piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział VI

Przede mną stał ten idiota Max.

            -Czego tu chcesz? –zapytałem oschle
            -Przyszedłem do Vanessy a nie do ciebie. –powiedział z cwaniackim uśmieszkiem.
            -Śpi. Więc spadaj i nie wracaj tu więcej.
            -Bo co mi zrobisz? Uderzysz mnie? –zaśmiał się. On na serio myślał, że go nie uderzę.
            Wziąłem szeroki zamach i uderzyłem go w twarz z pięści. Na początku był w szoku, ale po chwili ochłonął i mi oddał. Biliśmy się tak dobre 5 minut. Stanął przed mną z rozwalonym nosem i łukiem brwiowym. Twarz miał całą we krwi. Zresztą, sam nie wyglądałem lepiej.
            -Jeszcze tu wrócę. A wtedy nie żyjesz –zagroził mi i poszedł sobie.
            Zamknąłem drzwi i wróciłem do Vanessy. Nie spała. Gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła do mnie.
            -Co się stało? Kto ci to zrobił? –zapytała dotykając mojej rozwalonej brwi. Syknąłem z bólu. –Przepraszam.
            -Nic się nie stało. –Wysiliłem się na słaby uśmiech. –To Max, był tu. Chciał się z tobą widzieć. Powiedziałem, że śpisz i żeby z tond spadał oraz, że ma się tu więcej nie pokazywać. W tedy powiedział, że ja mu nic nie mogę zrobić, że się mnie nie boi i w ogóle więc...
            -Więc uderzyłeś go w twarz, a on ci oddał i zaczęliście się bić. –dokończyła Vanessa.
            -Tak.
            -Chodź do kuchni, opatrzę ci te rany.
            -Dzięki.
            Poszliśmy do kuchni. Podałem Vanessie apteczkę, a sam usiadłem na krześle. Vanessa zaczęła wyjmować potrzebne rzeczy z apteczki i położyła je na stole.
            -Teraz może trochę zaboleć. –ostrzegła mnie. Nalała na wacik wodę utlenioną i przyłożyła do mojej brwi. Syknąłem z bólu. Po kilku minutach było już po wszystkim. Van schowała nie wykorzystane waciki do apteczki, a te zużyte wyrzuciła do śmieci.
            -Dzięki. Nie wiem jak ty ale ja idę spać.
            Powiedziałem i poszedłem na górę. Widziałem jak też idzie na górę do swojego pokoju. Jak tylko wszedłem położyłem się na łóżku i zasnąłem.
            Około 3 w nocy obudził mnie krzyk. Na półprzytomny pobiegłem do pokoju Vanessy. Siedziała na łóżku cała zdyszana. Po policzkach leciały jej łzy.
            -Co się stało? –podszedłem do jej łóżka i usiadłem. Od razu się do mnie przytuliła.
            -Nie wiem. Coś mi się śniło. Nie pamiętam co. Obudziłam się z krzykiem.
            -Spokojnie już wszystko w porządku. –powiedziałem spokojnie, gładząc jej włosy ręką.
            -Zostaniesz ze mną? –zapytała Vanessa. Na początku byłem zaskoczony ale po
chwili się zgodziłem.
            -Jasne. Nie ma problemu. –powiedziałem i położyliśmy się pod kołdrą. Vanessa od razu zasnęła wtulona w mój tors. Nie pamiętam kiedy ostatnio mi na kimś tak zależało. Po około godzinie zasnąłem.
            Obudziłem się o 9.02. Vanessa już nie spała. Leżała na moim torsie i patrzyła się na mnie z uśmiechem.
            -Dzień dobry Justin. –powiedziała z uśmiechem, lecz już po chwili zniknął jej z twarzy. –Przepraszam za to co się stało w nocy. Nie chciałam cię obudzić.
            Podciągnąłem się na rękach tak, że teraz opierałem się na łokciach. Nie patrzyła na mnie. Wziąłem jej podbródek w rękę i podniosłem tak, żeby patrzeć jej w oczy. Lecz jej wzrok nadal był wbity w kołdrę.
            -Vanessa popatrz na mnie. –podniosła wzrok. –Nie masz mnie za co przepraszać. Nic się nie stało.
            -Dużo myślałam zanim zasnęłam. Myślałam o tym co mi powiedziałeś wczoraj w szpitalu i w domu. O tym co ja ci powiedziałem w szpitalu. Pamiętasz? –Kiwnąłem głową na znak, że pamiętam. –W nocy zrozumiałam, że mimo iż od rozstania z Maxem minęło zaledwie parę dni to jeżeli ty nadal chcesz, ja jestem gotowa żeby być z tobą w związku. Bo jesteś osobą, którą bardzo kocham i bez której nie umiem sobie sama poradzić. Dzisiaj w nocy pokazałeś, że można na tobie polegać.
            -Jeśli będziesz moją dziewczyną będę najszczęśliwszym chłopakiem na tej planecie.
            Przytuliła się do mnie. Leżeliśmy tak z kilka minut, potem zeszliśmy do kuchni na śniadanie.
            -Muszę jechać do pracy, jedziesz ze mną?
            -Do pracy? –zapytała z niedowierzaniem.
            -No, wpadnę podpisze jakieś papiery i możemy iść na miasto skompletować ci garderobę. Jeśli oczywiście chcesz?
            -No jasne, że chce. A jeśli można zapytać to gdzie pracuje mój chłopak?
            -Twój chłopak pracuje we własnej firmie fonograficznej. Więc muszę wpadać co kilka dni na rozmowy z nowymi artystami którzy chcą podjąć współprace z naszą wytwórnią.
            -Ok. idę się przebrać. –powiedziała i poszła do siebie do pokoju. Upewniłem się, że zamknęła się w łazience, zadzwoniłem do kumpla.
            -Hej Louis mam taką sprawę.
            -no dawaj –usłyszałem w słuchawce głos kumpla.
            -Ja i Vanessa jesteśmy parą
            -No gratulacje. Szczęścia wam życzę.
            -Dzięki. Chciałbym przygotować dla niej kolację, ale kiepsko u mnie z gotowaniem. Pomógłbyś mi? Jesteś w tym dobry.
            -No jasne. Tylko gdzie? Ja mam przyjść do was i tam coś ugotować czy wolisz, żebyście to wy przyjechali do mnie na już gotowe.
            -Jeśli to nie problem to wolę tą drugą opcję. Jeśli to by było u mnie, nie byłoby niespodzianki.
            -Jasne, nie ma problemu. Na którą ma być gotowe? –zapytał śmiejąc się
            -Tak na 19.00 ok? –zapytałem spoglądając na drzwi od łazienki czy Vanessa nie wychodzi.
            -Ok. Jakby co klucze będą  pod wycieraczką.
            -Nie wiem jak ci się odwdzięczę. Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
            -Dobra coś się wymyśli. Na razie. –powiedział i rozłączył się. Vanessa właśnie wyszła z łazienki. Uff. Ta to ma wyczucie kiedy wyjść.
            -Gotowa? –zapytałem gdy schodziła ze schodów. Miała na sobie to co przed wczoraj. „Brawo gościu zapomniałeś jej kupić ciuchy” skarciłem się w duchu.

            -Jasne. –odpowiedziała z uśmiechem.

            Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do samochodu. W drodze do studia panowała nieprzyjemna cisza. Zatrzymałem się pod studiem. Weszliśmy do środka i skierowaliśmy się w stronę mojego gabinetu. Otworzyłem drzwi. Na krześle siedziała jakaś dziewczyna. Na początku myślałam, że to nowa artystka, która chce podjąć współpracę z naszym studiem. Dziewczyna wstała i odwróciła się. Aż mnie zamurowało. Przede mną stała...

1 komentarz: