czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział XVIII

            -O jak miło –powiedziała –Więc słuchaj Justin. Mamy dla ciebie złą wiadomość. Twoja siostra została porwana. –Spojrzałam na Justina. był cały blady na twarzy. W jego oczach widziałam przerażenie. –Ale nie martw się, nic jej nie zrobimy jeśli będziesz robił to co ci karzę.
            -Czego chcecie? –Powiedział wściekły.
            -Tego co zawsze. Ty wrócisz do mnie, a Vanessa do Maxa.
            -I co dalej? My będziemy, żyć bez miłości, a Max będzie katował Vanessę?
            -Oj nie przesadzaj. Uderzył ja kilka razy, wielkie mi halo. –‘jaka ona była głupia’ pomyślałam.
            -Co jeśli tego nie zrobię? –Justin starał się być silny, ale ja wiedziałam co czuje.
            -Wtedy możesz powiedzieć coś na pożegnanie swojej siostrze.
            -Zapłacę Wam. Ile chcecie? –Był zdolny do wszystkiego, byle by odzyskać Jazzy.
            -Skoro tak stawiasz sprawę. –powiedziała Selena -15 tysięcy.
            -10. I ani centa więcej.
            -Niech będzie. Kasę masz dostarczyć do końca tygodnia. –powiedziała, ale nie była zadowolona, że nie odzyska Justina. Była środa, mieliśmy tylko kilka dni, w życiu nie uda nam się zebrać takiej sumy w tak krótkim czasie. –Inaczej powiesz ‘papa’ swojej siostrze. –rozłączyła się.
            -Wracamy do domu. –powiedziałam. Wstałam i zaczęłam wszystko pakować. –Wiem, że ci ciężko, chodźmy do domu. Proszę cię –powiedziałam ze współczuciem.
            Justin wstał. Jego szczęka drgała jakby zaraz miał się rozpłakać. To musiało być dla niego trudne. Już raz prawie stracił siostrę. Nie przeżyje, jeśli straci ją naprawdę. Wszystko było spakowane. Justin wziął mnie na ręce i poszliśmy do domu.

            ***Oczami Justina***
            Wiedziałem, że są zdolni do wielu rzeczy, ale w życiu bym nie pomyślał, że porwą moją siostrę. Tata nie dzwonił. Tak naprawdę to się dziwie. Wiedział jak zareagowałem ostatnim razem gdy Jazzy była w szpitalu. Na pewno nie zdaje sobie sprawy, że to przeze mnie i za nic w świecie nie może się o tym dowiedzieć. Znienawidziłby mnie i nie pozwolił spotykać się z rodzeństwem.
            Byliśmy już w domu z Vanessą. Posadziłem ją na kanapie, odłożyłem koszyk na stolik i poszedłem do swojego pokoju. Oparłem ręce o klawisze, a łzy same zaczęły lecieć z moich oczu. Usłyszałem otwierające się drzwi. Gdy się odwróciłem zobaczyłem Vanessę. W podskokach na jednej nodze podeszła do mnie. Wtuliłem się w nią i dalej płakałem. Po pewnym czasie o mało co się nie przewróciła. Wziąłem ją na ręce i przeszliśmy na kanapę. Dopiero tam udało mi się opanować. Wytarłem łzy. Spojrzałem na Van.
            -Przepraszam –szepnąłem.
            -Za co? –zapytała.
            -Za moje zachowanie.
            -Przerabialiśmy już ten temat. Pamiętasz? W Kalifornii.
            -Pamiętam. Ja po prostu nie wiem, co by było…
            -Wiem. –przerwała mi. –Doskonale cię rozumiem. –westchnęła.
            -Co masz na myśli? –zapytałem.
            -Chyba pora na zwierzenia. –powiedziała, po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić –Mam brata. Ma teraz 9 lat. 2 lata temu jak wyjechałam do Kalifornii, po miesiącu od czasu wyjazdu dzwoni do mnie mama i mówi cała zapłakana „Vanessa Ryan jest w szpitalu” Myślałam, że się tam przewrócę. Mama powiedziała, że Ryan spadł z drzewa. Jedyne co wtedy miałam w głowie, to to, że to wszystko moja wina.
            -Czemu?
            -To ja nauczyłam go wspinać się po drzewach. Gdybym mu tego nie pokazała, nie wszedłby na to głupie drzewo i by z niego nie spadł. –z jej oczu poleciały łzy.
            -Co z twoim bratem się teraz dzieje?
            -Ma się dobrze. Po tamtym wypadku nic nie zostało. Chyba tylko rana w moim sercu, która nie chce się zrosnąć.
            -Nie obwiniaj się. To nie była twoja wina.
            -Gdybym mu tego nie pokazała nic by się nie stało. –Ona na serio jest uparta.
            -Ktoś jeszcze cię obwinia? Ma do ciebie pretensje o to co się stało? –za wszelką cenę muszę jej pokazać, że to nie była jej wina.
            -Nie. Ale…
            -Nie ma ‘ale’. Skoro nikt inny cię nie obwinia to czemu ty to robisz? Nie szukaj winnego tam gdzie go nie ma. To mogło się przytrafić każdemu. Poczekaj chwilę. –wyszedłem z pokoju, żeby wziąć telefon Vanessy. Wróciłem po kilku minutach. Miałem już wybrany numer do jej mamy. –Zadzwoń do mamy. Pogadaj z bratem. A po jutrze do nich pojedziemy.
            -Ale jeszcze kilka dni temu mówiłeś…
            -Wiem co mówiłem, ale teraz widzę, że ta wizyta jest ci potrzebna teraz. Ile lat nie widziałaś się z bratem?
            -Dwa. Rzadko dzwoniłam, przez cały ten czas, zastanawiałam się czy on mnie jeszcze pamięta.
            -Nie za dwa dni to za długo. Idziemy się pakować. Jedziemy jutro rano.
            -A co z twoją firmą? Co z pieniędzmi dla Seleny? –czemu ona zadaje tyle pytań?
            -Wezmę pożyczkę. Od razu zapłacę te 3 tys. które chcą. A ty opowiesz wszystko mamie. Nie możemy jej okłamywać. A z firmą nic się nie stanie.
            -No niech będzie. Nie ważne co bym powiedziała i tak byśmy jutro jechali prawda? –zapytała.
            -Jak ty mnie dobrze znasz. –wziąłem ja na ręce i poszliśmy sypialni. Zaczęliśmy pakować. Vanessa mówiła co mam spakować a ja wrzucałem to do torby.
            Było blisko 21 gdy skończyliśmy. To był trudny dzień i jak tylko Vanessa położyła się do łóżka zasnęła. Postanowiłem skorzystać z okazji i porozmawiać z jej mamą. Wybrałem jej numer i wyszedłem z pokoju, żeby nie obudzić Van.
            -Tak słucham –usłyszałem głos mamy Vanessy w telefonie.
            -Dobry wieczór Justin z tej strony, mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
            -Nie. Czy coś się stało? –zapytała.
            -No w zasadzie to tak. Vanessa opowiedziała mi dzisiaj o wypadku brata. Nie wiem czy pani wie, ale ona się obwinia za to co się stało.
            -Nie miałam pojęcia. Myślałam, że już jej przeszło.
            -Najwidoczniej nie. Jeśli możemy przyjedziemy jutro dobrze? Vanessie to dobrze zrobi. Zobaczy się z panią, z bratem, z Samem.
            -Jasne zapraszam, nasze drzwi stoją dla was zawsze otworem.
            -Dziękuję. Nie będę już przeszkadzał. Dobranoc.
            -Dobranoc –połączenie zostało przerwane. Poszedłem wziąć szybki prysznic, przebrałem się. Wyszedłem z łazienki i położyłem się obok Vanessy. Momentalnie zasnąłem.

            Rano obudził mnie cichy płacz Vanessy.
            -Co się stało? –zapytałem jeszcze lekko zaspany.
            -Nie wiem. Coś mi się śniło, ale… -powiedziała płacząc.
            -Już dobrze. Nie płacz. Wszystko jest w porządku. –powiedziałem całując ją w czoło. Spojrzałem na zegarek. Była 7.14 –Możemy powoli się zbierać. Im prędzej wyjedziemy tym prędzej będziemy w Nowym Yorku.
            -Ok. –powiedziała wstając. Już miałem wstać gdy spiorunowała mnie wzrokiem. –Poradzę sobie.
            Położyłem się z powrotem i obserwowałem jak bierze rzeczy z szafy i podskakując na jednej nodze wchodzi do łazienki. Po kilku minutach usłyszałem dźwięk tłuczonego szła.
            -Vanessa? –zawołałem. Nikt nie odpowiedział. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i wpadłem do łazienki. Zobaczyłem Vanessę całą w zadrapaniach z których sączyła się krew. Patrzyła na coś na podłodze. Gdy spojrzałem w to miejsce zobaczyłem zbite lustro. Ostrożnie do niej podszedłem, żeby się nie skaleczyć i przytuliłem ją, uważając, żeby jeszcze bardziej nie zadać jej bólu.
            -Co się stało? –zapytałem
            -Myłam zęby… spojrzałam w lustro a ono spadło i rozbiło się raniąc mnie przy tym.
            -Spokojnie. –wziąłem ją na ręce i wyszedłem z łazienki. Poszliśmy do kuchni, żebym mógł opatrzyć Vanessie wszystkie rany. Posadziłem ją na blacie, a sam wyjąłem apteczkę. Po kilku minutach była już opatrzona. Gdy do niej podszedłem przytuliła mnie mocno i zaczęła płakać.
            -Hej skarbie? Co się dzieje? –zapytałem gładzą ja po plecach.
            -Ja już nie daję rady. To wszystko mnie przerasta. Te groźby, porwanie twojej siostry, szantaż. To za dużo… -powiedziała coraz bardziej mnie ściskając.
            -Puść mnie bo zaraz mnie udusisz –powiedziałem śmiejąc się. –Pamiętasz co ci kiedyś mówiłem? Że razem przetrwamy wszystko? Idę pakować bagaże do auta. Poczekaj na mnie.
            Poszedłem po nasze torby i zacząłem je znosić do auta. Po kilku minutach wszystko było zapakowane. Wziąłem Van na ręce i zaniosłem do samochodu. Gdy usiadłem na miejscu kierowcy odjechaliśmy.
            -Nie powinniśmy zadzwonić do Eda, że wyjeżdżamy? –zapytała po kilku minutach.
            -Masz rację. Zadzwonisz? –zapytałem podając jej mój telefon.
            -Jasne. –powiedziała wybierając już numer na swoim. –Ed? –powiedziała po chwili. –Wyjeżdżamy z Justinem na parę dni… Nie, wszystko jest w porządku… Damy ci znać jak wrócimy, uważaj na siebie, papa. –powiedziała rozłączając się.
            *** 4 godziny później***
            -To tutaj? –zapytałem gdy dojechaliśmy pod dom jej mamy.
            -Tak. –zgasiłem silnik. Wychodząc z auta, zobaczyłem pewnego chłopaka. Miał może z 10 lat. ‘To pewnie brat Vanessy’ pomyślałem. Obszedłem auto i wziąłem Van na ręce.
            -Możesz mnie postawić? –zapytała.
            -No dobra. –postawiłem ją. Po chwili podbiegł do nas ten chłopiec.
            -Vanessa to ty? –zapytał zatrzymując się przed dziewczyną.
            -A kto? No pewnie, że ja. –powiedziała przytulając chłopaka. –Tak bardzo za tobą tęskniłam Ryan.
            -Vanessa! Justin! –odwróciłem się i zobaczyłem Sama.
            -Cześć Sam. –podaliśmy sobie dłonie.
            -Cześć. Czemu tu tak stoicie? Chodźcie do środka. Twoja mam już nie może się doczekać, aż osobiście pozna Justina. –powiedział do Van.
            -Justin pomożesz mi? –zapytała.
            -Jasne. –powiedziałem biorąc ją na ręce. Weszliśmy do środka. Gdy zobaczyłem mamę Vanessy postawiłem ją. Wszyscy razem poszliśmy do salonu. Tak jak się umówiliśmy Vanessa opowiedziała wszystko mamie i Samowi.
            -Więc te pieniądze nie były wam potrzebne na remont? –zapytała mama Van.
            -Nie. Ale już ich nie potrzebujemy. Damy sobie radę.
            -Ja muszę to sobie poukładać. Przepraszam was. –powiedziała odchodząc od nas.
            -Mamo…
            -Zostaw. –powiedział Sam. –Naprawdę potrzebuje chwili spokoju. Jutro będzie lepiej.
            -Obyś miał rację. –powiedziała Van ocierając pojedynczą łzę, która spływała po policzku.
            -Vanessa czemu płaczesz? –zapytał Ryan.

            -Widzisz…

1 komentarz: