czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział XVII

            -Jest taka sprawa o której powinnaś wiedzieć –powiedział niepewnie. –Bo widzisz dzwonił do mnie Max. –to co powiedział, zmroziło mi krew w żyłach. Skąd Max go zna?
            -Znasz Maxa? –zapytał Justin.
            -Znać to za dużo powiedziane –powiedział Sam –widzieliśmy się kilka razy, ale skądś musiał mieć mój numer.
            -Internet nie zna granic –westchnął Justin –Czego chciał?
            -Pytał czy nie wiem gdzie jest Vanessa. Powiedziałem, że nie, bo niby skąd mam to wiedzieć.
            -Czyli oni jednak nie wiedzą gdzie my jesteśmy? –zapytałam z nadzieją w głosie.
            -Na razie. To tylko kwestia czasu. –powiedział Justin.
            -Jeśli mogę wiedzieć Van –powiedział ostrożnie Sam –To co się stało?
            -Uciekłam od Maxa. On mnie bił, krzywdził mnie –powiedziałam a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
            -Ale nie zrobił ci…
            -Nie zgwałcił mnie jeśli o to ci chodzi –przerwałam mu. Spojrzałam pytająco na Justina. Kiwnął głową na ‘tak’. Wiedział, że chcę opowiedzieć wszystko Samowi. Tak też zrobiłam. Powiedziałam mu to samo co mamie.
            -Vanessa, tak mi przykro –powiedział –gdybym wiedział…
            -Ale nie wiedziałeś, nie mogłeś nic zrobić. Nie obwiniaj się, to nie twoja wina –powiedział łagodnym głosem.
            -Groził ci? –zapytał po chwili Justin.
            -Nie do końca. Powiedział coś w stylu „Lepiej, żebyś nie kłamał bo inaczej źle z tobą”.  –powiedział Sam.
            -Zapisz sobie numer z którego dzwonił i nie odbieraj od niego telefonów bo gość jest nieobliczalny. Albo zmień numer.
            -Dzięki za radę. A może mienimy temat?
            -Dobry pomysł. –oboje z Justinem się zgodziliśmy.
            -Vanessa opowiadaj, jak ci się żyje z Justinem.
            -Więc –zaczęłam –Jest wspaniale. Justin jest bardzo opiekuńczy. Czasem aż za bardzo. Na przykład dzisiaj. Posłuchaj bo to fajna historyjka. –powiedziałam. –Ale od początku. Wczoraj wchodząc po schodach skręciłam sobie kostkę. Dzisiaj, gdy się obudziłam Justina nie było już w łóżku…
            -Śpicie razem? –zapytał Sam uśmiechając się.
            -Tak, ale nie robimy tego o czym myślisz. –powiedziałam –Więc jak już mówiłam –powróciłam do opowiadania. –gdy zobaczyłam, że Justina nie ma obok, wstałam z łóżka i na jednej nodze, w podskokach wyszłam na korytarz. Zobaczyłam, że drzwi naprzeciwko są otwarte więc weszłam tam. Justin siedział tyłem do wejścia. Gdy się odwrócił i mnie zobaczył od razu do mnie podbiegł i wziął mnie na ręce. Zaczął mi prawić kazania, na temat tego, że nie mogę się teraz przemęczać i nadwyrężać tej nogi i tak dalej. Nie chciał mnie nawet posadzić na kanapie. Wiec powiedziałam mu, żeby lepiej się oszczędzał bo chcę iść na spacer. Gdybyś widział wtedy jego minę –zaczęłam się śmiać.
            -Ale moje kazania się na nic nie zdały, bo jak zeszliśmy na dół ja poszedłem otworzyć drzwi bo kolega do nas przyszedł, to ona szybko na górę do pokoju się przebrać. Po schodach –zrobił nacisk na ostatnie zdanie.
            -Ona się nigdy nie słuchała. –powiedział Sam -Jak miała 5 lat, ja miałem 8. Między nami są 3 lata różnicy. Mama pozwoliła jej iść ze mną do lasu tylko pod warunkiem, że nie będzie chodziła po drzewach. Co zrobiła Vanessa jak tylko zniknęliśmy z pola widzenia jej mamy?
            -Poczekaj muszę się zastanowić –powiedział Justin patrząc w sufit –Weszła na drzewo?
            -Żeby tylko. –westchnął Sam –Nie chciała potem z niego zejść. A jakby tego było mało, to było drzewo na którym rosły szyszki. Van nie mogła nie skorzystać z takiej okazji, więc zrywała szyszki i mnie nimi rzucała.
            -Wcale nie. –zaprzeczyłam –Celowałam w ziemię, moja wina, że akurat stałeś na miejscu w które celowałam? –próbowałam się nie śmiać.
            -Celowałaś we mnie. –już miałam cos powiedzieć gdy nagle -Nie kłuć się ze mną.
            -No dobra –dałam za wygraną.
            -Justin czemu się tyle nie odzywałeś?
            -Miałem dużo pracy. –powiedział mój chłopak.
            -Dużo pracy? –zapytał podejrzliwie Sam.
            -Stary, jestem prezesem firmy fonograficznej. Na serio miałem dużo pracy.
            -Powiedzmy, że ci wierzę.
            -On zawsze taki był? –szepnął do mnie Justin.
            -Jaki? –zapytałam.
            -Taki niedowierzający.

            -Zawsze nie. Może jakoś jak miał 10 lat.
            -Dobra ja muszę kończyć, do usłyszenia. –powiedział Sam i rozłączył się.
            Siedzieliśmy z Justinem w ciszy dobre 10 minut.
            -Justin, Jestem głodna. –powiedziałam przerywając ciszę.
            -Na co masz dzisiaj ochotę –zapytał patrząc na mnie.
            -Może zrobimy sobie piknik na plaży? Usmażymy naleśniki, weźmiemy colę.
            -Chcesz smażyć naleśniki na plaży, czy zrobić je w domu i na plażę wziąć gotowe? –zapytał.
            -W domu. –powiedziałam śmiejąc się.
            -W takim razie idziemy robić naleśniki. –wstał z kanapy i wziął mnie na ręce. Gdy weszliśmy do kuchni posadził mnie na blacie. Zaczął wyjmować składniki i po 40 minutach wszystko było już gotowe.
            -No proszę, proszę. –powiedziałam kręcąc głową. –Nie wiedziałam, że umiesz tak gotować. TY chyba wszystko umiesz. Umiesz grać na pianinie, na gitarze…
            -Na perkusji.
            -Na perkusji –kończyłam swoje zdanie. Serio? –spytałam przekrzywiając głowę. Kiwnął głową. –umiesz śpiewać, umiesz gotować. Umiesz dbać o dziewczynę. Jest jakaś rzecz której nie umiesz?
            -No tak szczerze to… -zaczął się drapać po głowie. Zawsze to robi gdy się wstydzi lub denerwuje.
            -To co?
            -To nie umiem, jeździć na nartach. –Czemu się denerwował? Przecież wielu ludzi tego nie umie.
            -To w zimę jedziemy w góry i uczę cię jeździć.
            -Umiesz? –zapytał zaskoczony.
            -Tak, jeździliśmy kiedyś z Samem i jego rodzicami na narty. To jak stoi?
            -Stoi. –powiedział i zabrał się za pakowanie, jedzenia do koszyka piknikowego. –gotowe. Możemy iść. –koszyk położył sobie na przed ramieniu, a mnie wziął na ręce.
            Gdy wyszliśmy na dwór zatrzymał się, żeby wziąć koc i poszliśmy na plaże, która była za naszym domem. Rozłożyliśmy wszystko na plaży i zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku wpatrywałam się w morze.
            -O czym tak myślisz? –moje przemyślenia przerwał Justin.
            -O nas. O tym co się dzisiaj stało.
            -Myślałem, że ten temat mamy już skończony.
            -Tak, ale… jedno nie daje mi spokoju. –przyznałam.
            -Co? Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim.
            -Bo to wszystko jest takie trudne. Z tym zaufaniem to było na serio. Ja nawet przestaje ufać samej sobie. Zawsze jak idę ulicą, boję się, że ktoś zaraz wyciągnie pistolet i zacznie do nas strzelać. Tak jak w śnie. To było straszne, szliśmy spokojnie alejką w parku. Byliśmy nad jeziorem gdy ktoś wyciągnął pistolet. Pocisk był wycelowany w ciebie. Skoczyłeś przede mnie… i osłoniłeś mnie swoim ciałem. Pocisk trafił cię w klatkę piersiową, a ty… -łzy płynęły strumieniami z moich oczu. Justin mocno mnie przytulił.
            -Mnie możesz zaufać. Możesz zaufać Edowi, Samowi, swojej mamie. Nic nam nie będzie. Dopóki jesteś ze mną nic ci nie grozi i ty dobrze o tym wiesz, bo przerabialiśmy ten temat nie raz. A tak poza tym. Ty Sam kiedyś…
            -Nie byliśmy parą. Prawda, wyznał mi kiedyś miłość. Miałam 12 lat. Chodziliśmy po parku, jak codziennie w letni dni. Sam był osobą, z którą można rozmawiać o wszystkim. Kiedyś myślałam, że nie będziemy się spotykać dłużej niż do czasu, aż zacznie naukę w gimnazjum, ale nasza przyjaźń trwała dalej. Tamtego dnia gdy siedzieliśmy nad jeziorkiem usiadł naprzeciwko mnie. Był poważny jak nigdy wcześniej. Wziął głęboki oddech i powiedział mi to. Tak prosto z mostu powiedział „kocham cię”. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Bardzo go lubiłam, ale to nie była miłość. Powiedziałam mu to jak najostrożniej, nie chciałam by poczuł się urażony. On jednak bardzo dobrze to rozumiał. Powiedział, że wyznał mi miłość tylko dlatego, że było mu za trudno trzymać to dla siebie, gdy byłam w pobliżu.
            -Prawdziwy dżentelmen. –powiedział Justin.

            -Masz rację. Sam był prawdziwym ‘facetem’ jeśli można to tak nazwać. Nie miałam, łatwego życia w szkole. Śmiali się ze mnie, bo słuchałam innej muzyki niż reszta. Kilka razy prawie mnie pobili, ale za przerwach Sam zawsze był blisko. Był gdy go potrzebowałam, nie wiem, ale to wyglądało, jakby wolał spędzać przerwy na obserwowaniu czy mi się nie dzieje krzywda niż na siedzeniu z przyjaciółmi.
            -To dlatego tak się zmartwił gdy dowiedział się co się działo gdy byłaś z Maxem?
            -Obiecałam mu przed wyjazdem, że jak tylko będę miała kłopoty będę do niego dzwoniła.
            -Czemu tego nie zrobiłaś?
            -Chciałam. Ale Max zabrał mi telefon. Nie miałam jak. –nagle naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na Justina. na wyświetlaczu pisało S. Selena.
            -Halo? –powiedział i włączyłam głośnomówiący.
            -Dzwonimy do ciebie bo Justin nie odbiera. Jest może gdzieś blisko? –zapytała.
            -Siedzi obok mnie, jesteś na głośnomówiącym –powiedziałam.

            -O jak miło –powiedziała –Więc słuchaj Justin. Mamy dla ciebie złą wiadomość…

_________________________________________________
Nie było komentarzy, ale macie rozdział. xx

1 komentarz: