poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Przeprosiny

Przepraszam ale w najbliższym czasie nic sie nie pojawi, bo wszystkie rozdzialy mam na komputerze, a teraz mam szlaban do odwolania, ale jak tylko uda mi sie wejsc od razu dodam rozdzial. przy okazji, dzieki za te 1000 wyswietlen, to dla mnie mila niespodzianka :

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział XVIII

            -O jak miło –powiedziała –Więc słuchaj Justin. Mamy dla ciebie złą wiadomość. Twoja siostra została porwana. –Spojrzałam na Justina. był cały blady na twarzy. W jego oczach widziałam przerażenie. –Ale nie martw się, nic jej nie zrobimy jeśli będziesz robił to co ci karzę.
            -Czego chcecie? –Powiedział wściekły.
            -Tego co zawsze. Ty wrócisz do mnie, a Vanessa do Maxa.
            -I co dalej? My będziemy, żyć bez miłości, a Max będzie katował Vanessę?
            -Oj nie przesadzaj. Uderzył ja kilka razy, wielkie mi halo. –‘jaka ona była głupia’ pomyślałam.
            -Co jeśli tego nie zrobię? –Justin starał się być silny, ale ja wiedziałam co czuje.
            -Wtedy możesz powiedzieć coś na pożegnanie swojej siostrze.
            -Zapłacę Wam. Ile chcecie? –Był zdolny do wszystkiego, byle by odzyskać Jazzy.
            -Skoro tak stawiasz sprawę. –powiedziała Selena -15 tysięcy.
            -10. I ani centa więcej.
            -Niech będzie. Kasę masz dostarczyć do końca tygodnia. –powiedziała, ale nie była zadowolona, że nie odzyska Justina. Była środa, mieliśmy tylko kilka dni, w życiu nie uda nam się zebrać takiej sumy w tak krótkim czasie. –Inaczej powiesz ‘papa’ swojej siostrze. –rozłączyła się.
            -Wracamy do domu. –powiedziałam. Wstałam i zaczęłam wszystko pakować. –Wiem, że ci ciężko, chodźmy do domu. Proszę cię –powiedziałam ze współczuciem.
            Justin wstał. Jego szczęka drgała jakby zaraz miał się rozpłakać. To musiało być dla niego trudne. Już raz prawie stracił siostrę. Nie przeżyje, jeśli straci ją naprawdę. Wszystko było spakowane. Justin wziął mnie na ręce i poszliśmy do domu.

            ***Oczami Justina***
            Wiedziałem, że są zdolni do wielu rzeczy, ale w życiu bym nie pomyślał, że porwą moją siostrę. Tata nie dzwonił. Tak naprawdę to się dziwie. Wiedział jak zareagowałem ostatnim razem gdy Jazzy była w szpitalu. Na pewno nie zdaje sobie sprawy, że to przeze mnie i za nic w świecie nie może się o tym dowiedzieć. Znienawidziłby mnie i nie pozwolił spotykać się z rodzeństwem.
            Byliśmy już w domu z Vanessą. Posadziłem ją na kanapie, odłożyłem koszyk na stolik i poszedłem do swojego pokoju. Oparłem ręce o klawisze, a łzy same zaczęły lecieć z moich oczu. Usłyszałem otwierające się drzwi. Gdy się odwróciłem zobaczyłem Vanessę. W podskokach na jednej nodze podeszła do mnie. Wtuliłem się w nią i dalej płakałem. Po pewnym czasie o mało co się nie przewróciła. Wziąłem ją na ręce i przeszliśmy na kanapę. Dopiero tam udało mi się opanować. Wytarłem łzy. Spojrzałem na Van.
            -Przepraszam –szepnąłem.
            -Za co? –zapytała.
            -Za moje zachowanie.
            -Przerabialiśmy już ten temat. Pamiętasz? W Kalifornii.
            -Pamiętam. Ja po prostu nie wiem, co by było…
            -Wiem. –przerwała mi. –Doskonale cię rozumiem. –westchnęła.
            -Co masz na myśli? –zapytałem.
            -Chyba pora na zwierzenia. –powiedziała, po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić –Mam brata. Ma teraz 9 lat. 2 lata temu jak wyjechałam do Kalifornii, po miesiącu od czasu wyjazdu dzwoni do mnie mama i mówi cała zapłakana „Vanessa Ryan jest w szpitalu” Myślałam, że się tam przewrócę. Mama powiedziała, że Ryan spadł z drzewa. Jedyne co wtedy miałam w głowie, to to, że to wszystko moja wina.
            -Czemu?
            -To ja nauczyłam go wspinać się po drzewach. Gdybym mu tego nie pokazała, nie wszedłby na to głupie drzewo i by z niego nie spadł. –z jej oczu poleciały łzy.
            -Co z twoim bratem się teraz dzieje?
            -Ma się dobrze. Po tamtym wypadku nic nie zostało. Chyba tylko rana w moim sercu, która nie chce się zrosnąć.
            -Nie obwiniaj się. To nie była twoja wina.
            -Gdybym mu tego nie pokazała nic by się nie stało. –Ona na serio jest uparta.
            -Ktoś jeszcze cię obwinia? Ma do ciebie pretensje o to co się stało? –za wszelką cenę muszę jej pokazać, że to nie była jej wina.
            -Nie. Ale…
            -Nie ma ‘ale’. Skoro nikt inny cię nie obwinia to czemu ty to robisz? Nie szukaj winnego tam gdzie go nie ma. To mogło się przytrafić każdemu. Poczekaj chwilę. –wyszedłem z pokoju, żeby wziąć telefon Vanessy. Wróciłem po kilku minutach. Miałem już wybrany numer do jej mamy. –Zadzwoń do mamy. Pogadaj z bratem. A po jutrze do nich pojedziemy.
            -Ale jeszcze kilka dni temu mówiłeś…
            -Wiem co mówiłem, ale teraz widzę, że ta wizyta jest ci potrzebna teraz. Ile lat nie widziałaś się z bratem?
            -Dwa. Rzadko dzwoniłam, przez cały ten czas, zastanawiałam się czy on mnie jeszcze pamięta.
            -Nie za dwa dni to za długo. Idziemy się pakować. Jedziemy jutro rano.
            -A co z twoją firmą? Co z pieniędzmi dla Seleny? –czemu ona zadaje tyle pytań?
            -Wezmę pożyczkę. Od razu zapłacę te 3 tys. które chcą. A ty opowiesz wszystko mamie. Nie możemy jej okłamywać. A z firmą nic się nie stanie.
            -No niech będzie. Nie ważne co bym powiedziała i tak byśmy jutro jechali prawda? –zapytała.
            -Jak ty mnie dobrze znasz. –wziąłem ja na ręce i poszliśmy sypialni. Zaczęliśmy pakować. Vanessa mówiła co mam spakować a ja wrzucałem to do torby.
            Było blisko 21 gdy skończyliśmy. To był trudny dzień i jak tylko Vanessa położyła się do łóżka zasnęła. Postanowiłem skorzystać z okazji i porozmawiać z jej mamą. Wybrałem jej numer i wyszedłem z pokoju, żeby nie obudzić Van.
            -Tak słucham –usłyszałem głos mamy Vanessy w telefonie.
            -Dobry wieczór Justin z tej strony, mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
            -Nie. Czy coś się stało? –zapytała.
            -No w zasadzie to tak. Vanessa opowiedziała mi dzisiaj o wypadku brata. Nie wiem czy pani wie, ale ona się obwinia za to co się stało.
            -Nie miałam pojęcia. Myślałam, że już jej przeszło.
            -Najwidoczniej nie. Jeśli możemy przyjedziemy jutro dobrze? Vanessie to dobrze zrobi. Zobaczy się z panią, z bratem, z Samem.
            -Jasne zapraszam, nasze drzwi stoją dla was zawsze otworem.
            -Dziękuję. Nie będę już przeszkadzał. Dobranoc.
            -Dobranoc –połączenie zostało przerwane. Poszedłem wziąć szybki prysznic, przebrałem się. Wyszedłem z łazienki i położyłem się obok Vanessy. Momentalnie zasnąłem.

            Rano obudził mnie cichy płacz Vanessy.
            -Co się stało? –zapytałem jeszcze lekko zaspany.
            -Nie wiem. Coś mi się śniło, ale… -powiedziała płacząc.
            -Już dobrze. Nie płacz. Wszystko jest w porządku. –powiedziałem całując ją w czoło. Spojrzałem na zegarek. Była 7.14 –Możemy powoli się zbierać. Im prędzej wyjedziemy tym prędzej będziemy w Nowym Yorku.
            -Ok. –powiedziała wstając. Już miałem wstać gdy spiorunowała mnie wzrokiem. –Poradzę sobie.
            Położyłem się z powrotem i obserwowałem jak bierze rzeczy z szafy i podskakując na jednej nodze wchodzi do łazienki. Po kilku minutach usłyszałem dźwięk tłuczonego szła.
            -Vanessa? –zawołałem. Nikt nie odpowiedział. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i wpadłem do łazienki. Zobaczyłem Vanessę całą w zadrapaniach z których sączyła się krew. Patrzyła na coś na podłodze. Gdy spojrzałem w to miejsce zobaczyłem zbite lustro. Ostrożnie do niej podszedłem, żeby się nie skaleczyć i przytuliłem ją, uważając, żeby jeszcze bardziej nie zadać jej bólu.
            -Co się stało? –zapytałem
            -Myłam zęby… spojrzałam w lustro a ono spadło i rozbiło się raniąc mnie przy tym.
            -Spokojnie. –wziąłem ją na ręce i wyszedłem z łazienki. Poszliśmy do kuchni, żebym mógł opatrzyć Vanessie wszystkie rany. Posadziłem ją na blacie, a sam wyjąłem apteczkę. Po kilku minutach była już opatrzona. Gdy do niej podszedłem przytuliła mnie mocno i zaczęła płakać.
            -Hej skarbie? Co się dzieje? –zapytałem gładzą ja po plecach.
            -Ja już nie daję rady. To wszystko mnie przerasta. Te groźby, porwanie twojej siostry, szantaż. To za dużo… -powiedziała coraz bardziej mnie ściskając.
            -Puść mnie bo zaraz mnie udusisz –powiedziałem śmiejąc się. –Pamiętasz co ci kiedyś mówiłem? Że razem przetrwamy wszystko? Idę pakować bagaże do auta. Poczekaj na mnie.
            Poszedłem po nasze torby i zacząłem je znosić do auta. Po kilku minutach wszystko było zapakowane. Wziąłem Van na ręce i zaniosłem do samochodu. Gdy usiadłem na miejscu kierowcy odjechaliśmy.
            -Nie powinniśmy zadzwonić do Eda, że wyjeżdżamy? –zapytała po kilku minutach.
            -Masz rację. Zadzwonisz? –zapytałem podając jej mój telefon.
            -Jasne. –powiedziała wybierając już numer na swoim. –Ed? –powiedziała po chwili. –Wyjeżdżamy z Justinem na parę dni… Nie, wszystko jest w porządku… Damy ci znać jak wrócimy, uważaj na siebie, papa. –powiedziała rozłączając się.
            *** 4 godziny później***
            -To tutaj? –zapytałem gdy dojechaliśmy pod dom jej mamy.
            -Tak. –zgasiłem silnik. Wychodząc z auta, zobaczyłem pewnego chłopaka. Miał może z 10 lat. ‘To pewnie brat Vanessy’ pomyślałem. Obszedłem auto i wziąłem Van na ręce.
            -Możesz mnie postawić? –zapytała.
            -No dobra. –postawiłem ją. Po chwili podbiegł do nas ten chłopiec.
            -Vanessa to ty? –zapytał zatrzymując się przed dziewczyną.
            -A kto? No pewnie, że ja. –powiedziała przytulając chłopaka. –Tak bardzo za tobą tęskniłam Ryan.
            -Vanessa! Justin! –odwróciłem się i zobaczyłem Sama.
            -Cześć Sam. –podaliśmy sobie dłonie.
            -Cześć. Czemu tu tak stoicie? Chodźcie do środka. Twoja mam już nie może się doczekać, aż osobiście pozna Justina. –powiedział do Van.
            -Justin pomożesz mi? –zapytała.
            -Jasne. –powiedziałem biorąc ją na ręce. Weszliśmy do środka. Gdy zobaczyłem mamę Vanessy postawiłem ją. Wszyscy razem poszliśmy do salonu. Tak jak się umówiliśmy Vanessa opowiedziała wszystko mamie i Samowi.
            -Więc te pieniądze nie były wam potrzebne na remont? –zapytała mama Van.
            -Nie. Ale już ich nie potrzebujemy. Damy sobie radę.
            -Ja muszę to sobie poukładać. Przepraszam was. –powiedziała odchodząc od nas.
            -Mamo…
            -Zostaw. –powiedział Sam. –Naprawdę potrzebuje chwili spokoju. Jutro będzie lepiej.
            -Obyś miał rację. –powiedziała Van ocierając pojedynczą łzę, która spływała po policzku.
            -Vanessa czemu płaczesz? –zapytał Ryan.

            -Widzisz…

Rozdział XVII

            -Jest taka sprawa o której powinnaś wiedzieć –powiedział niepewnie. –Bo widzisz dzwonił do mnie Max. –to co powiedział, zmroziło mi krew w żyłach. Skąd Max go zna?
            -Znasz Maxa? –zapytał Justin.
            -Znać to za dużo powiedziane –powiedział Sam –widzieliśmy się kilka razy, ale skądś musiał mieć mój numer.
            -Internet nie zna granic –westchnął Justin –Czego chciał?
            -Pytał czy nie wiem gdzie jest Vanessa. Powiedziałem, że nie, bo niby skąd mam to wiedzieć.
            -Czyli oni jednak nie wiedzą gdzie my jesteśmy? –zapytałam z nadzieją w głosie.
            -Na razie. To tylko kwestia czasu. –powiedział Justin.
            -Jeśli mogę wiedzieć Van –powiedział ostrożnie Sam –To co się stało?
            -Uciekłam od Maxa. On mnie bił, krzywdził mnie –powiedziałam a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
            -Ale nie zrobił ci…
            -Nie zgwałcił mnie jeśli o to ci chodzi –przerwałam mu. Spojrzałam pytająco na Justina. Kiwnął głową na ‘tak’. Wiedział, że chcę opowiedzieć wszystko Samowi. Tak też zrobiłam. Powiedziałam mu to samo co mamie.
            -Vanessa, tak mi przykro –powiedział –gdybym wiedział…
            -Ale nie wiedziałeś, nie mogłeś nic zrobić. Nie obwiniaj się, to nie twoja wina –powiedział łagodnym głosem.
            -Groził ci? –zapytał po chwili Justin.
            -Nie do końca. Powiedział coś w stylu „Lepiej, żebyś nie kłamał bo inaczej źle z tobą”.  –powiedział Sam.
            -Zapisz sobie numer z którego dzwonił i nie odbieraj od niego telefonów bo gość jest nieobliczalny. Albo zmień numer.
            -Dzięki za radę. A może mienimy temat?
            -Dobry pomysł. –oboje z Justinem się zgodziliśmy.
            -Vanessa opowiadaj, jak ci się żyje z Justinem.
            -Więc –zaczęłam –Jest wspaniale. Justin jest bardzo opiekuńczy. Czasem aż za bardzo. Na przykład dzisiaj. Posłuchaj bo to fajna historyjka. –powiedziałam. –Ale od początku. Wczoraj wchodząc po schodach skręciłam sobie kostkę. Dzisiaj, gdy się obudziłam Justina nie było już w łóżku…
            -Śpicie razem? –zapytał Sam uśmiechając się.
            -Tak, ale nie robimy tego o czym myślisz. –powiedziałam –Więc jak już mówiłam –powróciłam do opowiadania. –gdy zobaczyłam, że Justina nie ma obok, wstałam z łóżka i na jednej nodze, w podskokach wyszłam na korytarz. Zobaczyłam, że drzwi naprzeciwko są otwarte więc weszłam tam. Justin siedział tyłem do wejścia. Gdy się odwrócił i mnie zobaczył od razu do mnie podbiegł i wziął mnie na ręce. Zaczął mi prawić kazania, na temat tego, że nie mogę się teraz przemęczać i nadwyrężać tej nogi i tak dalej. Nie chciał mnie nawet posadzić na kanapie. Wiec powiedziałam mu, żeby lepiej się oszczędzał bo chcę iść na spacer. Gdybyś widział wtedy jego minę –zaczęłam się śmiać.
            -Ale moje kazania się na nic nie zdały, bo jak zeszliśmy na dół ja poszedłem otworzyć drzwi bo kolega do nas przyszedł, to ona szybko na górę do pokoju się przebrać. Po schodach –zrobił nacisk na ostatnie zdanie.
            -Ona się nigdy nie słuchała. –powiedział Sam -Jak miała 5 lat, ja miałem 8. Między nami są 3 lata różnicy. Mama pozwoliła jej iść ze mną do lasu tylko pod warunkiem, że nie będzie chodziła po drzewach. Co zrobiła Vanessa jak tylko zniknęliśmy z pola widzenia jej mamy?
            -Poczekaj muszę się zastanowić –powiedział Justin patrząc w sufit –Weszła na drzewo?
            -Żeby tylko. –westchnął Sam –Nie chciała potem z niego zejść. A jakby tego było mało, to było drzewo na którym rosły szyszki. Van nie mogła nie skorzystać z takiej okazji, więc zrywała szyszki i mnie nimi rzucała.
            -Wcale nie. –zaprzeczyłam –Celowałam w ziemię, moja wina, że akurat stałeś na miejscu w które celowałam? –próbowałam się nie śmiać.
            -Celowałaś we mnie. –już miałam cos powiedzieć gdy nagle -Nie kłuć się ze mną.
            -No dobra –dałam za wygraną.
            -Justin czemu się tyle nie odzywałeś?
            -Miałem dużo pracy. –powiedział mój chłopak.
            -Dużo pracy? –zapytał podejrzliwie Sam.
            -Stary, jestem prezesem firmy fonograficznej. Na serio miałem dużo pracy.
            -Powiedzmy, że ci wierzę.
            -On zawsze taki był? –szepnął do mnie Justin.
            -Jaki? –zapytałam.
            -Taki niedowierzający.

            -Zawsze nie. Może jakoś jak miał 10 lat.
            -Dobra ja muszę kończyć, do usłyszenia. –powiedział Sam i rozłączył się.
            Siedzieliśmy z Justinem w ciszy dobre 10 minut.
            -Justin, Jestem głodna. –powiedziałam przerywając ciszę.
            -Na co masz dzisiaj ochotę –zapytał patrząc na mnie.
            -Może zrobimy sobie piknik na plaży? Usmażymy naleśniki, weźmiemy colę.
            -Chcesz smażyć naleśniki na plaży, czy zrobić je w domu i na plażę wziąć gotowe? –zapytał.
            -W domu. –powiedziałam śmiejąc się.
            -W takim razie idziemy robić naleśniki. –wstał z kanapy i wziął mnie na ręce. Gdy weszliśmy do kuchni posadził mnie na blacie. Zaczął wyjmować składniki i po 40 minutach wszystko było już gotowe.
            -No proszę, proszę. –powiedziałam kręcąc głową. –Nie wiedziałam, że umiesz tak gotować. TY chyba wszystko umiesz. Umiesz grać na pianinie, na gitarze…
            -Na perkusji.
            -Na perkusji –kończyłam swoje zdanie. Serio? –spytałam przekrzywiając głowę. Kiwnął głową. –umiesz śpiewać, umiesz gotować. Umiesz dbać o dziewczynę. Jest jakaś rzecz której nie umiesz?
            -No tak szczerze to… -zaczął się drapać po głowie. Zawsze to robi gdy się wstydzi lub denerwuje.
            -To co?
            -To nie umiem, jeździć na nartach. –Czemu się denerwował? Przecież wielu ludzi tego nie umie.
            -To w zimę jedziemy w góry i uczę cię jeździć.
            -Umiesz? –zapytał zaskoczony.
            -Tak, jeździliśmy kiedyś z Samem i jego rodzicami na narty. To jak stoi?
            -Stoi. –powiedział i zabrał się za pakowanie, jedzenia do koszyka piknikowego. –gotowe. Możemy iść. –koszyk położył sobie na przed ramieniu, a mnie wziął na ręce.
            Gdy wyszliśmy na dwór zatrzymał się, żeby wziąć koc i poszliśmy na plaże, która była za naszym domem. Rozłożyliśmy wszystko na plaży i zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku wpatrywałam się w morze.
            -O czym tak myślisz? –moje przemyślenia przerwał Justin.
            -O nas. O tym co się dzisiaj stało.
            -Myślałem, że ten temat mamy już skończony.
            -Tak, ale… jedno nie daje mi spokoju. –przyznałam.
            -Co? Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim.
            -Bo to wszystko jest takie trudne. Z tym zaufaniem to było na serio. Ja nawet przestaje ufać samej sobie. Zawsze jak idę ulicą, boję się, że ktoś zaraz wyciągnie pistolet i zacznie do nas strzelać. Tak jak w śnie. To było straszne, szliśmy spokojnie alejką w parku. Byliśmy nad jeziorem gdy ktoś wyciągnął pistolet. Pocisk był wycelowany w ciebie. Skoczyłeś przede mnie… i osłoniłeś mnie swoim ciałem. Pocisk trafił cię w klatkę piersiową, a ty… -łzy płynęły strumieniami z moich oczu. Justin mocno mnie przytulił.
            -Mnie możesz zaufać. Możesz zaufać Edowi, Samowi, swojej mamie. Nic nam nie będzie. Dopóki jesteś ze mną nic ci nie grozi i ty dobrze o tym wiesz, bo przerabialiśmy ten temat nie raz. A tak poza tym. Ty Sam kiedyś…
            -Nie byliśmy parą. Prawda, wyznał mi kiedyś miłość. Miałam 12 lat. Chodziliśmy po parku, jak codziennie w letni dni. Sam był osobą, z którą można rozmawiać o wszystkim. Kiedyś myślałam, że nie będziemy się spotykać dłużej niż do czasu, aż zacznie naukę w gimnazjum, ale nasza przyjaźń trwała dalej. Tamtego dnia gdy siedzieliśmy nad jeziorkiem usiadł naprzeciwko mnie. Był poważny jak nigdy wcześniej. Wziął głęboki oddech i powiedział mi to. Tak prosto z mostu powiedział „kocham cię”. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Bardzo go lubiłam, ale to nie była miłość. Powiedziałam mu to jak najostrożniej, nie chciałam by poczuł się urażony. On jednak bardzo dobrze to rozumiał. Powiedział, że wyznał mi miłość tylko dlatego, że było mu za trudno trzymać to dla siebie, gdy byłam w pobliżu.
            -Prawdziwy dżentelmen. –powiedział Justin.

            -Masz rację. Sam był prawdziwym ‘facetem’ jeśli można to tak nazwać. Nie miałam, łatwego życia w szkole. Śmiali się ze mnie, bo słuchałam innej muzyki niż reszta. Kilka razy prawie mnie pobili, ale za przerwach Sam zawsze był blisko. Był gdy go potrzebowałam, nie wiem, ale to wyglądało, jakby wolał spędzać przerwy na obserwowaniu czy mi się nie dzieje krzywda niż na siedzeniu z przyjaciółmi.
            -To dlatego tak się zmartwił gdy dowiedział się co się działo gdy byłaś z Maxem?
            -Obiecałam mu przed wyjazdem, że jak tylko będę miała kłopoty będę do niego dzwoniła.
            -Czemu tego nie zrobiłaś?
            -Chciałam. Ale Max zabrał mi telefon. Nie miałam jak. –nagle naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na Justina. na wyświetlaczu pisało S. Selena.
            -Halo? –powiedział i włączyłam głośnomówiący.
            -Dzwonimy do ciebie bo Justin nie odbiera. Jest może gdzieś blisko? –zapytała.
            -Siedzi obok mnie, jesteś na głośnomówiącym –powiedziałam.

            -O jak miło –powiedziała –Więc słuchaj Justin. Mamy dla ciebie złą wiadomość…

_________________________________________________
Nie było komentarzy, ale macie rozdział. xx

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział XVI

            Zostałam sama. Justin dostał SMS. Wzięłam telefon do ręki. Już miałam zawołać gdy zobaczyłam od kogo: Selena. Na nieszczęście, a może jednak szczęście pokazał się początek wiadomości. Pisało tam „Dzięki za te 4 tysiące…”
            „Chyba nie te 4 tys. za narkotyki?” zastanawiałam się. Odblokowałam telefon i otworzyłam wiadomość.
            „Dzięki za 4 tys. przydadzą się. Ale to było tylko za Ciebie i za Van. Jeśli chcesz, żeby przeżył też wasz Ed, musisz nam dostarczyć jeszcze 3 tys. do jutra. S”
            W tej chwili do pokoju weszli Ed z Justinem z szklankami w rękach. Justin stanął jak wryty, gdy zobaczył mnie z telefonem w ręku.
            -Co robisz z moim telefonem? –zapytał lekko wkurzony.
            -Dostałeś SMS’a. Od Seleny. Dziękowała za 4 tys. i prosi jeszcze o 3. Mówiłeś, że te pieniądze są ci potrzebne, żeby spłacić dilera. –Nie mogłam uwierzyć. Czy Justin byłby zdolny mnie okłamać?
            -Kłamałem. –powiedział lekko słyszalnym głosem.
            -To może lepiej ja już pójdę. –powiedział Ed, odkładając szklankę na stół. –Nie będę wam przeszkadzał.
            -Zostań –Powiedział Justin. –Tu nie chodzi tylko o nas. O ciebie też. Siadaj.
            Ed usiadł na fotelu, a Justin kucnął przede mną. Chciał chwycić moją dłoń.
            -Nie dotykaj mnie. –powiedziałam zabierając dłoń. –Jak mogłeś mnie okłamać? Myślałam, że mi ufasz? –powiedziałam bliska płaczu.
            -Ufam ci. –powiedział Justin. –Nie chciałem cię martwić.
            -Aha –powiedziałam wściekła. –Więc zamiast mnie martwić wolałeś stracić moje zaufanie.
            Podniósł na mnie wzrok. W jego oczach widziałam ból, strach i wiele innych emocji.
            -Jak to? –powiedział bliski płaczu. –Nie ufasz mi? –Patrzenie w jego oczy, zabijało mnie od środka. Musiałam odwrócić wzrok.
            -Coraz mniej. Jak ja mam ci ufać, skoro mnie okłamujesz? Myślałam, że w związku najważniejsze jest zaufanie. Ja już przerabiał temat związku bez zaufania. Z Maxem. Nie chcę tego powtarzać. Albo zaczniesz mi ufać i mówić o wszystkim… -Wzięłam głęboki wdech –Albo koniec z nami.
            -Ed, przepraszam cię, ale chyba będzie lepiej jeśli pójdziesz. Zadzwonię później do ciebie. My mamy kilka spraw do obgadania na osobności. –powiedział Justin do Eda.
            -Jasne. Do zobaczenia. –Wstał i wyszedł. Słyszałam tylko jak otwiera i zamyka drzwi.
            -Nie możesz mi tego zrobić –z jego oczu poleciały pojedyncze łzy.
            -Jeśli nie będziesz mi ufał… ja stracę zaufanie do ciebie… to nie będzie miało sensu. –powiedziałam.
            -Przepraszam. –oparł swoją głowę o moje nogi.
            -Siadaj tu –usiadłam w poprzek kanapy i pokazałam miejsce naprzeciwko mnie. Zrobił o co prosiłam. Złapał moje dłonie. Tym razem ich nie cofnęłam.
            -Co mam zrobić, żebyś mi znowu zaufała? Tak jak na początku naszej znajomości. –powiedział patrząc mi w oczy.
            -Mów mi o wszystkim. Nie ukrywaj przede mną niczego. Nie okłamuj mnie. UFAJ mi. Bo inaczej mnie stracisz. Na zawsze. –ostatnie zdanie powiedziałam tak cicho, że zastanawiałam się czy w ogóle mnie usłyszał.
            -Już nigdy cię nie okłamię. Jesteś dla mnie najważniejsza…
            -To czemu nie powiedziałeś mi wtedy prawdy jak było z tymi pieniędzmi? Wolałeś wymyślić jakiegoś dilera, narkotyki? –przerwałam mu.
            -Myślałem, że tak będzie lepiej.
            -Z każdym takim incydentem moje zaufanie do ciebie maleje. Zdajesz sobie z tego sprawę?
            -Tak. Obiecuję, że już nigdy cię nie okłamię. Tylko daj mi szansę.
            -Gdybym ci jej nie dała, zraniłabym dwie osoby. –popatrzył na mnie pytającym wzrokiem. –Ciebie… i mnie.
            -Czyli… Dajesz mi szansę? –zapytał z nadzieją w głosie.
            -Tak. Nie zmarnuj jej, bo to ostatnia. Więcej nie dostaniesz. –Z jego oczu popłynęły łzy. Tym razem chyba ze szczęścia.
            -Tak bardzo cię kocham. –przytuliłam się do niego. poczułam jak przez tą chwilę oddaliliśmy się od siebie. Nie możemy pozwolić by to się powtórzyło.
            -Wiesz, że jeśli bym cię stracił popełniłbym samobójstwo? –zapytał gdy już się od siebie odsunęliśmy.
            -Czemu?
            -Bo gdy ty odejdziesz, zabierzesz ze sobą część mnie, bez której nie potrafiłbym funkcjonować, i życie straciłoby sens.
            -To teraz masz powód, by być ze mną szczery.
            -Co jeszcze było w Smsie od Seleny?
            -Że te 4 tys. co im dałeś to była tylko cena za mnie i za ciebie. Chcą 3 tys. za Eda.
            -Nie mamy tyle.
            -Zadzwonię do mamy na pewno nam pomoże.
            -I co jej powiesz? „Cześć mamo. Max nas szantażuje, chcą kasy, w zamian za co mamy być bezpieczni. Dasz mi 3 tys.?” –powiedział przykładając dłoń do ucha niby telefon.
            -Powiem, że po pożarze musimy odbudować dom i brakuje nam 3 tys. i że oddamy jak tylko się odkujemy.
            -Kiedy zamierzasz jej powiedzieć, że wyjechaliśmy do Miami?
            -Myślałam, że to tajemnica –powiedziałam zaskoczona.
            -No w sumie tak, ale skoro moi rodzice wiedzą, to twoja mama też powinna.
            -Powiem jej, że chcemy wyremontować dom i sprzedać, bo wyprowadzamy się do Miami.
            -Pomysłowa jesteś. –W tej chwili zadzwonił mój telefon.
            -Mama. –powiedziałam gdy spojrzałam na wyświetlacz.
            -Nie przeszkadzam. Będę u siebie jakby co. –powiedział i poszedł na górę.
            -Tak słucham –powiedziałam po naciśnięciu zielonej słuchawki.
            -Cześć Skarbie. –powiedziała mama –Nie zgadniesz kto jest u mnie.
            -No nie wiem. Powiedz.
            -Sam. –powiedziała.
            -Żartujesz?! –Sam to mój kolega z Nowego Yorku. Znamy się od piaskownicy.
            -Nie. Jak chcesz to mogę ci go dać do telefonu? –powiedziała mama.
            -Ok., ale za chwile. Bo jest taka mała sprawa.
            -Tak kochanie?
            -Bo wiesz, w naszym domu był pożar. No i my byśmy chcieli go z Justinem wyremontować i sprzedać, bo przeprowadzamy się do Miami. Mogłabyś nam pożyczyć 3 tys.?
            -Nie ma problemu. To teraz dam ci Sama.
            -Cześć Van. –usłyszałam w słuchawce głos przyjaciela.
            -Cześć Sam. Mam lepszy pomysł niż gadanie przez telefon.
            -Jaki?
            -Masz Skype’a™?
            -No mam a czemu pytasz?
            -Podaj mi nazwę zaraz do ciebie zadzwonię.
            -Ok. Wyślę ci SMS z nazwą.
            -Ok. do usłyszenia. –powiedziałam i rozłączyłam się. –Justin!
            -Tak, -powiedział schodząc.
            -Mógłbyś mi przynieść laptop albo tablet?
            -Mógłbym, a po co ci? –zapytał
            -U mojej mamy jest mój stary kolega, z którym nie widziałam się kilka lat, chciałabym go zobaczyć, więc porozmawiamy sobie przez Skype’a. To co przyniesiesz mi czy mam sama iść?
            -Poczekaj. –powiedział. Poszedł na górę. Wrócił z moim laptopem w ręku. –Proszę. –powiedział podając mi sprzęt. Już miał iść gdy złapałam go za rękę.
            -Zostaniesz ze mną?
            -Jesteś pewna? Mówiłaś, że nie widzieliście się kilka lat. –powiedział
            -No tak, ale chciałabym, żebyście się poznali.
            -No ok. –powiedział siadając obok mnie.
            -Włączysz wszystko? –zapytałam.           
            -Wiesz co? Tak sobie myślę, że na laptopie ciężko go będzie zobaczyć. –powiedział Justin.
            -To co proponujesz?           
            -Poczekaj. –sięgnął po pilot od telewizora i zaczął coś cykać. Po chwili zobaczyłam na ekranie telewizora pulpit nawigacyjny Skype’a. –Powiedz swój login i hasło. –powiedział Justin. Zrobiłam o co prosił i zobaczyłam przed sobą to samo co zwykle na ekranie monitora.
            -Czyli teraz jeśli chcę znaleźć Sama, muszę powiedzieć jego nazwę? –Pokiwał głową na ‘tak’. Podałam nazwę Sama, którą wysłał mi Smsem i po chwili już do niego dzwoniłam.
            -Cześć Van. –pomachał mi. –Justin? Co ty robisz z Van? –zapytał.
            -Cześć Sam, kopelat.
            -To wy się znacie? –zapytałam zdezorientowana.
            -Tak poznaliśmy się kiedyś na jakieś imprezie. Nie pamiętam dokładnie. –powiedział Justin.
            -Co słychać? –zapytałam Sama.

            -Jest taka sprawa o której powinnaś wiedzieć –powiedział niepewnie. –Bo widzisz…

____________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie miałam pomysłu co dalej. Szczerze wam napisze, że gdy pisałam początek miałam łzy w oczach. 
czytasz = komentuj
4 komentarze = 17 rozdział

piątek, 18 kwietnia 2014

Przeprosiny

Bardzo was przepraszam za zmiany w zdjęciach, ale przez przypadek wszystkie usunęłam z albumu i musiałam od nowa dodawać, a nie pamiętałam jakie zdjęcie gdzie było, mam nadzieję, że mi wybaczycie xx

Rozdział XV

-Mam już zdjęcia z prześwietlenia. –powiedział –wynika z tego że to tylko skręcenie kostki. Włożymy to pani w szynę i może pani iść do domu. –powiedział. Odetchnęliśmy z Van z ulgą.
            Po około 30 minutach byliśmy już w domu. Wniosłem Vanessę przez drzwi. Czułem się jakbym wnosił do domu moja żonę, ale na to jeszcze przyjdzie czas.
            -To co? Gdzie idziemy? –zapytałem gdy staliśmy w przedpokoju.
            -Spać –odpowiedziała.
            -To idziemy spać. –poszliśmy na górę do naszej sypialni.
            -Czy możesz na chwilę… wyjść? –zapytała niepewnie.
            -Po co?
            -Chcę się przebrać.
            -Skoro muszę. –powiedziałem. –Ale bądź ostrożna ok?
            -Ok. –powiedziała a ja wyszedłem z sypialni.

            ***Oczami Vanessy***
            Przebrałam się.
            -Justin! Już możesz! –zawołałam. Wiedziałam, że nie był szczęśliwy gdy kazałam mu wyjść, ale nie będę się przy nim przebierać.
            -Jak noga? –zapytał zamykając drzwi.
            -Jeszcze trochę boli, ale lekarz powiedział, że to normalne. –powiedziałam kładąc się do łóżka.
            -Dobranoc Van. –powiedział całując mnie w czoło.
            -Nie idziesz spać?
            -Nie jestem zmęczony, ale ty sobie śpij. Kocham cię.
            -Ja ciebie też. –powiedziałam zamykając oczy. Usłyszałam tylko dźwięk zamykanych drzwi. Zasnęłam.
            Obudziłam się z krzykiem.

            -Vanessa co się stało? –zapytał przerażony Justin.
            -Nie wiem, coś mi się przyśniło. Max. Chciał mnie zabić, uciekaliśmy przed nim, ale on miał broń. Strzelał. Trafił cię… -powiedziałam płacząc.
            -To tylko zły sen. Maxa tu nie ma. Jest w porządku. –powiedział przytulając mnie. Położyliśmy się. Leżałam na jego torsie. Czułam jak jego serce bije, jak jego klatka się unosi i opada przy oddychaniu. Justin cały czas gładził mnie po ramieniu. Tak zasnęliśmy…
            Rano obudziło mnie ciche brzdąkanie na gitarze. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że Justina nie ma obok mnie. Powoli wstałam i skacząc na jednej nodze wyszłam z pokoju. Dźwięki dochodziły z ‘tajnego’ pokoju Justina. Powoli otworzyłam drzwi i zajrzałam do środka. Justin siedział plecami do drzwi i jeszcze mnie nie zauważył. ‘Wskoczyłam’ do pokoju. Odwrócił się w moją stronę.
            -Van co ty robisz? Przecież nie wolno ci się przemęczać. –powiedział z troską i wziął mnie na ręce.
            -Bardzo proszę. Nie rób ze mnie kaleki, ani kobiety w ciąży dobrze? –zapytałam
            -Skoro muszę. –powiedział spuszczając głowę.
            -Jak kiedyś będę w ciąży, w tedy pozwolę ci mnie nosić. Ciekawe czy wtedy będziesz taki chętny. –powiedziała sarkastycznie.
            -Możemy się przekonać. –powiedział uśmiechając się cwaniacko.
            -To był sarkazm głupku. –powiedziałam uderzając go po głowie. –Czy możesz mnie postawić, albo chociaż posadzić?
            -A co nie wygodnie ci w moich ramionach?
            -wygodnie, ale chcę iść dzisiaj na spacer, więc lepiej się nie przemęczaj. –mina jaka zrobił była bezcenna.
            -Mogę cię posadzić. –powiedział i usiedliśmy na kanapie, która stała obok nas. –Z tym spacerem to tak serio? –zapytał drapiąc się po głowie.
            -Nie –powiedziałam pokazując mu język. –musiałam coś zrobić żebyś mnie posadził. A nawet jeśli, to poszlibyśmy?
            -Co najwyżej na plażę, jeśli chcesz?
            -Z tobą zawsze i wszędzie. –powiedziałam całując go. Odwzajemnił pocałunek. –Dlaczego nie pozwalałeś mi tu wcześniej wchodzić? –zapytałam rozglądając się po pokoju.
            -W każdym miejscu, w którym mieszkałem miałem takie swoje miejsce, do którego nie wolno było nikomu wchodzić. W poprzednim nawet Selenie nie pozwalałem, a pozwalałem jej na wiele.
            -To czemu mi teraz pozwalasz tu siedzieć?
            -Bo jesteś częścią mnie. Więc tak jakby to też twoje miejsce.
            -Dziękuję. –powiedziałam. –zagrasz mi coś? –zapytała patrząc na pianino.
            -Czemu nie? –wziął mnie na ręce.
            -Gdzie mnie niesiesz? –byłam zdezorientowana. Po chwili posadził mnie na klapie pianina.
            -Tutaj. Możesz się położyć, możesz tu zrobić co chcesz. Tylko nie skacz i nie stawaj bo może się zawalić.
            -Ale jak siedzę tak normalnie to nic się nie stanie? –zapytałam.
            -Nie. –powiedział siadając przed klawiatura. Zaczął grać, a po chwili śpiewać: https://www.youtube.com/watch?v=fdYor70HGVc
            Gdy skończył zaczęłam płakać.
            -Nie podoba ci się? –powiedział spuszczając głowę.
            -Jest śliczna. –powiedziałam ocierając łzy.
            -To czemu płaczesz?
            -Bo zrozumiałam, ile dla mnie robisz i, że ja nie mogę ci się w żaden sposób odwdzięczyć.
            -Myszko, mi wystarczy to że jesteś… -podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i mocno przytulił.
            -Ale ja się z tym dziwnie czuje –powiedziałam gdy siadaliśmy na kanapie. –Dla mnie, a raczej przeze mnie wyjechałeś z Kalifornii, kupiłeś mi tony ciuchów, telefon. Nie byle jaki telefon. Piszesz dla mnie piosenki. A co ja ci mogę dać? Wieczną ucieczkę i problemy. –cały czas płakałam.
            -Nie mów tak. Nie jesteś, nie byłaś, nie będziesz problemem, ani nie robisz problemów. Z Kalifornii nie wyjechałem przez ciebie. Mnie też grożono. Ciuchy i telefon kupiłem ci bo chciałem a nie musiałem. Piosenki dla ciebie piszę, tak samo. Nie dlatego, że musze tylko dlatego, ze chce. Rozumiesz?
            -Rozumiem. –pokiwałam głową wycierając łzy, które płynęły mi po policzkach.
            -Nie płacz już. Jesteś za ładna by płakać. –powiedział uśmiechając się. W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Justin spojrzał na zegarek. –To pewnie Ed. Umówiłem się z nim o 11.00.
            -To już 11?! –zapytałam.
            -Tak, chodź. –wziął mnie ręce. Poszliśmy do salonu. Justin posadził mnie na kanapie i poszedł otworzyć drzwi. Wykorzystałam sytuację i poszłam ostrożnie na górę, żeby się przebrać.
            -Vanessa! –usłyszałam z dołu głos Justina. –poczekaj chwilę. –powiedział do Eda i słyszałam jak idzie po schodach. Byłam już przebrana. –Czemu sama poszłaś? –zapytał stając w drzwiach.
            -Chciała się przebrać. Nie będę paradowała przed Edem w pidżamie. Pamiętasz jaki miałeś z tym problem, gdy byliśmy u Louisa?
            -Punkt dla ciebie. Ale następnym razem jak będziesz chciała iść się przebrać to mi powiedz dobrze? –zapytał podchodząc i biorąc mnie na ręce.
            -Mam inne wyjście? –zapytała wieszając mu ręce na szyi.
            -Nie. –powiedział i zeszliśmy na dół.
            -Cześć Ed. –przywitałam się z przyjacielem.
            -Cześć Van, jak się czujesz? -Zapytał
            -Dobrze. Skoro lata po całym mieszkaniu –powiedział Justin zanim zdążyłam się odezwać.
            -Dziękuję panie adwokacie –spojrzałam na niego z ukosa. –Ale pozwoli pan, że sama będę za siebie odpowiadać dobrze.
            -Niech będzie. –powiedział nie chętnie.
            -Możesz mnie już posadzić? Jak będziesz mnie tak dalej nosić, nie dasz rady mnie zanieść na plażę po południu. –powiedziała posyłając mu uśmieszek.

            -Proszę bardzo –powiedział gdy posadził mnie na kanapie. –chcecie coś do picia? –zapytała patrząc to na mnie to na Eda. 
-Ja poproszę wody –powiedziałam.
            -To ja też. –powiedział Ed. Justin wyszedł do kuchni. –Poczekaj pomogę ci. –poszedł za nim do kuchni.
            Zostałam sama. Justin dostał SMS. Wzięłam telefon do ręki. Już miałam zawołać gdy zobaczyłam od kogo: Selena. Na nieszczęście, a może jednak szczęście pokazał się początek wiadomości. Pisało tam...

____________________________________________________________
Jest rozdział 15. Jestem pod wrażeniem jak szybko komentujecie. Nie wyrabiam się z pisaniem rozdziałów. Ale dobrze, że komentujecie, bardzo się cieszę z tego powodu.
4 komentarze = 16 rozdział xx

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział XIV

            -O co w tym wszystkim chodzi? Z kim rozmawiałeś? –powiedziałam wściekła.
            Odetchnął głęboko.
            -Bo widzisz. Kilka tygodni zanim cię poznałem brałem…
            -Co brałeś?! –weszłam mu w słowo.

            -Narkotyki –powiedział cicho spuszczając głowę. Nie mogłam w to uwierzyć. Ten Justin, który tu siedzi brał narkotyki.
            -Bierzesz jeszcze? –zapytałam ledwo słyszalnym głosem.
            -Nie. Ten z którym rozmawiałem to dealer. Nie miałem kasy, żeby mu płacić więc brałem na krechę. Dopiero po krótkim czasie udało mi się z tego otrząsnąć. Niestety za późno.
            -Na ile się zadłużyłeś?
            -Na 4 tys.
            -Czemu zacząłeś brać?
            -Selena. To było za nim z nią zerwałem. Tylko dlatego się trzymałem.
            -Masz te 4 tys.?
            -Mam 3.500 –nawet na chwilę nie podniósł na mnie wzroku. Cały czas patrzył w ziemię.
            -Pożyczę ci. –spojrzał na mnie –Ale pod warunkiem. Muszę mieć pewność, że już nie bierzesz. Pójdziesz do apteki i kupisz test na obecność narkotyków. Inaczej stracisz moje zaufanie.
            -Ok. Już idę. –Wstał z miejsca i już chciał iść do domu.
            -Poczekaj. –zawołałam za nim. –Robię to nie ze złośliwości i tym podobnych, ale dlatego, że się o ciebie martwię i boję. Nie złość się na mnie.
            -Nie złoszczę się –podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło. –idę już.
            Wrócił po jakiś 15 minutach i od razu poszedł zrobić test. Po chwili szedł już w moją stronę trzymając w rękach tester. Pokazał mi go.
            -Widzisz? Jestem czysty. Takie testy wykrywają narkotyki na miesiąc w tył.
            -Przepraszam, musiałam wiedzieć. Poczekaj chwilę. –poszłam po te 500$. –Proszę. –powiedziałam podając mi pieniądze. –załatw to jak najszybciej.
            -Dziękuje –już miałam iść do środka, gdy nagle złapał mnie za rękę. –Nie mam ci za złe, tego co powiedziałaś. Oboje martwimy się o sobie nawzajem. Kocham cię Van. –przytulił mnie.
            -Ja ciebie też Justin. –powiedziałam odwzajemniając uścisk. –Obiecaj mi, że już nigdy nie weźmiesz tego świństwa.
            -Obiecuję. –powiedział całując mnie w czoło.
            -Masz dzisiaj jakieś spotkania?
            -Nie, a czemu?
            -Może pójdziemy na jakiś dłuuuuuugi spacer? –zaproponowałam
            -Dla ciebie wszystko skarbie.
            Odsunęłam się do niego i skierowałam się w stronę domu. Poszłam do łazienki, żeby się odświeżyć. Założyłam zwiewną, fioletową sukienkę i białe baleriny na koturnie.
            Zeszłam na dół.


            -Wow, wyglądasz ślicznie. –powiedział Justin, gdy mnie zobaczył. –To co gdzie idziemy?
            -Przed siebie.
            Chodziliśmy tak cały dzień. Gdy wróciliśmy było już po 17. Przed drzwiami siedział Ed.
            -Hej Ed. Co ty tu robisz? –zapytałam.
            -Dostałem kolejnego maila. –powiedział –grożą, że mnie zabiją.
            -Nie możesz nam mieć za złe. Ostrzegaliśmy cię. –powiedział łagodnie Justin.
            -Wiem, nie o to mi chodzi. Musicie to zobaczyć.
            -No dobrze. Chodźmy w takim razie do ogrodu.
            Wszyscy razem poszliśmy do ogrodu. Skierowaliśmy się do altanki, w której były jeszcze koce.
            -Przepraszam, zapomniałam tu posprzątać. –powiedziałam i zaczęłam wrzucać koce do ławki za altanką.
            -Nic się nie stało –powiedział Ed. –Spałaś tu?
            -No tak. Wieczorem poszliśmy z Justinem na plażę. Siedzieliśmy chyba do 12.15 i graliśmy na gitarze. Zasnęłam tam a obudziłam się tutaj.
            -Rozumiem –powiedział wyciągając laptopa. Postawił go na stole, usiadł na jednej z ławek, a my z Justinem usiedliśmy tak, że Ed był pomiędzy nami. Odpalił laptopa i pokazał nam Maila.
            -„Ostrzegaliśmy cię. Już nigdy nie będziesz bezpieczny. M.” –przeczytał Justin.
            -Wiem na co się pisałem. Nie mam do was pretensji. Sami mówiliście, że mamy się informować o wszystkim. Więc, właśnie to robię.
            -Dzięki. Może zostaniesz. Obejrzymy jakiś film? –zaproponowałam.
            -Pewnie czemu nie. –powiedział. Wziął laptopa i wszyscy razem poszliśmy do domu.
            -Ja idę się przebrać. –powiedziałam. Dałam Justinowi buzi w policzek i poszłam na górę.


            ***Oczami Justina***
            Vanessa poszła na górę się przebrać, a my z Edem zostaliśmy na dole. Gdy siadaliśmy na kanapę usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk i huk, jakby coś ciężkiego spadło na ziemię.  Spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem na siebie i rzuciliśmy się biegiem w stronę schodów. Gdy byliśmy u podnóża schodów zobaczyłem Vanessę leżącą na ziemi i trzymającą się za kostkę. Szybko do niej podbiegłem.
            -Van co się stało? –zapytałem przerażony, biorąc ją na ręce.
            -Szłam po schodach… Krzywo stanęłam… -powiedziała płacząc.
            -Mocno cię boli? –zapytałem powoli schodząc po schodach, żeby nie spaść.
            -Bardzo.
            -Jedziemy do szpitala. –zwróciłem się do Eda. –Przykro mi Ed, ale widzisz jaka jest sytuacja.
            -Spoko. Rozumiem. Podrzucić was? –zapytał, gdy szliśmy w stronę drzwi.
            -Nie dzięki. Poradzimy sobie. –posłałem mu ciepły uśmiech. Tak na prawdę w głębi duszy byłem przerażony. Wyszliśmy z domu i od razu skierowaliśmy się w stronę samochodu. Ed otworzył drzwi od strony pasażera i ostrożnie posadziłem Vanesse na siedzeniu.
            -Justin, możesz zdjąć mi tego buta? –zapytała przez łzy.
            -Już kochanie. –zdjąłem oba buty i rzuciłem na siedzenie do tyłu. Szybko wsiadłem do auta na miejsce kierowcy i odjechaliśmy spod domu.
            Po 5 minutach byliśmy już pod szpitalem. Wysiadłem z auta, obszedłem je, wyciągnąłem Van i szybko wszedłem z nią do szpitala.
            -Potrzeby lekarz! –zawołałem gdy tylko znaleźliśmy się w środku.
            -Co się stało? –podeszła do nas pielęgniarka.
            -Moja dziewczyna przewróciła się na schodach. Kostka ja boli. –powiedziałem szybko.
            Pielęgniarka podeszła z wózkiem. Posadziłem na nim Vanesse i odjechały do sali. Teraz pozostało mi tylko czekanie…
            ***15 minut później***
            Siedziałem przed tą salom i nie wiedziałem co mam z sobą zrobić. Nagle z Sali wyszedł lekarz. Zerwałem się miejsca jak poparzony.
            -Panie doktorze co z Vanessą? –zapytałem.
            -Pan jest kimś z rodziny? –zapytał.
            -Nie. To znaczy jestem jej chłopakiem proszę, mi udzielić jakichś informacji. Oprócz mnie nie ma tu nikogo. –Błagałem lekarza.
            -Nie wiemy jeszcze do końca co z jej kostką. Na razie popraliśmy krew do badań i zrobiliśmy podstawowe badania. Za chwile jedziemy na prześwietlenie nogi.
            -Czy mogę do niej wejść?
            -Dobrze, ale tylko na chwilę. –powiedział. Szybkim krokiem wszedłem do Sali.
            -Justin! –zawołała Vanessa gdy tylko mnie zauważyła.
            -Cześć misiu. Jak tam? W porządku? –zapytałem siadając na krześle obok łóżka.
            -Już lepiej. Podali mi jakieś leki na ból, i mniej boli.
            -Przepraszam, ale musimy już jechać. –powiedziała pielęgniarka.

            -Dobrze. Trzymaj się Van. –powiedziałem i wyszedłem z Sali.
            **10 minut później**
            Vanessa wróciła z badań. Siedziałem z nią w Sali. Próbowałem ją pocieszyć.
            -Teraz będę dla ciebie tylko ciężarem. Wszystko będzie musiało być podporządkowane mnie. –jęczała.
            -To co? Damy sobie radę. Pomogę ci. Będziemy z tobą siedzieli na zmianę z Edem. Dzwoniłem do niego. pomoże nam.
            -Brawo Justin. Jeszcze wciągaj to Eda. Nie dość, że tobie ograniczam życie to teraz jeszcze jemu będę.
            -Nikomu nie będziesz ograniczać życia. Jesteś dla nas ważna. Zawsze możesz liczyć na naszą pomoc. Jasne? –zapytałem uśmiechając się.
            -Jasne. –uśmiechnęła się niepewnie. W tej chwili do Sali wszedł lekarz.

            -Mam już zdjęcia z prześwietlenia. –powiedział –wynika z tego że…


_________________________________________
Wiem, że rozdział miał się pojawić wczoraj, ale ze 3 godziny chodziłyśmy z koleżankami po mieście i jak wróciłam wszystko mnie bolało i nie miałam siły. Za to rozdział jest bardzo długi :)
Dziękuję wam za blisko 800 wyświetleń. Bardzo dużą niespodziankę mi to dzisiaj zrobiło gdy weszłam na bloga. 
Jeśli chodzi o komentarze, to też bardzo wam dziękuję za wszystkie miłe. Informuje także, że wszystkie obraźliwe będą usuwane. 
3 komentarze = 15 rozdział xx