-O jak miło –powiedziała –Więc
słuchaj Justin. Mamy dla ciebie złą wiadomość. Twoja siostra została porwana.
–Spojrzałam na Justina. był cały blady na twarzy. W jego oczach widziałam
przerażenie. –Ale nie martw się, nic jej nie zrobimy jeśli będziesz robił to co
ci karzę.
-Czego chcecie? –Powiedział
wściekły.
-Tego co zawsze. Ty wrócisz do mnie,
a Vanessa do Maxa.
-I co dalej? My będziemy, żyć bez
miłości, a Max będzie katował Vanessę?
-Co jeśli tego nie zrobię? –Justin
starał się być silny, ale ja wiedziałam co czuje.
-Wtedy możesz powiedzieć coś na
pożegnanie swojej siostrze.
-Zapłacę Wam. Ile chcecie? –Był
zdolny do wszystkiego, byle by odzyskać Jazzy.
-Skoro tak stawiasz sprawę.
–powiedziała Selena -15 tysięcy.
-10. I ani centa więcej.
-Niech będzie. Kasę masz dostarczyć
do końca tygodnia. –powiedziała, ale nie była zadowolona, że nie odzyska
Justina. Była środa, mieliśmy tylko kilka dni, w życiu nie uda nam się zebrać
takiej sumy w tak krótkim czasie. –Inaczej powiesz ‘papa’ swojej siostrze.
–rozłączyła się.
-Wracamy do domu. –powiedziałam.
Wstałam i zaczęłam wszystko pakować. –Wiem, że ci ciężko, chodźmy do domu.
Proszę cię –powiedziałam ze współczuciem.
Justin wstał. Jego szczęka drgała
jakby zaraz miał się rozpłakać. To musiało być dla niego trudne. Już raz prawie
stracił siostrę. Nie przeżyje, jeśli straci ją naprawdę. Wszystko było
spakowane. Justin wziął mnie na ręce i poszliśmy do domu.
***Oczami Justina***
Wiedziałem, że są zdolni do wielu
rzeczy, ale w życiu bym nie pomyślał, że porwą moją siostrę. Tata nie dzwonił.
Tak naprawdę to się dziwie. Wiedział jak zareagowałem ostatnim razem gdy Jazzy
była w szpitalu. Na pewno nie zdaje sobie sprawy, że to przeze mnie i za nic w
świecie nie może się o tym dowiedzieć. Znienawidziłby mnie i nie pozwolił
spotykać się z rodzeństwem.
Byliśmy już w domu z Vanessą.
Posadziłem ją na kanapie, odłożyłem koszyk na stolik i poszedłem do swojego
pokoju. Oparłem ręce o klawisze, a łzy same zaczęły lecieć z moich oczu.
Usłyszałem otwierające się drzwi. Gdy się odwróciłem zobaczyłem Vanessę. W
podskokach na jednej nodze podeszła do mnie. Wtuliłem się w nią i dalej
płakałem. Po pewnym czasie o mało co się nie przewróciła. Wziąłem ją na ręce i
przeszliśmy na kanapę. Dopiero tam udało mi się opanować. Wytarłem łzy.
Spojrzałem na Van.
-Przepraszam –szepnąłem.
-Za co? –zapytała.
-Za moje zachowanie.
-Przerabialiśmy już ten temat.
Pamiętasz? W Kalifornii.
-Pamiętam. Ja po prostu nie wiem, co
by było…
-Wiem. –przerwała mi. –Doskonale cię
rozumiem. –westchnęła.
-Co masz na myśli? –zapytałem.
-Chyba pora na zwierzenia.
–powiedziała, po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić –Mam brata. Ma
teraz 9 lat. 2 lata temu jak wyjechałam do Kalifornii, po miesiącu od czasu
wyjazdu dzwoni do mnie mama i mówi cała zapłakana „Vanessa Ryan jest w
szpitalu” Myślałam, że się tam przewrócę. Mama powiedziała, że Ryan spadł z
drzewa. Jedyne co wtedy miałam w głowie, to to, że to wszystko moja wina.
-Czemu?
-To ja nauczyłam go wspinać się po
drzewach. Gdybym mu tego nie pokazała, nie wszedłby na to głupie drzewo i by z
niego nie spadł. –z jej oczu poleciały łzy.
-Co z twoim bratem się teraz dzieje?
-Ma się dobrze. Po tamtym wypadku
nic nie zostało. Chyba tylko rana w moim sercu, która nie chce się zrosnąć.
-Nie obwiniaj się. To nie była twoja
wina.
-Gdybym mu tego nie pokazała nic by
się nie stało. –Ona na serio jest uparta.
-Ktoś jeszcze cię obwinia? Ma do
ciebie pretensje o to co się stało? –za wszelką cenę muszę jej pokazać, że to
nie była jej wina.
-Nie. Ale…
-Nie ma ‘ale’. Skoro nikt inny cię
nie obwinia to czemu ty to robisz? Nie szukaj winnego tam gdzie go nie ma. To
mogło się przytrafić każdemu. Poczekaj chwilę. –wyszedłem z pokoju, żeby wziąć
telefon Vanessy. Wróciłem po kilku minutach. Miałem już wybrany numer do jej
mamy. –Zadzwoń do mamy. Pogadaj z bratem. A po jutrze do nich pojedziemy.
-Ale jeszcze kilka dni temu mówiłeś…
-Wiem co mówiłem, ale teraz widzę,
że ta wizyta jest ci potrzebna teraz. Ile lat nie widziałaś się z bratem?
-Dwa. Rzadko dzwoniłam, przez cały
ten czas, zastanawiałam się czy on mnie jeszcze pamięta.
-Nie za dwa dni to za długo. Idziemy
się pakować. Jedziemy jutro rano.
-A co z twoją firmą? Co z pieniędzmi
dla Seleny? –czemu ona zadaje tyle pytań?
-Wezmę pożyczkę. Od razu zapłacę te
3 tys. które chcą. A ty opowiesz wszystko mamie. Nie możemy jej okłamywać. A z
firmą nic się nie stanie.
-No niech będzie. Nie ważne co bym
powiedziała i tak byśmy jutro jechali prawda? –zapytała.
-Jak ty mnie dobrze znasz. –wziąłem
ja na ręce i poszliśmy sypialni. Zaczęliśmy pakować. Vanessa mówiła co mam
spakować a ja wrzucałem to do torby.
Było blisko 21 gdy skończyliśmy. To
był trudny dzień i jak tylko Vanessa położyła się do łóżka zasnęła.
Postanowiłem skorzystać z okazji i porozmawiać z jej mamą. Wybrałem jej numer i
wyszedłem z pokoju, żeby nie obudzić Van.
-Tak słucham –usłyszałem głos mamy
Vanessy w telefonie.
-Dobry wieczór Justin z tej strony,
mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
-Nie. Czy coś się stało? –zapytała.
-No w zasadzie to tak. Vanessa
opowiedziała mi dzisiaj o wypadku brata. Nie wiem czy pani wie, ale ona się
obwinia za to co się stało.
-Nie miałam pojęcia. Myślałam, że już
jej przeszło.
-Najwidoczniej nie. Jeśli możemy
przyjedziemy jutro dobrze? Vanessie to dobrze zrobi. Zobaczy się z panią, z
bratem, z Samem.
-Jasne zapraszam, nasze drzwi stoją
dla was zawsze otworem.
-Dziękuję. Nie będę już
przeszkadzał. Dobranoc.
-Dobranoc –połączenie zostało
przerwane. Poszedłem wziąć szybki prysznic, przebrałem się. Wyszedłem z
łazienki i położyłem się obok Vanessy. Momentalnie zasnąłem.
Rano obudził mnie cichy płacz
Vanessy.
-Co się stało? –zapytałem jeszcze
lekko zaspany.
-Nie wiem. Coś mi się śniło, ale…
-powiedziała płacząc.
-Już dobrze. Nie płacz. Wszystko
jest w porządku. –powiedziałem całując ją w czoło. Spojrzałem na zegarek. Była
7.14 –Możemy powoli się zbierać. Im prędzej wyjedziemy tym prędzej będziemy w
Nowym Yorku.
-Ok. –powiedziała wstając. Już
miałem wstać gdy spiorunowała mnie wzrokiem. –Poradzę sobie.
Położyłem się z powrotem i
obserwowałem jak bierze rzeczy z szafy i podskakując na jednej nodze wchodzi do
łazienki. Po kilku minutach usłyszałem dźwięk tłuczonego szła.
-Vanessa? –zawołałem. Nikt nie
odpowiedział. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i wpadłem do łazienki.
Zobaczyłem Vanessę całą w zadrapaniach z których sączyła się krew. Patrzyła na
coś na podłodze. Gdy spojrzałem w to miejsce zobaczyłem zbite lustro. Ostrożnie
do niej podszedłem, żeby się nie skaleczyć i przytuliłem ją, uważając, żeby
jeszcze bardziej nie zadać jej bólu.
-Co się stało? –zapytałem
-Myłam zęby… spojrzałam w lustro a
ono spadło i rozbiło się raniąc mnie przy tym.
-Spokojnie. –wziąłem ją na ręce i
wyszedłem z łazienki. Poszliśmy do kuchni, żebym mógł opatrzyć Vanessie
wszystkie rany. Posadziłem ją na blacie, a sam wyjąłem apteczkę. Po kilku
minutach była już opatrzona. Gdy do niej podszedłem przytuliła mnie mocno i
zaczęła płakać.
-Hej skarbie? Co się dzieje?
–zapytałem gładzą ja po plecach.
-Ja już nie daję rady. To wszystko
mnie przerasta. Te groźby, porwanie twojej siostry, szantaż. To za dużo…
-powiedziała coraz bardziej mnie ściskając.
-Puść mnie bo zaraz mnie udusisz
–powiedziałem śmiejąc się. –Pamiętasz co ci kiedyś mówiłem? Że razem przetrwamy
wszystko? Idę pakować bagaże do auta. Poczekaj na mnie.
Poszedłem po nasze torby i zacząłem
je znosić do auta. Po kilku minutach wszystko było zapakowane. Wziąłem Van na
ręce i zaniosłem do samochodu. Gdy usiadłem na miejscu kierowcy odjechaliśmy.
-Nie powinniśmy zadzwonić do Eda, że
wyjeżdżamy? –zapytała po kilku minutach.
-Masz rację. Zadzwonisz? –zapytałem
podając jej mój telefon.
-Jasne. –powiedziała wybierając już
numer na swoim. –Ed? –powiedziała po chwili. –Wyjeżdżamy z Justinem na parę dni… Nie, wszystko jest w porządku… Damy ci znać jak wrócimy, uważaj na siebie,
papa. –powiedziała rozłączając się.
*** 4 godziny później***
-To tutaj? –zapytałem gdy
dojechaliśmy pod dom jej mamy.
-Tak. –zgasiłem silnik. Wychodząc z
auta, zobaczyłem pewnego chłopaka. Miał może z 10 lat. ‘To pewnie brat Vanessy’
pomyślałem. Obszedłem auto i wziąłem Van na ręce.
-Możesz mnie postawić? –zapytała.
-No dobra. –postawiłem ją. Po chwili
podbiegł do nas ten chłopiec.
-Vanessa to ty? –zapytał zatrzymując
się przed dziewczyną.
-A kto? No pewnie, że ja.
–powiedziała przytulając chłopaka. –Tak bardzo za tobą tęskniłam Ryan.
-Vanessa! Justin! –odwróciłem się i
zobaczyłem Sama.
-Cześć Sam. –podaliśmy sobie dłonie.
-Cześć. Czemu tu tak stoicie?
Chodźcie do środka. Twoja mam już nie może się doczekać, aż osobiście pozna
Justina. –powiedział do Van.
-Justin pomożesz mi? –zapytała.
-Jasne. –powiedziałem biorąc ją na
ręce. Weszliśmy do środka. Gdy zobaczyłem mamę Vanessy postawiłem ją. Wszyscy
razem poszliśmy do salonu. Tak jak się umówiliśmy Vanessa opowiedziała wszystko
mamie i Samowi.
-Więc te pieniądze nie były wam
potrzebne na remont? –zapytała mama Van.
-Nie. Ale już ich nie potrzebujemy.
Damy sobie radę.
-Ja muszę to sobie poukładać.
Przepraszam was. –powiedziała odchodząc od nas.
-Mamo…
-Zostaw. –powiedział Sam. –Naprawdę
potrzebuje chwili spokoju. Jutro będzie lepiej.
-Obyś miał rację. –powiedziała Van
ocierając pojedynczą łzę, która spływała po policzku.
-Vanessa czemu płaczesz? –zapytał Ryan.
-Widzisz…

I <3 your blog ;-)
OdpowiedzUsuń