-O co w tym wszystkim chodzi? Z kim
rozmawiałeś? –powiedziałam wściekła.
Odetchnął głęboko.
-Bo widzisz. Kilka tygodni zanim cię
poznałem brałem…
-Co brałeś?! –weszłam mu w słowo.
-Narkotyki –powiedział cicho
spuszczając głowę. Nie mogłam w to uwierzyć. Ten Justin, który tu siedzi brał
narkotyki.
-Bierzesz jeszcze? –zapytałam ledwo
słyszalnym głosem.
-Nie. Ten z którym rozmawiałem to
dealer. Nie miałem kasy, żeby mu płacić więc brałem na krechę. Dopiero po
krótkim czasie udało mi się z tego otrząsnąć. Niestety za późno.
-Na ile się zadłużyłeś?
-Na 4 tys.
-Czemu zacząłeś brać?
-Selena. To było za nim z nią
zerwałem. Tylko dlatego się trzymałem.
-Masz te 4 tys.?
-Mam 3.500 –nawet na chwilę nie
podniósł na mnie wzroku. Cały czas patrzył w ziemię.
-Pożyczę ci. –spojrzał na mnie –Ale
pod warunkiem. Muszę mieć pewność, że już nie bierzesz. Pójdziesz do apteki i
kupisz test na obecność narkotyków. Inaczej stracisz moje zaufanie.
-Ok. Już idę. –Wstał z miejsca i już
chciał iść do domu.
-Poczekaj. –zawołałam za nim. –Robię
to nie ze złośliwości i tym podobnych, ale dlatego, że się o ciebie martwię i
boję. Nie złość się na mnie.
-Nie złoszczę się –podszedł do mnie
i pocałował mnie w czoło. –idę już.
Wrócił po jakiś 15 minutach i od
razu poszedł zrobić test. Po chwili szedł już w moją stronę trzymając w rękach
tester. Pokazał mi go.
-Widzisz? Jestem czysty. Takie testy
wykrywają narkotyki na miesiąc w tył.
-Przepraszam, musiałam wiedzieć.
Poczekaj chwilę. –poszłam po te 500$. –Proszę. –powiedziałam podając mi
pieniądze. –załatw to jak najszybciej.
-Dziękuje –już miałam iść do środka,
gdy nagle złapał mnie za rękę. –Nie mam ci za złe, tego co powiedziałaś. Oboje
martwimy się o sobie nawzajem. Kocham cię Van. –przytulił mnie.
-Ja ciebie też Justin. –powiedziałam
odwzajemniając uścisk. –Obiecaj mi, że już nigdy nie weźmiesz tego świństwa.
-Obiecuję. –powiedział całując mnie
w czoło.
-Masz dzisiaj jakieś spotkania?
-Nie, a czemu?
-Może pójdziemy na jakiś dłuuuuuugi
spacer? –zaproponowałam
-Dla ciebie wszystko skarbie.
Odsunęłam się do niego i skierowałam
się w stronę domu. Poszłam do łazienki, żeby się odświeżyć. Założyłam zwiewną,
fioletową sukienkę i białe baleriny na koturnie.
Zeszłam na dół.
-Wow, wyglądasz ślicznie.
–powiedział Justin, gdy mnie zobaczył. –To co gdzie idziemy?
-Przed siebie.
Chodziliśmy tak cały dzień. Gdy
wróciliśmy było już po 17. Przed drzwiami siedział Ed.
-Hej Ed. Co ty tu robisz?
–zapytałam.
-Dostałem kolejnego maila.
–powiedział –grożą, że mnie zabiją.
-Wiem, nie o to mi chodzi. Musicie
to zobaczyć.
-No dobrze. Chodźmy w takim razie do
ogrodu.
Wszyscy razem poszliśmy do ogrodu.
Skierowaliśmy się do altanki, w której były jeszcze koce.
-Przepraszam, zapomniałam tu
posprzątać. –powiedziałam i zaczęłam wrzucać koce do ławki za altanką.
-Nic się nie stało –powiedział Ed.
–Spałaś tu?
-No tak. Wieczorem poszliśmy z
Justinem na plażę. Siedzieliśmy chyba do 12.15 i graliśmy na gitarze. Zasnęłam
tam a obudziłam się tutaj.
-Rozumiem –powiedział wyciągając
laptopa. Postawił go na stole, usiadł na jednej z ławek, a my z Justinem
usiedliśmy tak, że Ed był pomiędzy nami. Odpalił laptopa i pokazał nam Maila.
-„Ostrzegaliśmy cię. Już nigdy nie będziesz
bezpieczny. M.” –przeczytał Justin.
-Wiem na co się pisałem. Nie mam do
was pretensji. Sami mówiliście, że mamy się informować o wszystkim. Więc,
właśnie to robię.
-Dzięki. Może zostaniesz. Obejrzymy
jakiś film? –zaproponowałam.
-Pewnie czemu nie. –powiedział.
Wziął laptopa i wszyscy razem poszliśmy do domu.
-Ja idę się przebrać. –powiedziałam.
Dałam Justinowi buzi w policzek i poszłam na górę.
***Oczami Justina***
Vanessa poszła na górę się przebrać,
a my z Edem zostaliśmy na dole. Gdy siadaliśmy na kanapę usłyszeliśmy
przeraźliwy krzyk i huk, jakby coś ciężkiego spadło na ziemię. Spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem na
siebie i rzuciliśmy się biegiem w stronę schodów. Gdy byliśmy u podnóża schodów
zobaczyłem Vanessę leżącą na ziemi i trzymającą się za kostkę. Szybko do niej
podbiegłem.
-Van co się stało? –zapytałem
przerażony, biorąc ją na ręce.
-Szłam po schodach… Krzywo stanęłam…
-powiedziała płacząc.
-Mocno cię boli? –zapytałem powoli
schodząc po schodach, żeby nie spaść.
-Bardzo.
-Jedziemy do szpitala. –zwróciłem
się do Eda. –Przykro mi Ed, ale widzisz jaka jest sytuacja.
-Spoko. Rozumiem. Podrzucić was?
–zapytał, gdy szliśmy w stronę drzwi.
-Nie dzięki. Poradzimy sobie.
–posłałem mu ciepły uśmiech. Tak na prawdę w głębi duszy byłem przerażony.
Wyszliśmy z domu i od razu skierowaliśmy się w stronę samochodu. Ed otworzył
drzwi od strony pasażera i ostrożnie posadziłem Vanesse na siedzeniu.
-Justin, możesz zdjąć mi tego buta?
–zapytała przez łzy.
-Już kochanie. –zdjąłem oba buty i
rzuciłem na siedzenie do tyłu. Szybko wsiadłem do auta na miejsce kierowcy i
odjechaliśmy spod domu.
Po 5 minutach byliśmy już pod
szpitalem. Wysiadłem z auta, obszedłem je, wyciągnąłem Van i szybko wszedłem z
nią do szpitala.
-Potrzeby lekarz! –zawołałem gdy tylko
znaleźliśmy się w środku.
-Co się stało? –podeszła do nas
pielęgniarka.
-Moja dziewczyna przewróciła się na
schodach. Kostka ja boli. –powiedziałem szybko.
Pielęgniarka podeszła z wózkiem. Posadziłem
na nim Vanesse i odjechały do sali. Teraz pozostało mi tylko czekanie…
Siedziałem przed tą salom i nie
wiedziałem co mam z sobą zrobić. Nagle z Sali wyszedł lekarz. Zerwałem się
miejsca jak poparzony.
-Panie doktorze co z Vanessą? –zapytałem.
-Pan jest kimś z rodziny? –zapytał.
-Nie. To znaczy jestem jej
chłopakiem proszę, mi udzielić jakichś informacji. Oprócz mnie nie ma tu
nikogo. –Błagałem lekarza.
-Nie wiemy jeszcze do końca co z jej
kostką. Na razie popraliśmy krew do badań i zrobiliśmy podstawowe badania. Za chwile
jedziemy na prześwietlenie nogi.
-Czy mogę do niej wejść?
-Dobrze, ale tylko na chwilę. –powiedział.
Szybkim krokiem wszedłem do Sali.
-Justin! –zawołała Vanessa gdy tylko
mnie zauważyła.
-Cześć misiu. Jak tam? W porządku? –zapytałem
siadając na krześle obok łóżka.
-Już lepiej. Podali mi jakieś leki
na ból, i mniej boli.
-Przepraszam, ale musimy już jechać.
–powiedziała pielęgniarka.
-Dobrze. Trzymaj się Van. –powiedziałem
i wyszedłem z Sali.
**10 minut później**
Vanessa wróciła z badań. Siedziałem z
nią w Sali. Próbowałem ją pocieszyć.
-Teraz będę dla ciebie tylko
ciężarem. Wszystko będzie musiało być podporządkowane mnie. –jęczała.
-To co? Damy sobie radę. Pomogę ci.
Będziemy z tobą siedzieli na zmianę z Edem. Dzwoniłem do niego. pomoże nam.
-Brawo Justin. Jeszcze wciągaj to Eda.
Nie dość, że tobie ograniczam życie to teraz jeszcze jemu będę.
-Nikomu nie będziesz ograniczać
życia. Jesteś dla nas ważna. Zawsze możesz liczyć na naszą pomoc. Jasne? –zapytałem
uśmiechając się.
-Jasne. –uśmiechnęła się niepewnie. W
tej chwili do Sali wszedł lekarz.
-Mam już zdjęcia z prześwietlenia. –powiedział
–wynika z tego że…
_________________________________________
Wiem, że rozdział miał się pojawić wczoraj, ale ze 3 godziny chodziłyśmy z koleżankami po mieście i jak wróciłam wszystko mnie bolało i nie miałam siły. Za to rozdział jest bardzo długi :)
Dziękuję wam za blisko 800 wyświetleń. Bardzo dużą niespodziankę mi to dzisiaj zrobiło gdy weszłam na bloga.
Jeśli chodzi o komentarze, to też bardzo wam dziękuję za wszystkie miłe. Informuje także, że wszystkie obraźliwe będą usuwane.
3 komentarze = 15 rozdział xx



.jpg)
Super ;33
OdpowiedzUsuńŚwietnie <3
OdpowiedzUsuńJest super :) (tylko błagam- nie uśmiercaj Eda!!!!!)
OdpowiedzUsuń