-Mam już zdjęcia z
prześwietlenia. –powiedział –wynika z tego że to tylko skręcenie kostki.
Włożymy to pani w szynę i może pani iść do domu. –powiedział. Odetchnęliśmy z
Van z ulgą.
Po około 30 minutach byliśmy już w
domu. Wniosłem Vanessę przez drzwi. Czułem się jakbym wnosił do domu moja żonę,
ale na to jeszcze przyjdzie czas.
-To co? Gdzie idziemy? –zapytałem
gdy staliśmy w przedpokoju.
-Spać –odpowiedziała.
-To idziemy spać. –poszliśmy na górę
do naszej sypialni.
-Czy możesz na chwilę… wyjść?
–zapytała niepewnie.
-Po co?
-Chcę się przebrać.
-Skoro muszę. –powiedziałem. –Ale
bądź ostrożna ok?
-Ok. –powiedziała a ja wyszedłem z
sypialni.
***Oczami Vanessy***
Przebrałam się.
-Justin! Już możesz! –zawołałam.
Wiedziałam, że nie był szczęśliwy gdy kazałam mu wyjść, ale nie będę się przy
nim przebierać.
-Jak noga? –zapytał zamykając drzwi.
-Jeszcze trochę boli, ale lekarz
powiedział, że to normalne. –powiedziałam kładąc się do łóżka.
-Dobranoc Van. –powiedział całując
mnie w czoło.
-Nie idziesz spać?
-Nie jestem zmęczony, ale ty sobie
śpij. Kocham cię.
-Ja ciebie też. –powiedziałam
zamykając oczy. Usłyszałam tylko dźwięk zamykanych drzwi. Zasnęłam.
Obudziłam się z krzykiem.
-Vanessa co się stało? –zapytał
przerażony Justin.
-Nie wiem, coś mi się przyśniło.
Max. Chciał mnie zabić, uciekaliśmy przed nim, ale on miał broń. Strzelał.
Trafił cię… -powiedziałam płacząc.
-To tylko zły sen. Maxa tu nie ma.
Jest w porządku. –powiedział przytulając mnie. Położyliśmy się. Leżałam na jego
torsie. Czułam jak jego serce bije, jak jego klatka się unosi i opada przy
oddychaniu. Justin cały czas gładził mnie po ramieniu. Tak zasnęliśmy…
Rano obudziło mnie ciche brzdąkanie
na gitarze. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że Justina nie ma obok mnie.
Powoli wstałam i skacząc na jednej nodze wyszłam z pokoju. Dźwięki dochodziły z
‘tajnego’ pokoju Justina. Powoli otworzyłam drzwi i zajrzałam do środka. Justin
siedział plecami do drzwi i jeszcze mnie nie zauważył. ‘Wskoczyłam’ do pokoju.
Odwrócił się w moją stronę.
-Van co ty robisz? Przecież nie
wolno ci się przemęczać. –powiedział z troską i wziął mnie na ręce.
-Bardzo proszę. Nie rób ze mnie
kaleki, ani kobiety w ciąży dobrze? –zapytałam
-Skoro muszę. –powiedział
spuszczając głowę.
-Jak kiedyś będę w ciąży, w tedy
pozwolę ci mnie nosić. Ciekawe czy wtedy będziesz taki chętny. –powiedziała
sarkastycznie.
-Możemy się przekonać. –powiedział
uśmiechając się cwaniacko.
-To był sarkazm głupku.
–powiedziałam uderzając go po głowie. –Czy możesz mnie postawić, albo chociaż
posadzić?
-A co nie wygodnie ci w moich
ramionach?
-wygodnie, ale chcę iść dzisiaj na
spacer, więc lepiej się nie przemęczaj. –mina jaka zrobił była bezcenna.
-Mogę cię posadzić. –powiedział i
usiedliśmy na kanapie, która stała obok nas. –Z tym spacerem to tak serio?
–zapytał drapiąc się po głowie.
-Nie –powiedziałam pokazując mu
język. –musiałam coś zrobić żebyś mnie posadził. A nawet jeśli, to poszlibyśmy?
-Co najwyżej na plażę, jeśli chcesz?
-Z tobą zawsze i wszędzie.
–powiedziałam całując go. Odwzajemnił pocałunek. –Dlaczego nie pozwalałeś mi tu
wcześniej wchodzić? –zapytałam rozglądając się po pokoju.
-W każdym miejscu, w którym
mieszkałem miałem takie swoje miejsce, do którego nie wolno było nikomu
wchodzić. W poprzednim nawet Selenie nie pozwalałem, a pozwalałem jej na wiele.
-To czemu mi teraz pozwalasz tu
siedzieć?
-Bo jesteś częścią mnie. Więc tak
jakby to też twoje miejsce.
-Dziękuję. –powiedziałam. –zagrasz
mi coś? –zapytała patrząc na pianino.
-Czemu nie? –wziął mnie na ręce.
-Gdzie mnie niesiesz? –byłam
zdezorientowana. Po chwili posadził mnie na klapie pianina.
-Tutaj. Możesz się położyć, możesz
tu zrobić co chcesz. Tylko nie skacz i nie stawaj bo może się zawalić.
-Ale jak siedzę tak normalnie to nic
się nie stanie? –zapytałam.
-Nie. –powiedział siadając przed
klawiatura. Zaczął grać, a po chwili śpiewać: https://www.youtube.com/watch?v=fdYor70HGVc
Gdy skończył zaczęłam płakać.
-Nie podoba ci się? –powiedział
spuszczając głowę.
-Jest śliczna. –powiedziałam
ocierając łzy.
-To czemu płaczesz?
-Bo zrozumiałam, ile dla mnie robisz
i, że ja nie mogę ci się w żaden sposób odwdzięczyć.
-Myszko, mi wystarczy to że jesteś…
-podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i mocno przytulił.
-Ale ja się z tym dziwnie czuje
–powiedziałam gdy siadaliśmy na kanapie. –Dla mnie, a raczej przeze mnie
wyjechałeś z Kalifornii, kupiłeś mi tony ciuchów, telefon. Nie byle jaki
telefon. Piszesz dla mnie piosenki. A co ja ci mogę dać? Wieczną ucieczkę i
problemy. –cały czas płakałam.
-Nie mów tak. Nie jesteś, nie byłaś,
nie będziesz problemem, ani nie robisz problemów. Z Kalifornii nie wyjechałem
przez ciebie. Mnie też grożono. Ciuchy i telefon kupiłem ci bo chciałem a nie
musiałem. Piosenki dla ciebie piszę, tak samo. Nie dlatego, że musze tylko
dlatego, ze chce. Rozumiesz?
-Rozumiem. –pokiwałam głową
wycierając łzy, które płynęły mi po policzkach.
-Nie płacz już. Jesteś za ładna by
płakać. –powiedział uśmiechając się. W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
Justin spojrzał na zegarek. –To pewnie Ed. Umówiłem się z nim o 11.00.
-To już 11?! –zapytałam.
-Tak, chodź. –wziął mnie ręce.
Poszliśmy do salonu. Justin posadził mnie na kanapie i poszedł otworzyć drzwi.
Wykorzystałam sytuację i poszłam ostrożnie na górę, żeby się przebrać.
-Vanessa! –usłyszałam z dołu głos
Justina. –poczekaj chwilę. –powiedział do Eda i słyszałam jak idzie po
schodach. Byłam już przebrana. –Czemu sama poszłaś? –zapytał stając w drzwiach.
-Chciała się przebrać. Nie będę
paradowała przed Edem w pidżamie. Pamiętasz jaki miałeś z tym problem, gdy
byliśmy u Louisa?
-Punkt dla ciebie. Ale następnym
razem jak będziesz chciała iść się przebrać to mi powiedz dobrze? –zapytał
podchodząc i biorąc mnie na ręce.
-Mam inne wyjście? –zapytała
wieszając mu ręce na szyi.
-Nie. –powiedział i zeszliśmy na
dół.
-Cześć Ed. –przywitałam się z
przyjacielem.
-Cześć Van, jak się czujesz? -Zapytał
-Dobrze. Skoro lata po całym
mieszkaniu –powiedział Justin zanim zdążyłam się odezwać.
-Dziękuję panie adwokacie
–spojrzałam na niego z ukosa. –Ale pozwoli pan, że sama będę za siebie
odpowiadać dobrze.
-Niech będzie. –powiedział nie
chętnie.
-Możesz mnie już posadzić? Jak
będziesz mnie tak dalej nosić, nie dasz rady mnie zanieść na plażę po południu.
–powiedziała posyłając mu uśmieszek.
-Proszę bardzo –powiedział gdy
posadził mnie na kanapie. –chcecie coś do picia? –zapytała patrząc to na mnie
to na Eda.
-To ja też. –powiedział Ed. Justin wyszedł
do kuchni. –Poczekaj pomogę ci. –poszedł za nim do kuchni.
Zostałam sama. Justin dostał SMS. Wzięłam
telefon do ręki. Już miałam zawołać gdy zobaczyłam od kogo: Selena. Na
nieszczęście, a może jednak szczęście pokazał się początek wiadomości. Pisało tam...
____________________________________________________________
Jest rozdział 15. Jestem
pod wrażeniem jak szybko komentujecie. Nie wyrabiam się z pisaniem rozdziałów.
Ale dobrze, że komentujecie, bardzo się cieszę z tego powodu.
4 komentarze = 16
rozdział xx

Super. :-D
OdpowiedzUsuńBardzo fajne pisz dalej :)
OdpowiedzUsuńPisz szybciej nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu
OdpowiedzUsuńTo jest świetne :-D
OdpowiedzUsuń