Po kilkunastu minutach byłem już w
domu. Było późno, więc poszedłem do łazienki wziąć prysznic i położyłem się
spać. Łóżko było takie duże i puste bez Vanessy. Uświadomiłem sobie przez to
jedną, ale bardzo ważną rzecz: nie mogę jej stracić, jej ani naszego
dzidziusia. Bez nich będę nikim.
Obudziłem się około 6 rano. Nie
spałem prawie całą noc. Nie mogłem uwierzyć jak dużo potrafi zdziałać obecność
jednaj dziewczyny. Szybko wstałem i poszedłem wziąć prysznic. Musiałem się
odprężyć. Przebrałem się i zszedłem na dół zjeść śniadanie. Gdy skończyłem
wyszedłem z domu. Postanowiłem jechać do jakiegoś supermarketu i kupić Vanessie
jakiegoś naprawdę dużego misia. Pojechałem do pierwszego sklepu jaki pokazał mi
się na GPS-ie. Wszedłem do środka. Od razu w oczy rzucił mi się wielki chyba z
półtorametrowy miś.
-Przepraszam –zapytałem ekspedientkę
–W jakiej cenie ten duży miś?
-230zł. –powiedziała.
-Biorę go –powiedziałem bez
zastanowienia. Wyjąłem portfel z kieszeni i położyłem na blacie 230zł.
Ekspedientka w tym czasie ściągnęła misia z szafy.
-Proszę bardzo –powiedziała podając
mi go.
-Dziękuję, do widzenia –powiedziałem
wychodząc ze sklepu.
Jakimś cudem udało mi się włożyć
tego pluszaka auta. Odjechałem spod sklepu i udałem się w stronę szpitala.
Postanowiłem zostawić miska w aucie. Wysiadłem z samochodu i skierowałem się w
stronę Sali na której leży Vanessa. Gdy tam wszedłem siedziała na łóżku.
-Mogę? –zapytałem stojąc w drzwiach.
-Jasne. –powiedziała podchodząc do
mnie. Zarzuciła mi ręce na szyję, a ja swoje oplotłem wokół jej talii. –Kocham
cię –powiedziała całując mnie w policzek.
-Ja ciebie też. –powiedziałem.
–gotowa?
-Tak, czekam jeszcze na wypis. –to
mówiąc do Sali weszła lekarka.
-Dzień dobry –przywitałem się.
-Dzień dobry –odpowiedziała po czym
zwróciła się do Van. –Tu jest pani wypis –powiedziała podając Vanessie kartkę
papieru –I widzimy się za miesiąc na USG.
-Tak proszę pani, dziękujemy. Do
widzenia.
-Do widzenia –powiedziała gdy
wychodziliśmy z sali.
-A co to jest? –zapytała gdy
doszliśmy do auta.
-To jest miś, żebyś się miała do
czego przytulać....
-Ale ja chcę się przytulać do
ciebie.
-Gdy ja będę w pracy. –dokończyłem
nie zważając na to, że mi przerwała. –chodź jedziemy do domu. –powiedziałem
otwierając jej drzwi. Sam obiegłem auto i usiadłem na miejscu kierowcy.
-Może wrócimy do LA? –zapytała
Vanessa. –Cała ta sprawa z Seleną i Maxem się już uspokoiła.
-To może być tylko cisza przed
burzą. Nie chcę cię denerwować, ale jeśli dowiedzą się, że jesteś w ciąży może
nie być ciekawie. Lepiej będzie jeśli zostaniemy w Miami. Ok?
-Ok. –powiedziała patrząc przez
szybę.
Wjechałem pojazd naszego domu.
Wyszliśmy z auta, a ja wziąłem miśka i poszliśmy do domu. Skierowaliśmy się w
stronę sypialni. Postawiłem miśka obok łóżka. Vanessa usiadła na łóżku ze
smutną miną. Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
-Skarbie, wiem że chciałabyś wrócić
do LA, ale to nie jest dobry pomysł. Tu jesteśmy bezpieczniejsi. Jasne?
–zapytałem posyłając jej ciepły uśmiech.
-Jasne. –powiedziała.
-Już się tak nie smuć. Humor mi
psujesz. Co dzisiaj robimy?
-Nie idziesz do pracy? –zapytała
zaskoczona.
-Skarbie dziś jest sobota. Dzień
zarezerwowany wyłączni dla ciebie. –powiedziałem po czym pocałowałem ją.
-Chodźmy na plażę, puki słońce
jeszcze nie grzeje zbyt mocno. –zaproponowała.
-Bardzo dobry pomysł. Idź się
przebrać. Czekam na dole. –wstałem i wyszedłem z pokoju.
***Oczami
Vanessy***
Jeju jaki on jest kochany. A ja tak
mu się odpłacam. Nie zasługuję na niego. Jest dla mnie za dobry. Jednak gdyby
nie on, nadal tkwiłabym w związku z Maxem.
Wstałam z łóżka i podeszłam do
szafy. Wybrałam lekką, zwiewną białą sukienkę. Poszłam do łazienki się
przebrać. Gdy ściągnęłam bluzkę spojrzałam w lustrze na mój brzuch. Nie było
jeszcze nic widać, ale ja mimo to wiedziałam, że nosze w nim nowe życie, które
za 8 miesięcy będę nazywać swoim dzieckiem. Ta myśl trochę mnie przerażała, ale
także cieszyłam się. W końcu stworzymy z Justinem prawdziwą rodzinę. Założyłam
sukienkę, wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Justin czekał już na mnie. Założyłam
klapki i wyszliśmy z mieszkania.
-Co cię martwi? –zapytał
niespodziewanie Justin.
-Boję się. Boję się tego co będzie
za 8 miesięcy. Co jeśli nie dam sobie rady? Co jeśli coś zrobię źle? –zapytałam
zatrzymując się i spoglądając Justinowi w oczy.
-Nie bój się na zapas. –powiedział
posyłając mi ciepły uśmiech. –Jeśli będziesz miała jakiś problem, to zawsze
masz mnie, a ja zawsze chętnie ci pomogę. Nie możesz się teraz denerwować. Nie
pozwolę by coś wam się stało. –powiedział cicho, przytulając mnie. Tego właśnie
potrzebowałam. Dotyku jego ciała, jego zapachu. On zawsze jest przy mnie gdy go
potrzebuję. –Idziemy dalej?
-Idziemy –powiedziałam pewna siebie.
-Ślicznie wyglądasz w tej sukience
–powiedział gdy wchodziliśmy na plażę. –Szkoda by było gdyby przez przypadek
się pomoczyła. –powiedziała na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Zaraz... –nie zdążyłam skończyć bo
wziął mnie na ręce i wbiegł do wody. Momentalnie moje serce zaczęło bić
szybciej. Zacisnęłam mocno ręce na jego szyi, a resztą ciała przycisnęłam się
do jego torsu.
-Jest w porządku –szepnął mi do ucha
– nie bój się.
Powoli odwróciłam głowę. Justin stał
po kolana w wodzie. Momentalnie przestałam się bać. Nie wiem czemu, ale czując
obecność Justina niczego się nie obawiałam. No może z wyjątkiem tego co stanie
się za 8 miesięcy. Podciągnęłam się tak, aby moje usta były na wysokości jego
ust i... pocałowałam go. Staliśmy tak kilkanaście minut. Gdy się od siebie
oderwaliśmy, zaśmialiśmy się lekko i Justin wyszedł z wody. Całą drogę do domu
Justin niósł mnie na rękach. A przynajmniej takie miałam wrażenie, bo w połowie
chyba zasnęłam.
***8 miesięcy później***
***Oczami Justina***
Siedzieliśmy właśnie z Vanessą na
kanapie, trzymając nasze ręce splecione na jej brzuchu.
-Chcesz coś do picia? –zapytałem.
-Wody –powiedziała patrząc na mnie.
-Już się robi –wstałem i wyszedłem
do kuchni.
-Justin!!! –usłyszałem krzyk
Vanessy. Szybko wybiegłem z kuchni. –zaczyna się. –powiedziała patrząc na mnie
przestraszonym wzrokiem.
-Spokojnie –powiedziałem –połóż się
na kanapie ostrożnie. –pomogłem jej się położyć. Podkurczyła kolana, a ręce
trzymała na brzuchu.
-Co ty robisz? –powiedziała słabym
głosem –musimy jechać do szpitala.
-Nie będę cię tam wiózł na własna
rękę –powiedziałem, po czym wyciągnąłem telefon i wybrałem numer pogotowia.
-Dzień dobry, moje nazwisko Bieber,
potrzebna karetka, moja dziewczyna właśnie zaczęła rodzić. –podałem babce z
centrali adres i rozłączyłem się. –Spokojnie Vanessa, wszystko będzie dobrze
–powiedziałem gładząc jej dłonie. Po kilku minutach usłyszałem dźwięk karetki.
Pobiegłem otworzyć drzwi i wpuściłem ratowników do środka. Przenieśli Vanesse
na nosze i wyjechali.
Poszedłem na górę po torbę z
najpotrzebniejszymi rzeczami dla dzidziusia i Vanessy, którą spakowaliśmy już
kilka dni temu. Razem ustaliliśmy, że płeć dziecka zostanie tajemnicą, aż do
porodu. Dlatego ciuszki dla malca są w kolorze zieleni. Wziąłem torbę do ręki i
jak najszybciej pobiegłem do auta i ruszyłem w stronę szpitala. Gdy tam dotarłem,
Vanessa była już na Sali porodowej, więc nie miałem szans do niej wejść.
Usiadłem więc na krześle i czekałem i czekałem. Siedziałem tam z kilka godzin.
Nagle z Sali wyszła pielęgniarka.
-Pan Bieber? –spytała.
-Tak to ja –powiedziałem wstając.
-Gratuluję, ma pan córeczkę
–powiedziała uśmiechając się.
-Wszystko w porządku z nią i z
matką?
-Tak, wszystkie narządy dziewczynki
są dobrze rozwinięte, tak więc nie ma się o co martwić. Jeśli chodzi o matkę,
to jest zmęczona, ale szczęśliwa. Była naprawdę dzielna.
-Czy mogę je zobaczyć?
-Tak ale tylko na chwilę, proszę za
mną. –powiedziała ruszając w głąb korytarza. –To te drzwi –wskazała drzwi na
lewo. –Ale proszę pana, tylko parę minut, pana dziewczyna musi odpocząć.
-Dobrze dziękuję. –powiedziałem, a pielęgniarka
zaczęła się oddalać. Wziąłem kilka głębokich oddechów i najciszej jak się dało
otworzyłem drzwi. Vanessa leżała na łóżku z zamkniętymi oczami, lecz otworzyła
je jak tylko wszedłem do środka. –Przepraszam, nie chciałem cię obudzić, mogę
przyjść póź...
-Nie zostań –powiedziała, więc
podszedłem do jej łózka i usiadłem na krześle stojącym obok.
-Mamy córeczkę –powiedziałem całując
jej dłoń.
-Wiem. Jak damy jej na imię?
–zapytała.
-Może Camille?
–zaproponowałem –możemy jej mówić Cam. Co ty na to?
-Bardzo ładne. Chciałabym ją
zobaczyć –westchnęła.
-Cierpliwości, teraz musisz
odpoczywać, przyjadę jutro i razem sobie posiedzimy tak?
-Jasne.
-Śpij dobrze –stałem i pocałowałem
jej czoło. Wyszedłem z sali. Postanowiłem jechać do domu. Była 4 w nocy. Jednak
mimo wszystko musiałem zrobić jedną rzecz.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer
Sama. Obiecaliśmy mu razem z Van, że jak tylko dzidziuś przyjdzie na świat
zadzwonię do niego.
-Holo? –usłyszałem w słuchawce
zaspany głos Sama.
-Mamy córeczkę –powiedziałem
uśmiechając się.
-Żartujesz? –od razu się przebudził.
–Gratulacje, jak jej dacie na imię?
-Camille.
-Bardzo ładne.
-Dzięki, sorry że tak o 4 rano, ale
chciałeś wiedzieć jako jeden z pierwszych... –powiedziałem przepraszająco.
-Nic się nie stało. Ja idę nadal
spać, jeszcze raz gratulacje, dobranoc.
-Dobranoc. –powiedziałem i
rozłączyłem się.
Wsiadłem do auta i
pojechałem do domu. Zanim jednak poszedłem do swojej sypialni, skierowałem się
do pokoju na końcu korytarza. To mój sekretny pokój, do którego Vanessa nie
miała wstępu przez ostatnie 8 miesięcy. W tym pokoju robiłem bowiem pokój dla
naszego dzidziusia. Postanowiłem się upewnić, że wszystko jest gotowe na
przyjazd naszego malca. Z najniższej szuflady wyciągnąłem kartki papieru i
zacząłem wycinać literki, które połączone w słowa utworzą „Witajcie w domu
Vanessa i Camille” .po około godzinie wszystko było gotowe, a ja zmęczony
poszedłem do pustej sypialni. Gdy tylko dotknąłem poduszki, zasnąłem._________________________________
WOW! 206 wyświetleń w niecałe dwa dni. To wielka niespodzianka. Szkoda tylko, że żadnych komentarzy nie ma :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz