poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział XXVIII

            Gdy wszedłem do sypialni Vanessa już spała. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i też iść spać. Mimo, że była dopiero 21 byłem zmęczony jak nigdy. Wszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, założyłem czyste bokserki, pierwszą lepszą koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia. Położyłem się do łóżka obok Van i zobaczyłem, że śpi w mojej koszulce. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przytuliłem ją do siebie i zasnąłem.
            Byłem przekonany, że w nocy obudzi mnie płacz Camille. Jednak obudził mnie krzyk Vanessy. Cała się trzęsła. Ciężko oddychała.
            -Vanessa co się stało? –zapytałem zapalając światło.
            -Nie wiem. Śniło mi się... Camille. –powiedziała po czym rzuciła się biegiem w stronę pokoju Cam. Szybko wybiegłem za nią. Stała w drzwiach i z przerażeniem patrzyła na okno. Jedna szyba była wybita. Gdy spojrzałem niżej, na podłodze zobaczyłem kamień owinięty papierem.
            -Weź Camille i idź do naszej sypialni. –powiedziałem siląc się na opanowany ton.
            -Ale... –zaczęła.
            -Nie ma ale. Ja zaraz przyjdę. Zrzuć moją poduszkę z łóżka i połóż tam Cam. Już.
            Vanessa zrobiła to o co prosiłem. Z przerażeniem wymalowanym na twarzy wyszła z pokoju. Wziąłem jedną z pieluszek Cam do ręki i wziąłem kamień do ręki przez tę rzecz, żeby przypadkiem nie zostawił odcisków palców. Ostrożnie odwinąłem papier i przeczytałem to co było napisane.
            „Tak łatwo się nas nie pozbędziesz, pamiętaj nie macie żadnych szans przeciwko nam. Już niedługo ty i twoja rodzinka znikniecie z tego świata. SEM”
            S jak Selena. M jak Max, ale E? Gdy zdałem sobie sprawę z tego co znaczy to E, nogi się pode mną ugięły. Ed. Czyli jednak to on. Postanowiłem nie mówić o tym na razie Vanessie. Schowałem papier razem z kamieniem do jednej z szuflad w pokoju Cam i poszedłem do naszej sypialni. Vanessa leżała na boku, a Cam obok niej. Położyłem się ostrożnie po wolnej stronie łóżka tak, że Camille leżała pomiędzy nami.
            -Jak to możliwe, że tego nie słyszeliśmy? –zapytała cicho Vanessa.
            -Nie wiem. –przyznałem nigdy nie czułem się bardziej bezradny niż w tym momencie. Obiecałem, że będę je chronił, że ze mną będą bezpieczne i co? –Przepraszam. –powiedziałem spuszczając głowę.
            -Za co? –zapytała Vanessa podnosząc mój podbródek tak, żebym spojrzał w jej oczy.
            -Za to, że nie umiem was obronić. Obiecałem, że będziecie ze mną bezpieczne, a tu ktoś wybija okno w pokoju naszej córeczki. Nie potrafię sobie wyobrazić co bym zrobił gdyby coś jej się stało. –powiedziałem gładząc główkę Cam. –Ja... –zająknąłem się –Ja nie mam pojęcia co robić. Gdziekolwiek nie pojedziemy. Oni nas znajdą.
            -„Wiem, że jeszcze wiele przed nami, że jesteśmy młodzi i dużo się może stać, ale wiem też, że będąc razem możemy przejść przez wszystko.” –powiedziała Vanessa cytując moje słowa, które wypowiedziałem gdy prosiłem o jej rękę. –Ucieknijmy stąd. Ale nie do innego miasta w Stanach. Ucieknijmy do Europy. Gdziekolwiek byle nie do Stanów. –powiedziała łamiącym się głosem.
            -Chciałbym. –westchnąłem. –Ale nie możemy tak narażać Cam.
            -Czyli zostając tutaj nie narażamy jej?
            -Ona ma dopiero trzy dni. Wyobrażasz sobie co może jej zrobić kilku godzinna podróż samolotem. Wysoko w powietrzu w zamkniętej przestrzeni. Wiem, że chcesz żeby była bezpieczna, ale wyjeżdżając z nią w tym momencie, zarażamy się na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Zrobimy tak. Wszędzie gdzie będziemy szli, będziemy chodzić w trójkę. Zawsze będę przy was i będę was chronił tak dobrze jak tylko potrafię. Jeśli będzie trzeba oddam za was życie. –powiedziałem i pocałowałem Vanessę w czoło. Wiem, że ostatnie słowa jej się nie podobały. Mnie zresztą też nie, ale jeżeli to jedyny sposób by były bezpieczne, zrobię to. Spojrzałem na zegarek. 3.21. –Śpij. -Powiedziałem łagodnie, jednak w tej chwili Camille zaczęła płakać.
            -Nakarmię ją i pójdę spać. –powiedziała podciągając się do pozycji siedzącej. Wzięła Vanessę na ręce i naciągnęła koszulkę tak, by mała mogła pić mleko. Usiadłem obok niej o objąłem ją ramieniem. Spojrzała na mnie z uśmiechem i razem patrzyliśmy jak Cam pije. –Cami nie może tak z nami spać. –powiedziała gdy skończyła karmić.
            -Masz rację –odparłem. –Śpijcie tu, a ja pójdę do salonu.
            -Nie! –Vanessa złapała mnie za rękę, tym samym uniemożliwiając mi wstanie. –Nie zostawiaj nas –powiedziała błagalnym tonem a z jej oczu poleciały łzy.
            -Spokojnie. Nie zostawię. –obiecałem. –Śpij tu z Cam, a ja położę się na kanapie. –niektórzy powiedzą, że kanapa w sypialni to głupi pomysł. Jednak czasami jest naprawdę przydatna. –Jak coś się będzie działo po prostu mnie obudzisz tak? –skinęła nieznacznie głową w ramach odpowiedzi, a ja wziąłem koc i poduszkę i położyłem się na kanapie.
            Reszta nocy minęła nam spokojnie. Rano obudził mnie płacz Cam. Było kilka minut po 7, a Vanessa jeszcze spała. Postanowiłem wziąć Cam na ręce i wyszedłem z pokoju, pozwalając Van spokojnie dokończyć sen. Poszedłem do salonu, wziąłem kawałem kartki i długopis i napisałem liścik do mojej narzeczonej.
            „Vanessa skarbie, wziąłem Camille na dół, żebyś mogła spokojnie spać. Wszystko jest pod kontrolą. Justin.”
            -Idziemy zanieść mamusi liścik, żeby się o nas nie martwiła jak się obudzi. –powiedziałem do dziewczynki, którą trzymałem na rękach. Wszedłem na górę do sypialni i położyłem kartkę obok Vanessy i wyszedłem z pokoju. Poszedłem do pokoju Cam i wziąłem kilka ciuszków, pieluszek na przebranie, kocyk i kilka grzechotek do zabawy. Zszedłem na dół, rozłożyłem koc na kanapie, położyłem na nim córeczkę i zabrałem się do przebierania. Poszło mi całkiem nieźle.
            -No brawo, brawo tatuśku. –usłyszałem i momentalnie odwróciłem się do tyłu. –mówiłam że się nauczysz. –powiedziała Vanessa. Podeszła do mnie i dała mi buziaka w policzek.
            -Cześć. –powiedziałem z uśmiechem. –Mogłaś jeszcze spać. Specjalnie cię nie budziłem.
            -Wiem, ale jakoś mi się nie chciało.
            -Tobie? –zapytałem ze śmiechem –Największemu śpiochowi na świecie nie chciało się spać? Co się dzieje na tym świecie. –powiedziałem kręcąc głową. –Co chcesz na śniadanie? –zapytałem zmieniając temat.
            -Jajecznicę. Z boczkiem. –powiedziała zagryzając wargę.
            -Już się robi. -wstałem i poszedłem do kuchni. Zanim zdążyłem wyjąć wszystko do przygotowania śniadania, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem numer swojej sekretarki.
            -Tak słucham. –powiedziałem przykładając telefon do ucha.
            -Dzień dobry szefie. Mam nadzieję, że szefa nie obudziłam. –powiedziała w odpowiedzi.
            -Nie. O co chodzi?
            -Dzwonił Ed Sheeran. –powiedziała –chciał się z szefem spotkać tak szybko jak tylko jest to możliwe. Co mam mu powiedzieć?
            -A kiedy on się może spotkać? –spojrzałem w bok i zobaczyłem Vanessę z Cam na rękach w drzwiach kuchni. Najwyraźniej przysłuchiwała się mojej rozmowie.
            -Jeszcze dzisiaj. –usłyszałem w słuchawce głos mojej sekretarki.
            -Dobrze, ja się zastanowię i zadzwonię do ciebie za kilka minut dobrze?
            -Oczywiście szefie. –powiedziała po czym rozłączyła się.
            -Kto dzwonił? –zapytała Vanessa.
            -Moja sekretarka. Ed dzwonił do firmy. Chce się spotkać. –odparłem.
            -I co zrobisz?
            -Nie wiem. Z jednej strony powinienem pojechać i wszystko z nim sobie wyjaśnić. Z drugiej obiecałem, że zawsze będę z wami, a Cam nie może jeszcze wychodzić.
            -Pojedziemy z tobą. Ubierzemy ją ciepło, przykryjemy kocem i pojedziemy. Tyle drogi co przejdziemy z auta do budynku i z powrotem na pewno jej nie zaszkodzi. Zadzwoń do firmy i omów się z nim. I rób to śniadanie. –powiedziała śmiejąc się i wyszła z pomieszczenia.
            Spojrzałem na zegarek. Była 8.56. Wybrałem numer mojej sekretarki.
            -Tak słucham. –powiedziała gdy tylko odebrała telefon.          
            -Umów mnie z Edem na 10.30 dobrze.
            -Już się robi panie prezesie. –rozłączyłem się.
            Wyciągnąłem z lodówki to co było mi potrzebne do zrobienia jajecznicy. Po około 10 minutach śniadanie było gotowe.
            -Vanessa! –zawołałem nakrywając do stołu.
            -Ciszej –skarciła mnie zbiegając po schodach. –Cam przed chwilą zasnęła.
            -Przepraszam. Siadaj. –wskazując miejsce za stołem. Sam zająłem miejsce naprzeciwko niej. –Jest jedna rzecz o której musze ci powiedzieć. –zacząłem niechętnie.
            -Jaka? –zapytała jedząc jajecznicę.
            -Do tego kamienia co wczoraj, a raczej dzisiaj w nocy wybił okno był przyczepiony liścik. Był podpisany jako ‘SEM’.
            -Czyli przez kogo? –ostatnie słowo wypowiedziała dobitnie.
            -S jak Selena, M jak Max, E –wziąłem głęboki oddech –Jak Ed. –widelec który trzymała w ręku wypadł jej na podłogę. Do oczu napłynęły łzy.
            -Czyli to jednak prawda? –zapytała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.       
            Odsunąłem się na krześle i poklepałem swoje kolana.
            -Chodź do mnie. –powiedziałem do mojej narzeczonej. Dziewczyna zrobiła to o co prosiłem. –Wiem, że trudno ci w to uwierzyć. Dla mnie też nie było to łatwe. –wziąłem oddech, żeby powiedzieć cos więcej, ale w tej chwili ktoś zapukał do drzwi. –Pójdę zobaczyć kto to. –powiedziałem, a Vanessa wstała z moich kolan.
            Byłem przekonany, że to mama. Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem jednak kogoś innego.
            -Viktoria? –zapytałem niedowierzając. –Skąd wiesz gdzie mieszkam?
            -Było na wizytówce. –powiedziała pokazując mi kawałek papieru, który dałem jej kilka miesięcy temu w Nowym Yorku. –Twój telefon nie odpowiadał, więc postanowiłam przyjechać.
            -Tak –powiedziałem drapiąc się po karku –Sytuacja zmusiła nas do zmiany numerów. Przepraszam, ale my się spieszymy za 2 godziny mam spotkanie w firmie. Daj mi swój numer. Ja do ciebie zadzwonię i się umówimy ok?
            -Jasne. –wyjęła ze swojej torebki notes i długopis. Napisała coś w notesie, po czym wyrwała kartkę. –Proszę, to mój numer –powiedziała podając mi numer.
            -Dzięki pa –powiedziałem zamykając drzwi.
            -Kto to był? –zapytała Vanessa jak tylko mnie zobaczyła.
            -Viktoria –odparłem. –Jeśli chcemy być w firmie przed Edem, a ja bym tak wolał, to powili musimy się zacząć szykować. –powiedziałem zmieniając temat.
            Vanessa bez słowa poszła na górę. Miałem wrażenie, że jest na mnie zła. Postanowiłem jednak nie drążyć tego tematu. Może jeszcze nie przeszły jej te zmiany humoru po ciąży? Wszedłem do góry do sypialni. Vanessy tam nie było. Pewnie była w łazience. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem jedną z moich ulubionych koszulek i czarne spodnie. Gdy podchodziłem do drzwi od łazienki, Vanessa właśnie wychodziła. Przechodząc obok mnie stuknęliśmy się ramieniem. Byłem pewny w 100%, że zrobiła to specjalnie.
            -Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? –zapytałem odwracając się w jej stronę.
            -O co mi chodzi? –zapytała –O Viktorię mi chodzi.
            -O Viktorię? –zapytałem kpiąco.
            -Tak o nią, widziałam jak się ucieszyłeś dziś na jej widok.
            -Ty jesteś zazdrosna. –powiedziałem cwaniacko się uśmiechając. –Nie masz o co. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
            -Tylko przyjaciółmi. Zawsze tak jest. Najpierw przyjaciele. Potem kochankowie. –dodała cicho.
            -Przepraszam bardzo –powiedziałem lekko urażony. –Czy ty twierdzisz, że ja nie jestem ci wierny?
            -Nie o to mi chodziło –powiedziała przepraszająco.
            -Ja dobrze wiem, o co ci chodziło. –odwróciłem się na pięcie i wszedłem do łazienki trzaskając drzwiami.
            ***Oczami Vanessy***
            Boże co ja zrobiłam. Nie tak miało być. Ja go kocham, nie dałabym rady bez niego. Niepewnie podeszłam do drzwi i zapukałam.
            -Co? –odparł sucho.
            -Otwórz proszę. –powiedziałam cicho. Po chwili usłyszałam jak przekręca drzwi. –Nie o to mi chodziło. Ja... ja po prostu nie potrafiłabym żyć bez ciebie. –wyminął mnie bez słowa. –Justin powiedz coś. –powiedziałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
            -Co mam ci powiedzieć? –zapytał odwrócony ode mnie plecami. –Mam się cieszyć, że moja dziewczyna... przepraszam NARZECZONA –podkreślił to słowo –mi nie ufa?
            -Ufam ci. –podeszłam do niego i przytuliłam się do jego pleców. Odwrócił się do mnie. Myślałam, że odwzajemni uścisk, ale on mnie odsunął.
            -Jeśli mi ufasz to mi to pokaż. –powiedział wychodząc z pokoju. Wyszłam za nim. Kierował się do pokoju naszej córki. Gdy tam weszłam, Justin wkładał ją do fotelika. –Masz wszystko spakowane dla Cam?
            -Tak. –powiedziałam biorąc torbę z rzeczami małej. –Możemy jechać.
            Wyszliśmy z domu w milczeniu. Tak też przebyliśmy całą drogę.
            -Chyba będzie lepiej, jeśli przed Edem będziemy udawać, że między nami jest wszystko w porządku. –powiedziałam gdy podjechaliśmy pod firmę.

            -Masz rację. –wyszliśmy z auta i staraliśmy się udawać, że wszystko między nami jest ok. gdy weszliśmy na piętro. Przed salą siedziało kilka osób. Ed nie był sam. Byli z nim...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz