Przede mną stał
ten idiota Max.
-Przyszedłem do Vanessy a nie do
ciebie. –powiedział z cwaniackim uśmieszkiem.
-Śpi. Więc spadaj i nie wracaj tu
więcej.
-Bo co mi zrobisz? Uderzysz mnie? –zaśmiał
się. On na serio myślał, że go nie uderzę.
Wziąłem szeroki zamach i uderzyłem
go w twarz z pięści. Na początku był w szoku, ale po chwili ochłonął i mi
oddał. Biliśmy się tak dobre 5 minut. Stanął przed mną z rozwalonym nosem i
łukiem brwiowym. Twarz miał całą we krwi. Zresztą, sam nie wyglądałem lepiej.
-Jeszcze tu wrócę. A wtedy nie
żyjesz –zagroził mi i poszedł sobie.
Zamknąłem drzwi i wróciłem do
Vanessy. Nie spała. Gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła do mnie.
-Co się stało? Kto ci to zrobił? –zapytała
dotykając mojej rozwalonej brwi. Syknąłem z bólu. –Przepraszam.
-Nic się nie stało. –Wysiliłem się
na słaby uśmiech. –To Max, był tu. Chciał się z tobą widzieć. Powiedziałem, że
śpisz i żeby z tond spadał oraz, że ma się tu więcej nie pokazywać. W tedy
powiedział, że ja mu nic nie mogę zrobić, że się mnie nie boi i w ogóle więc...
-Więc uderzyłeś go w twarz, a on ci
oddał i zaczęliście się bić. –dokończyła Vanessa.
-Chodź do kuchni, opatrzę ci te
rany.
-Dzięki.
Poszliśmy do kuchni. Podałem Vanessie
apteczkę, a sam usiadłem na krześle. Vanessa zaczęła wyjmować potrzebne rzeczy
z apteczki i położyła je na stole.
-Teraz może trochę zaboleć. –ostrzegła
mnie. Nalała na wacik wodę utlenioną i przyłożyła do mojej brwi. Syknąłem z bólu.
Po kilku minutach było już po wszystkim. Van schowała nie wykorzystane waciki
do apteczki, a te zużyte wyrzuciła do śmieci.
-Dzięki. Nie wiem jak ty ale ja idę
spać.
Powiedziałem i poszedłem na górę. Widziałem
jak też idzie na górę do swojego pokoju. Jak tylko wszedłem położyłem się na
łóżku i zasnąłem.
Około 3 w nocy obudził mnie krzyk. Na
półprzytomny pobiegłem do pokoju Vanessy. Siedziała na łóżku cała zdyszana. Po policzkach
leciały jej łzy.
-Co się stało? –podszedłem do jej
łóżka i usiadłem. Od razu się do mnie przytuliła.
-Nie wiem. Coś mi się śniło. Nie pamiętam
co. Obudziłam się z krzykiem.
-Spokojnie już wszystko w porządku. –powiedziałem
spokojnie, gładząc jej włosy ręką.
-Zostaniesz ze mną? –zapytała Vanessa.
Na początku byłem zaskoczony ale po
-Jasne. Nie ma problemu. –powiedziałem
i położyliśmy się pod kołdrą. Vanessa od razu zasnęła wtulona w mój tors. Nie pamiętam
kiedy ostatnio mi na kimś tak zależało. Po około godzinie zasnąłem.
Obudziłem się o 9.02. Vanessa już
nie spała. Leżała na moim torsie i patrzyła się na mnie z uśmiechem.
-Dzień dobry Justin. –powiedziała z
uśmiechem, lecz już po chwili zniknął jej z twarzy. –Przepraszam za to co się
stało w nocy. Nie chciałam cię obudzić.
Podciągnąłem się na rękach tak, że
teraz opierałem się na łokciach. Nie patrzyła na mnie. Wziąłem jej podbródek w
rękę i podniosłem tak, żeby patrzeć jej w oczy. Lecz jej wzrok nadal był wbity
w kołdrę.
-Vanessa popatrz na mnie. –podniosła
wzrok. –Nie masz mnie za co przepraszać. Nic się nie stało.
-Dużo myślałam zanim zasnęłam. Myślałam
o tym co mi powiedziałeś wczoraj w szpitalu i w domu. O tym co ja ci
powiedziałem w szpitalu. Pamiętasz? –Kiwnąłem głową na znak, że pamiętam. –W nocy
zrozumiałam, że mimo iż od rozstania z Maxem minęło zaledwie parę dni to jeżeli
ty nadal chcesz, ja jestem gotowa żeby być z tobą w związku. Bo jesteś osobą,
którą bardzo kocham i bez której nie umiem sobie sama poradzić. Dzisiaj w nocy pokazałeś,
że można na tobie polegać.
-Jeśli będziesz moją dziewczyną będę
najszczęśliwszym chłopakiem na tej planecie.
Przytuliła się do mnie. Leżeliśmy tak
z kilka minut, potem zeszliśmy do kuchni na śniadanie.
-Muszę jechać do pracy, jedziesz ze
mną?
-Do pracy? –zapytała z
niedowierzaniem.
-No, wpadnę podpisze jakieś papiery
i możemy iść na miasto skompletować ci garderobę. Jeśli oczywiście chcesz?
-No jasne, że chce. A jeśli można
zapytać to gdzie pracuje mój chłopak?
-Twój chłopak pracuje we własnej
firmie fonograficznej. Więc muszę wpadać co kilka dni na rozmowy z nowymi
artystami którzy chcą podjąć współprace z naszą wytwórnią.
-Ok. idę się przebrać. –powiedziała i
poszła do siebie do pokoju. Upewniłem się, że zamknęła się w łazience,
zadzwoniłem do kumpla.
-Hej Louis mam taką sprawę.
-no dawaj –usłyszałem w słuchawce
głos kumpla.
-Ja i Vanessa jesteśmy parą
-No gratulacje. Szczęścia wam życzę.
-Dzięki. Chciałbym przygotować dla
niej kolację, ale kiepsko u mnie z gotowaniem. Pomógłbyś mi? Jesteś w tym
dobry.
-No jasne. Tylko gdzie? Ja mam
przyjść do was i tam coś ugotować czy wolisz, żebyście to wy przyjechali do
mnie na już gotowe.
-Jeśli to nie problem to wolę tą
drugą opcję. Jeśli to by było u mnie, nie byłoby niespodzianki.
-Jasne, nie ma problemu. Na którą ma
być gotowe? –zapytał śmiejąc się
-Tak na 19.00 ok? –zapytałem spoglądając
na drzwi od łazienki czy Vanessa nie wychodzi.
-Ok. Jakby co klucze będą pod wycieraczką.
-Nie wiem jak ci się odwdzięczę.
Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
-Dobra coś się wymyśli. Na razie. –powiedział
i rozłączył się. Vanessa właśnie wyszła z łazienki. Uff. Ta to ma wyczucie
kiedy wyjść.
-Gotowa? –zapytałem gdy schodziła ze
schodów. Miała na sobie to co przed wczoraj. „Brawo gościu zapomniałeś jej
kupić ciuchy” skarciłem się w duchu.
-Jasne. –odpowiedziała z uśmiechem.
Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do
samochodu. W drodze do studia panowała nieprzyjemna cisza. Zatrzymałem się pod
studiem. Weszliśmy do środka i skierowaliśmy się w stronę mojego gabinetu. Otworzyłem
drzwi. Na krześle siedziała jakaś dziewczyna. Na początku myślałam, że to nowa
artystka, która chce podjąć współpracę z naszym studiem. Dziewczyna wstała i odwróciła
się. Aż mnie zamurowało. Przede mną stała...




Kocham to !! <33
OdpowiedzUsuń