sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział XXVI

            „Ja też tak myślałem, ale ostatnie wydarzenia dały mi sporo do myślenia. Nic nie zmieni mojej decyzji. Nie przychodź do nas. Nie dzwoń. Jeśli będziesz chciał się spotkać w sprawach zawodowych, dzwoń do firmy i umawiaj się na spotkanie. Na razie” wysłałem mu w odpowiedzi. Nic już nie odpisał, a mnie w końcu udało się zasnąć.
Tej nocy też miałem koszmary. Znowu śniło mi się, że Selena zrobiła coś mojej córeczce. Znów obudziłem się z krzykiem zlany potem. Na zegarku była 5.38. postanowiłem reszte nocy spędzić w pokoju Cam. Wstałem z łóżka i udałem się w tamtym kierunku. Usiadłem na kanapie, która stała niedaleko łóżeczka. Wyobraziłem sobie siebie siedzącego na tej kanapie z Camille. Łaskoczę ją po brzuszku, a ona się śmieje nieświadoma togo, co jej zagraża. Schowałem twarz w dłoniach i dałem upust emocjom. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie trudne? Miało być tak pięknie. Mieliśmy żyć w spokoju jako rodzina. Ja jako mąż, Vanessa jako żona, a Cam jako nasz największy skarb. Nie ważne co się stanie, nie mogę pozwolić by coś im się stało. Są dla mnie zbyt ważne. Z rozmyślań wyrwał mnie telefon. Ed. Czego on chce. Czy nie wyraziłem się jasno?
            -Halo –powiedziałem gdy nacisnąłem zieloną słuchawkę.
            -Sorry że dzwonię tak późno, ale cały czas myślę o tym jak skończyłeś naszą przyjaźń. Czemu? –powiedział Ed.
            -Nie mam siły ci tego tłumaczyć przez telefon...
            -Będę za pięć minut. –powiedział i rozłączył się.
            Miałem ochotę w coś kopnąć. Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi. Wyszedłem z pokoju zamykając drzwi na klucz. Zszedłem na dół i skierowałem się w stronę drzwi. Przekręciłem klucz i otworzyłem je. Już po chwili w moim domu stał Ed.
            -Możesz mi kurde wyjaśnić o co chodzi? –nawrzeszczał na mnie.
            -Spokojnie. –powiedziałem najłagodniejszym tonem na jaki udało mi się zdobyć w tym momencie. –Chodzi o to, że mamy wśród zaufanych znajomych szpiega, który przekazuje wszystkie informacje o nas Selenie i Maxowi.
            -I myślisz, że to ja?!
            -Nie wiem kto to jest. Przez 8 miesięcy się z nami nie kontaktowała. Wczoraj dzwoni do mnie i mówi, że dali man spokój tylko dlatego, że Vanessa była w ciąży. Ostatni dzień, w którym do nas dzwonili, był przed tym jak Vanessa trafiła do szpitala 8 miesięcy temu. Byłeś jedyną osobą, która o tym wiedziała. Innym powiedzieliśmy dopiero wtedy, kiedy trudno było Vanessie ukrywać brzuch. Wybacz, ale wszystkie dowody wskazują na ciebie.
            -Ty masz coś z głową –powiedział z niedowierzaniem Ed. –Masz rację, nasza przyjaźń nie ma sensu. Na razie. –powiedział. Wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
 Ja naprawdę nie mam pojęcia czy to Ed czy nie, ale w tej sytuacji nie możemy ufać nikomu. Została mi tylko jedna rzecz do zrobienia. Powiedzieć o wszystkim Vanessie.
            ***Oczami Eda***
            Jak tylko opuściłem mieszkanie Justina wyjąłem telefon i wybrałem numer Seleny. Prawda byłem zdrajcą. Ale cóż. Stało się.
            -Czego? –warknęła na mnie jak tylko odebrała.
            -Oni już wiedzą, że dla was pracuję, a przynajmniej to podejrzewają. –powiedziałem do słuchawki.
            -Niby jak się dowiedzieli?
            -To nie są idioci Selena. Vanessa jeszcze nic nie wie, ale Justin jest tego prawie pewny. Przypomniał sobie kiedy ostatnio do niego dzwoniłaś. 8 miesięcy temu. Dokładnie dzień przed tym jak powiedział mi o ciąży Vanessy. Teraz dzwoniłaś dzień po urodzeniu się jego dziecka. Byłem jedną z pierwszych osób, które o tym powiadomił. Dodał dwa do dwóch i mu wyszło.
            -Ale chyba nie zamierzasz zrywać naszej umowy? –zapytała jakby przestraszona mojego następnego kroku.
            -Nie. Nadal jest moim menagerem, więc będziemy się spotykać, ale nie wiem ile będzie mi mówił o swoim życiu prywatnym. O ile w ogóle coś będzie mi mówił. Muszę kończyć na razie. –powiedziałem rozłączając się. Założyłem kaptur na głowę i skierowałem się w stronę swojego domu.
            ***Oczami Justina***
            ***6 godzin później***
            -Gotowa? –zapytałem Vanessy podnosząc nosidełko z Cam z łóżka.
            -Tak. Chodźmy już. –powiedziała wychodząc z sali.
            Gdy doszliśmy do samochodu, otworzyłem drzwi Vanessie, a sam poszedłem do tyłu i zapiąłem fotelik z Cam na tylnym siedzeniu. Gdy byłem pewny, że fotelik jest dobrze zapięty, usiadłem za kierownicą i odjechaliśmy spod szpitala. po kilkunastu minutach byliśmy pod naszym domem.
            -Poczekaj na mnie zanim wejdziesz ok? –zapytałem otwierając drzwi.
            -Ok. –powiedziała wysiadając z auta.
            Wyciągnąłem fotelik z auta, wziąłem Van za rękę i razem weszliśmy do domu.
            -Chciałbym wam co pokazać. –powiedziałem uśmiechając się. Poprowadziłem ją na górę do pokoju dla naszej córeczki. –Zamknij oczy –powiedziałem gdy stanęliśmy przed drzwiami.
            -Już. –powiedziała, a ja otworzyłem drzwi i lekko ją popchnąłem w głąb pomieszczenia.
            -Otwórz. –Vanessa otworzyła oczy, rozejrzała się wokół, a do jej oczu napłynęły łzy. –Nie podoba ci się? –nagle opuściła mnie cała radość –Przepraszam, chciałem to zrobić jak najlepiej.
            -Justin... To... Bardzo mi się podoba. –powiedziała, przytulając się do mnie. Objąłem ją wolną ręką i pocałowałem w czoło. –Ty sam to zrobiłeś?
            -Całkiem sam. Specjalnie dla naszego dziecka. Cieszę się, że ci się podoba. –postawiłem fotelik na ziemi i wziąłem Cam na ręce. Położyłem ją do łóżeczka. Wziąłem Van za rękę i wyprowadziłem ją po cichu z pokoju. –Muszę ci coś powiedzieć. –powiedziałem gdy doszliśmy do naszej sypialni. Usiedliśmy na łóżku. Wziąłem kilka głębokich oddechów i zacząłem. –pamiętasz jak wczoraj w szpitalu zadzwonił mi telefon? –nieznacznie skinęła głową. –To nie było z pracy. To była Selena. Wie, że byłaś w ciąży. Wie, że już urodziłaś.
            -Co? Skąd? –zapytała ocierając łzy.
            -Nie wiem. Ale mam pewne podejrzenia. Ed. –opowiedziałem jej o wszystkim. Cały czas płakała. Wiem, że bardzo ją to zraniło, ale nie mogłem przed nią tego ukrywać. –przepraszam, ja... ja musiałem ci to powiedzieć. –mówiąc to z elektronicznej niani doszedł mnie płacz Cam. –Siedź, ja do niej pójdę.
            Wstałem z łóżka. I wyszedłem z pokoju kierując się w stronę pokoju mojej córki.

            ***Oczami Vanessy***
            Co? Ed? Nie to niemożliwe to nie może być on. Chociaż jeśli spojrzeć na to tak jak mówi Justin. To wszystko jest takie realne. Człowiek, którego uważałam za przyjaciela, okazał się jednym z naszych najgorszych wrogów. Wstałam z łóżka i poszłam do pokoju Camille. Gdy otworzyłam drzwi. Zobaczyłam jak Justin nosi ją na rękach kręcąc się po całym pokoju. Mimowolnie się zaśmiałam. Justin odwrócił się w moją stronę lekko zdezorientowany. Podeszłam do niego i go pocałowałam.
            -Weźmiesz ją? –zapytał podając mi małą. –Zaraz wrócę. –powiedział po czym wybiegł z pokoju.
            ***Oczami Justina***
Wybiegłem z pokoju Cam, do tego z fortepianem. Wyciągnąłem w szuflady małe czerwone pudełeczko i zacisnąłem na nim dłoń. Powoli wróciłem do pokoju Camille.
            -Mogłabyś położyć Cam do łóżeczka proszę. –powiedziałem do Van. Dziewczyna spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, ale zrobiła to o co prosiłem. Ręką, w której nie miałem pudełeczka przyciągnąłem do siebie Van tak, że stała około pół metra ode mnie. –Vanessa –zacząłem patrząc jej w oczy. –Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Wiem, że jeszcze wiele przed nami, że jesteśmy młodzi i dużo się może stać, ale wiem też, że będąc razem możemy przejść przez wszystko. Dlatego chciałbym ci zadać jedno pytanie. –to mówiąc uklęknąłem na jedno kolano. Wyciągnąłem zza pleców rękę z pudełkiem i powoli otworzyłem je. Vanessa położyła dłoń na ustach. –Wyjdziesz za mnie? –zapytałem. Czekanie na odpowiedź wydawała się wiecznością.
            -Tak –powiedziała cicho odrywając dłoń od ust. –tak, tak, tak –założyłem jej pierścionek na palec. A ona rzuciła się na mnie i mnie pocałowała. Był to długi pocałunek. Chyba najdłuższy z dotychczas. –Kocham, cię –powiedziała gdy się od siebie odsunęliśmy.
            -Idziemy obejrzeć jakiś film? –zapytałem.
            -Tak –powiedziała ocierając łzę, która płynęła jej po policzku. –Jaki?
            -Nie wiem, a chcesz się bać? –zapytałem ruszając zabawnie brwiami.        
            -Przy tobie niczego się nie boję. –powiedziała czochrając moje włosy.
            Objąłem ja ramieniem i wyszliśmy z pokoju Cam ostrożnie zamykając drzwi.
            -Poczekaj wezmę kilka rzeczy z sypialni. –powiedziałem wchodząc do naszego pokoju. Wziąłem elektroniczną nianię, gdyby Camille zaczęła płakać, a przez film moglibyśmy jej nie usłyszeć oraz laptopa. –chodź. –powiedziałem wychodząc z sypialni.
            Skierowaliśmy się do salonu. Vanessa usiadła na kanapie, a ja zająłem się podłączaniem laptopa do telewizora.
            -Czemu podłączasz laptop do TV? –zapytała Vanessa.
            -Bo film będzie z Internetu, a na dużym ekranie się lepiej ogląda.
            -A co oglądamy?
            -„Zapowiedź” -powiedziałem włączając film.
Mimo tego że Vanessa zapewniała mnie, że nie będzie bała, co chwilę, coraz bardziej się do mnie przytulała. Oczywiście. Kochałem kiedy to robiła. Tak samo jak to, kiedy zasypiała w moich ramionach tak jak teraz. Nagle zadzwonił jej telefon. Postanowiłem jej nie budzić, więc sięgnąłem po jej telefon i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
            -Tak. –powiedziałem ściszonym głosem.
            -Justin? –usłyszałem w słuchawce głos mamy Vanessy. –Gdzie jest Vanessa?
            -Vanessa w tej chwili śpi. Czy to coś ważnego? –zapytałem gładząc Van po włosach.
            -Nie to nic takiego. Poproś ją żeby do mnie zadzwoniła jak się obudzi dobrze?
            -Dobrze. –powiedziałem i rozłączyłem się.
            Było sporo po 18 gdy Vanessa się obudziła.
            -Witaj śpiochu. –powiedziałem całując ją w czoło.
            -Która godzina? –powiedziała zapalając ekran telefonu. –Justin czemu mnie nie obudziłeś? –zapytała z wyrzutem.
            -Tak słodko spałaś, że nie miałem serca cię budzić. Twoja mama dzwoniła. Prosiła, żebyś do niej zadzwoniła jak tylko się obudzisz. –powiedziałem wstając.
            -Dzięki. Gdzie idziesz?
            -Na chwilę na górę. Zadzwoń do mamy. –powiedziałem całując ją w policzek.
Wbiegłem po schodach i skierowałem się w stronę mojego ‘prywatnego’ pokoju. Od niedawna Vanessa spędzała tam ze mną każdą wolną chwilę. Wyciągnąłem nuty do nowej piosenki „Never let you go”. Pisałem tę piosenkę przez całą ciążę Vanessy, codziennie zmieniając co najmniej słowo. Teraz jak na nią patrzę, wiem, że jest w pełni gotowa, by zaśpiewać ją Vanessie. Zacząłem grać po cichu grać, gdy usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi. Szybko odwróciłem się i zobaczyłem Vanessę, cała zalaną łzami. W sekundę przez moją głową przeleciało z tysiąc czarnych myśli. Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem.
            -Skarbie co się stało? –zapytałem.

            -Ryan....

2 komentarze: