Obudziłam się około 6 rano. Justin
też nie spał, wpatrywał się w sufit.
-Ty wiesz kto to zrobił, prawda?
–zapytałam. Wtuliłam się w jego ramiona.
-To powiedz mi to co wiesz.
–nalegałam.
-Według mnie to... Max i Selena.
–powiedział odwracając ode mnie głowę.
-Ale jak to? Skąd ten pomysł?
-Wczoraj, jak spałaś, doszliśmy z
Lou do wniosku, że to dziwne, że oboje chcieli nas odzyskać. Nikomu się nie
udało, więc postanowili się zemścić. A poza tym: grozili nam.
-Chwila. Jak to ‘grozili’?
–zapytałam coraz bardziej przestraszona.
-Pamiętasz ten wieczór, kiedy Max
mnie pobił? –kiwnęłam głową na tak –gdy odchodził powiedział coś w stylu
‘Jeszcze tu wrócę, wtedy nie żyjesz’. Wczoraj Selena powiedziała ‘jeszcze mnie
popamiętasz’. Oni musieli myśleć, że jesteśmy w domu. Musiał zmylić ich drugi
samochód, który stał na podwórku.
-Czyli chcieli nas spalić tak?
–zapytałam a do moich oczu napłynęły łzy.
-Według mnie tak, ale nie mam
pewności. Van nie płacz. Za kilka godzin nas tu nie będzie.
W tej chwili zadzwonił telefon
Justina.
-Policja. –powiedział gdy spojrzał
na wyświetlacz.
-Daj na głośnomówiący.
–powiedziałam. Juss zrobił tak jak prosiłam.
-Dzień dobry mam nadzieje, że pana
nie obudziłem. –powiedział mężczyzna w słuchawce.
-Nie. O co chodzi, że dzwoni pan tak
wcześnie?
-Złapaliśmy ich. Oczywiście nie
przyznają się do winy. Na razie sprawdzamy ich alibi, ale na wszelki wypadek,
proszę być ostrożnym dobrze?
-Dobrze, dziękuję do widzenia.
–powiedział i rozłączył się.
-I tak wyjeżdżamy do Miami prawda?
–zapytałam patrząc w ścianę.
-Tu nie jest bezpieczni kotku. Nawet
jeżeli ich zamkną to nie mamy pewności, że nie zlecą komuś zabicia nas. Wyjazd
do Miami jest najlepszym rozwiązaniem w tej chwili.
-Ok. a co z twoją pracą? Jesteś
szefem tej wytwórni. Tak po prostu wyjedziesz?
-W Miami otwieram filię* swojej
wytwórni, której będę szefem. W Kalifornii moje miejsce zajmie Scooter. Jest
vice prezesem więc da sobie rade. Jeśli chcemy wyjechać o czasie musimy już
powoli się ogarniać. –powiedział, pocałował mnie w czoło i wstał łóżka.
Zostałam sama. Poszedł do łazienki. Nie było go w pokoju. Poszukałam trochę w
kieszeni w spodniach i znalazłam to czego szukałam. Żyletka. Wyszłam na balkon.
Stanęłam przy balustradzie i położyłam żyletkę na nadgarstku. Z oczu pociekły
mi łzy. To wszystko mnie przerastało. Najpierw chory związek z Maxem. Potem te
groźby, teraz nasz dom spłonął. Wyjazd do Miami to najlepsze wyjście. Już
miałam zrobić cięcie na nadgarstku, gdy nagle ktoś złapał moją dłoń.
-Czemu to robisz? –Justin.
Odwróciłam się. Widziałam w jego oczach złość. Ale też panikę, troskę.
-Ja już nie daje rady Justin.
–Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam płakać. Po kilku minutach uspokoiłam się.
Odsunęłam się od niego i popatrzyłam w dal. –Przepraszam. Zachowuję się jak
małe dziecko. Płacze od kilku godzin o to co już było.
-Nie masz mnie za co przepraszać.
–na jego twarzy pojawił się uśmiech. Szczery uśmiech, którego nie widziałam od
kilku dni. –Sama mówiłaś, że człowiek musi czasem popłakać, żeby ochłonąć i
wypuścić z siebie emocje. Wszystko będzie dobrze. –Przytulił mnie od tyłu.
Owinął ręce wokół mojej talii i wyciągnął jedną dłoń. –oddaj to.
-Ale co?
-Żyletkę. No już oddawaj. –niechętnie
mu ją oddałam. -Mam nadzieję, że nie masz więcej.
-Nie. Możemy iść coś zjeść? Jestem
głodna. –podniosłam głowę do góry, żeby widzieć jego twarz. Sięgałam mu
wyłącznie do ramion.
-Jasne. Tylko się przebierz. Nie
będziesz paradowała przed moim kumplem w pidżamie. –zaśmiał się.
-Jesteś zazdrosny? –wyminęłam go i
weszłam do pokoju.
-Kto? Ja? Nie, no co ty. –posłał mi
uśmieszek cwaniaka.
Po około półtorej godzinie byliśmy
już dawno poza Kalifornią. Będę tęsknić za tym miejscem, ale nie na tyle by za
nim płakać.
-Prześpij się trochę. Jak zrobimy
postój obudzę cię. –Powiedział Justin.
Po pięciu minutach już spałam.
***Oczami Justina***
-Vanessa! Vanessa! –potrząsałem nią
z całych sił. Cała dygotała, kręciła się na siedzeniu. Cały czas powtarzała
tylko słowa „pożar, zaraz spłoniemy, boję się”...
______________________________________________________________
*Filia - (łac. córka)
– zakład przedsiębiorstwa (np. uczelni, urzędu, banku itp.), mający najczęściej
swoją lokalizację poza miejscem funkcjonowania głównej, nadrzędnej jednostki.
Dzięki za komentarze pod poprzednim postem :) Tym razem tak samo: 2 komentarze kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba :)


Fajne , Fajne ..pisz dalej !!
OdpowiedzUsuńTo jest mega wciągające :-)
OdpowiedzUsuńPisz szybko,nie moge sie doczekac nastepnego rozdziału :-D
Aaaaaaaaaaa żygam tenczom, MEGA wciągające chcem więcej ! ;* <3
OdpowiedzUsuńWięcej <3 ...
OdpowiedzUsuńNie wiem skąd bierzesz te pomysły, ale są super ! Pisz dalej bo wciąga ;3
OdpowiedzUsuń