieścić się przez drzwi. –powiedziałem drapiąc się po szyi. –Jutro je rozłożę i przeniosę do naszego pokoju dobrze? –zapytałem pochodząc do niej.
            -Ok. chodź spać. –powiedziała wychodząc z pokoju.
            -Zaraz przyjdę. –posłałem jej ciepły uśmiech a ona wyszła z pokoju. Cam znowu zaczęła jęczeć, więc wziąłem ją na ręce i usiadłem na kanapie, śpiewając jej kołysanki. Siedziałem z nią chyba godzinę, aż w końcu powieki same zaczęły mi ciążyć. Odłożyłem słodko śpiącą dziewczynkę do łóżeczka i wyszedłem z pokoju.

            Gdy wszedłem do sypialni Vanessa już spała. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i też iść spać. Mimo, że była dopiero 21 byłem zmęczony jak nigdy. Wszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, założyłem czyste bokserki, pierwszą lepszą koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia. Położyłem się do łóżka obok Van i zobaczyłem, że śpi w mojej koszulce. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przytuliłem ją do siebie i zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz