czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział XIV

            -O co w tym wszystkim chodzi? Z kim rozmawiałeś? –powiedziałam wściekła.
            Odetchnął głęboko.
            -Bo widzisz. Kilka tygodni zanim cię poznałem brałem…
            -Co brałeś?! –weszłam mu w słowo.

            -Narkotyki –powiedział cicho spuszczając głowę. Nie mogłam w to uwierzyć. Ten Justin, który tu siedzi brał narkotyki.
            -Bierzesz jeszcze? –zapytałam ledwo słyszalnym głosem.
            -Nie. Ten z którym rozmawiałem to dealer. Nie miałem kasy, żeby mu płacić więc brałem na krechę. Dopiero po krótkim czasie udało mi się z tego otrząsnąć. Niestety za późno.
            -Na ile się zadłużyłeś?
            -Na 4 tys.
            -Czemu zacząłeś brać?
            -Selena. To było za nim z nią zerwałem. Tylko dlatego się trzymałem.
            -Masz te 4 tys.?
            -Mam 3.500 –nawet na chwilę nie podniósł na mnie wzroku. Cały czas patrzył w ziemię.
            -Pożyczę ci. –spojrzał na mnie –Ale pod warunkiem. Muszę mieć pewność, że już nie bierzesz. Pójdziesz do apteki i kupisz test na obecność narkotyków. Inaczej stracisz moje zaufanie.
            -Ok. Już idę. –Wstał z miejsca i już chciał iść do domu.
            -Poczekaj. –zawołałam za nim. –Robię to nie ze złośliwości i tym podobnych, ale dlatego, że się o ciebie martwię i boję. Nie złość się na mnie.
            -Nie złoszczę się –podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło. –idę już.
            Wrócił po jakiś 15 minutach i od razu poszedł zrobić test. Po chwili szedł już w moją stronę trzymając w rękach tester. Pokazał mi go.
            -Widzisz? Jestem czysty. Takie testy wykrywają narkotyki na miesiąc w tył.
            -Przepraszam, musiałam wiedzieć. Poczekaj chwilę. –poszłam po te 500$. –Proszę. –powiedziałam podając mi pieniądze. –załatw to jak najszybciej.
            -Dziękuje –już miałam iść do środka, gdy nagle złapał mnie za rękę. –Nie mam ci za złe, tego co powiedziałaś. Oboje martwimy się o sobie nawzajem. Kocham cię Van. –przytulił mnie.
            -Ja ciebie też Justin. –powiedziałam odwzajemniając uścisk. –Obiecaj mi, że już nigdy nie weźmiesz tego świństwa.
            -Obiecuję. –powiedział całując mnie w czoło.
            -Masz dzisiaj jakieś spotkania?
            -Nie, a czemu?
            -Może pójdziemy na jakiś dłuuuuuugi spacer? –zaproponowałam
            -Dla ciebie wszystko skarbie.
            Odsunęłam się do niego i skierowałam się w stronę domu. Poszłam do łazienki, żeby się odświeżyć. Założyłam zwiewną, fioletową sukienkę i białe baleriny na koturnie.
            Zeszłam na dół.


            -Wow, wyglądasz ślicznie. –powiedział Justin, gdy mnie zobaczył. –To co gdzie idziemy?
            -Przed siebie.
            Chodziliśmy tak cały dzień. Gdy wróciliśmy było już po 17. Przed drzwiami siedział Ed.
            -Hej Ed. Co ty tu robisz? –zapytałam.
            -Dostałem kolejnego maila. –powiedział –grożą, że mnie zabiją.
            -Nie możesz nam mieć za złe. Ostrzegaliśmy cię. –powiedział łagodnie Justin.
            -Wiem, nie o to mi chodzi. Musicie to zobaczyć.
            -No dobrze. Chodźmy w takim razie do ogrodu.
            Wszyscy razem poszliśmy do ogrodu. Skierowaliśmy się do altanki, w której były jeszcze koce.
            -Przepraszam, zapomniałam tu posprzątać. –powiedziałam i zaczęłam wrzucać koce do ławki za altanką.
            -Nic się nie stało –powiedział Ed. –Spałaś tu?
            -No tak. Wieczorem poszliśmy z Justinem na plażę. Siedzieliśmy chyba do 12.15 i graliśmy na gitarze. Zasnęłam tam a obudziłam się tutaj.
            -Rozumiem –powiedział wyciągając laptopa. Postawił go na stole, usiadł na jednej z ławek, a my z Justinem usiedliśmy tak, że Ed był pomiędzy nami. Odpalił laptopa i pokazał nam Maila.
            -„Ostrzegaliśmy cię. Już nigdy nie będziesz bezpieczny. M.” –przeczytał Justin.
            -Wiem na co się pisałem. Nie mam do was pretensji. Sami mówiliście, że mamy się informować o wszystkim. Więc, właśnie to robię.
            -Dzięki. Może zostaniesz. Obejrzymy jakiś film? –zaproponowałam.
            -Pewnie czemu nie. –powiedział. Wziął laptopa i wszyscy razem poszliśmy do domu.
            -Ja idę się przebrać. –powiedziałam. Dałam Justinowi buzi w policzek i poszłam na górę.


            ***Oczami Justina***
            Vanessa poszła na górę się przebrać, a my z Edem zostaliśmy na dole. Gdy siadaliśmy na kanapę usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk i huk, jakby coś ciężkiego spadło na ziemię.  Spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem na siebie i rzuciliśmy się biegiem w stronę schodów. Gdy byliśmy u podnóża schodów zobaczyłem Vanessę leżącą na ziemi i trzymającą się za kostkę. Szybko do niej podbiegłem.
            -Van co się stało? –zapytałem przerażony, biorąc ją na ręce.
            -Szłam po schodach… Krzywo stanęłam… -powiedziała płacząc.
            -Mocno cię boli? –zapytałem powoli schodząc po schodach, żeby nie spaść.
            -Bardzo.
            -Jedziemy do szpitala. –zwróciłem się do Eda. –Przykro mi Ed, ale widzisz jaka jest sytuacja.
            -Spoko. Rozumiem. Podrzucić was? –zapytał, gdy szliśmy w stronę drzwi.
            -Nie dzięki. Poradzimy sobie. –posłałem mu ciepły uśmiech. Tak na prawdę w głębi duszy byłem przerażony. Wyszliśmy z domu i od razu skierowaliśmy się w stronę samochodu. Ed otworzył drzwi od strony pasażera i ostrożnie posadziłem Vanesse na siedzeniu.
            -Justin, możesz zdjąć mi tego buta? –zapytała przez łzy.
            -Już kochanie. –zdjąłem oba buty i rzuciłem na siedzenie do tyłu. Szybko wsiadłem do auta na miejsce kierowcy i odjechaliśmy spod domu.
            Po 5 minutach byliśmy już pod szpitalem. Wysiadłem z auta, obszedłem je, wyciągnąłem Van i szybko wszedłem z nią do szpitala.
            -Potrzeby lekarz! –zawołałem gdy tylko znaleźliśmy się w środku.
            -Co się stało? –podeszła do nas pielęgniarka.
            -Moja dziewczyna przewróciła się na schodach. Kostka ja boli. –powiedziałem szybko.
            Pielęgniarka podeszła z wózkiem. Posadziłem na nim Vanesse i odjechały do sali. Teraz pozostało mi tylko czekanie…
            ***15 minut później***
            Siedziałem przed tą salom i nie wiedziałem co mam z sobą zrobić. Nagle z Sali wyszedł lekarz. Zerwałem się miejsca jak poparzony.
            -Panie doktorze co z Vanessą? –zapytałem.
            -Pan jest kimś z rodziny? –zapytał.
            -Nie. To znaczy jestem jej chłopakiem proszę, mi udzielić jakichś informacji. Oprócz mnie nie ma tu nikogo. –Błagałem lekarza.
            -Nie wiemy jeszcze do końca co z jej kostką. Na razie popraliśmy krew do badań i zrobiliśmy podstawowe badania. Za chwile jedziemy na prześwietlenie nogi.
            -Czy mogę do niej wejść?
            -Dobrze, ale tylko na chwilę. –powiedział. Szybkim krokiem wszedłem do Sali.
            -Justin! –zawołała Vanessa gdy tylko mnie zauważyła.
            -Cześć misiu. Jak tam? W porządku? –zapytałem siadając na krześle obok łóżka.
            -Już lepiej. Podali mi jakieś leki na ból, i mniej boli.
            -Przepraszam, ale musimy już jechać. –powiedziała pielęgniarka.

            -Dobrze. Trzymaj się Van. –powiedziałem i wyszedłem z Sali.
            **10 minut później**
            Vanessa wróciła z badań. Siedziałem z nią w Sali. Próbowałem ją pocieszyć.
            -Teraz będę dla ciebie tylko ciężarem. Wszystko będzie musiało być podporządkowane mnie. –jęczała.
            -To co? Damy sobie radę. Pomogę ci. Będziemy z tobą siedzieli na zmianę z Edem. Dzwoniłem do niego. pomoże nam.
            -Brawo Justin. Jeszcze wciągaj to Eda. Nie dość, że tobie ograniczam życie to teraz jeszcze jemu będę.
            -Nikomu nie będziesz ograniczać życia. Jesteś dla nas ważna. Zawsze możesz liczyć na naszą pomoc. Jasne? –zapytałem uśmiechając się.
            -Jasne. –uśmiechnęła się niepewnie. W tej chwili do Sali wszedł lekarz.

            -Mam już zdjęcia z prześwietlenia. –powiedział –wynika z tego że…


_________________________________________
Wiem, że rozdział miał się pojawić wczoraj, ale ze 3 godziny chodziłyśmy z koleżankami po mieście i jak wróciłam wszystko mnie bolało i nie miałam siły. Za to rozdział jest bardzo długi :)
Dziękuję wam za blisko 800 wyświetleń. Bardzo dużą niespodziankę mi to dzisiaj zrobiło gdy weszłam na bloga. 
Jeśli chodzi o komentarze, to też bardzo wam dziękuję za wszystkie miłe. Informuje także, że wszystkie obraźliwe będą usuwane. 
3 komentarze = 15 rozdział xx

3 komentarze: