piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział XV

-Mam już zdjęcia z prześwietlenia. –powiedział –wynika z tego że to tylko skręcenie kostki. Włożymy to pani w szynę i może pani iść do domu. –powiedział. Odetchnęliśmy z Van z ulgą.
            Po około 30 minutach byliśmy już w domu. Wniosłem Vanessę przez drzwi. Czułem się jakbym wnosił do domu moja żonę, ale na to jeszcze przyjdzie czas.
            -To co? Gdzie idziemy? –zapytałem gdy staliśmy w przedpokoju.
            -Spać –odpowiedziała.
            -To idziemy spać. –poszliśmy na górę do naszej sypialni.
            -Czy możesz na chwilę… wyjść? –zapytała niepewnie.
            -Po co?
            -Chcę się przebrać.
            -Skoro muszę. –powiedziałem. –Ale bądź ostrożna ok?
            -Ok. –powiedziała a ja wyszedłem z sypialni.

            ***Oczami Vanessy***
            Przebrałam się.
            -Justin! Już możesz! –zawołałam. Wiedziałam, że nie był szczęśliwy gdy kazałam mu wyjść, ale nie będę się przy nim przebierać.
            -Jak noga? –zapytał zamykając drzwi.
            -Jeszcze trochę boli, ale lekarz powiedział, że to normalne. –powiedziałam kładąc się do łóżka.
            -Dobranoc Van. –powiedział całując mnie w czoło.
            -Nie idziesz spać?
            -Nie jestem zmęczony, ale ty sobie śpij. Kocham cię.
            -Ja ciebie też. –powiedziałam zamykając oczy. Usłyszałam tylko dźwięk zamykanych drzwi. Zasnęłam.
            Obudziłam się z krzykiem.

            -Vanessa co się stało? –zapytał przerażony Justin.
            -Nie wiem, coś mi się przyśniło. Max. Chciał mnie zabić, uciekaliśmy przed nim, ale on miał broń. Strzelał. Trafił cię… -powiedziałam płacząc.
            -To tylko zły sen. Maxa tu nie ma. Jest w porządku. –powiedział przytulając mnie. Położyliśmy się. Leżałam na jego torsie. Czułam jak jego serce bije, jak jego klatka się unosi i opada przy oddychaniu. Justin cały czas gładził mnie po ramieniu. Tak zasnęliśmy…
            Rano obudziło mnie ciche brzdąkanie na gitarze. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że Justina nie ma obok mnie. Powoli wstałam i skacząc na jednej nodze wyszłam z pokoju. Dźwięki dochodziły z ‘tajnego’ pokoju Justina. Powoli otworzyłam drzwi i zajrzałam do środka. Justin siedział plecami do drzwi i jeszcze mnie nie zauważył. ‘Wskoczyłam’ do pokoju. Odwrócił się w moją stronę.
            -Van co ty robisz? Przecież nie wolno ci się przemęczać. –powiedział z troską i wziął mnie na ręce.
            -Bardzo proszę. Nie rób ze mnie kaleki, ani kobiety w ciąży dobrze? –zapytałam
            -Skoro muszę. –powiedział spuszczając głowę.
            -Jak kiedyś będę w ciąży, w tedy pozwolę ci mnie nosić. Ciekawe czy wtedy będziesz taki chętny. –powiedziała sarkastycznie.
            -Możemy się przekonać. –powiedział uśmiechając się cwaniacko.
            -To był sarkazm głupku. –powiedziałam uderzając go po głowie. –Czy możesz mnie postawić, albo chociaż posadzić?
            -A co nie wygodnie ci w moich ramionach?
            -wygodnie, ale chcę iść dzisiaj na spacer, więc lepiej się nie przemęczaj. –mina jaka zrobił była bezcenna.
            -Mogę cię posadzić. –powiedział i usiedliśmy na kanapie, która stała obok nas. –Z tym spacerem to tak serio? –zapytał drapiąc się po głowie.
            -Nie –powiedziałam pokazując mu język. –musiałam coś zrobić żebyś mnie posadził. A nawet jeśli, to poszlibyśmy?
            -Co najwyżej na plażę, jeśli chcesz?
            -Z tobą zawsze i wszędzie. –powiedziałam całując go. Odwzajemnił pocałunek. –Dlaczego nie pozwalałeś mi tu wcześniej wchodzić? –zapytałam rozglądając się po pokoju.
            -W każdym miejscu, w którym mieszkałem miałem takie swoje miejsce, do którego nie wolno było nikomu wchodzić. W poprzednim nawet Selenie nie pozwalałem, a pozwalałem jej na wiele.
            -To czemu mi teraz pozwalasz tu siedzieć?
            -Bo jesteś częścią mnie. Więc tak jakby to też twoje miejsce.
            -Dziękuję. –powiedziałam. –zagrasz mi coś? –zapytała patrząc na pianino.
            -Czemu nie? –wziął mnie na ręce.
            -Gdzie mnie niesiesz? –byłam zdezorientowana. Po chwili posadził mnie na klapie pianina.
            -Tutaj. Możesz się położyć, możesz tu zrobić co chcesz. Tylko nie skacz i nie stawaj bo może się zawalić.
            -Ale jak siedzę tak normalnie to nic się nie stanie? –zapytałam.
            -Nie. –powiedział siadając przed klawiatura. Zaczął grać, a po chwili śpiewać: https://www.youtube.com/watch?v=fdYor70HGVc
            Gdy skończył zaczęłam płakać.
            -Nie podoba ci się? –powiedział spuszczając głowę.
            -Jest śliczna. –powiedziałam ocierając łzy.
            -To czemu płaczesz?
            -Bo zrozumiałam, ile dla mnie robisz i, że ja nie mogę ci się w żaden sposób odwdzięczyć.
            -Myszko, mi wystarczy to że jesteś… -podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i mocno przytulił.
            -Ale ja się z tym dziwnie czuje –powiedziałam gdy siadaliśmy na kanapie. –Dla mnie, a raczej przeze mnie wyjechałeś z Kalifornii, kupiłeś mi tony ciuchów, telefon. Nie byle jaki telefon. Piszesz dla mnie piosenki. A co ja ci mogę dać? Wieczną ucieczkę i problemy. –cały czas płakałam.
            -Nie mów tak. Nie jesteś, nie byłaś, nie będziesz problemem, ani nie robisz problemów. Z Kalifornii nie wyjechałem przez ciebie. Mnie też grożono. Ciuchy i telefon kupiłem ci bo chciałem a nie musiałem. Piosenki dla ciebie piszę, tak samo. Nie dlatego, że musze tylko dlatego, ze chce. Rozumiesz?
            -Rozumiem. –pokiwałam głową wycierając łzy, które płynęły mi po policzkach.
            -Nie płacz już. Jesteś za ładna by płakać. –powiedział uśmiechając się. W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Justin spojrzał na zegarek. –To pewnie Ed. Umówiłem się z nim o 11.00.
            -To już 11?! –zapytałam.
            -Tak, chodź. –wziął mnie ręce. Poszliśmy do salonu. Justin posadził mnie na kanapie i poszedł otworzyć drzwi. Wykorzystałam sytuację i poszłam ostrożnie na górę, żeby się przebrać.
            -Vanessa! –usłyszałam z dołu głos Justina. –poczekaj chwilę. –powiedział do Eda i słyszałam jak idzie po schodach. Byłam już przebrana. –Czemu sama poszłaś? –zapytał stając w drzwiach.
            -Chciała się przebrać. Nie będę paradowała przed Edem w pidżamie. Pamiętasz jaki miałeś z tym problem, gdy byliśmy u Louisa?
            -Punkt dla ciebie. Ale następnym razem jak będziesz chciała iść się przebrać to mi powiedz dobrze? –zapytał podchodząc i biorąc mnie na ręce.
            -Mam inne wyjście? –zapytała wieszając mu ręce na szyi.
            -Nie. –powiedział i zeszliśmy na dół.
            -Cześć Ed. –przywitałam się z przyjacielem.
            -Cześć Van, jak się czujesz? -Zapytał
            -Dobrze. Skoro lata po całym mieszkaniu –powiedział Justin zanim zdążyłam się odezwać.
            -Dziękuję panie adwokacie –spojrzałam na niego z ukosa. –Ale pozwoli pan, że sama będę za siebie odpowiadać dobrze.
            -Niech będzie. –powiedział nie chętnie.
            -Możesz mnie już posadzić? Jak będziesz mnie tak dalej nosić, nie dasz rady mnie zanieść na plażę po południu. –powiedziała posyłając mu uśmieszek.

            -Proszę bardzo –powiedział gdy posadził mnie na kanapie. –chcecie coś do picia? –zapytała patrząc to na mnie to na Eda. 
-Ja poproszę wody –powiedziałam.
            -To ja też. –powiedział Ed. Justin wyszedł do kuchni. –Poczekaj pomogę ci. –poszedł za nim do kuchni.
            Zostałam sama. Justin dostał SMS. Wzięłam telefon do ręki. Już miałam zawołać gdy zobaczyłam od kogo: Selena. Na nieszczęście, a może jednak szczęście pokazał się początek wiadomości. Pisało tam...

____________________________________________________________
Jest rozdział 15. Jestem pod wrażeniem jak szybko komentujecie. Nie wyrabiam się z pisaniem rozdziałów. Ale dobrze, że komentujecie, bardzo się cieszę z tego powodu.
4 komentarze = 16 rozdział xx

4 komentarze: