niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział XIII

-Zgoda –odpowiedzieli razem Vanessa i Ed. W tej chwili zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem ‘tata’.
            -Przepraszam, ale muszę to odebrać. –wstałem z kanapy i poszedłem do kuchni. –Tak tato? –zapytałem gdy odebrałem telefon.
            -Cześć Justin, co słychać? Jak tam w Miami? –zapytał.
            -Dobrze, jak na razie nic takiego się nie wydarzyło. –powiedziałem, nie chciałem, żeby wiedział o tych groźbach i w ogóle.
            -To dobrze. A jak tam interes?
            -Całkiem nieźle. Dzisiaj podpisałem pierwszą umowę w Miami na trzy lata, jutro mam kolejne spotkania, tak więc nie jest źle.
            -To dobrze. Przepraszam, ale muszę kończyć, bo ktoś przyszedł. Powodzenia, pozdrów od nas Van, pa.
            -Pa –powiedziałem i rozłączyłem się. Wróciłem do Van i Eda.
            -Ja się będę zbierał. –Powiedział Ed pakując swój laptop do torby.
            -Ok. Dzięki za pomoc. I w ogóle za wszystko. –Uśmiechnąłem się do niego. Odprowadziłem go drzwi. W tej samej chwili przyjechał gościu z pizzą, zapłaciłem mu i zamknąłem drzwi. –Pizza!
            -Chodźmy na taras ok? –zapytała Vanessa.
            -Jeśli chcesz. –wyszliśmy na taras. Usiedliśmy na krzesłach i zaczęliśmy jeść pizzę. –Mój tata cię pozdrawia.
            -Dzięki. –w tej chwili usłyszałem dźwięk telefonu Vanessy. Dostała SMS’a. –Zastrzeżony -powiedziała i za strachem spojrzała na mnie.
            -Mogę? –zapytałem wyciągając rękę w jej stronę
            -Jasne. –powiedziała podając mi telefon.
            -„I co? Tacy dobrzy jesteście, że wciągacie w to osobę, której prawie nie znacie? Normalnie zostawiłbym go w spokoju, ale skoro chcecie, żeby i jemu stała się krzywda, proszę bardzo wasz wybór M.” –przeczytałem na głos.
            -Straciłam apetyt, idę się przespać. –powiedziała Vanessa wstając z miejsca.
            -Vanessa poczekaj. –wstałem za nią i pobiegłem do naszej sypialni. Nacisnąłem klamkę. Zamknięte. „po co ona się zamyka? Może nie chce żebym jej przeszkadzał?” zastanawiałem się w myślach. Postanowiłem dać jej spokój. Sen dobrze jej zrobi. Wróciłem po pizzę na taras i wziąłem ją do domu. Usiadłem na kanapie i wybrałem numer Eda. Umowa była umową. Opowiedziałem mu o wszystkim i ostrzegłem, żeby był ostrożny. Udałem się do pokoju naprzeciwko sypialni, w której spała Van. Nie pozwoliłem jej tam wchodzić bo to mój tajny pokój. Nikt poza mną nie może tam wchodzić. Zostawiłem lekko uchylone drzwi, żeby słyszeć czy drzwi od sypialni nie otwierają się.
            ***W tym samym czasie z perspektywy Vanessy***
            Jestem na siebie wściekła. Przez nas Ed jest w niebezpieczeństwie. W co my go wciągnęliśmy? Ale przecież on wiedział co go czeka, jeśli się z nami ‘połączy’ w tej sprawie. Postanowiłam się s tym przespać.

            ***3 godziny później***
            Otworzyłam powoli zamek od drzwi i wyszłam na korytarz. Zeszłam do salonu, ale nigdzie nie było Justina.
            -Justin? –zawołałam.
            -Tak kochanie? –odwróciłam się i zobaczyłam jak schodzi na dół. –stało się coś? –zapytał.
            -Nie nic, -powiedziałam.
            -To dobrze bo mam dla ciebie niespodziankę, poczekaj chwilę. –powiedział i poszedł na górę. Zszedł po chwili z gitara w ręku.
            -Grasz na gitarze? –zapytałem z niedowierzaniem. –Czemu nic nie mówiłeś?
            -Bo teraz byś nie miała niespodzianki. Możesz wziąć koc z kanapy. Pójdziemy na plażę.
            Zrobiłam o co prosił i wyszliśmy. Rozłożyłam koc i usiedliśmy na nim. Justin wyjął gitarę i jakieś kartki z nutami.
            -Napisałem to dzisiaj dla ciebie. –uśmiechnął się i zaczął grać. https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=NkxIMa1MNb8
 To było piękne. Nikt nigdy nic dla mnie nie napisał, piosenka była piękna. Wszystkie wątpliwości jakie miałam, zniknęły. Wiedziałam, że to ten jedyny, którego kocham nad życie. Gdy skończył grać, nie mogłam wydusić z siebie słowa.
            -Jej Justin… To było piękne. –przytuliłam się niego. –Dziękuję. –z moich oczy poleciały łzy. Łzy szczęścia.
            -Hej kochanie, czemu płaczesz? –powiedział Justin, gładząc moje plecy.
            -Ze szczęścia. Tak bardzo się cieszę, że cię spotkałam. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Dziękuję, że jesteś. –odsunęłam się od niego i popatrzyłam jak słońce chowa się za horyzontem.
            -Pamiętasz, że mieliśmy iść dzisiaj na koncert? –zapytał po chwili milczenia Justin.
            -No tak. To za ile wychodzimy?
            -Już dawno po koncercie. –powiedział śmiejąc się. Faktycznie. Słońce już prawie zaszło, co oznaczało, że jest około 22, a koncert był o 20.00. Przespałam.
            -W takim razie może obejrzymy jakiś film? –zaproponowałam.
            -Bardzo chętnie. –powiedział pakując gitarę do pokrowca.
            -Nauczysz mnie kiedyś? –zapytałam.
            -Ale czego? –przyglądał mi się pytająco.

            -Gry na gitarze. Od kąd pamiętam chciałam się nauczyć grać.
            -No jasne. Chodź tu. –poklepał miejsce na kocu obok siebie i znowu wyciągnął gitarę. –patrz. –powiedział dając mi gitarę do ręki. –Tu masz dźwięk G i grasz go tak… -zaczął mi wszystko tłumaczyć. Siedzieliśmy tak chyba do 22.30. nagle po plecach przebiegły mi ciarki. Tam było po prostu zimno. 
            –Zimno ci? –zapytał Justin.
            -Trochę. –przyznałam. Justin zdjął swoją bluzę.
            -Masz. –powiedział dając mi ją. –załóż.
            -A ty? –powiedziałam biorąc niepewnie bluzę.
            -Nic mi nie będzie. Ale jak ty się przeziębisz to będziemy mieć spory problem. –miał rację. Założyłam bluzę i dalej graliśmy. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
            Obudziłam się rano w altance w ogródku. Byłam przykryta dwoma kocami. Justin gadał z kimś przez telefon.
            -…Wiem, że miało być dzisiaj, ale nie mam tyle. Daj mi jeszcze kilka dni, a skombinuję ci tyle ile chcesz, ale zostaw moją dziewczynę… Dobra dam radę. –powiedział i rozłączył się. Podszedł do mnie. Chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
            -O co w tym wszystkim chodzi? Z kim rozmawiałeś? –powiedziałam wściekła.
            Odetchnął głęboko.

            -Bo widzisz…

________________________________________________________
ale niespodzianka nie minęła nawet godzina, a były już 3 komentarze. To miłe zaskoczenie. Dziękuję wam bardzo. 
Przyznać się kto się przestraszył tym telefonem do Justina? XD Przepraszam musiałam to zrobić. 
Jeśli chodzi o piosenkę to Sam Tsui "Me without you" polecam tez inne jego piosenki.
4 komentarze = 14 rozdział

5 komentarzy:

  1. Jej,bardzo szybko piszesz :-D
    To jest super! Troche sie zaniepokoiłam,mam nadzieje ze nikt nie ucierpi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Świetnie piszesz ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow,masz talent :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisz dalej,bardzo mnie to wciągneło ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń