niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział XII

-Zobaczysz. –odpaliłem samochód. Podjechaliśmy pod dom. Wysiedliśmy z auta.
            Na obiad mieliśmy pancakesy z M&m’sami. Około godziny 16.30 poszliśmy na spacer. Zwiedziliśmy najbliższą okolicę. W parku spędziliśmy chyba z godzinę. Rozmawialiśmy o wszystkim. Wszystko co leżało nam na sercach, wyrzuciliśmy z siebie. Było nam lżej. Wróciliśmy do domu. Wziąłem koszyk piknikowy, który wcześniej zapakowałem i wyszliśmy na plaże, która była tuż za naszym domem. Było ją widać z okna, ale nikt tego nie zauważył, bo byliśmy bardzo zajęci.
            Rozłożyłem koc na piasku i razem z Vanessą usiedliśmy na nim. Wyjąłem colę i jakieś kanapki. Siedzieliśmy tak, w ciszy przez około 30 minut. Obserwowaliśmy zachód słońca.
            -Justin. Chcę, żebyś coś wiedział. –powiedziała Vanessa. –Kocham cię, ufam ci, ale się o ciebie boję.
            -Czego dokładnie? –zapytałem.
            -Oni chcą nas zniszczyć. Posuną się do wszystkiego. Ja nie dam rady, żyć bez ciebie. –Z jej oczu poleciały łzy. Wziąłem jej twarz w dłonie i podniosłem do góry, tak, żeby patrzyła mi w oczy. Jednak jej wzrok był wlepiony w koc.
            -Spójrz na mnie. –powiedziałem łagodnie. Zrobiła to o co prosiłem. –Nie będziesz musiała, żyć beze mnie. Nie stracisz mnie. Oni posuną się do wszystkiego by nas zniszczyć, a my posuniemy się do wszystkiego by im uciec. Rozumiesz?
            -Rozumiem. –przytuliłem ją mocno do siebie. Czułem jak jej oddech spowalnia. Gdy chciałam ją odsunąć jej głowa opadła w dół. Spała. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do domu. Położyłem ją do łóżka i poszedłem na plaże po nasze rzeczy. Zabrałem wszystko do domu. Przebrałem się i położyłem obok Vanessy.

            ***Następnego dnia rano***
            Cały czas o tym myślę. To nie daje mi spać. Co jeśli Van ma rację, że oni nas zniszczą? „Stop Justin! Nie możesz tak myśleć. Musisz być silny. Dla niej” skarciłem się duchu. Spojrzałem na zegarek. Była 7.30. spotkanie miałem o 11.30. Zwróciłem moją twarz na Vanesse,  która leżała na moim torsie. Była taka słodka. Powoli zaczęła się budzić.
            -Dzień dobry skarbie. –Powiedziałem, gdy tylko otworzyła oczy.
            -Cześć Justin. –powiedziała i dała mi całusa w policzek. –Czemu nie spałeś w nocy?
            -Skąd wiesz? –powiedziałem cicho odwracając od nie głowę.
            -Obudziłam się kilka razy. Nie spałeś.
            -Te wszystkie wydarzeni wczorajszego dnia nie dawały mi spać. Ale nie myśl teraz o tym. Co chciałabyś dzisiaj robić? –zapytałem zmieniając temat.
            -Nie wiem. Może poszlibyśmy na miasto? Ale dalej niż wczoraj. Bardziej do centrum.
            -Zgoda. Ja mam dzisiaj spotkanie z Edem o 11.30. Myślę, że około 12.30 powinno się skończyć. Idziesz ze mną czy wolisz zostać w domu?
            -Idę z tobą. –powiedziała bez namysłu. –Boję się zostać sama w domu.
            -Ok. –powiedziałem siadając na łóżku. –Co chcesz dzisiaj na śniadanie?
            -Tosty z serem. –powiedziała uśmiechając się.
            -Ok, idę się przebrać i zrobić śniadanie. –powiedziałem i wszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. Poszedłem na dół i zrobiłem śniadanie. O 8.40 zeszła Vanessa i razem zaczęliśmy jeść.
Przez resztę czasu do 11. Obejrzeliśmy sobie jakiś film, potem pojechaliśmy do studia. Vanessa poszła do kawiarni, w której zaprzyjaźniła się wczoraj z ekspedientką, a ja poszedłem do mojego Gabinetu, pod którym siedział już Ed. Rozmowa przebiegła po mojej myśli. Z Edem bardzo fajnie się rozmawia. Podpisaliśmy umowę na 3 lata i było już po spotkaniu.
            Zszedłem na dół do kawiarni po Van, ale jej tam nie było.
            -Przepraszam. –powiedziałem do ekspedientki –Gdzie jest Vanessa?
            -Wyszła do toalety. –powiedziała.
            Odetchnąłem z ulgą. Po chwili Vanessa weszła do pomieszczenia.
            -Już po? –zapytała.
            -Tak. Teraz jestem cały twój. –powiedziałem i objąłem ja ramieniem.
            -Fajnie. –powiedziała bez entuzjazmu.
            -Co się stało? –zaniepokoiłem się.
            -Powiem ci. Ale nie tutaj. Możemy iść do ciebie do gabinetu?
            -No pewnie. –powiedziałem i skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
            Gdy weszliśmy do mojego gabinetu Vanessa usiadła na kanapie. Poszedłem w jej ślady. Wyciągnęła telefon z kieszeni i zaczęła coś klikać. Po chwili pokazała mi SMS’a. „Wiem gdzie jesteście, nie uciekniecie mi. Daję wam jeszcze jedną szansę. Wiem, że słyszałaś o czym rozmawiałem wczoraj z Justinem. Zastanówcie się dobrze. Jutro dacie mi odpowiedź. M. S.” M, jak Max, S jak Selena. Vanessa zaczęła płakać.
            Przytuliłem ją.
            -Oni wiedzą, gdzie my jesteśmy. Znajdą nas i zabiją.
            -Nikt nas nie zabije. Uwierz mi. Damy radę, wygramy z nimi. –powiedziałem pewnym siebie głosem. W rzeczywistości, bałem się jak nigdy. –chodź wracamy do domu. Jutro pójdziemy na miasto ok?
            -Ok.
            ***pół godziny później***
            Siedzieliśmy na tarasie i wpatrywaliśmy się w wodę. Panowała niezręczna cisza.
            -Chcesz pizzę na obiad? –zapytałem w końcu. Kiwnęła głową na ‘tak’.
            -Idę zamówić. –poszedłem do domu wybrałem numer pizzerii i złożyłem zamówienie. Pizzę mieli przywieść za jakieś 30 minut. Wróciłem na taras. Niestety nie było tam Van.
            -Vanessa! Van! –zacząłem krzyczeć na cały głos i biegać po domu jak oszalały.
            -Justin? Co chcesz? –powiedziała wychodząc z łazienki.
            -Nic po prostu się przestraszyłem gdy zobaczyłem, że nie ma cię na tarasie.
            -Poszłam tylko do łazienki. Jesteś przewrażliwiony. –Może ma rację?
            -Przepraszam. Po prostu się o ciebie boję. Możemy pójdziemy dzisiaj na jakiś koncert? Co ty na to?
            -Zależy na jaki? –powiedziała uśmiechając się.
            -Słyszałem, że gra dzisiaj jakiś zespół. Little Mix czy jakoś tak.
            -Oki. –moja twarz była blisko niej. Coraz bardziej się do siebie przybliżaliśmy. W końcu to zrobiłem. Pocałowałem ją. Odwzajemniła pocałunek. Po kilku sekundach oderwaliśmy się od siebie z uśmiechami na twarzy. Przytuliła się do mnie. Przerwał nam dzwonek do drzwi.
            -To pewnie Pizza. –powiedziałem i poszedłem otworzyć. Vanessa poszła za mną. Przed drzwiami zamiast gościa z pizzą zobaczyłem Eda.  –Ed? –zapytałem zdziwiony. –Co ty tu robisz?
            -Przepraszam, że nachodzę cię w domu, ale mam ważną sprawę. Mogę wejść.
            -Jasne wchodź. –powiedziałem i uchyliłem szerzej drzwi, żeby go wpuścić.
            -Cześć Vanessa. –powiedział gdy tylko ją zobaczył.
            -Cześć. Chodź do salonu.
            Wszyscy troje poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Ed wyjął laptop i cos włączał.
            -Co jest tak ważne, że przychodzisz do mnie do domu i to dosłownie półtorej godziny po naszym spotkaniu?
            -Gdy wróciłem do domu odpaliłem komputer. Pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem Maila. Zobacz jaką wiadomość dostałem. –powiedział odwracając w moją stronę laptop.
            -„Lepiej dla ciebie, jeśli będziesz trzymał się od Justina i tej jego laski z daleka. M.” –przeczytałem na głos. Spojrzałem na Van. W jej oczach malowało się przerażenie. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
            -Ktoś mi powie co tu się dzieje? –zapytał Ed.
            -Uciekliśmy z Kalifornii, bo były chłopak Van i moja była dziewczyna nam grozili. Spalili nasz dom. Miałem tam firmę fonograficzną taką jak tą. To jest jej filia. Teraz też nam grożą, że nas znajdą i zabiją. –Tłumaczyłem mu. Siedział z zaciekawieniem. Nie przerywał. –może mają rację. Nie musisz ze mną współpracować jeśli nie chcesz. Zrozumiem to. Tylko nie mów nikomu co tu się dzieje. Ok?
            -Nie mam zamiaru zrywać umowy –powiedział łagodnie Ed. –Nie znamy się długo, ale nie ma w mieście lepszego menagera od ciebie. Jeśli tylko mi pozwolicie. Pomogę wam. –powiedział spokojnie. Spojrzeliśmy zdziwieni na siebie z Van.
            -Czekaj bo chyba się przesłyszałem. Ty chcesz nam pomóc? –zapytałem z niedowierzaniem.
            -No tak. Jeśli tylko mi na to pozwolicie i zaufacie mi w 100% to tak.
            -Van, co o tym myślisz? –spojrzałem na swoją dziewczynę.
            -Z jednej strony im więcej nas będzie tym łatwiej będzie nas znaleźć. Mogą nas namierzać na różne sposoby. Z drugiej jednak, razem będziemy silniejsi i możemy zdziałać więcej. Tylko Ed, jeśli teraz w to wejdziesz już z tego nie wyjdziesz wiesz o tym? –powiedziała Van.
            -Zdaję sobie z tego sprawę. –powiedział pewny siebie.
            -Mi się podoba, im więcej tym raźniej co nie Justin?
            -W takim razie, jeśli chcesz to możesz nam pomóc. Umowa jest taka: Każdy każdego informuje jeśli dostał jakiegoś SMS’a, Maila albo cokolwiek innego z inicjałami M. Lub S. Zgoda? –zapytałem
            -Zgoda –odpowiedzieli razem Vanessa i Ed. W tej chwili zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem...

            
_________________________________________________
Mam nadzieję, że tym razem nie będę musiała się upominać o komentarze -,-
Dla was to chwila, a dla mnie to wiele znaczy
3 komentarze =13 rozdział.
Jeszcze jedno: zagłosujcie proszę w sondzie. Miłego czytania xx

3 komentarze: